Liberum veto. Między zgodą a anarchią [TPCT 310]

Liberum veto. Między zgodą a anarchią [TPCT 310]

Czy możemy dziś czerpać z idei zgody, wypracowywania konsensusu i próby budowania polityki na zasadach przyjaźni? Czy ten obyczaj polityczny wraz z kilkusetletnią tradycją, jest w stanie odrodzić się w perspektywie nowoczesnego państwa? W jaki sposób równoważyć literę i ducha prawa? Czy liberum veto może stać się również źródłem inspiracji zamiast ponurej przestrogi? Te sprawy stawiamy w centrum tego numeru.

Czy można rozważać polski ustrój z pracami Arystotelesa w ręku? A może należałoby jeszcze dokooptować Cycerona, Tacyta, Liwiusza? Czy to nie szaleństwo? – ktoś mógłby rzucić oburzony. Żadną miarą! I Rzeczpospolita ufundowana została na rzymskiej frazie, formie i modelu – sama sięgała do tradycji republiki i toposu łacińskiej kultury, ale też przyswajała je za pośrednictwem chrześcijańskiego wehikułu. Spróbujmy pójść o krok dalej w naszym pozornym obłędzie zadając pytanie: a co jeżeli liberum veto wyrasta z tego pnia równie mocno co zasada ustroju mieszanego, harmonizującego trzy uniwersalne czynniki władzy publicznej: monarchiczny, arystokratyczny i „politeiczny” – klejąc je spoiwem zgody? Ależ to uwiera! Nie przystaje! Skandal! „Liberum veto – jako zasada jedności, toż to pure nonsens!” (w ten sposób mógłby żachnąć się niejeden Starszy Pan z konserwatywnej Galicji na szpaltach „Stańczyka”). A jednak – spróbujmy się zmierzyć z tą kontrowersyjną tezą! Szczególnie że przypada właśnie 370. rocznica zastosowania tej zasady przez posła upickiego Władysław Siciński podczas sejmu warszawskiego, ustanawiając pewien precedens, tak bardzo odczuwalny w wieku XVIII.

Zaczęliśmy od Arystotelesa, więc wypadałoby do niego wrócić, aby nie pozostał na początku tekstu – jak Piłat w Credo. Wszyscy pamiętamy, że w „Etyce nikomachejskiej” Filozof stwierdził, że „w ustrojach despotycznych przyjaźń i sprawiedliwość w słabej tylko występują mierze, w demokracjach natomiast w bardzo silnej, bo równi sobie obywatele mają wiele ze sobą wspólnego” (1161 b), warunkując tym samym, że polityka – szczególnie w ustrojach wspólnotowych – opiera się na przyjaźni. Przyjaźń i jedność jako pewne spoiwo łączące obywateli i wspólnotę polityczną. Wychodząc od tego założenia, dużo łatwiej sięgnąć do zasady liberum veto, która przecież była mechanizmem przywołującym do ucierania racji, porządkowania stanowisk i dochodzenia do konsensusu. Wisząc jako opcja nad zgromadzeniem, niejako przymuszała do wypracowania pewnego stanowiska, które odpowiadałoby wszystkim posłom. Na próżno w tym modelu szukać próby anihilacji przeciwnika, jak to często widzimy we współczesnych partyjnych sporach – gdzie obietnica przezwyciężenia i zmarginalizowania oponenta jawi się jako jedyna opcja na ułożenie spraw. Trudna sztuka negocjacji, zjednywania, bilansowania racji, chodzenia na ustępstwa – jakże lepiej pasuje do formuły republiki wolnych obywateli niż polityczny teatr, w którym głosy rozkładają się jeszcze przed podjęciem obrad! Co więcej, to formuła, która obiecuje zarówno szacunek, jak i ostatecznie gra na zjednoczenie i polityczną przyjaźń, niż kopanie okopów i stawianie barykad.

Oczywiście, ktoś trafnie mógłby zadać pytanie: to skoro było tak dobrze, dlaczego skończyło się w tak ponury sposób? Warto zwrócić uwagę, że w tym miejscu otwiera się osobny wielki rozdział polityczności prawa – czytania litery w kontrze do obyczaju politycznego. Można powiedzieć, że w momencie, w którym forma i obyczaj polityczny został zastąpiony literalnym odczytem, zaczęła się degeneracja. Dura lex sed lex – jak głosi rzymska zasada. Można zobaczyć, że precedens prawny, początkowo z perspektywy wczesnych lat 50. XVII wieku, nie wyglądał tak groźnie (wszak chodziło jedynie o niezgodę na kontynuację obrad ponad założony wcześniej plan), jak w momencie, gdy przeistoczył się w zasadę dezorganizującą wspólnotę polityczną, pozbawiając ją przestrzeni forum. Czasy saskie stały się momentem ostatecznego wypaczenia pewnej idei, której założenie stało w całkowitej opozycji do jej topornej politycznej realizacji. 

Czy możemy dziś czerpać z idei zgody, wypracowywania konsensusu i próby budowania polityki na zasadach przyjaźni? Czy ten obyczaj polityczny wraz z kilkusetletnią tradycją, jest w stanie odrodzić się w perspektywie nowoczesnego państwa? W jaki sposób równoważyć literę i ducha prawa? Czy liberum veto może stać się również źródłem inspiracji zamiast ponurej przestrogi? Te sprawy stawiamy w centrum tego numeru.

Jan Czerniecki
Redaktor naczelny

PS. Sięgając do tematów, znajdujących się w polu naszych zainteresowań, nie zapominamy o tym, co dzieje się na Ukrainie oraz konsekwencjach rosyjskiej inwazji. Dlatego obok tematu wiodącego będziemy w tygodniku także dołączać teksty referujące do bieżącej sytuacji, podejmując równolegle temat spraw tak istotowo ważnych dla nas i naszych Czytelników. Mamy nadzieję, że ta formuła dobrze wypełni postulat dostrzegania spraw, które budują naszą rzeczywistość.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

MKiDN kolor 80


Zostań mecenasem Teologii Politycznej. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli, współpracujemy z uczonymi, pisarzami i artystami. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. (KLIKAM, BY DOŁĄCZYĆ DO GRONA MECENASÓW TEOLOGII POLITYCZNEJ).

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.