ks. Jan Sochoń: Biblioteka Zygmunta Kubiaka

ks. Jan Sochoń: Biblioteka Zygmunta Kubiaka

Czytając książki Zygmunta Kubiaka smakujemy to, co oferują pomniki światowej literatury, odczuwamy rytm życia (i duszpasterstwa) na przykład św. Augustyna, który przemawia do nas, w naszym, prawie rdzennym wysłowieniu

Czytając książki Zygmunta Kubiaka smakujemy to, co oferują pomniki światowej literatury, odczuwamy rytm życia (i duszpasterstwa) na przykład św. Augustyna, który przemawia do nas, w naszym, prawie rdzennym wysłowieniu

Biblioteką dzisiejszego pokolenia zdaje się być Internet. Wielu studentów z uśmiechem powtarza, że właściwie czyta tylko to, co jaśnieje na ekranie eleganckich, dizajnerskich laptopów. Wędrówka do tradycyjnej czytelni przekracza ich codzienne nawyki. Zapewne z tej racji nie powinniśmy nerwowo zaciskać ust. Warto przecież korzystać z udogodnień, jakie niesie najnowsza technika. Ale zauważmy: komputer wymusza pewien typ myślenia radykalnie dyskursywnego, który może doprowadzać do umniejszania innych rodzajów myślenia, w tym także myślenia kontemplacyjnego.

Dlatego nie należy zamykać się w sugestywnym obszarze porządku wirtualnego. Cudowną rzeczą wciąż pozostaje poznawanie rzeczywistego świata, więź z europejską tradycją intelektualną, z której mamy prawo hojnie czerpać, i w której po prostu żyjemy, poruszamy się, jesteśmy, by przeformułować znaną frazę św. Pawła. Realnie istniejący pyłek przynosi więcej duchowych uniesień, niż najbardziej atrakcyjne sztuczne artefakty. Ludwik Feuerbach w przedmowie do drugiego wydania O istocie chrześcijaństwa z 1843 roku zanotował, iż jego epoka ceni wyżej obraz niż rzecz, kopię niż oryginał, wyobrażenie niż rzeczywistość, pozór niż istotę. Tę jego ostrzegawczą skargę przekształciliśmy obecnie w niepokojące rozpoznanie: społeczeństwo jest „nowoczesne”, kiedy jednym z dominujących rysów działalności staje się w nim tworzenie i konsumpcja obrazów, niezbędnych do tego, żeby mogła rozwijać się  zdrowa gospodarka, żeby umacniała się stabilizacja polityczna i rosły szanse odnalezienia szczęścia przez każdego z nas.

Zygmunt Kubiak, bohater niniejszej wypowiedzi, zgodziłby się z tego rodzaju opisem. Był bowiem otwarty na wszystko, co niesie globalizująca się w szybkim tempie Ziemia. Równocześnie jednak nie wyobrażał sobie życia bez stałego napięcia, jakie wywoływały w jego sercu dokonania grecko-rzymsko-chrześcijańskiej kultury, zwłaszcza poetycki styl odnoszenia się do rzeczywistości i zanurzonego w niej człowieka. Miałem niekłamaną przyjemność znać go osobiście. Nieraz zdarzało się, że rozmawialiśmy dosyć długo, stojąc przy bramie kościoła przy ulicy Nobla na Saskiej Kępie, albo w murach Stowarzyszenia Pisarzy Polskich na Krakowskim Przedmieściu. Prawie zawsze mówił o tym, że stara się jak najgłębiej zamieszkiwać w słowie, w polskim języku, w dukcie wypracowanym przez pisarstwo Jana Kochanowskiego. Że chciałby, aby wartości ukształtowane w głębi kultury śródziemnomorskiej na stałe zagościły we wrażliwości Polaków, którzy nie będą mogli zrozumieć samych siebie, jeżeli nie przejrzą się w duchowym zwierciadle, jakie ukształtowali greccy tragicy, najwybitniejsi filozofowie, tacy, jak Platon czy Arystoteles, Wergiliusz, św. Augustyn, Dante, św. Tomasz z Akwinu,  Montaigne, Szekspir albo Eliot. Słowo, czyste i niezbrukane złem, pozbawione totalitarnych żądz, co rusz powtarzał Zygmunt Kubiak, ma terapeutyczną moc. Należy więc sięgać do antycznych praktyk, które za pomocą różnych form dyskursu, próbowały leczyć człowieka, z jego najróżniejszych uwikłań, zależnie od tego, czy chodziło o zachętę, naganę, pocieszenie czy kształcenie.

Tym bardziej że ostatnie lata przyniosły zagubienie klasycznych miar i rozproszenie historycznego bogactwa treści, zrodzonych w krajobrazach łacińskiej Europy. Żyjemy tak, jakbyśmy sami musieli wszystko zaczynać od nowa. Uznanie zyskują ci, którzy proponują skrajnie racjonalistyczne metody poznawania i przekonują do budowy świata, pozbawionego najmniejszej nawet kropli tajemnicy, nie wyłączając tajemnic religijnych. Zdaliśmy się zaledwie na własne możliwości, przyjmując, że są one tytaniczne, bez jakichkolwiek granic. A równocześnie dopadają nas koszmary wojenne, coraz to w innym miejscu globu rozniecają się niespodziane konflikty, idea powszechnego pokoju należy już teraz do zdecydowanie utopijnych.

Zygmunt Kubiak określał tę sytuację mianem bezdomności. Nie chodziło mu tylko o brak możliwości godnego zamieszkiwania, ale o coś znacznie poważniejszego i gorzkiego: o bezdomność w sferze idei. Po rozbłysku Oświecenia, rewolucjach, wielkich wojnach doświadczyliśmy srodze tego, do czego zdolny bywa człowiek, szczególnie ten, który odgrodził się od skarbów tradycji, wiary i sztuki; który nie tyle poszukuje prawdy, ile raczej pragnie być jej projektodawcą i ostatecznym wersyfikatorem. Literatura XX wieku potwierdza powyższe rozpoznania, nie mogąc się właściwie wyzwolić z tego dziejowego ciężaru, podsycając, chcąc nie chcąc, nihilistyczne postawy. Niezbyt też często włącza się w krąg światła, płynącego w głównej mierze (choć nie tylko) z dawnej Grecji.

Życie i pisarstwo Zygmunta Kubiaka przywraca jednakowoż nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone, że – mimo dziejowego paraliżu, spowodowanego przez komunistyczno-zbrodniczy system sprawowania władzy, który nas, Polaków, wyjątkowo złowieszczo zawirusował – jesteśmy w stanie nawiązać porozumienie z wysokim tonem kultury i wzbogacać siebie, a przez to wzbogacać tych, z którymi współtworzymy swoją codzienność. Żywotność naszej epoki musi się przeto wiązać z otwartością na źródłowe, arcydzielne utwory europejskiej kultury. Nie należy tracić z oczu tej perspektywy. Nacisk tekstów uładzonych, pozbawionych głębi, obniżonych do najprostszych, niemal instynktownych emocji, nie powinien nas w żadnych razie angażować.

Zygmunt Kubiak poświęcił się literaturze najwyższego lotu, takiej, która mieści w sobie archetypiczne sensy, dotyka wrażliwości wszystkich ludzi, nie jest lokalna, ale właśnie uniwersalna, w której wrażliwy czytelnik odnajduje swoje własne problemy, pytania, kierunki odpowiedzi na zasadnicze troski istnienia. Homer, Platon, św. Augustyn, Erazm z Rotterdamu, Kawafis (wymieniam zaledwie kilku z tych, którym zdwojoną uwagę poświęcił autor Wędrówki po Stuleciach), i przede wszystkim Biblia, z naciskiem położonym na autorów Ewangelii, stanowią konieczny horyzont, w którego tle jesteśmy w stanie rozwijać swoje człowieczeństwo, swoje twórcze potencjalności. Eseje i przekłady Zygmunta Kubiaka tak bardzo zrosły się z polską wyobraźnią, że w zauważalny sposób kształtują nasze poczucie jednostkowego i społecznego ładu, jak również wielostronnych doświadczeń konfesyjnych.

Dzięki pisarskiemu trudowi warszawskiego myśliciela, w pełni uświadamiamy sobie, iż życie ziemskie w swych zasadniczych rysach charakteryzuje racjonalny wysiłek, pielęgnacja człowieczego ducha (paideia), prowadzące do rozpoznawania struktury kosmosu, ale też do pogłębienia wewnętrznego, czyli uszlachetnienia ludzkiego umysłu. Dążenie do osiągnięcia osobowej pełni, w blasku prawdy i miłości, wyznaczało kiedyś – i wyznacza dzisiaj – kroki wszelkiej aktywności, w tym wytwarzanie najróżniejszych dzieł materialnych i intelektualnych.

Czytając książki Zygmunta Kubiaka smakujemy to, co oferują pomniki światowej literatury, odczuwamy rytm życia (i duszpasterstwa) na przykład św. Augustyna, który przemawia do nas, w naszym, prawie rdzennym wysłowieniu; podpowiada, żebyśmy odrzucili natarczywe przekonanie, że o własnych siłach możemy przezwyciężać osobiste grzechy, wady, niedociągnięcia. Żebyśmy zechcieli również zdać się na wsparcie Bożej łaski, odkryli, być może po wielu bolesnych trudach, że w chrześcijaństwie kryje się prawda. Nie wystarczy jednak ją poznawczo uchwycić. Prawdę trzeba objąć, czyli pokochać, a nie można być pewnym, że kocha się prawdę, jeśli nie przedkłada się jej ponad wszystko inne.

Dzięki Zygmuntowi Kubiakowi rozumiemy, że nasza egzystencja musi być swego rodzaju „rozmową” z różnymi sposobami bycia, w której zawsze chodzi o dociekanie natury rzeczy oraz szczerość międzyosobowych relacji.  Bo prawda jest i nie jest możliwe, aby jej nie było. Tylko różne do niej prowadzą drogi, różne sposoby badania.

Nie ma zatem innej możliwości, jak tylko w skupieniu czytać brewiarz Europejczyka, skomponowany i podarowany nam przez Zygmunta Kubiaka. Znajdować czas na przesiadywanie w domowej bibliotece, posilać się niezwykłym pokarmem klasycznej i chrześcijańskiej duchowości, słuchać cudownej mowy arcydzieł. Wówczas bałamuctwa współczesności nie będą nas ponad miarę dręczyły. Proszę mi wierzyć. Doprawdy, nie będą.

 ks. prof. Jan Sochoń

Warszawa-Bielany, wrzesień 2014 r.  

 


Ambitna kultura potrzebuje Twojego wsparcia. Prosimy, przekaż darowiznę w dowolnej wysokości i dołącz do grona wydawców najnowszego numeru rocznika Teologii Politycznej. Kliknij tu lub przekaż darowiznę na konto: Fundacja Świętego Mikołaja, Volkswagen Bank Polska S.A. 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem „darowizna na Teologię Polityczną nr 11”. Dziękujemy!

Wydaj z nami

TP11 Front
– pyta Dariusz Karłowicz, zachęcając do wsparcia wydania kolejnego numeru „Teologii Politycznej”
Brakuje

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.