Zagrajmy we właściwej lidze

Zagrajmy we właściwej lidze

Polska jest dużym europejskim państwem, które z mozołem od 30 lat buduje swój potencjał. To sprawia, że możemy wpływać na politykę w Europie, kształtowaną przez duże państwa – pisze Marek A. Cichocki w felietonie na łamach „Rzeczpospolitej”.

Nie wiem, czy historia może nas czegoś nauczyć. Na pewno może nam coś powiedzieć. Inna sprawa, że coraz częściej mówi do głuchych. W zeszłym tygodniu minęła setna rocznica traktatu z Trianon, który dla Viktora Orbána stał się najważniejszym chyba punktem odniesienia jego polityki w Europie. Wiele wskazuje na to, że nie jest to tylko jego osobiste podejście, ale też punkt widzenia wielu Węgrów, dla których Trianon pozostaje symbolem międzynarodowej niesprawiedliwości. W wyniku traktatu Węgry straciły większą część swego historycznego terytorium i zostały sprowadzone do swego obecnego, kadłubowego kształtu.

Polska nie jest jednym z tych małych środkowoeuropejskich krajów, o których Milan Kundera pisał, że muszą się lękać, by historia znów nie zdmuchnęła ich z powierzchni ziemi

Polska historia za sprawą wojny z bolszewikami i wygranej Bitwy Warszawskiej potoczyła się po I wojnie światowej zupełnie inaczej. A przecież w XIX wieku Polacy także zaznali istnienia w „kadłubowej" postaci za sprawą Królestwa Kongresowego. 1920 rok przesądził jednak w naszym przypadku o tym, że II Rzeczypospolitej nie można było okroić do formy mini-państwa. Z niejasnych powodów uznał to nawet Stalin i w 1945 r. w Poczdamie zdecydował, że pod jego kontrolą Polska musi pozostać dużym państwem. Tymczasem werdykt z Trianon wobec Węgrów utrzymano, co było oczywiste, tym bardziej że przecież stanęli oni po stronie Hitlera.

Współcześni liberalni komentatorzy na Zachodzie rozumieją z całej tej historii tylko tyle, że Orbán jest nacjonalistą i rewizjonistą. A co rozumiemy my? Historia Polski i Węgier potoczyła się w XX wieku zupełnie inaczej. Czy mimo naszego wrodzonego pesymizmu to nie my właśnie jesteśmy dzisiaj jej zwycięzcami?

Polska nie jest jednym z tych małych środkowoeuropejskich krajów, o których Milan Kundera pisał, że muszą się lękać, by historia znów nie zdmuchnęła ich z powierzchni ziemi. Jest dużym europejskim państwem, które z mozołem od 30 lat buduje swój potencjał. To sprawia, że czasem w sposób także nieporadny możemy wpływać na politykę w Europie, kształtowaną przez duże państwa. Dlatego dzisiaj, zafiksowani na naszej roli w Europie Środkowej, na wyszehradach i międzymorzach, powinniśmy pamiętać, że właściwa liga dla nas w Europie znajduje się gdzie indziej.

Marek A. Cichocki

Felieton ukazał się na łamach dziennika „Rzeczpospolita” 


Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.