Wojciech Kaliszewski: Kuchennymi schodami

Wojciech Kaliszewski: Kuchennymi schodami

Białoszewski w wierszach i w prozie także był dramaturgiem. Od początku jego pisanie szło jakby w poprzek podziałów rodzajowych. Liczyło się uchwycone napięcie, ważne było zestawienie znaczeń słów, pomnażanie całych serii semantycznych i osiąganie punktu kulminacyjnego. Wiersze Białoszewskiego mają wyraźną i czytelną strukturę dramaturgiczną. W świecie, który przedstawiają zawsze się coś dzieje, ściera, pęka, zawsze obecne są antytezy i spory – pisze Wojciech Kaliszewski w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Białoszewski. (O)pisanie dramatu (nie)codzienności”.

Obroty rzeczy (1956 r.) poruszyły polską poezję powojenną w sposób – można rzec – wieloraki. Jak pisał Jan Błoński w Zmianie warty: „Liryka Białoszewskiego wywołała sporo wrzawy w prasie. Zabrzmiał ton oryginalny, oskarża się więc poetę o snobistyczne małpiarstwo.” Być może nie do końca świadomie, ale niewątpliwie trafnie przeczuwano, że pojawił się poeta o zupełnie nowym, nieprzewidywalnym stosunku do świata. Białoszewski wrócił bowiem do miejsca, które zostało dawno temu zapomniane, które było tak odległe w czasie, że stało się miejscem mitycznym. Białoszewski wrócił do początków „poezjowania”, do miejsca w którym opowieść o świecie tworzyła świat. W Obrotach rzeczy objawił się jako poeta archetypiczny, pierwotny, samotny, wpatrzony i wsłuchany w obrazy, dźwięki i szumy świata oddzielające się od całości, wcielające się dopiero w formy jeszcze nieznane, przyszłe i zaskakujące. Między poetą a tym, co stawało się nie było granicy dzielącej na to, co osobowe i to, co przedmiotowe. To, co było, dopiero stawało się. I Białoszewski w Obrotach rzeczy nie przestaje stawać się poetą. Nie przestał stawać się nim zresztą do końca swojego pisania. To był jedyny taki przypadek w polskiej literaturze. Bo nie o eksperyment językowy, o lingwizm czy o poetykę awangardową tutaj chodziło. Miron Białoszewski jako „poeta lingwistyczny” jest postacią wymyśloną i sztucznie stworzoną przez krytyków. Tymczasem on od początku, od Obrotów rzeczy zajmował „miejsce osobne”, w którym „przez siedem dni brzęczą deszcze,/przez siedem dni palą się róże.”. Białoszewski-poeta stale się uobecniał, stwarzał, formował, przez siedem dni wciąż od początku.

„Zaczęło się wszystko od mówienia, a nie od pisania”. To zdanie, które Białoszewski kiedyś odniósł do całej historii literatury, jest jednocześnie najcelniejszym autokomentarzem i autorskim przypisem do jego własnej historii. Od mowy się zaczyna, bo ona stwarza świat, tworzy formy i to mowa „umawia” nas na przyjęcie daru pisma. Ale pismo to miara, linearność, dukt wytyczony ręką piszącego. A Białoszewski był przede wszystkim wrażliwy na zderzanie słów, niespodziewane zwroty i fonetyczne nieoczywistości, załamania intonacji i pęknięcia składni. On tego nie wymyślał – on to słyszał i chłonął. To szumiało w nim nieustannie. „ W przeobrażeniach słów, - pisał – w łamaniach gramatyki widzę skrót rozgrywającego się dramatu. >Dramatyka<. […] w ciągu wieków używania słowa były przekręcane, deformowane, znaczenia przechodziły różne fluktuacje i właśnie na tym migotaniu narosłych znaczeń polega dramat wewnątrz słowa.” Słowa – dodajmy – wziętego z mowy, z jej cudowności i pospolitości, słowa – podobnie jak rzecz – będącego bohaterem odwiecznej „dramatyki”.

Białoszewski rzucił wyzwanie stylowi, przełamał jego reguły i w tę otwartą szczelinę wszedł, „wmówił się” swoim niepowtarzalnym stylem

Decydując się na wydanie Obrotów rzeczy Białoszewski nie do końca pewnie rozmyślnie, bardziej chyba intuicyjnie, przyczynił się do wyjścia mowy z cienia różnych, schodów kuchennych, zaułków, piwnic, katakumb i przedsionków i przedmieść. Użył w swoich wierszach tonacji nieznanych i wcześniej zakazanych, skazanych na ciszę. Poruszył ukrytą strukturę rzeczy, nadając jej wyjątkowy rytm, rozwinął wątki do tej pory poboczne, pomijane w głównym nurcie tematycznym. To było coś więcej niż tylko „dramatyka”. Białoszewski rzucił wyzwanie stylowi, przełamał jego reguły i w tę otwartą szczelinę wszedł, „wmówił się” swoim niepowtarzalnym stylem. To było wejście na miarę dokonującego się wtedy, w 1956 roku powszechnego odkrycia jazzu. Obroty rzeczy mają wyraźną strukturę jazzową, „fluktuacyjną”, wypełnione są – jak w jazzowych improwizacjach – „narastaniem znaczeń”, powrotami epizodów i powtórzeniami współbrzmień.. Tematy wierszy prowadzą poetę tak, jak tematy muzyczne „idą” przed jazzmenem, w stronę nieznanego. Białoszewski daje się prowadzić słowom, ufa im, a – trzeba to mocno podkreślić – w świecie poezji nie zdarza się to często. Czy to tylko zwykła zbieżność czasu, że tom Białoszewskiego ukazał się w tym samym roku, w którym odbył się najsłynniejszy chyba w Polsce pierwszy festiwal jazzowy w Sopocie 1956 roku? Bo na pewno nie sam moment historycznych zmian o tym decydował. Obroty rzeczy ale także tomy następne – Rachunek zachciankowy czy Mylne wzruszenia – pozostają w kręgu techniki (poetyki) jazzowej, sięgającej po doświadczenia sztuki dawnej, ludowej i peryferyjnej. Białoszewski potrafił na przykład mistrzowsko nadbudować i rozbudować tekst na śladowym wręcz fragmencie starego ludowego motywu śpiewanego:

Przez drzwi tych gąszcz
pojazd
fin-de-sièclowy
ko-łat! ko-łat! –
maszyna do szycia.
Droga koniec ma?
A gdzież tak przez świat?
Oj, chmielu…

Linia słowna wiersza Zadumanie o sieni kamienicznej krąży i narasta wokół nawracającego refrenu piosenki o chmielu. Stara miejska sień i zarazem wejście do piwiarni to temat rosnący dzięki wyobraźni bogatej w skojarzenia, podpartej pamięcią tradycji.

Białoszewski zaskakiwał czytelników Obrotów rzeczy skalą swojej wyobraźni, ale także śmiałością i pomysłowością. Białoszewski posiadał także niezwykłą zdolność twórczego rozkładania materiału na elementy pierwiastkowe, na dźwięki, potrafił je chwytać i osadzać w nowych współbrzmieniach. Pisał układami tonów, opowiadał zderzającymi się ze sobą frazami, tworzył nieprzewidywalne układy znaczeń, „Ja – mówił – używam i gramatycznych przestawień, i przełamuję słowa – przy rdzeniu – jak mi potrzeba dyktuje.” Z czasem Białoszewski rozszerzy tę technikę „chwytania” współbrzmień i kontrfraz na bardziej złożone układy narracyjne. W ten sposób będzie przecież tworzył swoje późniejsze zapisy prozą.

Materiał poetycki do Obrotów rzeczy Białoszewski zbierał i gromadził przez lata. Zapisywał, zapamiętywał, tworzył wersje i odmiany pomysłów, obrazów i napisów. Poeta otaczał się słowami tak, jak przedmiotami i tak jak rzeczy przekładał je, zmieniał ich położenia, miejsca pobytu, „obracał” je nieustannie i sam wokół nich krążył:

Wieczorem

dotknąć kroju krzesła –
brzdąknąć na byle linii siennika –
posmakować suchy okruch sufitu –

to wpadają stadami
wszystko co się kojarzy
jak ćmy –
czego by nie pomyśleć.

Tyle ich! Tyle ich!
Aż krążymy i my –

Ten zapis – fragment pochodzi z wiersza Sztuki piękne mojego pokoju - to nie tylko obraz i fragment rzeczywistej przestrzeni, ale także układ rytmiczny z powtórzeniami i współbrzmieniami. Ten obraz dałoby się ponadto zagrać w podwójnym sensie : muzycznym i dramaturgicznym. On jest gotowy do inscenizacji. Białoszewski w wierszach i w prozie także był dramaturgiem. Od początku jego pisanie szło jakby w poprzek podziałów rodzajowych. Liczyło się uchwycone napięcie, ważne było zestawienie znaczeń słów, pomnażanie całych serii semantycznych i osiąganie punktu kulminacyjnego. Wiersze Białoszewskiego mają wyraźną i czytelną strukturę dramaturgiczną. W świecie, który przedstawiają zawsze się coś dzieje, ściera, pęka, zawsze obecne są antytezy i spory. Jerzy Kwiatkowski, analizując przed laty utwory poetyckie Białoszewskiego pisał, że jego wiersz „To przecież monolog wewnętrzny, tyle że nie ten, który zrobił w literaturze karierę, lecz, po prostu, ten z pogranicza – formującej się już w organach mowy – myśli i głośnego mówienia do samego siebie.” Miał niewątpliwie rację i wskazał na kluczową cechę pisarstwa Białoszewskiego. Słowa u Białoszewskiego wciąż biegną, są w ruchu, zbliżają się do czytelnika/słuchacza i oddalają, wyprzedzają go i nawracają. To ich wewnętrzny ruch i zderzenia fraz decydują o dramaturgicznej rytmice wierszy z Obrotów rzeczy. Tak manifestuje się wspomniana wyżej „dramatyka” liryki uprawiana przez Białoszewskiego.

Białoszewski przyglądał się światu zawsze z bardzo bliskiej perspektywy. Wykorzystywał zmysły do szczegółowego badania rzeczywistości. Był ciekawy świata ciekawością ulicznego przechodnia i gapia. W Balladzie o zejściu do sklepu zwraca się do nas, jak do znajomych z podwórka czy klatki schodowej – prosto i zwyczajnie, ale w tym prostym zwrocie jest taka ekspresja, która nie pozwala nam tego epizodu zapomnieć:

Najpierw zeszedłem na ulicę
schodami,
ach, wyobraźcie sobie,
schodami.

Potem znajomi nieznajomych
mnie mijali, a ja ich.
Żałujcie,
żeście nie widzieli,
jak ludzie chodzą,
żałujcie!

Podwórkową apostrofą i powtórzeniami wziętymi z mowy przy trzepaku Białoszewski tworzy obraz realnego życia. To, co jest, żyje, przemieszcza się, zmienia miejsce, oddala i przybliża. Ludzie chodzą a rzeczy czekają, aż je podniesiemy i przeniesiemy: obrócimy. A zatem ponownie: „dramatyka”. Epizodyczna opowieść dotyka przy tym fenomenu życia, jest opowieścią o istnieniu, które poetę zachwyca i fascynuje.

Ci, którym Obroty rzeczy tak bardzo się nie podobały, że nazwali poetę snobem, być może byli przytłoczeni celnością poetyckich odkryć i szybkością z jaką w każdym z wierszy tego tomu zmienia się świat przedstawiony. Być może nie nadążali za wyobraźnią Białoszewskiego, spodziewali się innej poetyki i bardziej dostojnych, ustabilizowanych form.

Białoszewski widzi wszystko we wszystkim. Potrafi zestawiać i kojarzyć ze sobą formy różnorodne. Kazimierz Wyka nazwał niezwykle prawdziwie ten rodzaj skojarzeń „sylogizmem cywilizacyjnym”

Wiersze Białoszewskiego są także w wyjątkowy sposób bezgraniczne, nie stanowią zamkniętych szczelnie układów. Łączą się ze sobą w serie i w łańcuchy opowieści. Trzeba je rozwijać i czytać łącznie. Zwracał na to słusznie uwagę Błoński, pisząc, że taka kompozycja „nadaje liryce Białoszewskiego niesłychaną spójność.” Nie ulega wątpliwości, że w Obrotach rzeczy poeta wita i przyjmuje cały otaczający go świat. Jego spojrzenie jest wieloperspektywiczne, widzi jednocześnie wszystkie strony, widzi rzeczy, widzi siebie, patrzy z bliska i z oddalenia, zderza się z przedmiotowością świata, czuje jego fizyczność: „Uderz mnie/konstrukcjo mojego świata!”. To poetyckie wezwanie nobilituje całą rzeczywistość, podkreśla jej podmiotowość a od poety żąda dystansu wobec siebie. Poeta nie nazywa rzeczy, ale przyjmuje ich autonomiczne istnienie. Ale bez autodystansu, bez kategorii autoironii nie byłoby możliwe autentyczne zderzenie z tym, co jest. Dlatego poezja Białoszewskiego jest wykładem jego niezmiennie ironicznej postawy poetycko-poznawczej. Tylko ten, powiada poeta, dostrzeże ruch rzeczy, kto siebie rozpozna wśród nich, kto się identyfikuje z formami bytu, kto się cieszy współistnieniem. Rzeczy krążą i „Przebijają nas mgławicami”. Jeden jest ruch przedmiotów, myśli i galaktyk i jeden panuje w nich porządek, który prowadzi człowieka w głąb czasu i pozwala mu dotrzeć do najstarszych źródeł istnienia. Białoszewski widzi wszystko we wszystkim. Potrafi zestawiać i kojarzyć ze sobą formy różnorodne. Kazimierz Wyka nazwał niezwykle prawdziwie ten rodzaj skojarzeń „sylogizmem cywilizacyjnym”. Białoszewski wyprowadzał z przedmiotów różnego rodzaju pokrewieństwa, cofał się jakby śladem ich drogi do dalekich i prymitywnych miejsc narodzin, cofał się do „jaskiń pod miastem”, w których trwały wciąż czytelne praślady pierwotnej wspólnoty. A ślady przeszłości, echa tonów i głosów, ale też śmieci, plamy na blacie stołu, okruchy w szparach między deskami podłogi to źródła „obrotów” czasu u Białoszewskiego. Przeszłość przedziera się ku teraźniejszości. Spod powierzchni współczesnych obrazów wychylają się ku nam kształty pradawne niczym rdzenie słowne w formach dzisiejszego języka. Podobnie dzieje się, kiedy Białoszewski „przełamuje słowa” i dociera do językowych cząstek elementarnych. Funkcja komunikacyjna języka zostaje w ten sposób zastąpiona funkcją ekspresji i funkcją obecności, wyrażania odczuć, stanów i napięć osobnych, własnych, wyjątkowych i nie do podrobienia. W tym „swoim” jest, powiada poeta, piękno, które trzeba w sobie tylko właściwy sposób wyśpiewać:

Piec też jest piękny:
ma kafle i szpary,
może być siwy
srebrny,
szary – aż senny…   . 

Obroty rzeczy otworzyły przed czytelnikami rzeczywiste kuchenne schody świata, poprowadziły ich piwnicami i zakamarkami podwórek z dala od frontowych klatek wejściowych i salonów. Nikt tego wcześniej, przed Białoszewskim, nie miał odwagi zrobić. I nikt nie zrobił tego lepiej od niego.

Wojciech Kaliszewski


 

Zostań mecenasem Teologii Politycznej. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli, współpracujemy z uczonymi, pisarzami i artystami. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. Aby, prowadzić nasze działania potrzebujemy pieniędzy. Prosimy o hojność! (KLIKAM, BY DOŁĄCZYĆ DO GRONA MECENASÓW TEOLOGII POLITYCZNEJ).

Wydaj z nami

Spójrzmy na nowoczesność oczami prof. Rémiego Brague'a – „Umiarkowanie nowoczesny” po raz pierwszy po polsku
Zostań współwydawcą najnowszej książki prof. Rémiego Brague'a
Brakuje
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.