Traditionis custodes. Probierz rzymskości Kościoła? [TPCT 283]

Traditionis custodes. Probierz rzymskości Kościoła? [TPCT 283]

Dawna zasada „lex orandi, lex credendi” staje się narzędziem i wytrychem, który poprzez troskę o zbudowanie wspólnoty wokół liturgii, paradoksalnie staje się zaprzeczeniem. Na naszych oczach rysuje się zatem nie tylko spór o samą liturgię i jej formę, ale też dyskusja o kształcie jedności Kościoła. Czym ona jest i jak możemy ją czytać przez pryzmat „Traditionis custodes”?

Ucieleśnienie. Właściwie w nim zawiera się istota tego, czym jest liturgia. Jeżeli uznamy, że wiara jest pewną odpowiedzią człowieka daną Bogu, to sprawowana liturgia staje się jej konkretnym wyrazem – obleczeniem w porządek, rytuał i formę. Jest wcieleniem wiary. Wcielenie zaś kotwiczy całość w pewnej rozpoznawalnej dla chrześcijan prawdzie, która sprowadza się do napięcia pomiędzy tym, co transcendentne, a tym, co immanentne: w inkarnacji logosu, Chrystusie wchodzącym w konkret historii. Z tego punktu widzenia wielkie spory o kształt tego, jak ukonkretnia się wiara poprzez liturgię, nie mogą dziwić i zaskakiwać. Ba! stają się dyskusją wielkiej wagi, w której rozstrzyga się, w jaki sposób spoglądamy zarówno w stronę absolutu, ale też jak wspólnota Kościoła spotyka się w jedności wobec niej. Co więcej, to nie jest jedynie żywa dyskusja liturgistów znad stołów uginających się od ciężkich manuskryptów czy opasłych tomów – to rozmowa o formie, która nadaje kształt i wyraz całości Kościoła – w przeszłości i przyszłości. Jednym słowem temat niemożliwy do pominięcia.

Dlaczego dyskusja, skąd ten spór? 16 lipca papież Franciszek w liście apostolskim motu proprio „Traditionis custodes” o korzystaniu z liturgii rzymskiej sprzed reformy z 1970 roku podkreślił, że księgi liturgiczne ogłoszone po Soborze Watykańskim II są „jedynym wyrazem lex orandi rytu rzymskiego”, tym samym znacząco ograniczył używanie nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego w Kościele Katolickim. To motu proprio zastąpiło obowiązujące od 14 lat postanowienia motu proprio Benedykta XVI „Summorum Pontificum”, które rozszerzało możliwość korzystania z Mszału Rzymskiego z 1962 roku – zarówno kapłanom, jak i wiernym uczestniczącym we Mszy podług niego sprawowanej. Tym samym okres niespełna 15 lat obowiązywania przepisów umożliwiających wiernym przywiązanym do tradycyjnej liturgii jej pielęgnowanie i sprawowanie w obrębie parafii, w zasadzie dobiegł końca. Wystarczy sięgnąć po zapisy dwóch motu proprio, aby uchwycić istotę zachodzącej zmiany. Benedykt XVI w ten sposób formułował obecność tej grupy wiernych w parafii, np. w Art. 5. § 1. „W parafiach, w których jest stale obecna grupa wiernych przywiązanych do wcześniejszych tradycji liturgicznych, proboszcz powinien chętnie przyjąć ich prośbę o odprawianie Mszy św. w rycie wg Mszału Rzymskiego ogłoszonego w 1962 r. i zapewnić aby dobro tych wiernych stało w zgodzie ze zwykłą opieką duszpasterską w parafii i pod kierunkiem biskupa zgodnie z kanonem 392, unikając niezgody i wybierając jedność Kościoła”. Z kolei podejście papieża Franciszka wyrażone w „Traditionis custodes”, zaleca biskupom „Niech wskaże jedno lub więcej miejsc, w których wierni należący do tych grup mogą gromadzić się na sprawowanie Eucharystii (jednak nie w kościołach parafialnych i bez tworzenia nowych parafii personalnych [podkreślenie moje])” [Art. 3. § 2.], a także „Niech zatroszczy się o to, by nie zezwalać na tworzenie nowych grup” [Art. 3.§ 6].

Wyraźna zmiana w podejściu do samej liturgii, jak i do wiernych przywiązanych do niej, obrazuje coś więcej niż tylko pewną próbę uporządkowania przestrzeni Kościoła w zakresie obowiązujących rytów

Ta wyraźna zmiana w podejściu do samej liturgii, nazwanej przez Benedykta XVI nadzwyczajną formą rytu rzymskiego, która zostaje w zasadzie odłożona ad acta, jak i do wiernych przywiązanych do niej, obrazuje coś więcej niż tylko pewną próbę uporządkowania przestrzeni Kościoła w zakresie obowiązujących rytów. Jest to świadomy wybór pewnej formy. Wyznaczenie drogi, w której w zasadzie nie ma już miejsca na powrót do przeszłości z jej formułą odmiennego przeżywania wiary. Jednak warto zadać pytanie w tym miejscu, skąd tak radykalny akt i co stoi u podstaw podjętej decyzji. Gdy wczytamy się we wprowadzenie do tego dokumentu – dostrzeżemy, że papież jako cel stawia sobie „dążenie do komunii kościelnej”. W liście do biskupów skierowanym wraz z „Traditionis custodes” papież uzupełnia tę myśl wskazując, że jego zdaniem „możliwość zaoferowana przez Jana Pawła II, a z jeszcze większą wielkodusznością przez Benedykta XVI, mająca na celu przywrócenie jedności ciała kościelnego, z uszanowaniem różnych wrażliwości liturgicznych, została wykorzystana do powiększenia dystansów, zaostrzenia różnic i budowania przeciwieństw, które ranią Kościół i hamują jego postęp, narażając go na ryzyko podziałów”.

Papież z pewnością ma na myśli wszystkie te momenty, miejsca i środowiska, które przeciwstawiają „Starą formę” jej posoborowemu odpowiednikowi w taki sposób, który kontrastuje, a wręcz postponuję liturgię wprowadzoną przez Pawła VI. Oczywiście, trudno jest zamykać oczy na ten fakt, który dość powszechnie przejawia się w dyskusjach toczących się w przestrzeni publicznej. Często katolicy przywiązani do tridentiny, obok słusznego kwestionowania nadużyć liturgicznych w Novus Ordo Missae (przekraczających nie tylko dobry smak, ale i konkretne przepisy „Ogólnego wprowadzenia do Mszału Rzymskiego”), w zasadzie podważają tę formę sprawowania liturgii. Uwidacznia się też tym samym pewna nie tylko troska o „świętość” liturgii, ale też sekciarskość i pozbawianie autorytetu samego Kościoła. Czy jest to margines tego ruchu? Nie mnie oceniać, bez dogłębnego zbadania tego zjawiska – choć z pewnością jest to dość głośna część – czy jednak na tej podstawie można jednym aktem przekreślać obecność tych wszystkich, których przywiązanie do „starej Mszy” wcale nie przekreśla ani wierności Kościołowi w obecnej formie, a wręcz wzmacnia próbę jego odnowy i zakotwiczenia całej tradycji w zgodzie z jego współczesną formułą?

Powróćmy do formy i do liturgii. W pewnym sensie można odnieść wrażenie, że być może wraz z poszukiwaniem trudnej jedności, ofiarą pada liturgia. Co więcej, dawna zasada Lex orandi, lex credendi, która ukazuje, że refleksja teologiczna wyraża się przez treści modlitwy liturgicznej Kościoła, staje się narzędziem i wytrychem, który poprzez troskę o zbudowanie wspólnoty wokół liturgii, paradoksalnie staje się zaprzeczeniem.  Można odnieść wrażenie, że tracimy umiejętność opowiadania o tajemnicy w różny sposób. Trochę tak, jakby uznać dawne obrazy malowane w XIII wieku przez Cimabuego, Giotta czy Giunta Pisano ukazujące wcielenie czy ukrzyżowanie – za nieaktualne, ponieważ nie odzwierciedlają realiów tych wydarzeń, a zatem nie pozwalają nam wejść w refleksję nad tymi tajemnicami. A może tylko te trzynastowieczne ujęcia są nieakceptowane? Na naszych oczach zatem rysuje się nie tylko spór o samą liturgię i jej formę, ale też dyskusja o kształcie jedności Kościoła. Czym ona jest i jak możemy ją czytać przez pryzmat „Traditionis custodes”?

Jan Czerniecki
Redaktor naczelny

belkaNOWAtygodnikowa


Zostań mecenasem Teologii Politycznej. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli, współpracujemy z uczonymi, pisarzami i artystami. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. (KLIKAM, BY DOŁĄCZYĆ DO GRONA MECENASÓW TEOLOGII POLITYCZNEJ).

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.