Czy Polska powinna pójść drogą wytyczaną przez Francję i Niemcy, dla których sprawa Grenlandii staje się wojną zastępczą z USA i Donaldem Trumpem?
Nie, Grenlandia nie jest egzystencjalną sprawą z punktu widzenia polskiej polityki bezpieczeństwa. To konflikt między Kopenhagą i Waszyngtonem o tę największą wyspę na świecie, który wybucha nie po raz pierwszy między dwoma członkami NATO, a sięga jeszcze czasów II wojny światowej. Grenlandia, należąca geograficznie do Ameryki Północnej, ma dla Stanów Zjednoczonych i NATO oczywiste kluczowe znaczenie, choćby ze względu na strategię nuklearną czy kontrolę dróg morskich.
Od dłuższego czasu toczy się też dyskusja o zmianach zachodzących w środowisku bezpieczeństwa całego arktycznego regionu, który staje się obszarem typowej Hobbesowskiej rywalizacji między mocarstwami – głównie Stanami Zjednoczonymi, Chinami i Rosją. Pewnie już nikt nie pamięta, że kiedyś także UE chciała w tej rywalizacji uczestniczyć, tworząc własną strategię dla Arktyki. Okazała się jednak na taką rywalizację za słaba. Zresztą sami Duńczycy i Norwegowie nie byli nią wcale zachwyceni, uważając, że Bruksela miesza się do ich tradycyjnej strefy wpływów.
Warto o tym wszystkim pamiętać, kiedy dzisiaj słychać głosy, niestety także u nas, że państwa europejskie powinny pójść na ostre zderzenie z Waszyngtonem w sprawie Grenlandii. Sytuacja na pewno jest delikatna, bo należy też uszanować wrażliwość państw skandynawskich, które w kwestiach bałtyckich są naszymi ważnymi sojusznikami. Jednak to co innego niż pójście drogą wytyczaną przez Paryż i Berlin, dla których sprawa Grenlandii staje się wojną zastępczą z Trumpem. Nie wolno nam dać się w nią wciągnąć. Nie dlatego, że kochamy Trumpa, ale dlatego, że mamy własne interesy bezpieczeństwa.
Szczególną uwagę skupiłbym w tej sprawie na polityce Berlina. Jest oczywiste, że już pracuje on nad możliwością porozumienia się z administracją Trumpa na temat warunków podjęcia na nowo współpracy z Rosją po zamrożeniu wojny na Ukrainie. Friedrich Merz powiedział wprost: jeśli Ameryka nie może dogadać się z UE, niech przynajmniej wybierze nas. Wydaje się, że zaostrzając konflikt o Grenlandię, Berlin chce wypchnąć w relacjach z Ameryką przynajmniej część europejskich państw przez okno jako konkurencję. Jak widać, także u nas niektórzy uważają, że powinniśmy taką „zaszczytną” rolę odegrać.
Marek A. Cichocki
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
(ur. 1966) – filozof, germanista, politolog, znawca stosunków polsko-niemieckich. Współtwórca i redaktor „Teologii Politycznej”, dyrektor programowy w Centrum Europejskim w Natolinie i redaktor naczelny pisma „Nowa Europa. Przegląd Natoliński”. Profesor nadzwyczajny w Collegium Civitas (specjalizuje się w historii idei i filozofii politycznej). Były doradca społeczny Prezydenta RP. Publikuje w prasie codziennej i czasopismach. Razem z Dariuszem Karłowiczem i Dariuszem Gawinem prowadził do 2023 r. w TVP Kultura program „Trzeci Punkt Widzenia”. Autor książek, m.in. „Północ i Południe. Teksty o polskiej polityce, historii i kulturze” uhonorowanej nagrodą im. Józefa Mackiewicza (2019) Więcej>
Autor podcastu „Niemcy w ruinie?”
