Europa Zachodnia i Południowa nie lubią amerykańskiego imperializmu, szczególnie w erze Donalda Trumpa. W Polsce, w związku z atakiem USA na Wenezuelę, mamy powody, by obawiać się prymatu siły nad prawem, ale musimy też umieć odróżniać przyjaciół od wrogów.
Polska bardzo zeuropeizowała się mentalnie, o czym świadczą liczne reakcje na amerykańską interwencję w Wenezueli. Nie jestem specjalistą od Ameryki Łacińskiej, ale od Polski czy Europy już trochę tak, dlatego zadziwia mnie, jak bardzo to, co kiedyś dla większości byłoby u nas oczywistością, dzisiaj staje się powodem krytyki i oburzenia.
Europa Zachodnia i Południowa nie lubią amerykańskiego imperializmu. Hiszpanie czy Portugalczycy bardziej sprzyjać będą swym latynoskim „braciom” z Ameryki Południowej, a Francuzi czy Niemcy boją się i nienawidzą asertywności Waszyngtonu, a zwłaszcza Donalda Trumpa, z powodu ich własnych słabości. Doświadczenie amerykańskiego imperializmu w Europie Środkowej i Wschodniej jest jednak zupełnie inne. Ostatecznie to Ameryka przyczyniła się dwukrotnie w XX wieku do odrodzenia naszego regionu i stworzenia globalnych warunków, które w ostatnich trzech dekadach, obok integracji europejskiej i naszej własnej pracowitości dały Polsce niebywały rozwój.
Okazuje się jednak, że taki pogląd może być dzisiaj łatwo zakwalifikowany jako typowa polska służalczość wobec USA. Nie wiem jednak, dlaczego obalenie Nicolasa Maduro, komunistycznego despoty rządzącego krajem dzięki sfałszowanym wyborom, i zamknięcie dostępu do kluczowego regionu Ameryki Łacińskiej przed Rosją, Chinami i Iranem mam uznać za jakąś katastrofę wywołaną przez amerykański imperializm. Tak jak nie rozumiem, dlaczego brak mojego oburzenia w tej sprawie miałby być wyrazem służalczości i bezkrytycznego poparcia amerykańskiej polityki w ogóle. Nie wiem także, dlaczego miałbym stanąć po stronie rosyjskiego czy chińskiego imperializmu i jakie to błogosławione korzyści oczekiwać stąd dla Polski, a do tego jeszcze w imię jakichś sprytnych kalkulacji naszych domorosłych realistów.
No tak, ale pozostaje przecież jeszcze kwestia prawa międzynarodowego i owego świata rządzonego przez siłę, który teraz wszyscy nagle obudzeni ze snu odmieniają przez wszelkie możliwe przypadki. Zupełnie jakby wcześniej siła nie istniała, a wszyscy na całym świecie rządzili się wyłącznie prawem. To czysta fikcja. Tak, to prawda, mamy powody, by obawiać się prymatu siły nad prawem, ale musimy też umieć odróżniać przyjaciół od wrogów. Bronić wrogów, atakować przyjaciół, i to w imię obrony prawa międzynarodowego, to chyba najgorsza dla nas opcja.
Marek A. Cichocki
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
(ur. 1966) – filozof, germanista, politolog, znawca stosunków polsko-niemieckich. Współtwórca i redaktor „Teologii Politycznej”, dyrektor programowy w Centrum Europejskim w Natolinie i redaktor naczelny pisma „Nowa Europa. Przegląd Natoliński”. Profesor nadzwyczajny w Collegium Civitas (specjalizuje się w historii idei i filozofii politycznej). Były doradca społeczny Prezydenta RP. Publikuje w prasie codziennej i czasopismach. Razem z Dariuszem Karłowiczem i Dariuszem Gawinem prowadził do 2023 r. w TVP Kultura program „Trzeci Punkt Widzenia”. Autor książek, m.in. „Północ i Południe. Teksty o polskiej polityce, historii i kulturze” uhonorowanej nagrodą im. Józefa Mackiewicza (2019) Więcej>
Autor podcastu „Niemcy w ruinie?”
