Jednymi z najczęściej wyszukiwanych w Polsce haseł związanych z religijnością w wyszukiwarce Google są te w rodzaju: „Czy x to grzech?” (przy czym „x” jest często zastępowany aktywnościami związanymi z seksualnością). Być może dzieje się tak dlatego, że to sam współczesny człowiek próbuje zmusić Kościół do bycia jedynie instytucją narzucającą setki szczegółowych praw i norm – pisał w eseju konkursowym Jan Bednarski – laureat ubiegłorocznego Konkursu Papieskiego i stypendysta JP2 Studies w Instytucie Kultury św. Jana Pawła II na Angelicum w Rzymie.
Wielu ludzi zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz Kościoła zadaje dziś często pytania: „Dlaczego księża tak bardzo zafiksowali się na VI przykazaniu?”, „Kiedy w końcu Kościół pójdzie z duchem czasów i weźmie pod uwagę osiągnięcia współczesnej nauki?”. Takie pytania słyszę od moich znajomych na uniwersytecie, w miejscu pracy, czy nawet we wspólnocie. Nierzadko znajduję je również na portalach i w tygodnikach katolickich (np. w serii artykułów z 2023 roku na łamach „Więzi”, w znacznej mierze polemicznych z katolicką etyką seksualną[1]). Prowadząc w swoim domu regularnie spotkania książkowo-dyskusyjne, największe emocje i burzliwe dyskusje wzbudziły w ostatnim roku te dotyczące encykliki Humanae vitae oraz Miłości i odpowiedzialności. Żyjemy jednocześnie w czasach, w których seksualność przestała być jakimkolwiek tematem tabu – młodzi ludzie opowiadają o swoich przeżyciach seksualnych na korytarzu uniwersyteckim, a tzw. pracownice seksualne zapraszane są do programów internetowych. Osobiste doświadczenie rozmów z bliskimi mi znajomymi zagubionymi w sferze seksualnej, próbującymi uwolnić się z nałogu pornografii, ale też z tymi, którzy swoją seksualność przeżywają w piękny sposób w małżeństwie, pozwoliły mi odkryć, jak potrzebne jest nam dzisiaj nauczanie Jana Pawła II dotyczące tej tak bardzo podatnej na zranienia sfery (teologia ciała), a także to dotyczące dylematów teologii moralnej (encyklika Veritatis splendor).
Właściwe zrozumienie ludzkiej wolności jest kluczowe dla dobrego pojęcia ciała i seksualności. Dlatego próbując znaleźć kwintesencję radykalnej zmiany, jaka w ostatnich dekadach dokonała się w podejściu do seksualności, warto przeanalizować popularne współcześnie stwierdzenie: „Jestem mężczyzną uwięzionym w ciele kobiety”. Pomocne do tej diagnozy mogą być dwa sposoby postrzegania świata: mimesis i poiesis, które kanadyjski filozof Charles Taylor wprowadza w książce A Secular Age[2] . Ten pierwszy mówi o tym, że świat posiada swój porządek i znaczenie, a człowiek odkrywa to znaczenie i zaczyna żyć w zgodzie z nim. Ten drugi natomiast twierdzi, że świat to surowy materiał, a człowiek sam tworzy sens i znaczenie z tego tworzywa. O tym, dlaczego ten drugi sposób postrzegania świata niesie wiele zagrożeń, pisał Jan Paweł II w encyklice Veritatis splendor w części poświęconej wolności absolutnej: „Wolność, która uważa się za absolutną, prowadzi do traktowania ciała człowieka jako surowca, pozbawionego znaczeń i wartości moralnych, dopóki ona nie ukształtuje go według własnego zamysłu”[3]. Słysząc we współczesnej kulturze niepowstrzymaną chęć człowieka do stworzenia i wyrażenia swojego autentycznego „ja”, do bycia zaakceptowanym w ustalonej przez siebie tożsamości, słowa Jana Pawła II brzmią nader aktualnie. Papież wyjaśnia, że to właśnie mimesis jest tym sposobem postrzegania świata, które przynosi prawdziwą wolność. Człowiek, który odkrywa swoją prawdziwą tożsamość jako istoty stworzonej przez Boga i zaczyna w zgodzie z nią żyć, staje się naprawdę sobą, zaczyna być „dobry w byciu człowiekiem” i zaprzestaje prób stworzenia się samemu. Taki człowiek akceptuje fakt, że prawda o byciu stworzonym wzywa go do porzucenia ułudy wolności absolutnej. Przestaje się buntować, mówiąc, że prawo moralne to zbiór zewnętrznie narzuconych mu norm, a zamiast tego zaczyna dostrzegać, że to „naśladowanie Chrystusa jest pierwotnym i najgłębszym fundamentem chrześcijańskiej moralności”[4].
Co ciekawe, jednymi z najczęściej wyszukiwanych w Polsce haseł związanych z religijnością w wyszukiwarce Google są te w rodzaju: „Czy x to grzech?” (przy czym „x” jest często zastępowany aktywnościami związanymi z seksualnością). Być może dzieje się tak dlatego, że to sam współczesny człowiek próbuje zmusić Kościół do bycia jedynie instytucją narzucającą setki szczegółowych praw i norm. Z drugiej strony, tego typu wyszukiwania mogą też dowodzić, że przeczuwa on pozorny charakter wolności absolutnej, a w Kościele wciąż w jakiś sposób widzi depozytariusza prawdy. Wydaje się jednak, że współczesny człowiek coraz rzadziej „odczuwa wewnętrzne przynaglenie [...] by nie ograniczać się do wypełniania minimum wymaganego przez prawo, ale by żyć jego «pełnią»”[5]. A to właśnie blask prawdy oświeca źródła jego prawdziwej wolności, z której może zostać uformowana uporządkowana seksualność oraz „tęsknota za pełnią, która wykracza poza legalistyczną interpretację przykazań”[6]. Bez tego blasku człowiek błądzi po omacku, czego oznakami są współczesne dylematy związane z tożsamością płciową i zranienia seksualne. To dlatego przesłanie encykliki Veritatis splendor wydaje mi się niezmiernie potrzebne we współczesnym świecie.
Znany katolicki apologeta i autor książek Trent Horn przeprowadził jakiś czas temu eksperyment, w którym na kampusie uniwersyteckim zadawał studentom pytanie: „Do czego służy seks?”[7]. Okazało się, że wielu młodych ludzi nigdy nie zadało sobie pytania o celowość aktu seksualnego, a postawienie go w taki sposób skłaniało studentów do refleksji i mogło być początkiem głoszenia przez pytającego dobrej nowiny Kościoła o seksualności człowieka w postaci m.in. teologii ciała Jana Pawła II. Moje doświadczenie rozmów z rówieśnikami pokazuje, że wielu z nich uważa, że w Kościele ma miejsce jedynie rygorystyczna interpretacja popędu seksualnego. To znaczy, że jak opisuje to podejście Karol Wojtyła w Miłości i odpowiedzialności: „małżeństwo i współżycie seksualne jest dobre tylko przez to, że służy prokreacji. Mężczyzna postępuje więc dobrze wtedy, gdy używa kobiety jako środka nieodzownego dla osiągnięcia potomstwa”[8]. Jan Paweł II zauważa, że w takim wypaczeniu, nawiązującym do tradycji manicheizmu, kryją się symptomy myślenia utylitarystycznego, które jednak w pełnej krasie ujawnia się w skrajnie przeciwnym mu podejściu, jakim jest „libidystyczna” interpretacja popędu seksualnego. Ta druga zakłada, że to rozkosz jest „celem pierwszorzędnym popędu seksualnego, a nawet całego życia popędowego w człowieku”[9]. Niestety, to właśnie ten sposób myślenia zdominował współczesną kulturę, doprowadzając wielu ludzi do zranień, poczucia zagubienia, ale przede wszystkim do grzechu i utraty relacji z Bogiem. W świetle tych dwóch przeciwstawnych wypaczeń tak bardzo jest nam dzisiaj potrzebne pozytywne przesłanie zawarte w teologii ciała. Oprócz całkowitej rehabilitacji ciała i seksualności, pojawiające się w niej wyjaśnienie podobieństwa miłosnej relacji seksualnej między kobietą a mężczyzną w małżeństwie do więzi miłości łączącej Osoby Trójcy Świętej, a także będącej znakiem miłości Chrystusa do Kościoła, jest czymś, co może w dzisiejszym poranionym świecie być najlepszą motywacją do realizacji powołania do doskonałości. Ciało bowiem „zostało stworzone po to, aby przenosić w widzialną rzeczywistość świata ukrytą odwiecznie w Bogu tajemnicę, aby być jej znakiem”[10]. Z własnego doświadczenia prowadzenia spotkań dla młodych ludzi w tematyce teologii Jana Pawła II widzę, że często dopiero dogłębne zrozumienie i zachwycenie się tą rzeczywistością pozwala młodemu człowiekowi w pełni pojąć, dlaczego katolicka etyka seksualna jest drogowskazem, który chroni go przed pogrążeniem się w rozpaczy i grzechu, a nie jest świadectwem „zacofania Kościoła”, co sugeruje mu kultura.
Niestety, zamiast skorzystać z tego bogactwa teologii Karola Wojtyły, sami ludzie zaangażowani w Kościele (publicyści, teolodzy, a czasem i księża) zaczynają coraz częściej kwestionować katolicką etykę seksualną, sugerując, że kwestią czasu jest jej zmiana, a „obniżając poprzeczkę” lepiej dotrą do młodych ludzi. W ich myśleniu zaobserwować można inne błędy, przed którym Jan Paweł II ostrzegał w encyklice Veritatis splendor. Są nimi kreatywność sumienia i utylitaryzm etyczny, czyli proporcjonalizm. Tacy autorzy z jednej strony bardzo mocno akcentują, że „normy moralne [...] nie mogą zastąpić człowieka w podjęciu osobistej decyzji o tym, jak powinien postąpić w konkretnych przypadkach”[11] i uwypuklają kreatywny charakter sumienia. Z drugiej strony (proporcjonalizm) mówią, że dane „postępowanie byłoby słuszne w miarę maksymalizowania dobra a minimalizowania zła”[12], zapominając, że „moralność ludzkiego czynu zależy przede wszystkim i zasadniczo od przedmiotu rozumnie wybranego przez świadomą wolę”[13]. Moje doświadczenie rozmów z młodymi ludźmi pokazuje, że jedną z dobrych dróg przeciwstawienia się tym błędom są świadectwa osób, które „nie poszły na łatwiznę” korzystając z tych propozycji, a zamiast tego, będąc w trudnej sytuacji, próbują z pomocą łaski żyć w zgodzie z nauką Kościoła. Są to m.in. osoby o skłonnościach homoseksualnych żyjące w czystości, czy małżeństwa, które w niełatwych okolicznościach nie ulegają pokusie korzystania z antykoncepcji (choć niektórzy sugerują im, że użycie antykoncepcji w ich przypadku mogłoby być właśnie tym „maksymalizowaniem dobra”). Wiele razy widziałem, jak wielką siłą dla takich osób jest nauczanie Jana Pawła II związane z seksualnością i mocno wierzę w to, że połączenie go ze świadectwem ich życia jest dobrą receptą na coraz powszechniejsze występowanie opisywanych w encyklice Veritatis splendor błędów.
To nie Kościół i księża „zafiksowali się na VI przykazaniu”, a raczej współczesny człowiek jest bardzo poraniony właśnie w sferze seksualnej. Ponadto powszechnie występujące błędy teologii moralnej nie pomagają pogubionym ludziom w wejściu na drogę doskonałości, do której powołuje ich Chrystus. Dlatego tak bardzo jest nam dzisiaj potrzebna pozytywna popularyzacja nauczania Jana Pawła II w tej tematyce. Mamy się od kogo uczyć – w Stanach Zjednoczonych działa tworzony przez świeckich Theology of the Body Institute, który w profesjonalny sposób przybliża teologię ciała. Dlaczego w ojczyźnie Jana Pawła II wciąż tak mało o niej mówimy?
Jan Bednarski
Przypisy
[1] Kędzierski: Przeakcentowana katolicka etyka seksualna, w: Więź, online, 26 września 2023.
[2] Carl R. Trueman, The Rise and Triumph of the Modern Self: Cultural Amnesia, Expressive Individualism, and the Road to Sexual Revolution, Illinois 2020, s. 39-42.
[3] Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 48.
[4] Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 19.
[5] Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 18
[6] Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 16.
[7] The Counsel of Trent, I asked college students “What is sex for?”..., wideo online, YouTube, 28 września 2022 .
[8] Karol Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Lublin 2020, s. 57.
[9] Karol Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Lublin 2020, s. 60
[10] Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa, Kraków 2020, s. 88.
[11] Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 55.
[12] Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 74.
[13] Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 78.
Czy podobał się Państwu ten artykuł?
Proszę pamiętać, że Teologia Polityczna jest inicjatywą finansowaną przez jej czytelników i sympatyków. Jeśli chcą Państwo wspierać codzienne funkcjonowanie redakcji „Teologii Politycznej Co Tydzień”, nasze spotkania, wydarzenia i projekty, prosimy o włączenie się w ZBIÓRKĘ.
Każda darowizna to nie tylko ważna pomoc w naszych wyzwaniach, ale również bezcenny wyraz wsparcia dla tego co robimy. Czy możemy liczyć na Państwa pomoc?