Paweł Czapczyk: Urok „pisanej rozmowy”

Paweł Czapczyk: Urok „pisanej rozmowy”

Tymon Terlecki i Jerzy Stempowski poznali się w połowie lat 30. ubiegłego stulecia, kiedy to do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie zaprosił ich Leon Schiller. Pierwszy miał tam wykładać historię i teorię dramatu, drugi prowadzić specjalnie dla niego wymyślony przedmiot: „Tło filozoficzne głównych epok teatru”


Tymon Terlecki i Jerzy Stempowski poznali się w połowie lat 30. ubiegłego stulecia, kiedy to do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie zaprosił ich Leon Schiller. Pierwszy miał tam wykładać historię i teorię dramatu, drugi prowadzić specjalnie dla niego wymyślony przedmiot: „Tło filozoficzne głównych epok teatru”

 

Obaj wywiązali się z postawionego przed nimi zadania znakomicie. Dodatkowo wokół Stempowskiego, w którego talent dydaktyczny początkowo wątpiono, kłębił się zazwyczaj tłumek nienasyconych słuchaczy i wyznawców. Obydwaj cenili sobie koleżeństwo, mieli wspólny krąg znajomych, łączyła ich też niechęć do fanatyzmu i wszelkich uprzedzeń na tle rasowym czy klasowym. Zdarzało im się również spotykać w druku. Zaprezentowany w książkowym Aneksie dwugłos o radiowej inscenizacji Historii o żołnierzu autorstwa Igora Strawińskiego i Charlesa Ferdinanda Ramuza jest tego przykładem. Ogłoszony pierwotnie w 1936 r. w „Pionie”, stanowi przejaw kulturalnej i precyzyjnej polaryzacji stanowisk. Stempowski z wdziękiem, acz zdecydowanie gani i pomysł, i wykonanie, podczas gdy Terlecki euforycznie chwali niemal wszystko – od Tuwimowskiego przekładu począwszy, na oryginalnej adaptacji i aktorskich popisach skończywszy. Przy czym pierwszy z polemistów jawi się jako sceptyk niedający wiary artystycznemu powołaniu radiofonii, drugi zaś zdaje się być jej entuzjastą; apologetą możliwości, jakie dzięki nowoczesnemu medium rozsnuwają się przed sztuką.

Wkrótce drogi interlokutorów się rozeszły. Ale już 4 października 1941 r. Terlecki napisał do Stempowskiego list, w którym pragnął odnowienia kontaktów, pozyskania tak znakomitego pióra dla redagowanej przez siebie od dwóch lat „Polski Walczącej”, a także uzyskania informacji o losie żołnierzy polskich internowanych w Szwajcarii. Na odpowiedź z Muri pod Bernem, gdzie aktualnie przebywał autor Pana Jowialskiego i jego spadkobierców, nie musiał długo czekać. Stempowski odniósł się rzetelnie do wszystkich poruszonych przez przyjaciela kwestii, dając przy okazji wgląd w nihilistyczne nastroje szerzące się wśród europejskiej młodzieży i informując, że zamierza napisać socjologiczne studium na temat cywilizacyjno-kulturowej formacji, która na ich oczach odchodzi w niepamięć.

Tak oto rozpoczęła się szczególna, pełna intelektualnego powabu korespondencyjna rozmowa, która – przetykana okresami milczenia (spowodowanymi głównie stanami depresyjnymi Stempowskiego, podczas których nie odpowiadał on na listy, a w większości ich nawet nie otwierał) – trwała ponad ćwierć wieku.

Niestety, nie wszystkie epistoły zachowały się do naszych czasów. Jednak te, które udało się wydobyć z archiwów i mroków niepamięci, zdają się czymś więcej niż tylko wypełnieniem bibliograficznej luki bądź dopełnieniem spuścizny po dwóch wielkich krytykach i eseistach. Pieczołowicie teraz wydane w ramach Biblioteki „Więzi” i zaopatrzone w rozbudowane przypisy, które pozwalają nawet słabo zorientowanemu odbiorcy przeniknąć blaski i cienie życia politycznego i kulturalnego na emigracji, stanowią wręcz konieczne addenda do zrozumienia niektórych wyborów życiowych i pisarskich obu twórców – choćby tego, że formuła anegdotycznych i lapidarnych Notatek niespiesznego przechodnia, klasycznego dzieła polskiej literatury eseistycznej, nie wynikała bynajmniej z wyrafinowanej przedwstępnej koncepcji, lecz była pochodną choroby uniemożliwiającej Stempowskiemu dłuższe skupienie uwagi.

Jednak tym, co czyni lekturę listów prawdziwie zajmującą – obok osobistego, a zarazem powściągliwego tonu – jest ujawniająca się raz po raz różnica temperamentów i charakterów obu autorów. „Berneński samotnik”, po hamletowsku ważący racje, często zawieszony pomiędzy czynem a bezczynnością, jest zdumiewająco niepraktyczny: nie tylko egzystuje na granicy skrajnego ubóstwa materialnego, ale okazuje się maksymalnie wstrzemięźliwy jeżeli chodzi o druk własnych tekstów. Kiedy tylko może, wymawia się od uczestnictwa w obradach i posiedzeniach, a z awizowanych wyjazdów nierzadko rezygnuje. „Z nim nigdy do ostatka nie wiadomo” – nie bez kozery kwitował ten okres w życiu Hostowca Jerzy Giedroyc. W tym kontekście przestaje dziwić, że zachęcany przez Terleckiego do wzięcia udziału w dorocznej dyskusji na falach Radia Wolna Europa – obok m.in. Marii Danilewiczowej, Gustawa Herling-Grudzińskiego i samego Terleckiego jako przewodniczącego – na temat najlepszej książki krajowej, długo nie dawał jednoznacznej odpowiedzi. Niemal w nieskończoność mnożył wątpliwości i zastrzeżenia, wymawiał się brakami lekturowymi, po czym po przemyśleniach jednej nocy zgłosił swój warunkowy akces, by w ostatniej chwili się wycofać. Posługując się nieposzlakowaną polszczyzną, zabarwioną niepowtarzalnym nastrojem melancholii, nie przestawał jednak dzielić się ze swym zamieszkałym w Anglii respondentem rozmaitymi sugestiami i pomysłami. W listach odsłaniał też boleśnie długi proces powstawania własnych szkiców i przekonywał, iż największą radość i podnietę do dalszej twórczości czerpie z nadziei, że w kraju znajduje wprawdzie wąskie, ale oddane grono wytrawnych czytelników. Poproszony przez Tolę Korian-Terlecką o wskazanie niebanalnych i niedrogich miejsc w Szwajcarii, które mogłaby ona wraz z mężem odwiedzić podczas wakacji, usłużnie spełnił powinność korespondencyjnego przewodnika. Jednocześnie wyosobnił w liście kapitalny passus, stanowiący eseistyczną miniaturę o szwajcarskich kantonach: socjologiczno-etnograficzna analiza została tu połączona z realistycznym obrazkiem obyczajowym, a wycyzelowany język surowej analizy z przekonującymi plastycznymi porównaniami miast. Podobnie postąpił w liście do przyjaciela z 3 czerwca 1956 r. Gratulując Terleckiemu napisania arcyciekawej rozprawy o śmierci Adama Mickiewicza, dopełnił ją wnikliwym studium na temat cholery. Umiejętnie kierując się poszlakami i zachowanymi świadectwami, zasugerował nawet, że przyczyną śmierci wieszcza było najprawdopodobniej zapalenie wyrostka robaczkowego, co wobec wciąż niejasnych okoliczności jego zgonu (otrucie?, wylew krwi do mózgu?, cholera?, ogólne wycieńczenie organizmu?) może i dziś zainteresować mickiewiczologów, a także grzebiących w historii dziennikarzy śledczych, ogłaszających cyklicznie artykuły o śmierci wielkich Polaków. Stempowski, jak na rasowego eseistę przystało, nie tylko odwoływał się w szkicu do doświadczeń osobistych (w 1910 r. w ogarniętej epidemią cholery Odessie pełnił wszak rolę sanitariusza), ale śmierć poety rzutował na szerokie tło historyczne. I, niczym Tukidydes, wskazywał na tragiczny konflikt kilku bohaterów (Mickiewicza i Sadyka Paszy oraz paru brytyjskich i francuskich generałów) z przeciwnym losem.

Autor Krytyki personalistycznej – jako epistolograf – był bardziej od Stempowskiego konkretny i bezpośredni. Z łatwością angażował się w życie emigracyjne, nie uchylał się od komentowania bieżących zjawisk i zdarzeń. Jurorował, redagował i publikował. Z dużą dozą ekstrawertyzmu odnosił się też do jednego z przewodnich tematów ich „pisanej rozmowy”, czyli do osobistych niedomagań zdrowotnych. W październiku 1950 r. pisał: „wskutek sadystycznych sztuczek tutejszego klimatu, nie bez związku z okropnymi kłopotami finansowymi – zapadłem w jakąś zamkniętą serię chorób. Mam od kilku miesięcy ostry katar jelit i jeszcze ostrzejszą nerwicę serca”. „Ja kwękam ciągle – donosił półtora roku później. – Przez całą zimę męczył mnie reumatyzm stawowy, ciągle dolega mi serce, niskie ciśnienie, a przede wszystkim »nadojadł mi«, jak mówią na Kresach, klimat angielski”. Mimo tego przez kolejnych dziesięć lat, z godnym podziwu zaangażowaniem, mozolił się nad fundamentalną Literaturą polską na obczyźnie. Kiedy jednak dosięgły go ciosy zawiści i przejawy bezpardonowej krytyki, płynącej ze strony różnych środowisk twórczych na uchodźstwie, poprosił starego przyjaciela o wsparcie. Ciężko już chory Hostowiec, w kolejnych listach, obiecywał pomoc. Jego tekst, pisany na raty, w końcu powstał i został opublikowany w londyńskich „Wiadomościach” na dwa lata przed śmiercią pisarza.

Listy 1941–1966, czytane dziś, odzywają się głosem czystym, w którym znać i troskę o ciągłość literatury rodzimej, i dyskretną skłonność do poświęceń obu autorów. Nade wszystko przemawiają zaś kryształowym stylem epistolografii, jakiej dziś się już nie uprawia.

Paweł Czapczyk

* Tymon Terlecki, Jerzy Stempowski: Listy 1941–1966. Opracowanie, przypisy i posłowie: Nina Taylor-Terlecka, redakcja: Paweł Kądziela. Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2015, ss. 256.


Ambitna kultura potrzebuje Twojego wsparcia. Prosimy, przekaż darowiznę w dowolnej wysokości i dołącz do grona darczyńców Teologii Politycznej. Kliknij tu lub przekaż darowiznę na konto: Fundacja Świętego Mikołaja, Volkswagen Bank Polska S.A. 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem „darowizna na Teologię Polityczną”. Dziękujemy!

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.