Święty cyrk [FELIETON]

Święty cyrk [FELIETON]

Polscy aktorzy roztrwonili swój wysoki status, którym cieszyli się jeszcze w latach 80. Ich pozycja miała wówczas niewiele wspólnego z sukcesem materialnym, ale raczej z autorytetem słów, które wypowiadali ze sceny. Dzięki metaforze i kostiumowi mogli wówczas mówić wspólnocie prawdę – w jej imieniu. Dziś są raczej chodzącymi billboardami, które za odpowiednią opłatą przystroić można w dowolne treści i tę sytuację nazywa się dziś normalnością – pisze Mateusz Werner, przywołując słowa prof. Jarosława Gajewskiego z warszawskiej Akademii Teatralnej, w kolejnym felietonie z cyklu „Esprit d'escalier”.

Genezjusz z Rzymu, uznany później za świętego, był teatralnym bożyszczem tłumów w czasach cesarza Dioklecjana. Jego specjalność stanowiły role chrześcijan, których prześmiewczo parodiował na arenach cyrków i stadionów w spektaklach dla spragnionych profanacyjnej transgresji plebejuszy, ale także w przedstawieniach dla rzymskiego patrycjatu znajdującego w przedrzeźnianiu chrześcijańskich obrzędów potwierdzenie swej symbolicznej hegemonii. Podczas jednego z takich szyderczych seansów, gdy pośród rechotu publiczności symulował przyjmowanie chrztu świętego, Genezjusz doznał duchowej przemiany, uwierzył w objawienie Jezusa i wyznał to ze sceny. Został za to pojmany i na rozkaz cesarza wydany oprawcom, torturowany i ścięty.

Zamysłem Osterwy było stworzenie nowej podstawy dla aktorstwa zgodnego ze swoim powołaniem – ucieleśnianiem słowa między ludźmi. Przeciwieństwem jest aktor jako błazen folgujący gawiedzi, choćby tej „wyrobionej”

Juliusz Osterwa, założyciel „Reduty”, której stulecie w tym roku starannie przemilczano, a zarazem ojciec nowoczesnego teatru polskiego, wybrał właśnie Genezjusza na patrona nowej formacji kulturowej, której organizację planował po wojnie. W liście do Stefana Jaracza z 1943 tłumaczył, że wojenne milczenie aktorów jest pokutą za szmirę i łatwiznę lat poprzednich: „Naszym jawnogrzesznictwem przedwojennym było to, żeśmy jawnie i bezwstydnie współpracowali nad nędznym tworzywem dla rozproszenia nudy – nędznych drobnoustrojów, dla podsycenia ich podniebień i podrażnienia gruczołów wydzielających zmysłowo ciemną nikczemność”. Genezjanie, „gromada katolików wierzących i czynnych, którzy uprawiają rzemiosło żywosłowia” i w ten sposób „starają się o zbawienie dusz swoich i swego otoczenia” mieliby w zamyśle Osterwy stworzyć nową podstawę dla aktorstwa zgodnego ze swoim powołaniem – ucieleśnianiem słowa między ludźmi. Przeciwieństwem tego jest aktor jako błazen folgujący gawiedzi, choćby tej „wyrobionej” i „wysmakowanej”. 

O wysokim powołaniu aktora przejmująco mówił przed tygodniem prof. Jarosław Gajewski z warszawskiej Akademii Teatralnej podczas konferencji „Reduta. Nowe Fragmenty”, którą Instytut Sztuki PAN wraz z Polską Kompanią Teatralną przełamał dziwne milczenie wokół stulecia powstania „Reduty” – pierwszego teatru-laboratorium w Polsce. Diagnoza prof. Gajewskiego brzmi radykalnie: polscy aktorzy roztrwonili swój wysoki status, którym cieszyli się jeszcze w latach 80. Ich pozycja miała wówczas niewiele wspólnego z sukcesem materialnym, ale raczej z autorytetem słów, które wypowiadali ze sceny. Dzięki metaforze i kostiumowi mogli wówczas mówić wspólnocie prawdę – w jej imieniu. Dziś są raczej chodzącymi billboardami, które za odpowiednią opłatą przystroić można w dowolne treści i tę sytuację nazywa się dziś normalnością. Myślałem o Genezjuszu i jego niezwykłej przygodzie podczas niedawnej premiery  „Matki Joanny od Aniołów” w Teatrze Nowym w Warszawie. Słowa Iwaszkiewicza, które kierował w swym opowiadaniu do ludzi wierzących, aby ich zaniepokoić ambiwalencją etycznych nakazów, reżyser Jan Klata odwrócił ku ludziom nie wierzącym w Boga i nienawidzącym Kościoła. Dramat pokuszenia i opętania zamienił w antyklerykalny kabarecik, znajdujący zresztą łatwy do przewidzenia poklask wśród rechoczącej publiki. Tak, to będzie się podobać, teatr jako przedsiębiorstwo wyjdzie z pewnością na swoje. Pytanie tylko – do aktorów i reżysera – czy to wam wystarczy? Czy tak ma wyglądać punkt dojścia? Teatr pozbawiony tajemnicy, skupiony wokół zgiełku politycznych emocji, zabijający nudę ekscesem profanacji – to jarmarczna buda, nie przybytek sztuki.

Mateusz Werner

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.