Do poprawnego działania strony wymagana jest włączona obsługa JavaScript

Łukasz Koltuniak: Kochajmy Ukrainę i z miłości i...

Łukasz Koltuniak: Kochajmy Ukrainę i z miłości i...

Jakie państwo wolimy mieć za sąsiada pytał retorycznie Bączkowski. Wielką i potężną Rosję czy równą nam, albo słabsza Ukrainę?


Jakie państwo wolimy mieć za sąsiada pytał retorycznie Bączkowski. Wielką i potężną Rosję czy równą nam, albo słabsza Ukrainę?

Brak rozwiązania problemu Kresów Wschodnich był jednym z podstawowych problemów politycznych II RP. Po 1989 roku państwo polskie zbudowane zostało na fundamencie gedroyciowej zasady poszanowania niepodległości państw ULB. W zasadzie aż do 2004 roku w polityce zagranicznej III RP dominowało założenie, iż sama formalnie istniejąca niepodległość tych państw, stanowi dla Polski gwarancje zachowania suwerenności.

Sfałszowane przez reżim Kuczmy-Janukowycza wybory 2004 roku oraz późniejsza „pomarańczowa rewolucja” pokazały, iż nie wystarczy wciąganie ukraińskiej flagi na maszt podczas imprez sportowych, aby można było wyciągnąć z tego faktu wnioski o istnieniu niepodległej Ukrainy, która zabezpieczy nas przed nawrotem rosyjskiego imperializmu. Od czasu tamtych wydarzeń doktryną polskiej polityki zagranicznej stało się stworzenie na obszarze postradzieckim strefy demokracji i wolności, która stworzy gwarancje iż „Rosja nie posunie się ani kroku dalej a z czasem może sama zdemokratyzuje”. Doktryna ta połączyła oba główne, zwalczające się nurty polskiej polityki o czym świadczy artykuł Chwalę Lecha Kaczyńskiego za Gruzję, opublikowany w 2008 roku w Gazecie Wyborczej przez Adama Michnika.

Wojna w Gruzji, odejście od demokratycznych przemian w tym kraju oraz początkowa bierność Ukraińców wobec likwidacji zdobyczy pomarańczowej rewolucji zdawały się świadczyć o gaśnięciu fali demokratyzacji na obszarze postradzieckim. Pamiętny artykuł ministra Sikorskiego z 2009 roku miał być wstępem do uczynienia z Polski państwa wyrzekającego się ambicji na obszarze poradzieckim, w zamian za dołączenie do koncertu mocarstw. Po tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego koncepcja polityki jagiellońskiej zdawała się martwa.

Z pomocą przyszli Ukraińcy i ich heroiczny opór przeciw władzy Janukowycza oraz późniejszej rosyjskiej agresji. I w chwili gdy polski prometeizm ma szanse osiągnąć swój cel i to na długie lata w Polsce pojawiają się glosy o Ukrainie jako śmiertelnym zagrożeniu.

Dlatego warto wykonać publicystyczną podróż  w czasie i przypomnieć argumenty jakich w okresie międzywojennym używał zapomniany już dziś nieco publicysta Włodzimierz Bączkowski jeden z czołowych publicystów tamtego okresu. Przede wszystkim Bączkowski mówił „kochajmy Ukrainę ale do głębi kieszeni własnej”. Na każdym kroku podkreślał, iż pewnie i rację ma Dmowski mówiąc o „międzynarodowym domu publicznym” jakim może stać się niepodległa Ukraina. Ale jakie państwo wolimy mieć za sąsiada pytał retorycznie Bączkowski. Wielką i potężną Rosję czy równą nam, albo słabsza Ukrainę?

Jaki związek ma przedwojenny publicysta z kryzysem ukraińskim? Niechętni Ukrainie publicyści zarówno prawicy jak i lewicy pytają; po co wspierać państwo, które może być takim zagrożeniem jak Ukraina.? I tu pojawia się pewien paradoks. Ci sami ludzie piszą o jej niskim potencjale gospodarczym, państwie upadłym. Czy zatem Ukraina z jej armią zaanektuje Przemyśl. Ze swoją skostniałą gospodarką uczyni z Polski swój rynek zbytu? A adekwatne zagrożenie ze strony Rosji? Tu trzeba uszanować inteligencje czytelnika i pozostawić mu pole do udzielenia odpowiedzi.

Nigdy nie byłem zwolennikiem twardego realizmu w polityce międzynarodowej. We współczesnej Ukrainie widzę ogromne pragnienie demokracji, wyrwania się spod rosyjskiej kurateli i dołączenia do Europy. Ale nie uważam też, że państwo powinno działać sprzecznie z własnymi interesami. Czy jednak udzielenie poparcia Rosji kosztem Ukrainy nie byłoby sprzeczne z naszym interesem? Cóż takiego właśnie stanowiska nie mogę zrozumieć u naszych współczesnych „realistów”.

Łukasz Koltuniak


Czy podobał się Państwu ten tekst? Jeśli tak, mogą Państwo przyczynić się do publikacji kolejnych, dołączając do grona MECENASÓW Teologii Politycznej Co Tydzień, redakcji jedynego tygodnika filozoficznego w Polsce. Trwa >>>ZBIÓRKA<<< na wydanie kolejnych 52 numerów TPCT w 2024 roku. Każda darowizna ma dla nas olbrzymie znaczenie!

Wydaj z nami

Zostań mecenasem Teologii Politycznej Co Tydzień
„Nie zajmujemy się walką z grzechami świata czy walką z grzechami Kościoła. Zajmujemy się tym co ciekawe w sposób afirmatywny i pozytywny”
Brakuje
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.