Jerzy Eisler: Publicysta – Tomek – Minister

Jerzy Eisler: Publicysta – Tomek – Minister

Mimo podejmowanego wysiłku nadal nie jestem w stanie przypomnieć sobie, kiedy poznaliśmy się osobiście. Co więcej, nie pamiętam nawet, czy kiedykolwiek byłem z Tomkiem na „Pan”, czy też od razu „młodzieżowo” zwracaliśmy się do siebie po imieniu? – pisał Jerzy Eisler w „Księdze pamięci Tomasza Merty”.

Na pogrzebie Tomasza Merty bezskutecznie próbowałem sobie przypomnieć, kiedy, gdzie i w jakich okolicznościach poznaliśmy się. Jedno, co zapamiętałem, to że najpierw znałem jego nazwisko, a dopiero później – po paru latach – poznaliśmy się osobiście. Pośrednio zetknąłem się więc z nim w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych na łamach redagowanego przez Tomasza Wołka dziennika „Życie”, gdzie obaj zamieszczaliśmy swoje artykuły. Bardzo lubiłem czytać solidnie udokumentowane, rzeczowe, wyważone i – co nie mniej ważne – dobrze napisane teksty Tomasza Merty. Nawet, jeżeli czasem nie we wszystkim z nim się zgadzałem, to jednocześnie miałem poczucie, iż obcuję z artykułami autorstwa erudyty i zarazem człowieka, któremu naprawdę na czymś ważnym zależy i o coś istotnego chodzi.

Mimo podejmowanego wysiłku nadal nie jestem w stanie przypomnieć sobie, kiedy poznaliśmy się osobiście. Co więcej, nie pamiętam nawet, czy kiedykolwiek byłem z Tomkiem na „Pan”, czy też od razu „młodzieżowo” zwracaliśmy się do siebie po imieniu? Bodaj najlepiej natomiast zapamiętałem nasze wspólne spotkanie w październiku 2004 roku w Kazimierzu nad Wisłą. Mieliśmy wówczas okazję porozmawiać dłużej w bardziej osobisty sposób. Tomek był wszak znakomitym partnerem do takich poważnych-niepoważnych rozmów. Spotkanie to miało miejsce przy okazji pierwszego z cyklu organizowanych przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie spotkań nauczycieli oraz historyków z Polski i Niemiec, poświęconych nauczaniu w obu krajach historii najnowszej, a zwłaszcza sposobom ukazywania w szkolnej edukacji wzajemnych relacji między obydwoma państwami i obydwoma narodami w XX wieku.

Gdy po wyborach z 2005 roku Prawo i Sprawiedliwość utworzyło rząd, Tomek został w nim wiceministrem kultury i dziedzictwa narodowego. Miałem zatelefonować do niego z gratulacjami, ale – jak to stosunkowo często bywa – to on uprzedził mnie i zadzwonił 12 grudnia. Pamiętam, że szedłem wówczas przez park na tyłach Pałacu Krasińskich. Od razu pospieszyłem z gratulacjami, lecz znów to on był szybszy i powiedział: „To ja gratuluję tobie”. Nie wiedziałem, o co mu chodzi, lecz szybko wyjaśnił, że jestem nazajutrz (w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego) zaproszony do ministra Kazimierza Ujazdowskiego. Tomek był przy tym wszystkim dość tajemniczy. Okazało się, że wraz z sześcioma innymi historykami, badaczami dziejów najnowszych, w tym może zwłaszcza historii Solidarności: Antonim Dudkiem, Andrzejem Friszkem, Andrzejem Paczkowskim, Wojciechem Roszkowskim, Włodzimierzem Suleją i Janem Żarynem zostałem odznaczony niezwykle dla mnie zaszczytnym srebrnym medalem Gloria Artis.

Nie ulegało dla mnie wątpliwości wtedy i nie ulega dzisiaj, że Tomasz miał swój udział w całej tej akcji. W fakcie, że odznaczono historyków o zróżnicowanych sympatiach politycznych, dostrzegałem echo tak typowego dla Tomka myślenia państwowego, a nie partyjnego. Dlatego też, gdy po zwycięstwie wyborczym Platformy Obywatelskiej w 2007 roku Tomasz (na zasadzie zupełnego wyjątku) w nowym politycznym rozdaniu utrzymał swoje ministerialne stanowisko, bardzo się ucieszyłem – chcąc widzieć w tym ślad myślenia w kategoriach dobra publicznego.

Gdy w nowym politycznym rozdaniu Tomasz utrzymał swoje ministerialne stanowisko, bardzo się ucieszyłem – chcąc widzieć w tym ślad myślenia w kategoriach dobra publicznego

Raz jeszcze Tomek odegrał pewną rolę w moim życiu, a może tym razem to nawet ja większą w jego. W grudniu 2008 roku jego żona, Magdalena, podjęła pracę w kierowanym przeze mnie Oddziale Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie. W trakcie wstępnej rozmowy – komplementując Tomasza – między innymi powiedziałem do niej niegrzecznie, a nawet na swój sposób bezczelnie, że jeżeli ona okaże się chociaż w połowie tak wartościowym pracownikiem, jakim byłby jej mąż, to zrobimy, przyjmując ją do pracy, znakomity interes. Te raz dopiero zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy nie widziałem ich razem, a co więcej nawet nie miałem okazji z Tomkiem rozmawiać o „mojej podwładnej”.

Wreszcie przyszedł poranek 10 kwietnia 2010 roku. Ten dzień wszyscy pamiętamy tak samo, a zarazem każdy inaczej. Od godziny dziewiątej bez przerwy oglądałem TVN 24. Było coraz straszniej. Co chwila podawano kolejne nazwiska znajomych osób, które zginęły w tragicznych okolicznościach. Za każdym razem wydobywały się ze mnie różne „święte” westchnienia w rodzaju: „O Boże!”, „O Jezus!”. W oczach powoli zaczynało brakować już łez. Nie żyłem w czasie wojny i nigdy w moim pięćdziesięcioośmioletnim życiu w jednej chwili nie straciłem dziesięciu kolegów i znajomych. Wiem, że inni – przy czym nie chodzi mi tutaj o rodziny zabitych – tego dnia stracili jeszcze więcej i jeszcze bliższych im ludzi, ale cierpienie i żal są z natury rzeczy subiektywne: jedni odczuwają to mocniej, a inni (wcale od nich nie gorsi!) słabiej. Gdy więc padło nazwisko Tomka (kolejnego bliskiego mi człowieka), a byłem wtedy w pokoju sam, nie wytrzymałem i wykrzyknąłem z rozpaczą w zupełnie inny sposób: „No, kurwa mać!”. Nie potrafiłem powstrzymać samocieknących łez. Wraz ze śmiercią Tomka, kolej na w życiu niezamknięta sprawa została bez mojego udziału zamknięta w sposób nieodwołalny…

Jerzy Eisler

Artykuł ukazał się w Księdze Pamięci Tomasza Merty wydanej przez Teologię Polityczną i Muzeum Historii Polski

Belka Tygodnik209


Na sprawy polityczne patrzymy z perspektywy spraw ostatecznych. Tworzymy ogólnopolskie środowisko skupiające intelektualistów, naukowców, publicystów, młodzież akademicką i artystów o poglądach konserwatywno-liberalnych. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. Zostań Mecenasem Teologii Politycznej. Kliknij TUTAJ lub przekaż darowiznę na konto Fundacji Świętego Mikołaja o numerze 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem: darowizna Teologia Polityczna.

Wydaj z nami

„Od Salaminy do Radzymina” – wesprzyj wydanie nowego numeru rocznika „Teologia Polityczna”
Kim jesteśmy i kim chcielibyśmy być? Ile naprawdę warte jest dla nas to, co uważamy za swoją tożsamość?
Brakuje
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.