Do poprawnego działania strony wymagana jest włączona obsługa JavaScript

Michał Przeperski: Czerwiec. Koniec gierkowskiej obietnicy

Michał Przeperski: Czerwiec. Koniec gierkowskiej obietnicy

Czerwiec 1976 nie był tak krwawy jak Grudzień 1970 i nie stał się tak wielkim mitem jak Sierpień 1980. A jednak był jednym z najważniejszych pęknięć w historii PRL. Pokazał, że gierkowski kontrakt: więcej mieszkań, pensji, mięsa i telewizji w zamian za polityczny spokój, właśnie się wyczerpał – pisze Michał Przeperski w „Teologii Politycznej co Tydzień”: „Robotnik i polski Czerwiec”.

25 czerwca 1976 roku w kilkudziesięciu miejscowościach całej Polski doszło do protestów. Robotnicy licznych zakładów pracy, m.in. w Radomiu, Płocku, Ursusie czy Grudziądzu, postanowili zaprotestować przeciwko decyzji podjętej przez kierownictwo partyjno-państwowe.

Kierownictwo Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz rząd PRL od miesięcy wiedziały, że zbliża się podwyżka cen. W warunkach gospodarki centralnie sterowanej, w której ceny były wyznaczane odgórnie, bez związku z regułami popytu i podaży, operacja zmiany cen była jedną z najtrudniejszych, jakie można sobie wyobrazić. Szefujący partii komunistycznej w latach siedemdziesiątych Edward Gierek wiedział to jak mało kto. Doszedł do władzy w grudniu 1970 r., w trakcie jednego z najgłębszych kryzysów politycznych w dziejach powojennej Polski. Jego bezpośrednim zapalnikiem była nieprzemyślana podwyżka cen, wprowadzona na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Wściekłość i desperacja robotników były prochem. Iskrą rzuconą na ten proch była decyzja Władysława Gomułki, który pozwolił na otwarcie ognia do protestujących robotników. Gierek obiecał sobie, że on nigdy nie podejmie podobnej decyzji.

Odróżnianie się od Gomułki było w ogóle znakiem rozpoznawczym Gierka. Był wysoki, dobrze zbudowany, przystojny. Mówił ze swadą, ubierał modne płaszcze w jodełkę. Jego przemówienia brzmiały przekonująco, dawały nadzieję. Na tle Gomułki, nie bez powodu nazywanego „kościanym dziadkiem socjalizmu”, Gierek był symbolem nowoczesności. W realiach politycznych lat 70. Gierek przyniósł szansę rozwojową, pokazał, że dobrze mieć ambicję, a środki inwestycyjne można pożyczyć na Zachodzie. Gomułka oszczędzał każdą złotówkę, pieniądze pożyczał niechętnie, Polska autarkiczna zdawała się być jego marzeniem. Gierek pozwolił na konsumpcję. Dał Polakom malucha, coca-colę i pozwolił oglądać telewizję na europejskim poziomie.

Przeczytaj również: Gawin

Byłby pewnie Edward Gierek mężem stanu, którego imieniem nazywalibyśmy dziś ulice, gdyby potrafił mówić prawdę. Chociaż przemówień Gomułki nie dawało się słuchać przez jego stękanie i zrzędzenie, to potrafił on mówić rzeczy niepopularne. Swoich racji publicznie dowodził godzinami. Nie, nie ustrzegło go to przed polityczną klęską. Ale miał w sobie odwagę dyktatora, który nie ucieka przed rzeczywistością. Gierek był dyktatorem, ale jako I sekretarz KC lubił już tylko tę część władzy, która nie wiązała się z trudnościami.

Nie chodzi przy tym o rehabilitowanie Gomułki. Chodzi raczej o różnicę między przywódcą ponurym i brutalnym, lecz zdolnym czasem do politycznej konfrontacji, a przywódcą efektownym, który najlepiej czuł się wtedy, gdy rzeczywistość potwierdzała jego własną legendę. Lubił przemawiać i przyjmować zagraniczne delegacje. Lubił brylować. Lubił tysięczne wiece, gospodarskie wizyty, lubił gdy jego twarz była widoczna codziennie w telewizji. Nie lubił się jednak urealniać. Przyjęty przez niego model rozwojowy Polski oparty na importowanych technologiach, które miały pobudzić polski eksport, a przez to ostatecznie także rozwój ekonomiczny kraju, nie był pozbawiony sensu. Ale gdy trzeba go było skorygować, schował głowę w piasek.

Lata 1971-1975 to w zgodnej opinii historyków czas największej stabilności oraz społecznego optymizmu nad Wisłą. Jacek Kuroń wspominał, że działalność opozycyjna w tym czasie nieledwie zamarła, brakowało bowiem postaw kontestacyjnych, na których opozycja demokratyczna mogłaby się naturalnie oprzeć. Polacy nie dali się sterroryzować, nie dali się też zsowietyzować. W początku lat siedemdziesiątych wydawało się jednak, że oddadzą się swobodnej konsumpcji. Po latach wyrzeczeń było to naturalne. Polacy chcieli mieszkań, wyższych pensji, wakacji. Rosły apetyty, ale też rosły ambicje. Nieadekwatnie wolno rosła jednak wydajność pracy, a struktura ekonomiki była coraz bardziej zachwiana. Zimą 1975 r. w sklepach całej Polski zabrakło mięsa.

Przeczytaj również: Mimo szykan i trudności, machina społecznego buntu nabierała rozpędu

Mięso było produktem politycznym w PRL. O mięso wybuchały strajki. Było ono miernikiem życiowego sukcesu: jesz mięso, stać cię na nie – znaczy, że ci się wiedzie. Ekipa rządząca, która nie potrafiła zapewnić Polakom mięsa, mogła pakować manatki. Nie tylko mięso było jednak problemem. Płace realne wzrosły w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych o średnio ponad 40 proc. To oznaczało, że Polaków na coraz więcej było stać. W warunkach gospodarki rynkowej oznaczałoby to wzrost cen. Ale nie w PRL, gdzie to państwo dyktowało ceny. Sztuczne utrzymywanie niskich cen kosztowało coraz więcej. Na VII Zjeździe PZPR w grudniu 1975 r. między wierszami wybrzmiały zapowiedzi, że tak dalej być nie może.

25 czerwca 1976 r. w Polsce wybuchły protesty przeciwko planowanym podwyżkom cen. Z dzisiejszego punktu widzenia to absurdalne jak wysokie były to podwyżki, często sięgające kilkudziesięciu procent na podstawowe produkty spożywcze. Nie dość jednak na tym, że podwyżki były drakońskie. Miały zostać „skonsultowane”, ale realnie o jakichkolwiek konsultacjach nie było mowy. Ci, których „konsultowano” w zakładach pracy wiedzieli już, że do sklepów docierały już nowe tabele z cenami, które miały zacząć obowiązywać za kilka dni. Nie dość zatem, że władze działały znienacka, bez jakiegokolwiek przygotowania, to jeszcze w żywe oczy kłamały.

Protesty Czerwca 1976 pokazały, że Polacy gotowi są walczyć o swoje prawa. Zarazem pokazały, że utrzymywanie konsumpcji na kredyt jest dla państwa samobójcze. Gdyby podwyżki cen rozłożono na raty, gdyby przeprowadzono realne konsultacje – to co innego. Z pewnością ekipa Edwarda Gierka straciłaby na popularności. Z pewnością Polacy byliby niezadowoleni. Jednak zamiast mitotwórstwa i polityki magicznej, mielibyśmy do czynienia z polityką realną. Można założyć, że Gierek oraz premier Piotr Jaroszewicz nie straciliby wpływu na bieg wydarzeń. Ich decyzje mogłyby dalej kształtować rzeczywistość polityczną. Jednak stało się inaczej.

W odpowiedzi na protesty, premier Jaroszewicz został zmuszony do upokarzającego wystąpienia, w którym wycofał się z planowanych podwyżek. Urażony Edward Gierek zarządził propagandową kampanię, która protestujących robotników stygmatyzowała jako „warchołów”. Stosunek robotniczego przywódcy do robotników okazał się czysto instrumentalny, wprost obrzydliwy. Najgorsze jednak okazało się to, że gdy Gierek po kilku dniach próbował powrócić do planów wprowadzenia podwyżki cen – która była przecież niezbędna dla stabilizacji rynku – kategorycznie zakazał mu tego Leonid Breżniew. Sowiecki przywódca nie chciał „problemów”. Chciał mieć stabilnego satelitę, który, mając problemy ekonomiczne, był również bardziej potulny.

Czerwiec 1976 warto zatem odczytać jako klęskę państwowego myślenia polskich komunistów. Gomułka i Gierek byli przywódcami państwa niesuwerennego, jednak ich naczelnym zadaniem była obrona polskiego interesu narodowego i państwowego w takim zakresie, jaki był możliwy. Gomułka jesienią 1956 r. odegnał wizję sowieckiej interwencji, a w grudniu 1970 r. doprowadził do podpisania traktatu z RFN stabilizującego polską granicę zachodnią. Rzeczywiście, nie dał Polakom coca-coli. Tę dał im Gierek, który jednocześnie bojąc się realnej polityki pogłębił polskie uzależnienie od ZSRR.

Dlatego Czerwiec 1976 pozostaje miesiącem niedocenionym. Nie miał tragicznej skali Grudnia 1970 ani zwycięskiej legendy Sierpnia 1980. Był buntem cofniętym, spacyfikowanym, upokorzonym propagandą o „warchołach”. Ale właśnie wtedy skończyła się wiara, że PRL może kupić społeczny spokój za pożyczone pieniądze, importowane technologie i obietnicę lepszego życia. Czerwiec pokazał, że państwo Gierka nie tylko źle liczyło. Ono przestało rozumieć społeczeństwo.

Michał Przeperski

Wszystkie artykuły w „Teologii Politycznej Co Tydzień” [535]: „Robotnik i polski Czerwiec”

 logo MKiDN 2

 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury


Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!

Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.