Do poprawnego działania strony wymagana jest włączona obsługa JavaScript

Remigiusz Okraska: Trzy rocznice i przypadek pewnej herezji

Remigiusz Okraska: Trzy rocznice i przypadek pewnej herezji

Machajski domagał się upowszechnienia wiedzy i kultury, zdjęcia z nich odium elitarnego przywileju. Chciał stanu, który można by nazwać „powszechną inteligenckością”. Dopiero wtedy robotnicy mogliby przejąć władzę i dokonać grupowej emancypacji, wbrew przywilejom ekonomicznym i kulturowym innych warstw – pisze Remigiusz Okraska w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Robotnik i polski Czerwiec”.

W przejmującym wierszu „Rozstrzelano moje serce” Kazimiera Iłłakowiczówna napisała po wydarzeniach poznańskich roku 1956: „Myśleć zaczął, choć ledwo się dźwiga / i do zapytań ośmiela – / – «Czemu zawsze rządzi inteligent, / a do robotników się strzela?»”. Tymi wersami przywołała – świadomie lub nie – jedną z najbardziej obrazoburczych lewicowych teorii. W roku 2026 przypadają nie tylko okrągłe rocznice mordowania i katowania robotników Poznania i Radomia przez „władzę robotniczą”. Przypada także setna rocznica śmierci radykalnie lewicowego myśliciela, który taki obrót spraw przewidział i przed nim przestrzegał.

Realia PRL i rządów komunistycznych w naszej części świata zaowocowały trwałym, a wręcz narastającym utożsamieniem niemal wszelkiej lewicowości z dyktatorsko-autorytarną władzą i zamordystycznymi praktykami poprzedniego ustroju. Pozwala to za jednym zamachem skrytykować wszelką lewicowość, jej ideały i dążenia, a zarazem cały opór wobec tamtych realiów przedstawiać w kategoriach zrywów patriotyczno-niepodległościowych. Jest to politycznie wygodne. Nie tylko w ramach prawicowo-lewicowych przepychanek, ale również dlatego, że unieważnia pytania dotyczące tego, o co – a nie tylko z czym i przeciwko komu – walczyli robotnicy i czy udało się to wywalczyć.

Spróbujmy spojrzeć na to inaczej.

***

Krytykę komunistycznego zamordyzmu wielokrotnie wyprowadzano z pozycji lewicowych. Już w łonie Międzynarodówki Socjalistycznej w drugiej połowie XIX wieku głośny był spór, w ramach którego anarchistyczny myśliciel Michał Bakunin zarzucał Marksowi i marksizmowi tendencje autorytarne. Róża Luksemburg na początku XX wieku poddawała krytyce – i dobitnie powtórzyła ją wkrótce po rewolucji październikowej – koncepcje Lenina i bolszewików jako de facto wyraz chęci rządów kliki, która próbuje głos skrajnej mniejszości „zawodowych rewolucjonistów” narzucić i przedstawiać jako dążności robotniczych mas. Polski lewicowy myśliciel Edward Abramowski już na przełomie XIX i XX wieku przewidywał, że rządy lewicy „państwowej”, centralistycznej, będą bardziej dotkliwą formą panowania niż kapitalizm, bowiem skupią w rękach elity władztwo nie tylko polityczne, ale także ekonomiczne. Na potworny dogmatyzm myślenia bolszewickiego, sprzeczny z jakimikolwiek swobodami naukowo-intelektualnymi i z faktycznym postępem intelektualnym, wskazywał lewicowy filozof Bertrand Russell.

Przeczytaj również: Gierkowski kontrakt właśnie się wyczerpał 

Również klasyczna zachodnia socjaldemokracja, choć lekceważyła przestrogi w rodzaju tych sformułowanych przez Abramowskiego, pozostawała w sporze z nurtem autorytarno-leninowskim jeszcze przed powstaniem ZSRR, a i po utworzeniu tego tworu nie miała wobec niego złudzeń ani przez chwilę – dość wspomnieć arcykrytyczne wywody autorstwa takich jej emblematycznych myślicieli, jak Karl Kautsky czy Otto Bauer.

Wśród ogromnej fali tego rodzaju lewicowych rozważań warto wspomnieć jeszcze tylko ulubieńca prawicy – George’a Orwella. Przez całe życie był on związany z lewicą antyautorytarną, a jego najbardziej znane dystopijne utwory to demokratyczno-lewicowa krytyka zarówno totalizmu sowieckiego, jak i totalizujących tendencji w łonie innych opcji i ustrojów, zaś sam autor obawiał się pod koniec życia, że jego wizje zostaną nieuczciwie wykorzystane do krytykowania wszelkiej lewicowości.

***

Najdalej wszakże poszedł Jan Wacław Machajski – postać dzisiaj zupełnie zapomniana. Setna rocznica jego śmierci w lutym bieżącego roku przeszła właściwie bez echa. Był „heretykiem” i obrazoburcą i z tegoż względu pozostał na całkowitym marginesie. Machajski nie poprzestał na krytyce prawicy i liberałów, na urąganiu kapitalizmowi i staremu porządkowi. Poszedł dalej i wskazał, że nowożytnej lewicy towarzyszy swoisty grzech pierworodny. Jest nim głoszenie haseł wyzwolenia robotników i ich władzy, ale dążności te są realizowane w taki sposób i przez takie środowiska, że zaowocują raczej ich zniewoleniem. Zniewoleniem przez kręgi określane na polskim i środkowoeuropejskim gruncie jako inteligencja.

„Robotnicy w walce ze swoją niewolą spotykają na drodze nie «małą garść tyranów», nie jedną tylko klasę kapitalistów stanowiących jedynie część grabieżców żyjących z nieopłaconego trudu robotników. Walka robotników to bunt przeciwko wszystkim posiadającym, którzy żyją po pańsku, którzy nie znają pracy fizycznej właśnie dlatego, że cały jej ciężar zrzucili na barki robotnika, pozostawiwszy mu głodną niewolniczą rację. Walka robotników to walka przeciw temu uczonemu światu, który uczynił wiedzę swoją własnością monopolistyczną i czym panuje nad klasą robotniczą” – pisał Machajski. Z kolei Max Nomad, współpracownik, badacz i popularyzator spuścizny Machajskiego, pisał o tej doktrynie tak: „Socjalizm, który dla wszystkich jest protestem «proletariackim», był ideologią powstającej nowej klasy średniej; intelektualistów, specjalistów, techników i «białych kołnierzyków», a nie robotników fizycznych”.  

Rozpoznanie autorstwa Machajskiego mówi, w uproszczeniu, że kręgi inteligenckie są żądne władzy i wpływów, ale w kapitalizmie brakuje im jako grupie kluczowego w tymże systemie – kapitału. Są one pod tym względem w najlepszym razie średniakami, ale zarazem stanowią warstwę beneficjentów ustroju i mają apetyt na więcej. „Rokrocznie we wszystkich krajach szkoły średnie i wyższe kończą tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi, którzy zajmą w społeczeństwie uprzywilejowane stanowiska, zwalniające ich od brzemienia pracy fizycznej. Spotykają się oni z pracą tylko jako jej organizatorzy, rządzący, dowódcy. Jedynie znaczna mniejszość tych wykształconych panów zajmie niezależne stanowiska samodzielnych przedsiębiorców – kapitalistów. Znaczna większość, tworząca klasę, zwaną zawodową inteligencją, otrzymuje swój uprzywilejowany dochód nie z kapitału własnego, jako zysk przedsiębiorcy wyciśnięty bezpośrednio z robotników, lecz jako «pensja», «honorarium» otrzymywane przez każdego zawodowego inteligenta”.

Przeczytaj również: Nienapisana historia robotników PRL

Na plecach robotników, i operując żądaniami korzystnymi dla wielomilionowych mas, inteligenci chcą uchwycić pełnię władzy. Ba, znacznie poszerzyć względem panowania kapitalistów – sprawować ją w wymiarze nie tylko politycznym, lecz także ekonomicznym. W zapowiadanym socjalizmie nie chodzi o władzę robotników. Zarówno w sferze polityki, jak i panowania nad środkami produkcji całą gospodarczą „maszynerią”, nowymi władcami będą inteligenci, ludzie wykształceni. Współcześnie kierowanie systemem gospodarczym jest bowiem oparte na wiedzy i wykształceniu, co wyklucza w nim udział robotników. „Przekazanie środków produkcji w ręce społeczne w sposób nienaruszający innych świętych praw własności to socjalistyczny ideał «pracowników umysłowych», owej wykształconej warstwy” – konstatował Machajski już w 1905 roku. i dodawał kilka lat później: „Dwie odwiecznie istniejące rasy panów i niewolników – pozostają również w ustroju socjalistycznym. Do pierwszej należy […] cały świat naukowy, wszyscy ci, którzy urodzeni i wychowywani byli po to by kierować i dowodzić, ponieważ to oni posiedli tajemnice nowoczesnej produkcji i posiadają wiedzę niezbędną do zarządzania. Wywłaszczenie kapitalistów milionom współczesnych niewolników wiedzy tej nie daje. Oni, jak dawniej, pozostają mając status niższej rasy ludzi zdolnych do wykonywania tylko czarnej pracy”.

Polski myśliciel wskazywał, pioniersko i wiele lat przed np. rozpoznaniami Pierre’a Bourdieu, że ważnym kapitałem są nie tylko pieniądze czy środki produkcji, lecz także wiedza oraz kultura, obycie, kontakty, styl życia, jednym słowem: przynależność do świata miękkiego, niematerialnego przywileju. To wszystko, jako niedostępne dla robotników, utrwala władzę nad nimi i umożliwia życie na ich koszt. Wyszydzał też bardzo celnie jeden z aksjomatów klasycznej doktryny lewicowej, jakoby kapitałem i czynnikiem stratyfikacji klasowej było tylko posiadanie środków produkcji. Pisał z przekąsem: „Proletariuszem jest […] uczony doktor i jego lokaj, proletariuszami są też «panowie» zajmujący komfortowe apartamenty, i których służący gnieżdżą się w kuchni i w śmierdzących komórkach. Jak mogłoby być inaczej? Przecież tacy «panowie» w takiej samej mierze pozbawieni są środków produkcji, jak też ich służący”.

Machajski wskazywał w dodatku, że przywilej, kapitał i nierówności będą się w ustroju niekapitalistycznym reprodukowały i pomnażały tak samo, jak w kapitalizmie – w postaci własności „rodzinnej”, nawet przy formalnym braku posiadania środków produkcji. Wysokie zarobki warstwy kierowniczej, wykształconej czy decydenckiej stworzą fundament nierówności, w tym zupełnie nierównych warunków startu dzieci robotniczych i dzieci nowej elity. Pisał on, że z „ojca na syna przechodzi w klasie robotniczej wieczna niewolnicza służba i nieunikniona, towarzysząca jej niewiedza; w klasach posiadaczy w spadku z ojca na syna przechodzi wyższa kultura, coraz słodsze życie po pańsku w komforcie i luksusie. […] potomkowie panów jeszcze zanim pojawili się na świecie, już byli uznani za zdolnych jedynie do pracy umysłowej, jedynych właściwych do zajmowania kierowniczej roli w społeczeństwie”.

W swoim bodaj najpopularniejszym manifeście politycznym Machajski demaskował mit „samorodności” wiedzy i wskazywał na materialne fundamenty jej reprodukowania, analogiczne do gromadzenia kapitału finansowego czy środków produkcji przez zamożne rody: „Socjaliści i inteligencja zapatrują się na swoje wykształcenie zupełnie tak samo, jak przedsiębiorca na swe kapitały. Chcesz być bogaty, mówi robotnikowi kapitalista: pracuj, zarabiaj, oszczędzaj. Chcesz być uczonym jak ja, mówi zupełnie tak samo robotnikowi socjalista i inteligent: ucz się! Ucz się w każdej wolnej chwili, nie pij, nie hulaj! Innej drogi nie ma! […] Socjaliści i inteligencja zapewniają, że wiedza przez nich posiadana to... czyste światło rodzące się w niebiosach, a nie na tej naszej grzesznej ziemi, gdzie wszędzie króluje grabież. Za nic w świecie nie chcą przypomnieć sobie, że wiedza ta wyrosła z pieniędzy, z tego grabieżczego dochodu, który znajdował się w kieszeni ich burżuazyjnych rodzin; że mogli oni uczęszczać do różnych zakładów naukowych jedynie dlatego, że inni grabieni ludzie dostarczali im na przeciąg tego czasu i odzienia, i pokarmu, i mieszkania, a własne dzieci od najmłodszych lat posyłali do tej samej katorgi, w której sami spędzają całe swe życie. Za nic też w świecie inteligenci-socjaliści nie chcą się przyznać, że ich wiedza, zrodzona z dochodu grabieżczego, przynosi również im samym dochód grabieżczy. Cóż znowu! Wszelki dochód inteligenta to taka sama płaca zarobkowa, jak i robotnika pracującego fizycznie, tylko płaca za pracę lepszej jakości, wyższej kategorii. Zupełnie tak samo zapewnia kapitalista, iż kapitał swój zdobył własną pracą”.

***

Machajskiemu w ramach wewnątrzlewicowych polemik – a był atakowany niezwykle często, chętnie i zajadle jak na postać zupełnie marginalną – dorabiano gębę człowieka, który głosi hasło „dołoj gramotnych” (precz z wykształconymi) i rozbudza ciemne instynkty ludu: antyinteligenckie, czarnosecinne, chuligańskie, lumpenproletariackie itp. W rzeczywistości chodziło o coś odwrotnego. Machajski domagał się upowszechnienia wiedzy i kultury, zdjęcia ich z odium elitarnego przywileju. Chciał stanu, który można by nazwać „powszechną inteligenckością”. Dopiero wtedy robotnicy mogliby przejąć władzę i dokonać grupowej emancypacji – wbrew przywilejom ekonomicznym i kulturowym innych warstw.

Przeczytaj również: Mimo szykan i trudności, machina społecznego buntu nabierała rozpędu

Aby to było możliwe, należało po pierwsze polepszać sytuację ekonomiczną robotników tu i teraz, wydobywać ich z dna nędzy, harówki i na poły zwierzęcego bytowania – za pomocą walki ekonomicznej (głównie strajków) już dzisiaj, bez odkładania mitycznego socjalizmu na święty nigdy. Po drugie oznaczało walkę z uzurpacjami inteligentów („białorękich”) i ich dążeniami do władzy, bowiem władza ta będzie tyranią kto wie, czy nie większą niż w kapitalizmie, a panowanie jednocześnie w sferze kapitału produkcyjnego, władzy politycznej oraz wiedzy i kapitału kulturowego stanie się jeszcze trudniejsze do przezwyciężenia. Po trzecie wreszcie, chciał, aby przywileje nie były łatwe do odtworzenia – bardzo serio potraktował on ten z lewicowych ideałów, który nosi miano równości, na przykład głosił postulat jednakowych czy podobnych płac oraz jakiejś formy kasacji majątków rodzinnych i dziedziczenia, przeciwdziałania reprodukcji przywileju. Stąd jeden z badaczy dorobku Machajskiego proponował nazwać jego doktrynę egalitarianizmem.

***

Po powstaniu Bloku Wschodniego zaczęto w łonie lewicy niekomunistycznej spoglądać przychylniejszym okiem na dorobek Machajskiego. Zygmunt Zaremba, przed wojną na lewym skrzydle PPS, po wojnie emigrant polityczny i socjalista-antykomunista, pisał w książce „Słowo o Machajskim”: „Tak: doktorzy filozofii i prawa, literaci i dziennikarze oraz młode pokolenie inteligencji, szukające swego miejsca w życiu społecznym, stworzyli doktrynę socjalizmu. Nadali jej treść odpowiadającą ich wyobrażeniom, potrzebom ich własnego środowiska, mimo wszystkich zapewnień że to ideologia klasowa proletariatu. Tę sprzeczność pozornie tylko przezwyciężył marksizm formułą ostrego przeciwstawienia zmniejszającej się garstki posiadaczy kapitału wzrastającemu proletariatowi zmuszonemu do sprzedawania swej siły roboczej. Burżuazja została w tej formule utożsamiona z posiadaczami narzędzi produkcji. Wszystkie inne warstwy społeczne zostały usunięte w cień, jako skazane na proletaryzację. A przecież istnieje wcale niemalejąca w liczbie i sile warstwa drobnych posiadaczy kapitału nie tylko w postaci skromnych warsztatów produkcyjnych czy udziału w aparacie rozdziału produktów, lecz także swoistej formy kapitału, zawartego w wykształceniu, a więc w zdolności do kierowania życiem zbiorowym. Jest to nie tylko drobnomieszczaństwo w ścisłym znaczeniu tego słowa, ale również i przede wszystkim inteligencja. Część jej otrzymuje uprzywilejowane stanowiska w służbie kapitalistów, ale większa i rosnąca liczba nie znajduje miejsca przy pańskim stole i staje w opozycji przeciwko kapitalistom. Niezależnie od faktycznie zajmowanej pozycji inteligencja uważa się za główny element w życiu narodu czy państwa, za nosiciela jego tradycji i kultury, gdy więc nawet w jakiejś swojej grupie włącza się do prądu proletariackiej rewolucji, nie opuszcza jej świadoma czy podświadoma troska, by rewolucja nie naruszyła podstaw jej istnienia jako warstwy uprzywilejowanej”.

Częściowa rehabilitacja dorobku Machajskiego była oczywiście związana w dużej mierze z faktem, iż arcytrafne okazały się jego intuicje wobec bolszewików i systemu sowieckiego. Pisał on w pierwszych latach istnienia ZSRR: „Nadrzędne prawa sowieckiej komunistycznej władzy bardzo szybko przestaną się odróżniać od nadrzędnych praw jakiejkolwiek władzy państwowej w grabieżczym ustroju”.

Zaremba w roku 1958 wydał książkę  „Narodziny klasy rządzącej w ZSRR”, w której mocno inspirował się rozważaniami Machajskiego. Rok wcześniej ukazała się głośna na całym świecie rozprawa niegdysiejszego prominenta real-socjalistycznej Jugosławii, a następnie dysydenta – Milovana Dżilasa[1]. Pisał on o komunistycznej elicie władzy: „Członkowie klasy rządzącej wyczuwają instynktownie, że dobra społeczne czy państwowe stanowią de facto ich własność, a terminy «własność społeczna», «własność państwowa» czy «własność socjalistyczna» pokrywają tylko legalną fikcję. W związku z tym członkowie nowej klasy zdają sobie w pełni sprawę, że jakikolwiek wyłom w totalitarnym charakterze władzy może bezpośrednio zagrozić ich własności”. To niemal kopia rozmyślań Machajskiego sprzed kilku dekad – nie w sensie zapożyczeń czy plagiatowania, lecz analitycznego rozpoznania struktur i schematów nowego systemu. Tam, gdzie Machajski profetycznie przewidywał, Dżilas mógł opisać problem już w oparciu o fakty, konkrety i mechanizmy władzy, które zresztą współtworzył.

***

Dżilas jako jedną z immanentnych cech systemów real-komunistycznych wskazywał lęk elity władzy i użycie wszelkich możliwych środków przeciwko samorzutnym, oddolnym, autentycznym formom samoorganizacji robotniczej. Cecha tego systemu, wskazana już przez Machajskiego, to bowiem wspomniana koncentracja władzy. Państwo jest tu „monopolistą władzy i własności”, A właściwie, co ćwierć wieku później jeszcze dobitniej opisał polski anarchizujący i lewicowo-antykomunistyczny filozof Leszek Nowak – monopolistą w sferze władzy politycznej, własności środków produkcji oraz aparatu ideologiczno-propagandowego. Komuniści sprawują „trój-panowanie”, najpotężniejszą formułę władzy w dziejach ludzkości.

Fundament potęgi owego systemu jest jednak zarazem jego słabością. Totalna władza oznacza także totalną odpowiedzialność – w sensie takim, że usuwa wszelkich pośredników między „nami” (społeczeństwem, pracownikami) a „onymi” (elitą władzy). W ustroju kapitalistycznym strajki czy niepokoje społeczne mogą się odbywać przeciwko właścicielom poszczególnych zakładów, ich zrzeszeniom, obejmować branże itp., ale adresatem bezpośrednim rzadko bywają państwo i rząd, a przynajmniej łatwo uchylać im się od odpowiedzialności. W ustroju real-socjalistycznym właściciel środków produkcji i przeciwnik jest jeden – państwo i jego elita władzy.

Przeczytaj również: Komuniści nigdy nie wygraliby wolnych wyborów. Wywiad z Dariuszem Gawinem

Robotnicy eksploatowani i wyzyskiwani w nowym ustroju, sięgają po zwyczajowe metody buntu i oporu, znane także z realiów kapitalistycznych. Dżilas wprost przywołuje wydarzenia poznańskie 1956 r. oraz trzy lata wcześniejsze powstanie berlińskie jako typowe bunty robotnicze. Nie chodzi o to, aby odmawiać tym wydarzeniom – oraz podobnym późniejszym – także innych motywacji. Uczestnicy akcentowali rozmaite bolączki, od braku swobód obywatelskich czy religijnych, a kończąc na kwestiach niepodległościowych. Ale sednem było to, co znamionowało robotnicze protesty także w kapitalizmie – kwestie pracownicze, płacowe, socjalnobytowe – Przez inteligencką część polskich środowisk opozycyjnych zwane zresztą pogardliwie na przykład „strajkami kiełbasianymi”. Również formuła takich „niepokojów” miała charakter wpisany w tradycje ruchów robotniczych. Berlin ’53, Poznań ’56 i wydarzenia z czasów „odwilży”, rewolucja węgierska i Budapeszt ’56, Radom ’76, Czechosłowacja ’68, a ostatecznie także „Solidarność” to w całości lub w znacznej mierze zrywy robotnicze pod względem profilu społecznego uczestników. To także bazowanie wielu z nich na zakładach pracy oraz korzystanie z rozmaitych form samoorganizacji robotniczej i samorządu pracowniczego.

Jan Wacław Machajski, nieżyjący od roku 1926, zapewne uśmiechnąłby się na wieść o każdym robotniczym wystąpieniu przeciwko „władzy robotniczej”. Władzy uformowanej z zawodowych działaczy-inteligentów i dokooptowanych do nich później rozmaitych „białorękich”, którzy nawet jeśli czasami wywodzili się ze środowisk robotniczych, to nie reprezentowali, lecz porzucali dawne środowisko pod wpływem władzy, przywileju, wykształcenia, kultury itp. Robotnicy odczuwali jedynie zmianę swoich panów, nie ujmowali władzy we własne ręce jako klasa, choć widnieli na każdym sztandarze, sloganie czy w winietach rządowych gazet. A przy każdym większym przejawie nieposłuszeństwa ulice czy osiedla nazwane na cześć robotników – spływały robotniczą krwią. „Czemu zawsze rządzi inteligent, a do robotników się strzela?”.

***

Niech nas jednak nie zwiedzie zaprzęgnięcie – choć sytuacyjnie uzasadnione – rozpoznań Machajskiego do krytyki ZSRR, w tym przywoływanie go wprost lub w postaci softplagiatów jego myśli dokonywanych w czasach zimnej wojny przez neokonserwatywną prawicę. Jego rozważania są rdzennie lewicowe. Ba, są lewicowością doprowadzoną do logicznych konsekwencji wbrew wszystkim i wszystkiemu, przede wszystkim wbrew niejawnym i nieartykułowanym interesom grupowym lewicy inteligenckiej. Wychodzą one od konsekwentnej obrony interesów robotniczych i apoteozy oddolnych, spontanicznych walk pracowniczych o namacalne zdobycze, odrzucają wszelkie „żerowanie” na pracujących masach, domagają się równości materialnej i kulturowej, a ujęcie problemu inteligencji jako klasy społecznej pozwala przekroczyć doktrynalne spory między rozmaitymi odłamami lewicy (socjaldemokraci kontra bolszewicy, radykałowie kontra reformiści itp.) i ukazać, że sam nierówny dostęp do wiedzy i kultury warunkuje władztwo „panów” nad „prolami”, nawet gdy to władztwo owinie się w czerwony sztandar i ustroi w radykalny frazes.

 

Pamiętając o tragedii ofiar Poznania i Radomia, o ofiarach innych miejsc, o systemowym wyzysku pod krwawoczerwonym sztandarem, powinniśmy pytać także i o inne władztwo świata przywileju nad światem pracy. Jeśli robotnicy nie służą nam tylko za historyczny rekwizyt, powinniśmy pytać o to, co było później. O to, co się stało z załogami zakładów pracy i z klasą robotniczą po roku 1989. O ofiary „transformacji”, dezindustrializacji, nowego wyzysku. o setki tysięcy osób, które z ojczyzny wyjechały za chlebem gdzieś daleko. O głodowe pensje, umowy śmieciowe, niestabilne zatrudnienie tysięcy rodaków. O to, że robotników zdradzili nie tylko komuniści, lecz także inteligenccy liderzy opozycji antykomunistycznej. Wśród nich niejeden z tych, którzy jeździli z odważną pomocą do radomskich ofiar komunistycznych katów, a niewiele później zachowali się tak, jak gdyby proroctwa Machajskiego potraktowali nie jak przestrogę, lecz podręcznik zdobywania władzy kosztem świata pracy.

***

Ale i tu nie powinniśmy się zatrzymywać. Warto pytać, komu służy, jakie interesy wyraża i co ma wspólnego z postawami czy wyborami politycznymi współczesnej klasy robotniczej obecna moda w kręgach elitarno-inteligenckich na „lewicowanie”. Moda, która dziwnym, a może wcale nie dziwnym trafem zaczęła się nie w czasach największej i brutalnej ofensywy neoliberalizmu w Polsce, lecz akurat pod rządami partii, która sporo zmieniła na lepsze w sytuacji świata pracy i w sferze oferty socjalnej. Pytać na przykład o to, czemu inteligenckie zainteresowania „ludową historią Polski” nie idą w parze, a wręcz idą w kontrze do postaw współczesnego ludu.

Pytać także i o to, jak polska obecna moda na elitarną i odgórno-paternalistyczną lewicowość wpisuje się w zjawisko, które na Zachodzie zaczyna być – w duchu rozpoznań autorstwa Machajskiego, lecz sto lat później! – opisywane jako „klasa profesjonalno-menedżerska”. Wedle krytycznych analiz tej grupy chodzi właściwie o to samo, co dawniej – o władztwo wąskiej i samozwańczej elity nad „ludem”, sprawowane pod wzniosłymi hasłami. Tyle że tym razem zamiast pałki milicyjnej idzie w ruch pałka moralnych pouczeń. Za ich pomocą „postępowi” intelektualiści i aktywiści chcą w sojuszu z wielkim biznesem tłuc krnąbrnych „ciemniaków” i nauczyć ich „myślenia racjonalnego i bez alienacji” w sferach wszelakich, od obyczajów i wartości, przez styl życia i kulturę, a kończąc na zaglądaniu do talerza.

***

Być może najważniejszą z lekcji, jakie należy wyciągnąć z dróg i bezdroży lewicy jest właśnie przestroga wyrażona dramatycznym pytaniem Iłłakowiczówny: „Czemu zawsze rządzi inteligent, a do robotników się strzela?”

Remigiusz Okraska

Wszystkie artykuły w „Teologii Politycznej Co Tydzień” [535]: „Robotnik i polski Czerwiec”

 logo MKiDN 2

 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Przypisy:

[1] Milovan Đilas [przyp. red.].


Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!

Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.