Wojciech Stanisławski: Defilada bachantek [FELIETON]

Wojciech Stanisławski: Defilada bachantek [FELIETON]

Na mapie stolicy przybyła nam nowa świątynia, dość synkretyczna: trochę kultu Kybele, trochę Diany, trochę Priapa, najwięcej wiedźmiństwa wicca, a biorąc pod uwagę, że na Placu Defilad zbierały się liczne manifestacje Strajku Kobiet, można mówić również o wyznawcach Baala – pisze Wojciech Stanisławski w nowym felietonie z cyklu „Barwy kampanii”.

Tak, to otwarcie sezonu (słowo „przejęcie”, dotąd częściej używane w przypadku redakcji, ministerstw i dowodzenia też nie byłoby od rzeczy) będzie pamiętane długo, kto wie, może i ze trzy tygodnie? Monika Strzępka wyreżyserowała swój dyrektorski debiut w Teatrze Dramatycznym M. St. Warszawy w wielkim stylu: „A było święto w Megalopolis / Ruch na ulicy zamknięty i procesja. / Powoli przesuwał się posąg boga: / Phallus wysokości czterech pięter / Otoczony tłumem miotających się w tańcu kapłanek i kapłanów". Chociaż nie, przepraszam, tak łatwo pomylić cytaty: powyższe to relacja Miłosza z ceremonii odprawianych w Berkeley w 1968, na Placu Defilad było trochę inaczej: „Rzeźba waginy została wniesiona do Dramatycznego w orszaku, który wyruszył spod Teatru Studio. »Wilgotna Pani«, jak nazywają rzeźbę, była niesiona w kolorowym orszaku. Towarzyszyły jej dźwięki bębnów, grzechotek i śpiewy, a także ok. 200 widzów i widzek” – relacjonuje Gazeta Wyborcza. 

Było więc i miło, i ekstatycznie, i zarazem przewidywalnie, co jest warunkiem każdego udanego eventu. Inżynier Mamoń lubił melodie, które już zna, wiedźmińskie siostrzyce lubią o waginie: waginawaginawagina, że też ani razu nie przejęzyczą się i nie padnie „giwera” albo „wygina”! Ale nie, wagina wagina, niczym, skoro mowa o evergreenach, niezapomniane „voyage voyage” Desireless. Jest nowe wydanie „Monologów waginy” Evy Ensler, są gipsowe figurki Dominiki Kulczyńskiej, na Instagramie Sylwia Chutnik z poduszką w kształcie waginy, wystawa pluszowych wagin w Feminotece – zawsze z tą samą nadzieją, że jakiś wuj lub biskup zaczerwieni się i umknie wzrokiem, pragnienia (duchowych) nastolatek, pociesznych i rozszczebiotanych, są niezmienne. Ot, choćby Iwona Demko, rzeźbiarka, która wykonała na potrzeby ceremonii stosowną, metrową rzeźbę. „Wpisałam w wyszukiwarkę 'kult waginy' i znalazłam książkę 'Wagina. Sekretna historia kobiecej siły'. Gdy ją przeczytałam, to po prostu oszalałam”, wspomina początki kariery artystycznej. „Oszalałam”, można w tym słyszeć szał bachiczny, ale można i świadectwo, że poezja Zenona Martyniuka („przez tę waginę, waginę złotą, oszalałam”), niby niechciana dociera wszędzie. 

Bo też cała ceremonia, choć bachiczna, ekstatyczna i wiedźmowata, była też bardzo polska i bardzo staroświecka, Strzępka jest jak Wyspiański. Widać, że reżyserujące event Agata Bargiel i Rita Sadurska napatrzyły się w dzieciństwie na uroczystości czerwcowe. Pewnie i kwiatki ongi sypały, śliczne bielanki, bo przemarsz z „Wilgotną Panią” na poziomie scenografii mniej przypominał korowód menad, bardziej – procesję w podtarnowskim Tuchowie, z feretronami, z chwiejącym się trochę baldachimem i pąsowymi wstęgami. To w sumie zrozumiałe: czegóż to się nie robi, żeby bardziej zabolało!

Cała ceremonia, choć bachiczna, ekstatyczna i wiedźmowata, była też bardzo polska i bardzo staroświecka, Strzępka jest jak Wyspiański

Szła więc ta procesja, ten orszak roztańczony, który przypieczętował, by zacytować dyr. Strzępkę, „transformację Teatru Dramatycznego w feministyczną instytucję kultury”. Spontaniczności, nieprzewidywalności, uniesienia, było w tym tyle, że aż przypominały się ciągnące przez plac w przeszłości korowody i przemarsze, „Zbliża się kieleckie, ryczą gigantofony, zbliża się roztańczone jak zawsze kieleckie!” i wizerunki umiłowanego przywódcy, wszystko to już było, tyle, że dziś nad rojem unosiła się atmosfera żartów i campu oraz nuty lekkich, dziewczyńskich perfum: goździków, cynamonu, wanilii, imbiru i gałki muszkatołowej. 

Ale, mimo całej figlarności, kalamburów i niepowagi, ta mała defilada była i całkiem serio: dyr. Strzępka z całą mocą zapraszała na Sabat, a im głębiej wczytać się w biogramy organizatorek, tym żywiej stają w pamięci końcowe rozdziały „Wahadła Foucault” Eco z całą jurodiwą rodziną ludzką. Agata Bargiel, współorganizatorka, od lat zaprasza do swej jurty na „rytuały przejścia: powitania nowego członka rodziny lub pierwszej miesiączki, oraz pożegnania: bliskich, dziecka, marzeń czy rzeczy, które już nam nie służą”. Witaj, smutku, żegnaj, dziecko lub suszarko – a jest jeszcze „terapia krzyżowo-czaszkowa” oraz „celebrowanie mocy płynącej z miesiączki poprzez łączenie się z kołem życia – śmierci – życia”. 

A potem jest jeszcze ciekawiej, pani Agata bowiem jest zdania, że „zdrowa kobieta przypomina wilka: krzepka, po brzegi pełna, życiodajna, świadoma swego terytorium, pomysłowa, lojalna, lubiąca wędrówki”, oferuje również Mądrość Roślin i Szałas Potu. Pani Rita Sadurska z kolei, „od 15 lat na wiedźmińskiej ścieżce” lubi tarota, lubi „praktyki rytualne i szamańskie” oraz hawajskie metody uzdrawiania Kino Mana, no i Reiki, oczywiście, tu spraw nieprzewidywalnych raczej nie ma, skoro w pierwszym akcie pada słowo „holistyczny”, to w ostatnim musi być Reiki, praca według metody Silvy i troszkę wiccanizmu, nie ma zlituj. Tylko Alistair Crowley troszkę już démodé, ale poza tym wszystko było jak trzeba, odśpiewana rytualna pieśń do Bogiń, Babek i Prababek słyszalna była nawet na stacji metra Centrum – wszyscy uczestnicy zeszli jak nie z kart „Wahadła Foucault”, no to w każdym razie „Heks” na pewno. 

Tak więc impreza się udała, ‘Wilgotna Pani’ została triumfalnie przeniesiona do wnętrza Teatru Dramatycznego, a wyniosłe ściany Pałacu Kultury i Nauki przypominały tego wieczora strome stoki Kitaironu, na których nieszczęsny Penteusz został swego czasu rozszarpany przez bachanki. Na mapie stolicy przybyła nam nowa świątynia, dość synkretyczna: trochę kultu Kybele, trochę Diany, trochę Priapa, najwięcej wiedźmiństwa, a biorąc pod uwagę, że na Placu Defilad zbierały się liczne manifestacje Strajku Kobiet, można mówić również o wyznawcach Baala. 

Ciekaw jestem repertuaru Teatru, na razie w październiku po staremu, same ramoty w rodzaju „Szczęśliwych dni” Becketta (straszny mizogin), nie mówiąc już o „Rewizorze”, myślę jednak, że późniejszą jesienią znajdzie się czas i na Szałas Potu, i na solidne taurobolium (oczyszczenie z grzechów poprzez oblewanie krwią byka, praktykowane przez wyznawców Kybele), rozdzwonią się kociołki i różdżki, a w każdą pełnię księżyca (najbliższa już 10 września!) „Wysokie Obcasy” zapraszać będą na kolejny sabat. Sądzę nawet, że władze Warszawy skłonne będą w tym przypadku odstąpić od oficjalnie promowanej polityki „świeckiego państwa” i przyznać nowej świątyni sute dofinansowanie. 

Wojciech Stanisławski


Zostań mecenasem Teologii Politycznej. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli, współpracujemy z uczonymi, pisarzami i artystami. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. (KLIKAM, BY DOŁĄCZYĆ DO GRONA MECENASÓW TEOLOGII POLITYCZNEJ).

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.