Do poprawnego działania strony wymagana jest włączona obsługa JavaScript

Wojciech Kaliszewski: Wspólny splot

Wojciech Kaliszewski: Wspólny splot

Jak wiele trzeba było trudu, słów i czynów, aby w chwili, której carskie imperium rozsypywało się bezpowrotnie, obudzić pamięć o samodzielności i odpowiedzialność w tych, którzy od wieków zamieszkiwali ziemię nad Berezyną. O tym jest przecież wielka, piękna i dramatyczna opowieść Floriana Czarnyszewicza. O tym są jego „Nadberezyńcy”. Ale to nie tylko złożona epicka konstrukcja, rozległa i poruszająca opowieść wypełniona zdarzeniami, ludźmi i językiem – to przede wszystkim wielka synteza losów ludzi, którzy na tamtych ziemiach – jak strumienie – odnajdują ostatecznie swoje dawne, zasypane przez czas drogi i łożyska – pisze Wojciech Kaliszewski w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Białoruś: czyli o poszukiwaniu nowego ładu”.

Pamięć o ludziach, miejscach i zdarzeniach jest przede wszystkim pamięcią słów opisujących, odsłaniających obraz świata dawnego, innego, odległego. Szczególną rolę w tym wyjątkowym „przemawianiu” odgrywa literatura. Ze wszystkich sztuk ona bowiem najpełniej i najszerzej obejmuje horyzont świata minionego, pilnując jego granic i źródeł. Opisy miejsc dawnych – nawet te najdłuższe i przypominające nudne, statyczne katalogi – mają w sobie zawsze coś z narracji poruszającej i przenoszącej czytelnika do świata zdarzeń przeszłych, uruchamiają w nim wewnętrzne przemiany, zachęcają do słuchania i działania w imię przyszłości. Opisy są częścią naszego wewnętrznego i duchowego dziedzictwa. Coś z tego, co przeczytaliśmy, zostaje w naszej wyobraźni na zawsze, coś sobie z tego – jak pisał kiedyś Józef Wittlin – „przywłaszczamy”. Z opisów i obrazów słownych rodzi się niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju wspólnota przeżyć, emocji i uczuć. Ta konstrukcja jest tak znacząca i trwała, że nawet późniejsza konfrontacja ze stanem faktycznym owych opisanych miejsc, nie potrafi zmienić i zburzyć tego – mitologicznego – obrazu. Napięcie między rzeczywistością a wyobraźnią zanurzoną w języku zdaje się trwać poza czasem, dotyka wieczności. Po prostu jest. 

Czy jednak takie podejście do słów, do literackich obrazów i przekazów nie jest  czymś zwodniczym? Czy nie poddajemy się w ten sposób złudnym marzeniom i nie uciekamy w stronę utopii? Wątpliwości powinien rozwiewać nawyk krytycznego myślenia, chroniący nas przed pułapką iluzji. Potrzebna jest więc miara, pozwalająca w tym, co realne, odkrywać to, co niezwykłe i zarazem dostrzegać w cudowności kształty prawdziwe. Stanisław Vincenz zanotował kiedyś, że „Narody nie muszą mieć i nie mają granic twardych. Wchodzą jedne w drugie, przesiąkają, przechodzą stopniowo jedne w drugie”. To prawda. Vincenz – pisząc te słowa – miał na myśli Polaków żyjących na rumuńskiej Bukowinie. Ale jakże to „przesiąkanie” pasuje do innych horyzontów i przestrzeni, wspólnych choćby dla Polaków, Białorusinów i Litwinów żyjących nad Niemnem, Wilią czy Berezyną. Wyraźnie zapisała się ta trójdrożna jedność w Mickiewiczowskich apostroficznych wersach z Pana Tadeusza:                 

Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!

Nie tylko wielowizerunkowy obraz Matki Bożej składa się na jedno – tak samo ważne i przemawiające – Jej ikoniczne przedstawienie. Słychać w tym fragmencie przecież jakby trzy różne wołania, trzy dykcje mimo odrębności językowych zharmonizowane w jeden głos. Głos jest wspólny. Na tym – między innymi – polega wspomniane „przesiąknie” się narodów, kultur, języków i myśli. I w obszarze owego „przesiąkania” odnajdują się tożsamości, które nie muszą między sobą rywalizować, ale mogą się dopełniać, przenikać i rozwijać.

Jakże to „przesiąkanie” pasuje do innych horyzontów i przestrzeni, wspólnych choćby dla Polaków, Białorusinów i Litwinów żyjących nad Niemnem, Wilią czy Berezyną

Zwornikiem Mickiewiczowskiego przedstawienia jest „wierny lud”, czyli zbiorowość otwarta na to, co przekracza ziemski horyzont, ale z tym horyzontem trwale przecież związana. Wiara miała wielką moc. Jako swoista forma miłości łączyła w sposób jednoznaczny, pozwalała rozpoznać jedność w świecie różnorodnych kultur. Była fundamentem i progiem współistnienia. „Książki – i znowu sięgam do Vincenza – doprowadzają nas do progu. Potem nauczymy się liter i zaczniemy je składać. Więcej jeszcze niż książki, pismo światowe, ma nam przypomnieć wiedzę naszej duszy”. To echo Boskiej Komedii Dantego:

W jej łonie widzę wszystkich bytów przędzę:
Kochanie wiąże jednolitym splotem
To, co oddzielnie stoi w świata księdze.

Takim „splotem” była niegdyś Pierwsza Rzeczpospolita, było nią Wielkie Księstwo Litewskie i takim „splotem” pozostał obraz utraconej w wyniku politycznego dramatu przestrzeni. Jej wagę i piękno doceniał przede wszystkim ten – jak pisał Mickiewicz – „Kto cię stracił”. To zdanie niesie jedną z najważniejszych miar  piękna i etyki w polskiej literaturze. Ale jest także głębokim napomnieniem. Bo „utrata” to z kolei próg zatarcia tożsamości i początek drogi samotnej, często błędnej, prowadzącej od centrum ku brzegom nieznanym, ciemnym i obcym. Ten, kto tę wielkość straty naprawdę zrozumiał, starał się ją odrobić, przywołując z pamięci najdrobniejsze nawet szczegóły „dawnych dziejów”. Ten pisał „świata księgę”, znowu wszystko „jednolitym splotem” wiążąc.

Ruiny zamku w Nowogródku, na które młody Mickiewicz spoglądał i które dobrze znał, pamiętały i wciąż jeszcze pamiętają odległe wydarzenia z dziejów Wielkiego Księstwa Litewskiego. To tam w 1253 roku Mendog koronował się na króla Litwy i tam został ochrzczony. Dzisiaj Nowogródek leży w granicach Białorusi. Ale jeśli odsłonić przeszłość to ukaże nam się obraz świata o zupełnie innych „splotach”. Język białoruski (jego stara, historyczna wersja), zanim stał się językiem peryferii, zaścianków i folwarków, był aż po koniec wieku XVII językiem urzędowym w Wielkim Księstwie. Spisano nim w latach dwudziestych szesnastego stulecia Statuty Litewskie. Służył polityce i długo tworzył „jednolity splot” politycznej rzeczywistości. Potem ów splot rozluźnił się i  rozpadł na wiele wątków, język białoruski stał się – jak powiadał Wincenty Dunin-Marcinkiewicz autor  polskich i białoruskich utworów – „językiem kmiotków”. Ale to właśnie on, pisarz, uczestnik powstania styczniowego i badacz kultury białoruskiej wspominał: „Żyjąc wśród ludu mówiącego białoruskim narzeczem […] postanowiłem dla zachęty go do oświaty, w duchu jego zwyczajów, podań i zdolności umysłowych, pisać we własnym jego narzeczu”.

Nie on jeden przecież podjął się wówczas tego zadania. Znaczącą rolę w procesie zacieśniania „splotu” językowego odegrał wcześniej Jan Czeczot. Ten sam, który uczył się razem z Adamem Mickiewiczem w szkole w Nowogródku, a potem wraz z nim studiował na wileńskim uniwersytecie, filomata, carski więzień i zesłaniec. Czeczot i Mickiewicz przyjaźnili się od wczesnej młodości. Była to więź wyjątkowa. Ich wyobraźnia żywiła się tymi samymi pejzażami, brzmieniem tej samej mowy, znali w dzieciństwie tych samych ludzi, chodzili tymi samymi ulicami. W dużej mierze właśnie Czeczotowi zawdzięczał Mickiewicz to, że nie zapomniał o „wiernym ludzie” i rdzeń „języka kmiotków” nie został w jego twórczości złamany, ale wtopił się w nią jako jedno z głównych źródeł opisu rzeczy i ludzi.

Takim „splotem” była niegdyś Pierwsza Rzeczpospolita, było nią Wielkie Księstwo Litewskie i takim „splotem” pozostał obraz utraconej w wyniku politycznego dramatu przestrzeni

Jan Czeczot do śmierci – zmarł w 1847 roku – żył w świecie granicznym. Pisał po polsku i po białorusku. Łączył w sobie, w swojej wyobraźni i doświadczeniu świat, który się nieustannie stawał, zmieniał, otwierał i powstawał przez wspomniane „przeciekanie”. Obraz takiego świata Czeczot pielęgnował i nadawał mu wymiar znaczący, był nie tylko jego świadkiem, ale również strażnikiem. Mickiewicz – powtórzmy – jako poeta sięgający do wątków białoruskiej kultury ludowej, wiele zawdzięczał właśnie Czeczotowi, studentowi skromnemu i pozostającemu w cieniu innych filomatów. To on podtrzymywał w autorze Ballad i romansów zainteresowania białoruską przeszłością, jej tajemnicami i mitologicznymi przedstawieniami. On był w tych kwestiach przewodnikiem i mentorem Mickiewicza. I to on jest autorem napisanego po białorusku wiersza, witającego przyjazd Mickiewicza w 1819 roku, zaczynający się od słów „Jedzie nasz mileńki Adam!”

Jan Czeczot nie był wybitnym poetą. Nie pozostawił po sobie wierszy wielkich i porywających, ale cechowała go głęboka wrażliwość i – co dla człowieka piszącego jest ważne – miał znakomity słuch językowo-poetycki. Czuł tę mowę, rozumiał „język kmiotków” nie tylko semantycznie, ale rozumiał to, co ukryte jest w głębi każdego języka: rozpoznawał i dostrzegał prawdziwy związek mowy z rzeczywistością. Wiedział, że kiedy mowa zanika – zanika nie tylko konkretny tryb porozumiewania się, ale i ludzie, którzy się nim posługiwali. Dusza języka białoruskiego była już wtedy, w XIX wieku poważnie zagrożona. Pomijany, spychany na margines i zatapiany w morzu mowy wielkoruskiej język białoruski kurczył się i tracił moc, pozostając ledwie cząstką kultury wiejskiej, ludowej i niskiej.

Czeczot, prowadzony niewątpliwie romantyczną ciekawością i współczuciem dla tego, co słabe, gnębione i odrzucone, ale także osobistą potrzebą ratowania kultury białoruskiej pisał:

O ty, ziemio nieszczęśliwa!
Gdzież teraz twoi obrońce?
Kiedyż twoja żyzna niwa
Swobody obaczy słońce?

Wróg się twymi pasie dary,
Co je wydrze po niewoli,
I tymi nie syt ofiary,
Urąga się naszej doli.

Prosty, patetyczny, pełen napięcia i wykrzyknikowych fraz wiersz nosi tytuł O Ty! Ziemio nieszczęśliwa! Ale nie tyle patos, obecny w apostrofach, ile prawdziwie liryczne przybliżenie odwiecznych wartości białoruskich okolic, stanowi o doniosłości tego wołania. To jakby list poetycki adresowany do ziemi, czyli do ludu. Oto – powiada Czeczot – ziemia, która czeka na wsparcie, czeka na tych, którzy ją docenią, odkryją jej godność i nie pozwolą zginąć. Upomnieli się o jej  godność kilka dekad później styczniowi powstańcy. 

Konstanty Kalinowski, bohater powstania, komisarz Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś, stracony przez Moskali na Placu Łukiskim w Wilnie i pochowany w bezimiennej mogile na stokach wileńskiej Góry Zamkowej – ten sam, którego szczątki pochowano wraz z innymi straconymi w uroczystym pogrzebie na wileńskiej Rossie dopiero w 2019 roku – mocno utożsamiał się z mieszkańcami Rusi Białej:

Bywaj więc mi zdrowy, chłopski mój narodzie,
Zaznaj kiedyś szczęścia, zacznij żyć w swobodzie
I czasami wspomnij też Jaśkę swojego,
Co zginął za prawdę, dla dobra wspólnego.
Kiedy wreszcie słowo w czyny się przemieni,
Ty stawaj przy prawdzie, ramię przy ramieniu,
Bowiem tylko z prawdą, w gromadzie i zgodzie
Dożyjesz starości, wolny mój narodzie!

Ten wiersz, pisany przez Kalinowskiego w więzieniu, na krótko przed śmiercią, wciąż – niestety – nie stracił swojej aktualnej wymowy. Niełatwo stanąć tam i dzisiaj „przy prawdzie, ramię przy ramieniu”. Nie było to proste także wcześniej. Jak wiele trzeba było trudu, słów i czynów, aby w chwili, której carskie imperium rozsypywało się bezpowrotnie, obudzić pamięć o samodzielności i odpowiedzialność w tych, którzy od wieków zamieszkiwali ziemię nad Berezyną. O tym jest przecież wielka, piękna i dramatyczna opowieść Floriana Czarnyszewicza. O tym są jego Nadberezyńcy. Ale to nie tylko złożona epicka konstrukcja, rozległa i poruszająca opowieść wypełniona zdarzeniami, ludźmi i językiem – to przede wszystkim wielka synteza losów ludzi, którzy na tamtych ziemiach – jak strumienie – odnajdują ostatecznie swoje dawne, zasypane przez czas drogi i łożyska. 

Wojciech Kaliszewski           

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

05 znak uproszczony kolor biale tlo RGB 01


Czy podobał się Państwu ten tekst? Jeśli tak, mogą Państwo przyczynić się do publikacji kolejnych, dołączając do grona MECENASÓW Teologii Politycznej Co Tydzień, redakcji jedynego tygodnika filozoficznego w Polsce. Trwa >>>ZBIÓRKA<<< na wydanie kolejnych 52 numerów TPCT w 2024 roku. Każda darowizna ma dla nas olbrzymie znaczenie!

Wydaj z nami

Wydaj z nami „Kotwice w niebie” Rémiego Brague'a po polsku
Zostań współwydawcą pierwszego tłumaczenia książki prof. Rémiego Brague'a
Brakuje
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.