Wizja i praktyka polskiej nowoczesności w II RP. Relacja z konferencji

Wizja i praktyka polskiej nowoczesności w II RP. Relacja z konferencji

Dwudziestolecie międzywojenne to nie tylko narodziny niepodległej Rzeczypospolitej, ale również czas ideologicznych i gospodarczych paroksyzmów, pośród których Polska wykuwała swoją podmiotowość na przeddzień globalnej katastrofy. To epoka czarnego czwartku na Wall Street, czystek w ZSRR, wojny domowej w Hiszpanii i triumfu faszystowskiej statolatrii. Jaki model nowoczesności rozbudzał wówczas nadzieje Polaków? Jak odnosili się do totalitarnych wzorców społecznej modernizacji na chwilę po odzyskaniu niepodległości?

W czwartek, 12 grudnia na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się organizowana przez Teologię Polityczną konferencja „Wizja i praktyka polskiej nowoczesności w II RP”. Wśród panelistów znaleźli się wybitni znawcy polskiej historii, kultury i polityki: prof. Tomasz Żyro, prof. Paweł Skibiński, prof. Piotr Graczyk, prof. Iwona Luba oraz prof. Maciej Gloger. Moderatorem konferencji był Michał Strachowski.

Dariusz Karłowicz, otwierając konferencję, wspomniał o wyzwaniu stojącym przed Polakami żyjącymi w dwudziestoleciu międzywojennym. Ci, w niezwykle krótkim czasie – przypadającym na dojrzewanie  jednego pokolenia – byli zmuszeni do ukształtowania własnej odpowiedzi na pytanie o kształt polskiej nowoczesności. Wysiłek ten, któremu towarzyszyła dziejowa zawierucha, można przyrównać do budowy okrętu na pełnym morzu. I to odpowiedzi, jakich udzielili w tych niezwykłych okolicznościach, stały się pretekstem dla kolejnej konferencji poświęconej polskiej nowoczesności.

W pierwszej prelekcji, którą wygłosił prof. Żyro, nakreślony został szeroki kontekst ideowy i historyczny, w którym rozgrywał się polski projekt modernizacyjny. – Polska polityka toczyła się w rytmie wyników I wojny światowej i traktatu wersalskiego, w czasie wykluwania się nowego ładu. Wówczas nowoczesność przybrała wielowymiarowy charakter: była obietnicą nowego początku w polityce, sztuce i rozumieniu człowieka – wskazywał politolog. Tak, jak Rémi Brague, wskazał on, że by lepiej zrozumieć charakter nowoczesności, należy spojrzeć na etymologię jednego z kluczowych dla niej terminów: „projektu”. Od łacińskiego proicere, oznaczającego wyrzucanie czegoś w dal, pojęcie to zawiera w sobie kilka momentów semantycznych: ruch, emancypację i rzutowanie. Sugeruje ono tym samym nowy model antropologiczny, w którym człowiek staje się aktywnym twórcą rzeczywistości ex nihilo, funkcjonującym poza systemem zastanych odniesień. Istotnymi dla niego wartościami stała się sztuka zapominania i kult akceleracji, który w pełni mógł realizować w miejskich metropoliach – dzięki triumfowi nauki i techniki. W polskim kontekście projekt ten zaś oznaczał odzyskanie poczucia podmiotowej sprawczości w sferze polityki, ducha i materii. Według politologa Polakom u progu niepodległości miało towarzyszyć silne poczucie nadążania za ideami nowoczesności w sferze idei, przy jednoczesnym zapóźnieniu w dziedzinie panowania nad materią.

By lepiej zrozumieć charakter nowoczesności, należy spojrzeć na etymologię jednego z kluczowych dla niej terminów: „projektu”. Od łacińskiego proicere, oznaczającego wyrzucanie czegoś w dal, pojęcie to zawiera w sobie kilka momentów semantycznych: ruch, emancypację i rzutowanie

Drugi wykład, zamykający pierwszą część panelu, wygłosił prof. Paweł Skibiński, który przybliżył słuchaczom podobieństwa i różnice pomiędzy ideami Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego i Augusta Hlonda. – Wszyscy ci myśliciele praktycznie nie używali słowa „nowoczesność”, zamiast niego mówili o rozwoju. I to pojęcie, które ich wszystkich łączy: idea celowego postępu wspólnoty, która szuka dla siebie godnego miejsca na mapie świata – mówił historyk. Według niego tym, co również było im wspólne, to przeświadczenie o odzyskaniu niepodległości w epoce kryzysu cywilizacyjnego, oraz o materialnym i duchowym upośledzeniu polaków, które jest wynikiem zaborów i zniszczeń wojennych i które domaga się odbudowy. Tym zaś, co miało różnić ojców polskiej niepodległości, to definicje roli narodu w procesie rekonstrukcji polskiej substancji oraz samej treści owej przemiany. Dla Piłsudskiego motorem odrodzenia Polski miała być wąska elita – jego towarzysze z Legionów Polskich – zaś jej celem stworzenie zdyscyplinowanych, silnych jednostek zdolnych do heroicznych aktów woli. Zupełnie inaczej wyglądało to w przypadku Dmowskiego i Hlonda: obaj zgadzali się co do fundamentalnych tez o centralnej roli narodu, rozumianego jako kulturowy organizm, który miał dążyć do rozwoju w oparciu o zasady etyki i wiary katolickiej – w kontrze do wschodniego bolszewizmu i zachodniego kapitalizmu. 

Drugą część konferencji na Uniwersytecie Warszawskim otworzył odczyt prof. Piotra Graczyka poświęcony filozofii Stanisława Brzozowskiego, jednego z kluczowych myślicieli polskiego modernizmu. – Pokolenie młodej polski dało nam trzech myślicieli, którzy w sposób niekwestionowany ukształtowali II RP: Karola Irzykowskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Stanisława Brzozowskiego. I to ten ostatni spośród nauczycieli XX wieku jest nam najbardziej współczesny. Nazwanie go filozofem jakiegoś regionu bytu byłoby umniejszające, był filozofem par excellence, w sensie sokratejskim – tłumaczył filozof. Autor Płomieni miał uprawiać pisarstwo maieutyczne, zgodne z duchem nauczyciela Platona: chciał postawić czytelnika przed problemem, a nie wyłożyć mu gotowe rozwiązanie. W ten sam sposób Brzozowski pisał i myślał o przyszłej Polsce: nie kreślił gotowego wzorca instytucji, które miałyby ją ukształtować, ale raczej wskazywał moralne postawy, jakimi powinni kierować się ludzie ją budujący. Ważnym ogniwem jego myślenia był nieortodoksyjny, antynaturalistyczny marksizm i nietzscheańska filozofia czynu. Z jego pism wyłania się obraz człowieka w ciągłym procesie stawania się, którego największym wrogiem jest przekonanie o istnieniu zewnętrznej rzeczywistości, do której musi się dostosować. Naród w jego myśli był więc wspólnotowym sposobem rozwijania form istnienia, które dane nam są poprzez utrwalony język. Analogicznie do niego, polityka w niepodległej Rzeczypospolitej nie oznaczałaby więc proceduralnego parlamentaryzmu, ale egzystencjalny ideał partycypacji w procesie przekształcania społeczeństwa.

Idiom nowoczesnej awangardy w Polsce był bardzo zakorzeniony w tradycji, poszukiwaniu ładu i ucieczki przed chaosem

Intrygującym głosem w drugim panelu okazała się prelekcja prof. Iwony Luby, prezentujący szeroką panoramę narodzin kategorii sztuki nowoczesnej w II RP. Jak zaznaczyła historyczka sztuki, pojęcie „modernizmu” jest w odniesieniu do sztuk pięknych bardzo pojemne i obejmuje zarówno dokonania symbolistów i młodej polski – złotej godziny polskiej sztuki – jak również twórczość lat 20. I 30., która stworzyła zupełnie odrębny idiom. – Polacy byli obecni w epicentrum narodzin nowoczesnej sztuki: uczestniczyli w ruchach paryskiej awangardy pierwszej połowy XX w. dzięki tak wybitnym postaciom, jak Ludwik Markus, Eugeniusz Zag czy Alicja Halicka. Jednak sytuacja w Polsce wyglądała zupełnie inaczej – objaśniała prof. Luba. Przed powstaniem II RP na terenie Polski nie istniał mecenat państwa nad sztuką – ponieważ zaborcom nie zależało na rozwoju polskich artystów – a publiczność nie była przygotowana na zetknięcie się z prądami płynącymi z Zachodu. Sytuacja ta niewiele poprawiła się po 1918 r., gdy ministrem kultury i sztuki został Zenon Przesmycki, neoromantyk i współtwórca młodopolskiej „Chimery”, który doprowadził do degradacji tego urzędu i zlikwidowania go po zaledwie 3 latach. Dodatkowo idiom nowoczesności był postrzegany przez pryzmat obcości – innowacje na płaszczyźnie kultury, administracji i techniki przychodziły do nas przez zaborców. Jak wskazała prof. Rada, moderniści polscy – jak choćby twórcy grupy Formiści Polscy – radzili sobie z tym poprzez liczne nawiązania do sztuki sakralnej, motywów religijnych i ludowych – oraz późniejszy zwrot w stronę poszukiwania nowoczesnego klasycyzmu, którego stworzenie postulował Władysław Strzemiński. To sprawiło, że idiom nowoczesnej awangardy w Polsce był bardzo zakorzeniony w tradycji, poszukiwaniu ładu i ucieczki przed chaosem.

Ostatni odczyt w trakcie czwartkowej konferencji wygłosił prof. Maciej Gloger. W swojej prelekcji, poświęconej powiązaniom literatury i myśli historiozoficznej z nowoczesnymi zjawiskami społecznymi, wyróżnił dwa modele nowoczesności, które ścierały się ze sobą w II RP. – Nowoczesność konserwatywna opierała się na wierze w istnienie ładu i podmiotu jako substancjalnego ośrodka siły. Z kolei nowoczesność krytyczna odrzuciła istnienie trwałego podmiotu i wzbogaciła się o filozoficzny krytycyzm i dekonstrukcję utrwalonych światopoglądów. Widzimy, jak te dwa prądy walczą ze sobą w chwili, gdy literatura autonomizuje się ze społecznego tła w twórczości Leśmiana, Szulca i Witkacego – rozwijał myśl filolog. Według niego wielu pisarzy w nowoczesnej Polsce nie odrzuciło „płaszczu Konrada” wraz z pytaniami o polską wspólnotę i trwały kształt podmiotu. Poszukiwanie polskiej, narodowej drogi rozwoju społecznego widać choćby u Stefana Żeromskiego, w jego dziele Snobizm i postęp. Autor ten inkorporował kategorie społecznej modernizacji, przy zachowaniu pytań o polską formę i podmiotowość. Podobnie miał czynić również Melchior Wańkowicz, który nie odrzucał przy tym postawy krytycznej wobec polskiego dorobku: w swojej reporterskiej książce Sztafeta porównywał on Gdynię do pięknych ust człowieka, którego trawi straszliwa choroba. Autorzy, którzy reprezentowali konserwatywny typ polskiego modernizmu w literaturze, dążyli według literaturoznawcy do zbudowania poczucia wyjątkowości polskiej tożsamości nowoczesnej, która pragnie zarówno sprawnego państwa, jak i nie chce kopiować wzorców z Zachodu.

Opracował Karol Grabias

Obejrzyj nagranie z konferencji „Wizja i praktyka polskiej nowoczesności w II RP” 

Fot. MM/KW


Ambitna kultura potrzebuje Twojego wsparcia. Prosimy, przekaż darowiznę w dowolnej wysokości i dołącz do grona darczyńców Teologii PolitycznejKliknij tu lub przekaż darowiznę na konto: Fundacja Świętego Mikołaja, Volkswagen Bank Polska S.A. 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem „darowizna na Teologię Polityczną”. Dziękujemy!

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.