Zmiana naszego statusu w polityce bezpieczeństwa w Europie jest długim i mozolnym procesem dobijania się o swoje. W tym procesie nie ma nagłych i cudownych zwycięstw, podobnie jak i nieodwracalnych porażek.
W Polsce nastroje dotyczące naszej sytuacji bezpieczeństwa mogą zmieniać się praktycznie z dnia na dzień. Od całkowicie katastroficznych ocen typu: Waszyngton porzucił Polskę i oddaje ją w ręce Putina, po entuzjastyczne deklaracje historycznego przełomu, po którym Polska przekształca się w ufortyfikowaną amerykańską bazę w Europie. Przypomina to sytuację, w której raz zanurzani jesteśmy we wrzątku, by zaraz znaleźć się w lodowatej wodzie.
Tak radykalne rozchwianie nastrojów bierze się u nas ze złych historycznych doświadczeń. Jest też wynikiem naszej specyficznej kultury politycznej, w której cechą wyróżniającą się pozostaje pewien naddatek emocjonalnego, wręcz histerycznego wyrazu. Ale chyba najbardziej niepokojąca przyczyna leży we wciąż silnym braku zaufania do własnego państwa. To ona sprawia, że zanim w ogóle dotrzemy na pole prawdziwej bitwy w jakiejś kluczowej dla nas sprawie, z góry uznajemy, iż wszystko już stracone, więc nie mamy żadnych szans, i lepiej, jeśli rozejdziemy się wszyscy do domów.
W rzeczywistości zmiana naszego statusu w polityce bezpieczeństwa w Europie jest długim i mozolnym procesem dobijania się o swoje. Cierpliwym budowaniem własnej odporności i stopniowym wyznaczaniem innym granic naszych interesów, których będziemy skutecznie bronić. W tym procesie nie ma nagłych i cudownych zwycięstw, podobnie jak i nieodwracalnych porażek, lecz są długotrwałe i mozolne wysiłki.
Od kilku lat mamy w Europie do czynienia z sytuacją otwarcia się możliwości istotnego przebudowania układu sił na naszą korzyść. Jest ona oczywiście obarczona ryzykami, ale stawka, o którą chodzi, jest na tyle ważna, że nie można z niej zrezygnować. Otwiera się szansa nie tylko na wyrwanie się w końcu z roli gospodarczych peryferii Europy. W polityce bezpieczeństwa i obrony mamy również szansę wyjścia ze strefy wpływów oraz potencjalnego zgniotu i uzyskania pozycji pozwalającej nam bardziej samodzielnie kształtować przyszłość naszego bezpieczeństwa, a jeśli zajdzie potrzeba, to również potencjalnego pola walki.
Tak, jest to wciąż jeszcze tylko pewna perspektywa, ale już w zasięgu naszych możliwości. Dlatego niezależnie od naszego braku wiary w siebie, niepomiarkowanych emocji czy traum z przeszłości, nie wolno nam jej stracić z oczu.
Marek A. Cichocki
Felieton ukazał się w dzienniku „Rzeczpospolita”
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
(ur. 1966) – filozof, germanista, politolog, znawca stosunków polsko-niemieckich. Współtwórca i redaktor „Teologii Politycznej”, dyrektor programowy w Centrum Europejskim w Natolinie i redaktor naczelny pisma „Nowa Europa. Przegląd Natoliński”. Profesor nadzwyczajny w Collegium Civitas (specjalizuje się w historii idei i filozofii politycznej). Były doradca społeczny Prezydenta RP. Publikuje w prasie codziennej i czasopismach. Razem z Dariuszem Karłowiczem i Dariuszem Gawinem prowadził do 2023 r. w TVP Kultura program „Trzeci Punkt Widzenia”. Autor książek, m.in. „Północ i Południe. Teksty o polskiej polityce, historii i kulturze” uhonorowanej nagrodą im. Józefa Mackiewicza (2019) Więcej>
Autor podcastu „Niemcy w ruinie?”
