Kieślowski to przykład artysty, który przeszedł z kultury wysokiej do kultury popularnej, tylko że my wtedy nie rozumieliśmy tych różnych rejestrów. Jest taki rodzaj, dzisiaj to już wiemy, erzacu kultury duchowej, przygotowany dla klasy średniej, który się oczywiście sprzedaje z półki z napisem „kultura wysoka”, ale tak naprawdę żadną kulturą wysoką nie jest.
Narrator: Miłośnicy filmów dokumentalnych mają okazję obejrzeć najlepsze dokumenty Krzysztofa Kieślowskiego. Polskie Wydawnictwo Audiowizualne wydało 12 filmów reżysera w cyklu „Polska szkoła dokumentu”. Ten wybitny reżyser urodził się w 1941 roku w Warszawie. Był krewnym generała Sławoja Składkowskiego, ostatniego przedwojennego premiera Polski. Studiował w Łódzkiej Szkole Filmowej, do której dostał się dopiero za trzecim podejściem. Po ukończeniu studiów zajął się filmem dokumentalnym. Jego debiutem był film „Zdjęcie”. Wśród innych znanych dokumentów jego autorstwa są między innymi „Z miasta Łodzi”, „Prześwietlenie”, „Życiorys”, „Szpital”, „Z punktu widzenia nocnego portiera”, „Gadające głowy”. Pierwszym pełnometrażowym filmem fabularnym był „Personel”, który zdobył nagrodę na festiwalu filmowym w Mannheim. Kieślowski był dwukrotnie nominowany do Oscara i trzykrotnie do Złotej Palmy. Początkowo jego filmy fabularne były realizowane w sposób inspirowany technikami dokumentalnymi „Amator” i „Przypadek”. W 1988 roku nakręcił dla Telewizji Polskiej dziesięcioodcinkowy serial „Dekalog”. Po jego sukcesie nakręcił kilka filmów we Francji. Gdy ukończył pracę nad trylogią „Trzy kolory” zapowiedział zakończenie kariery reżyserskiej. Zmarł 2 lata później w 1996 roku, w trakcie operacji, która była konsekwencją ataku serca.
Dariusz Karłowicz: Ta edycja to święto dla miłośników kina i to nie tylko kina Kieślowskiego, zwłaszcza wczesnego, dokumentalnego okresu, ale w ogóle dla tych, którzy lubią sztukę filmową. Bo Kieślowski to jest, trudno się oprzeć przed użyciem tego słowa, geniusz dokumentu – to są rzeczywiście arcydzieła, małe, błyskotliwe, fenomenalnie opisujące rzeczywistość filmy. I przy tej okazji staje przed oczami pewien paradoks, bo w skali swojej wielkiej sławy jest on niezbyt znany jako wybitny reżyser dokumentów, za to niezwykle sławny, choć dyskusyjny, jako reżyser fabuł. To zupełnie zaskakujące, jak się mieści w jednej historii. (DG: A jego wielkość jest zbudowana na fabule właśnie.)
Marek Cichocki: I to jest pewien kłopot z Kieślowskim, przynajmniej mój kłopot. Nie wiem, jak wy odbieraliście jego filmy fabularne, ale dla mnie to zawsze było bardzo kłopotliwe. Przyznam szczerze, że „Trzy kolory”, aż wstyd powiedzieć, ale zawsze je oglądałem straszliwie skrępowany (DG: Dla mnie już „Dekalog” był czymś takim.) Dlatego, że mamy tutaj do czynienia z kinem, które posługiwało się krępującymi środkami wyrazu. Alegorie, którymi reżyser się posługuje, pewne skróty, pewne obrazy zawsze mnie jakoś bardzo zawstydzały. Pamiętam, że w jednym z filmów z cyklu „Trzy kolory” jest scena, gdzie dla podkreślenia, domyślam się, wewnętrznego rozłamu bohaterki, nagle jest zbliżenie na pękniętą szklankę, z której wylewa się herbata. Pamiętam też taką scenę, już nie z „Trzech kolorów”, a z filmu „Bez końca”, gdzie Szapołowska, która gra żonę, której umarł mąż, idzie do hotelu z jakimś poznanym w barze mężczyzną, no i Radziwiłowicz z zaświatów przygląda się swojej żonie, która z tym mężczyzną uprawia seks.
Dariusz Karłowicz: Myślę, że mieliśmy problem z odbieraniem tej drugiej fazy twórczości Kieślowskiego, bo trochę nie rozumieliśmy zachodu i wolnego rynku. Mam wrażenie, że Kieślowski to jest przykład artysty, który przeszedł z kultury wysokiej do kultury popularnej, tylko że my wtedy nie rozumieliśmy tych różnych rejestrów (DG: Ale nie dosłownej popkultury, tylko takiej dla rodzącej się klasy średniej.) Jest taki rodzaj, dzisiaj to już wiemy, erzacu kultury duchowej, przygotowany dla klasy średniej, który się oczywiście sprzedaje z półki z napisem „kultura wysoka”, ale tak naprawdę żadną kulturą wysoką nie jest. (DG: Jak trzech tenorów i prawdziwa muzyka poważna.) I to jest tak, że to można oglądać z przyjemnością, można oglądać z zachwytem – właściwa grupa docelowa tej sztuki ogląda to z zachwytem i ma wrażenie, że obcując z Preisnerem, obcuje z Bachem, że obcując z Piesiewiczem, obcuje z Bierdiajewem czy Tomaszem z Akwinu (śmiech). To oczywiście tak nie jest, a widzowie wtedy to przeżywali tak mocno. Pamiętam swoje fizycznie przeżywane zakłopotanie tym etapem twórczości wielkiego dokumentalisty. Ono nie brało się z tego, że te rzeczy były takie, jakie były, że aspirowały do artyzmu w sposób nieco trudny do przyjęcia, ale dlatego, że cały czas bombardowano nas informacjami, że to jest takie ważne, doniosłe, a takim w oczywisty sposób nie było.
Dariusz Gawin: Twoja uwaga o tym, że musieliśmy dopiero nauczyć się takiego sposobu patrzenia na takie wytwory kultury (DK: Bo dziś się nie martwimy, kiedy nam mówią, że Rubik to największy kompozytor polski, bo nie myślimy, że on realnie konkuruje z Lutosławskim) uświadomiła mi, że wszyscy podobnie odbieraliśmy filmy fabularne Kieślowskiego z początku lat 90. Pamiętam moje zaskoczenie, kiedy w Oksfordzie, w dobrym college’u, okazało się, że miłośnicy kina robią sobie przeglądy jego twórczości i że znają wszystko. Tam byli Hiszpanie, Niemcy, Anglicy, więc to robiło wrażenie, bo on był naprawdę popularny, ale też dlatego, że z tą swoją produkcją wchodził w pewne potrzeby duchowe tego nowego typu odbiorcy: międzynarodowego, z klasy średniej, aspirującego do czegoś ponad przeciętny poziom kultury popularnej. Mówiliście o filmach dokumentalnych, ale bardzo lubiłem też pierwsze filmy fabularne Kieślowskiego z lat 70., nie tylko „Amatora”, którego każdy widział, ale też czasami takie filmy bardziej dyskretne, jak „Personel” na przykład, ze świetną rolą młodego Machulskiego – jeszcze wtedy nikt nie wiedział, że będzie sam wielkim reżyserem. W tych filmach była pokazana rzeczywistość PRL-u. Chciałem powiedzieć o pewnej dwuznaczności Kieślowskiego, szczególnie z lat 70. Na czym ta dwuznaczność polega? Jego filmy zawsze odczytywano jako krytykę PRL-u, ale z dzisiejszej perspektywy są jednymi z ciekawszych sposobów wniknięcia w sposób myślenia ludzi peerelu od środka. Bo na przykład ten film dokumentalny o murarzu, który był zetempowcem, potem się rozczarował, jego życie, sposób patrzenia na rzeczywistość, czy na przykład wzorcowy portret osobowości autorytarnej, czyli „Z punktu widzenia nocnego portiera” – to są ludzie PRL-u, ale oni są pokazywani ze zrozumieniem. (DK: Czułość jest bardzo często rysem wielkiej sztuki.) Ale chodzi mi też o element takiej dwuznaczności, bo „Personel” kończy się sceną, w której główny bohater, właśnie ten grany przez Machulskiego, dostaje kartkę papieru i ma napisać donos na swojego przyjaciela. Scena kończy się tak, że my nie wiemy, czy on napisał, czy się zbuntował. To jest coś takiego, że on w tych ludziach, tak jak w „Przypadku”, potrafił wniknąć tak w życie oportunisty, jak i opozycjonisty.
Marek Cichocki: Powiedziałbym, że to, że on PRL opisywał od środka i niekoniecznie z takim nadęciem, które by się prawdopodobnie pojawiło w przypadku jakiegoś zewnętrznego oskarżyciela. Dzięki temu ta dokumentalistyka i te filmy, które pokazują PRL, są niesamowicie prawdziwe (DK: Też dzięki temu niezwykle drapieżne.) (DG: Powinni oglądać, ci którzy myślą, że PRL najlepiej pokazuje Bareja. Z Bareją się śmiać, a z Kieślowskim oglądać.) (DK: Ja bym te filmy zalecał redaktorom „Polityki”, którzy lubią w takim sentymentalnym tonie mówić o PRL-u.) Szczególnie ten film, który pokazuje sąd partyjny. (DK: Tak, gdzie tamten wije się, tamci wypytują go o intymne szczegóły, o kochankę, o coś tam.) Myślę, że redaktorzy „Polityki” by sobie pewne rzeczy wówczas przypomnieli.
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
