Dla pewnych środowisk w Polsce fakt, że między Warszawą i Berlinem może dochodzić do zasadniczych różnic, a nawet ostrych konfliktów interesów, wciąż wydaje się tak niewyobrażalny, że gotowe są uczynić wszystko, by zaprzeczać rzeczywistości.
Magiczne słowa „pojednanie” i „wspólnota interesów” stworzyły trzydzieści lat temu pewien rodzaj naiwnego komfortu poznawczego i położyły fundament pod szczególnego typu tożsamość we wzajemnych, polsko-niemieckich relacjach.
Dziś łatwo jest oczywiście tamte przekonania piętnować lub wyśmiewać. Jednak nie wykluczając i takich przypadków, kiedy w grę wchodziła zwykła osobista interesowność, często wynikały one z atmosfery końca zimnej wojny oraz autentycznej wiary w przezwyciężenie historii i ideologicznych konfliktów.
Gorzej natomiast, jeśli przekonania te używane były do uzasadniania działań i decyzji sprzecznych z praktycznym i powszechnie uznawanym interesem własnego kraju i współobywateli. Pamiętam takie dyskusje luminarzy polskiej polityki wobec Niemiec lat 90., w których zgodnie argumentowali oni, że przyłączenie się do amerykańskich pozwów w sprawie odszkodowań dla polskich ofiar niewolniczej pracy w III Rzeszy będzie katastrofą dla stosunków polsko-niemieckich.
Jeszcze gorzej, kiedy tamten sposób myślenia próbuje się dzisiaj reaktywować, na szczęście bezskutecznie, w celu destrukcji dobrze funkcjonujących, profesjonalnych instytucji polskiego państwa, jak to było w przypadku Instytutu Pileckiego.
Nie ma nic zaskakującego w istnieniu zasadniczych różnic interesów w relacjach polsko-niemieckich. Testem dojrzałej polityki państwa jest jednak zdolność do przekuwania ich w korzystne dla siebie rozwiązania. To wymaga urealnienia wzajemnych relacji i podjęcia konkretnych działań, dla których niezbędne są przynajmniej podstawowa zgoda i współpraca ośrodków władzy w państwie – nakierowane na osiągnięcie nadrzędnego celu współdziałanie.
Konflikty i sprzeczności są niestety również źródłem społecznych emocji i uprzedzeń, eksploatowanych szczególnie mocno przez media. Łatwo w ten sposób wzniecać oburzenie i koncentrować uwagę. Ten problem dotyczy mediów po obu stronach polsko-niemieckiej granicy. Urealniona polityka oznacza więc także umiejętność radzenia sobie i z tym problemem. Nie można bulwersować się i oburzać każdym nonsensem wyprodukowanym przez niemieckiego dziennikarza na temat Polski. Lepiej budować własne argumenty, przekonywać do nich, trzymać się faktów i nie tracić z oczu nadrzędnych celów.
Marek A. Cichocki
Felieton ukazał się w dzienniku „Rzeczpospolita”
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
(ur. 1966) – filozof, germanista, politolog, znawca stosunków polsko-niemieckich. Współtwórca i redaktor „Teologii Politycznej”, dyrektor programowy w Centrum Europejskim w Natolinie i redaktor naczelny pisma „Nowa Europa. Przegląd Natoliński”. Profesor nadzwyczajny w Collegium Civitas (specjalizuje się w historii idei i filozofii politycznej). Były doradca społeczny Prezydenta RP. Publikuje w prasie codziennej i czasopismach. Razem z Dariuszem Karłowiczem i Dariuszem Gawinem prowadził do 2023 r. w TVP Kultura program „Trzeci Punkt Widzenia”. Autor książek, m.in. „Północ i Południe. Teksty o polskiej polityce, historii i kulturze” uhonorowanej nagrodą im. Józefa Mackiewicza (2019) Więcej>
Autor podcastu „Niemcy w ruinie?”
