Natalia Alicja Szerszeń: Chrześcijański spór o obrazy

Natalia Alicja Szerszeń: Chrześcijański spór o obrazy

Traktowanie świętych przedstawień w kategoriach czysto estetycznych, z pominięciem ich teologicznej głębi i liturgicznego kontekstu, sprowadza je do roli w najlepszym razie dziedzictwa kulturowego, nie niosącego jednak żadnych wartości obecnie aktualnych — pisze Natalia Alicja Szerszeń w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: Dialogi z Biblią.

Kto jako pierwszy stworzył obraz? Sam Bóg powołał do istnienia Swego Jedynego Syna. Jest on naturalnym obrazem Ojca, zaś Jego obrazem jest Duch Święty. Drugim rodzajem obrazów jest ukryta w Bogu prawiedza. Trzecim — człowiek, uczyniony na Jego obraz i podobieństwo. Czwartym typem jest Pismo, które w formie obrazowej przedstawia to, co ponadzmysłowe, aby przybliżyć ludziom, ograniczonym władzą zmysłów, samego Boga i rzeczywistość niebiańską. Człowiek, ograniczony w cielesności, posiada jednak dzięki świętym wizerunkom zdolność kontemplacji nadprzyrodzonego.

Taką swoistą typologię obrazu, daleko wykraczającą poza granice definicji starożytnych, zaproponował w VIII wieku święty Jan z Damaszku — teolog i filozof, ostatni z Ojców Kościoła na Wschodzie. Oprócz pism będących syntezą dotychczasowej teologii, napisał także trzy mowy w obronie świętych obrazów (Contra imaginum calumniatores orationes I—III). Stanowią one podstawę XX-wiecznej teologii ikony, a w czasie, gdy powstawały, były reakcją na szerzące się obrazoburstwo (ikonoklazm). Określany również sporem o obrazy, w warstwie teologicznej sięgał o wiele głębiej niż tylko do kwestii estetyki i praktyk pobożności.

W 726 roku cesarz Leon III Izauryjczyk nakazał usunąć znad drzwi pałacu cesarskiego wizerunek Chrystusa i zastąpić go prostym krzyżem. Wydał równocześnie edykt zakazujący czczenia ikon przedstawiających Chrystusa, Maryję oraz świętych. W konsekwencji ruch ikonoklastów niszczył dotychczas powstałe ikony i obstawał przy surowym zakazie tworzenia nowych. Syn Leona III, Konstantyn V, doprowadził nawet do zwołania soboru w Hierei, aby uczynić ikonoklazm oficjalną doktryną chrześcijaństwa. Nie został on jednak uznany.

Sobór nicejski II w 787 roku ponownie zezwolił na kult obrazów, na podstawie odwołania do teologicznego sensu Wcielenia Chrystusa jako zapowiedzi przyszłego przebóstwienia człowieka. Jednak niedługo po tym wydarzeniu, za sprawą decyzji Leona V, w 813 roku rozpoczął się tak zwany drugi ikonoklazm. Na nowo wprowadzony zakaz kultu świętych wizerunków był jeszcze bardziej restrykcyjny niż w pierwszym okresie ikonoklastycznego kryzysu. Został on ostatecznie zażegnany w 843 roku przez regentkę Teodorę, a na pamiątkę tych wydarzeń do dziś w Kościele prawosławnym pierwsza niedziela Wielkiego Postu obchodzona jest jako święto Triumfu Ortodoksji.

Już krótkie przywołanie najważniejszych faktów z historii ikonoklazmu bizantyjskiego pokazuje, że spór o obrazy miał o wiele głębsze źródła niż tylko niechęć wobec religijnych przedstawień. W dyskusje o dozwolonych formach pobożności wpisane było bowiem także pytanie o miejsce władzy świeckiej oraz o kształt samej chrześcijańskiej teologii.

„[Wy] kochające Chrystusa dzieci Kościoła, nie wystawiajcie waszej matki na wstyd, nie dewastujcie jej piękna”

 Początki chrześcijańskiego malarstwa, ponieważ miały miejsce w ukryciu, nie są wystarczająco dobrze znane. W pierwszych wiekach chrześcijanie nie tworzyli sztuki przedstawiającej postaci — zachowane głównie w katakumbach rzymskich najwcześniejsze dzieła sztuki mają charakter symboliczny: są to krzyże, ryby, arka Noego, kłosy pszenicy i winorośl oraz inne znaki, które nie wprost odwoływały się do historii Zbawienia i wydarzeń opisanych w księgach biblijnych. Pierwsze niesymboliczne wizerunki powstawały w odniesieniu do ikonograficznych wzorców pogańskich, dostosowywanych z czasem do potrzeb Kościoła. W ten sposób obraz boskiego młodzieńca stał się źródłem inspiracji dla w wizerunku triumfującego Chrystusa, a wizerunek Hermesa z barankiem na ramionach — dla przedstawienia Chrystusa jako dobrego pasterza. Te głęboko zakorzenione w tradycji symbole zaczęły coraz silniej wpisywać się w sztukę chrześcijańską. Przepisane na nowo, służyły już nie kultowi bóstw pogańskich, lecz przybliżały odległą dla chrześcijan rzeczywistość nadprzyrodzoną i istotę przynależnych do jej zjawisk[1].

Tradycja Kościoła początki sztuki chrześcijańskiej jeszcze wyraźniej łączy z poszukiwaniem transcendencji, bowiem według której pierwszy wizerunek stanowi Święte Oblicze, na Wschodzie zwane również acheiropoietos („nieuczynione ludzką ręką”) i mandylionem (od arabskiego mandill — chusteczka)[2]. W Tradycji Zachodniej historię powstania mandylionu wiązano z opowieścią o św. Weronice, która miała otrzeć  chustą zakrwawioną twarz Chrystusa podczas drogi krzyżowej, za co na materiale odbił się na vera icon — pierwszy trwały obraz Zbawiciela. Razem z Całunem Turyńskim i Chustą z Manopello stały się one modelowymi wizerunkami dla wszystkich powstałych później kanonicznych wyobrażeń Chrystusa[3]. W pierwszych latach chrześcijaństwa według Tradycji powstała również ikona Hodegetrii, czyli Matki Boskiej z Dzieciątkiem, przypisywana świętemu Łukaszowi. Często odwoływali się do tego przekazu obrońcy czci ikon, wskazując, że zwyczaj wykonywania wizerunków świętych postaci wywodzi się od samego Ewangelisty, a więc ma jak najchwalebniejsze, warte naśladowania tradycje.

„Przyjmijmy tradycję Kościoła w prostocie serca, bez próżnego zapytywania”

Ikonoklazm był herezją, która stanowiła reakcję na zachwianie zasad oddawania czci świętym wizerunkom. Według zachowanych przekazów, w VIII wieku wierni potrafili być bardziej przywiązani do materialnej formy, jaką jest ikona, niż do świętych, które one przedstawiały, i to stało się bezpośrednią przyczyną ostrej reakcji władzy cesarskiej.

Wielu chrześcijan z zapałem przyozdabiało kościoły i uważało, że to wystarczy do zbawienia. Z drugiej strony, istniały takie formy oddawania czci wizerunkom, które graniczyły niekiedy z profanacją. W Aleksandrii panowie oraz wielkie damy przechadzali się po ulicach ubrani w szaty zdobne w przedstawienia świętych. Przesadny kult ikon zaznaczył się w ramach praktyki przyjętej w Kościele: na chrzestnych ojców i matki ludzie wybierali własne ikonu. Niektórzy kapłani zdrapywali farbę z ikon, mieszali ją ze świętymi darami, a następnie rozdawali wiernym, jakby były to Ciało i Krew Jezusa. Inni kapłani sprawowali Eucharystię na ikonie zamiast na ołtarzu. Również wierni niejednokrotnie pojmowali kult ikon w sposób zbyt dosłowny: oddawali cześć nie tyle przedstawionej osobie, co samemu wizerunkowi.[4]

Narastającemu sprzeciwowi wobec tych praktyk towarzyszyło ze strony kolejnych cesarzy ikonoklastów wzmacnianie czci ich własnej osoby — na monetach bitych w dobie ikonoklazmu znajdował się po obu stronach, zamiast tradycyjnego krzyża, portret własny władcy[5]. W liście do papieża Grzegorza II, Leon III napisał: „Jestem cesarzem i kapłanem”, co miało uzasadniać jego interwencje w kwestie doktrynalne Kościoła. Tymczasem jego decyzje o potępieniu kultu ikon należy wiązać nie tylko z zaniepokojeniem stanem Kościoła, lecz także z bieżącą sytuacją polityczną i obawą przed Arabami[6]. Poglądy cesarza szybko znalazły odbicie w pismach. Epifaniusz z Salaminy dowodził, że nie znalazł w Piśmie Świętym żadnego wskazania, aby upamiętniać osoby na obrazach. Przekonywał, że tworzenie wizerunków stoi w sprzeczności z prawem Starego Testamentu i odwodzi człowieka od Boga, który nie ma materialnej postaci i poznawalny jest tylko duchowo[7]. Zdaniem Epifaniusza kult ikon nie był zakorzeniony w Kościele, a bujne rozprzestrzenienie się malarstwa religijnego wiązało się z przyziemną troską o upamiętnienie, realizowaną według nieudolnej inwencji artystycznej twórców[8]. Przedstawianie Chrystusa miało być natomiast umniejszaniem jego boskości i redukowaniem Jego osoby do ułomnej zmysłowej formy. Wiele zastrzeżeń Epifaniusza wzbudzała również myśl, że kontemplacja obrazu może mocno pobudzić zmysły wiernego i w ten sposób odwodzić go od Boga.

Na tezy ikonoklastów odpowiedział teolog, św. Jan z Damaszku, odwołując się do słów Pisma Świętego oraz teologicznych nauk Kościoła. Jako autor pism o enhypostazie Chrystusa, a więc Wcieleniu osoby boskiej w człowieka i zjednoczenia się w Nim tych dwu natur, udowodnił nie tylko głębokie uzasadnienie kultu ikony w chrześcijaństwie, lecz także wynikającą z niego antropologię. Cześć obrazom należy się dlatego, że Chrystus, przychodząc na ziemię, ustanowił nowe prawo, które stanowi zapowiedź uświęcenia materii w akcie zbawienia człowieka. W ten sposób starotestamentowy zakaz sporządzania wizerunków (od którego jednak również znalazł on odstępstwa), został  niejako zastąpiony nakazem oddawania czci widzialnej formie reprezentującej Chrystusa, Maryi i świętych, jako tych, którzy odzwierciedlają podobiznę samego Boga. Święty Jan z Damaszku odwołał się także wyraźnie do niepisanej Tradycji Kościoła:

Spójrzcie, jaka siła i boska moc dana jest temu, kto przyjmuje obrazy świętych z wiarą i dobrą intencją. Dlatego, bracia, stańmy na skale wiary i na tradycji Kościoła, nie zapominając o tych wskazówkach, które nasi święci ojcowie ustalili […] Przyjmijmy tradycję Kościoła w prostocie serca, bez próżnego zapytywania, gdyż Bóg uczynił człowieka, aby był prostolinijny — on zaś zagmatwał się w nieskończoną ilość pytań. […] Oddajmy więc cześć obrazom, nie czcijmy [w nich] materii, ale tych, którzy za pośrednictwem materii są przedstawieni na obrazach: „cześć oddawania obrazowi przechodzi na jego pierwowzór” — mówi święty Bazyli.[9]

Uporządkował on również kwestie czci, odróżniając cześć należną władzy świeckiej i Bogu, cześć oddawaną obrazom, a przez obrazy osobom na nich przedstawionym (prosyknesis) i ostateczną cześć należną Bogu (latreia). W ten sposób odpowiedział na zarzut ikonoklastów o oddawanie czci samym obrazom i uzasadnił w porządku transcendentnym cześć należną władcom.

Herezja ikonoklazmu

Obrazoburstwo, pomijając podniosłość konsekwencji wynikających z faktu Bożego Wcielenia, stało w sprzeczności ze zbawczą misją Kościoła. Wcielenie należy bowiem rozpatrywać jako zapowiedź przebóstwienia człowieka, gdyż człowiek od początku wezwany został do uczestnictwa w Boskiej naturze (por. 2 P 1,4) i Wcielenie stanowi fundament przyszłego przebóstwienia. Negując ludzki obraz Boga, ikonoklaści negowali wszelką materialną świętość ziemską i zaprzeczali przyszłemu przebóstwieniu. Święty Jan Damasceński w swoich mowach tłumaczył, że tworzenie wizerunków Chrystusa bierze się z tęsknoty za nim i że oddawanie czci ikonom stanowi formę kultu dostosowaną do słabości ciała, niezdolnego mimo wysiłków do przekroczenia granic swojej cielesności. Tak rozumiane ikony zachowują, ujawniają i wyjaśniają naturę człowieka i ludzkiej wspólnoty. Greckie eikon, odpowiadające łacińskiemu imago, oznacza nie tylko obraz, lecz także przedstawienie na podobieństwo pierwowzoru. Ikona sama w sobie nie jest więc święta, lecz reprezentuje świętość i stanowi przestrzeń pośrednią między światem widzialnym i niewidzialnym. Wskazuje równocześnie na ostateczny sens życia człowieka, jakim jest zbawienie. I czyni to w szczególny sposób — jest jednocześnie obrazem i słowem, przedstawia, ale stanowi też język opisu relacji człowieka z rzeczywistością transcendentną. W ten sposób w ikonie spotyka się chrześcijańska ontologia, antropologia i historiozofia — zderzenie nadprzyrodzonego z naturalnym sprawia, że ikony stanowią refleksję nad samą naturą człowieka oraz historią świata.

Takie rozumienie świętych wizerunków, obecnych nie tylko w kościołach wschodnich, lecz czczonych także w rzymskim obrządku, jest wspólnym dziedzictwem Kościoła. Pisma św. Jana Damasceńskiego oraz postanowienia soborów w kwestii kultu ikon również do niego należą. Nie sposób jednak nie dostrzec, że postępująca co najmniej od czasu rewolucji francuskiej dekonstrukcja klasycznego modelu europejskiej kultury przyczynia się również w obrębie stanowiska wobec świętych wizerunków do niepokojących uproszczeń. Tym bardziej, że możemy mówić o współczesnym ikonoklazmie. Obecna niechęć do obrazów przejawia się jednak w inny sposób niż poprzez ich fizyczne zniszczenie czy zakazanie. Jean Baudrillard określił współczesny ikonoklazm jako multiplikację obrazu, prowadzącą do stopniowego zacierania się jego pierwotnych znaczeń i kontekstów. Mnożenie kopii, także obrazów świętych, potęguje chaos i odbiera ostrość widzenia nie tylko w sztuce, lecz również w sferze wartości.

Traktowanie świętych przedstawień w kategoriach czysto estetycznych, z pominięciem ich teologicznej głębi i liturgicznego kontekstu, sprowadza je do roli w najlepszym razie dziedzictwa kulturowego, nie niosącego jednak żadnych wartości obecnie aktualnych. Tradycyjnie rozumiana ikona proponuje głęboki, szeroki i, co najważniejsze, konsekwentny pogląd na świat, na wskroś przeniknięty perspektywą transcendentalną. Zwłaszcza w obliczu powszechnego zwątpienia w wartości, kontemplacja ikon jest sposobem na przezwyciężenie utraty ciągłości z tradycją, prowadzącej do stopniowej utraty tożsamości. Strata ta ujawnia się w niemocy określenia własnej tożsamości w języku racjonalnych pojęć i braku zrozumienia dla swoich korzeni. Poniekąd więc tracąc kontakt z obrazach, traci się język, którym można precyzyjnie opisać rzeczywistość. Tym bardziej aktualne stają się słowa św. Jana Damasceńskiego i soborów o czci należnej obrazom.

Natalia Alicja Szerszeń

Autor grafiki: Michał Strachowski

[1] A. Jasiewicz, Dzieje świętych wizerunków w chrześcijaństwie: zarys historii, „Seminare. Poszukiwania naukowe” nr 29, 2011, s. 240.

[2] Tamże, s. 238.

[3] Tamże.

[4] Tamże, s. 241-242.

[5] Tamże, 242.

[6] O. Cyrek, Teologiczne argumenty przeciwników i zwolenników kultu ikon na podstawie niektórych pism Epifaniusza z Salaminy i „Mowy” Jana Damasceńskiego dotyczącej kultu obrazów, „Resovia Sacra”, nr 16, 2009, s. 105.

[7] Tamże, s. 106.

[8] Tamże, s. 106.

[9] Jan Damasceński, III mowa obronna przeciwko tym, którzy odrzucają święte obrazy, „Vox Patrum”, nr 29 (2009), t. 53-54, s. 650-651.


Zostań mecenasem Teologii Politycznej. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli, współpracujemy z uczonymi, pisarzami i artystami. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. (KLIKAM, BY DOŁĄCZYĆ DO GRONA MECENASÓW TEOLOGII POLITYCZNEJ).

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.