Krystyna Czerni: Transparenty. O Wyspiańskim naszego pokolenia

Czerni portret

Jakkolwiek pretensjonalnie to zabrzmi – Wyspiański był naszym pokoleniowym „bohaterem pozytywnym”. Wyspiański, nie znoszący fałszu, stereotypów, płytkiego romantyzmu i narodowej blagi – wydawał nam się o wiele głębszy, bardziej dalekowzroczny niż obrzydzana przez szkołę i panującą ideologię tradycja wieszczów – pisała dr Krystyna Czerni. Przypominamy ten tekst w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Wyspiański. Sztuka idei”.

Wyspiański byłby z nas zadowolony. Zrozumieliśmy „Wesele”.
Andrzej Wajda, 2000

 

W pięknej, dającej do myślenia książce Świat Wyspiańskiego, Janusz Wałek stawia na końcu pytanie o aktualność przesłania artysty: „Czy ów zamierzony przez niego bukiet, ułożony z marzenia i rzeczywistości, w której wypadło mu żyć i cierpieć, jest bukietem wciąż świeżych kwiatów?” Dalej pada odpowiedź: „Pozostało dzieło Stanisława Wyspiańskiego. Pozostało. W roku 1979, podczas pierwszej pielgrzymki polskiego papieża do ojczyzny, młodzież obnosiła po ulicach Krakowa wielki transparent, na którym widniały słowa modlitwy Konrada z Wyzwolenia:

Jest tyle sił w narodzie, jest tyle mnogo ludzi,
Niechże w nie duch twój wstąpi i śpiące niech pobudzi.

Więc jednak żyło nadal – wpisane w język ulicy, wielotysięczny tłum Polaków – słowo Wyspiańskiego, artysty, który przed laty, w ciągłej gorączce i niesamowitym pośpiechu, przemykał się tymi samymi ulicami”.

*

Tak naprawdę transparenty były dwa. Pierwszy z nich – ten z cytatem JEST TYLE SIŁ W NARODZIE… był malowany w domu, w którym dzisiaj mieszkam. Wtedy mieszkał tam Maciek Zychowicz (dziś znany krakowski rzeźbiarz) i to właśnie on kaligrafował czarną, stylizowaną czcionką przydługie hasło na rozciągniętym przez dwa pokoje płótnie. Ja miałam zdaje się zorganizować materiał, ale przyniesione prześcieradło okazało się za krótkie – poratowali nas zaprzyjaźnieni ojcowie Dominikanie, którym udało się skądś „wytrzasnąć” belę kilkunastu metrów tkaniny, co w owych czasach nie było takie proste. Drugi transparent powstawał już w pośpiechu, w ostatniej chwili – na posadzce dominikańskiej „Beczki”, duszpasterstwa akademickiego. Mam w oczach wyraźnie taki obrazek: Antek Trojanowski (dziś antykwariusz w Szwajcarii) i Kaziu Dąbrowa (dziś pracownik krakowskiej firmy konserwatorskiej), klęczą na podłodze przytrzymując naciągnięte płótno, na którym Maciek pisze w skupieniu: DAJ NAM POCZUCIE SIŁY I POLSKĘ DAJ NAM ŻYWĄ.

Dekada lat 70., począwszy od haniebnego marca ’68, to był czas propagandowej walki o zawłaszczenie narodowej tradycji

Bardzo chcieliśmy, żeby nasze transparenty były zupełnie nowe, inne od wszystkiego, co było dotąd, żeby nie były banalnym, choćby serdecznym sloganem, żeby były poważne – co nie jest łatwe przy tej formie przekazu. Stąd pomysł na szukanie w literaturze. Propozycje cytatów, wypisane pracowicie na kartce, przyniósł Jurek Pawełczyk – rzecznik Studenckiego Komitetu Solidarności. Był tam chyba Tuwim (Kwiaty Polskie?), Mickiewicz, ale nasz wybór padł od razu na Wyspiańskiego. Jakkolwiek pretensjonalnie to zabrzmi – Wyspiański był naszym pokoleniowym „bohaterem pozytywnym”. Dekada lat 70., począwszy od haniebnego marca ’68, to był czas propagandowej walki o zawłaszczenie narodowej tradycji. Władza odmieniała słowa: patriotyzm, naród, Polska przez wszystkie przypadki, a towarzysze bogato inkrustowali swoje przemówienia cytatami z romantyków. W tym kontekście Wyspiański, nie znoszący fałszu, stereotypów, płytkiego romantyzmu i narodowej blagi – wydawał nam się o wiele głębszy, bardziej dalekowzroczny niż obrzydzana przez szkołę i panującą ideologię tradycja wieszczów. Poza tym Wyspiański mówił do nas „współczesnym tekstem”. Chochoł w Weselu Wajdy śpiewał głosem Czesława Niemena, Stuhr–Piotr Wysocki z Nocy Listopadowej szturmował Belweder w rytm ekspresyjnej muzyki Zygmunta Koniecznego. A jeszcze ciężkie, mroczne i duszne Wesele Grzegorzewskiego, po którym wychodziło się, jak trzeba, z uczuciem moralnego kaca. A Warszawianka – także w Starym Teatrze? To były nasze „spektakle kultowe”, na które biegało się po kilka razy. Wyzwolenie Swinarskiego oglądałam bodajże trzykrotnie, wciąż mam w oczach zjawiskową scenografię Kazimierza Wiśniaka – ze srebrną konfesją św. Stanisława – i do dziś dźwięczy mi w uszach nie tylko modlitwa Konrada – Jerzego Treli, ale i gorzkie słowa Starego Aktora: „Mój ojciec był bohater – a my jesteśmy nic!”

Gdzie w tym wszystkim Wyspiański – malarz i artysta? Zgadzam się z Mieczysławem Porębskim, który powiedział gdzieś, że „Wyspiański nie spełnił się jako malarz. Nie spełnił, bo w malarstwie było mu za ciasno. Nie mieścił się w nim, tak jak nie mieścili się po nim Witkacy, czy Tadeusz Kantor”. I podobnie jak w ich przypadku, poszczególne dziedziny sztuki wydają się tu nierozdzielne. Uderza teatralność, przestrzenność jego wyobraźni – ale jeśli w dramacie i poezji grzeszył nieraz manierą stylizacji, wielosłowiem, to w malarstwie osiągnął dar niezwykłej syntezy. Dekoracyjność, pokrętna linia secesji nie przeszkodziły jego genialnej wizji – to był błysk, iskra szaleństwa, umiejętność tworzenia symboli–kluczy, które zogniskowały na lata wyobraźnię pokoleń. Bóg Ojciec – jak wielobarwny żywy płomień, stwarzający gestem wzniesionej władczo ręki kaskady gwiazd i światów. Monumentalny poczet „Królów-Duchów”, wstających z grobu na apel poległych, zaglądających przez okna katedry jak przypomnienie minionej chwały, wezwanie do wielkości. Apollo–Chrystus otoczony korowodem wirujących planet: oś kosmosu i górujący nad światem artysta – ale także słoneczna wizja chrześcijaństwa mocnego, zwycięskiego, zdolnego pokonać romantyczny kult grobów. Stary Wiarus – symbol godności w każdych warunkach, wierności i czynu. Wreszcie Chochoł – „zaklęte, słomiane straszydło”, narodowe fatum, znak gnuśnej martwoty, ale i nadziei.

Wszystko to czytaliśmy kluczem współczesności, podobnie jak słynny artykuł księdza Tischnera Chochoł sarmackiej melancholii w „Znaku”. To było o nas, o Polsce drugiej połowy XX wieku. Problemy zdrady, wierności, honoru, konformizm czy donkiszoteria – to były  nasze  problemy, tematy naszych rozmów, nawet jeśli traktowane naiwnie i z patosem, jak czasem bywa w wieku lat dwudziestu. Okrutny rozrachunek Wyspiańskiego z własnym pokoleniem – „ojczyzną chochołów”; jego walka z niemocą i rozleniwieniem polskiej duszy, jego wyrok: „nie jesteście dojrzali do wolności!” – dotykał nas osobiście, do żywego.

Problemy zdrady, wierności, honoru, konformizm czy donkiszoteria – to były  nasze  problemy, tematy naszych rozmów, nawet jeśli traktowane naiwnie i z patosem, jak czasem bywa w wieku lat dwudziestu

Pewnie dlatego z taką irytacją odbieraliśmy wszelkie nadużycia, próby propagandowego „przechwycenia” tych haseł. Także w czasie tamtej pielgrzymki, pamiętam nasz strach, że władza – mająca monopol na media i informację – totalnie zmanipuluje społeczny odbiór Papieża. Dlatego SKS zorganizował w mieszkaniu Bogusia Sonika przy Floriańskiej niezależne biuro prasowe dla zagranicznych korespondentów. Królowała w nim Róża Woźniakowska – jako jedyna z nas znająca wszystkie możliwe języki i potrafiąca obsłużyć kilka stacji telewizyjnych równocześnie. Był w nas niepokój, nawet nie marzyliśmy o tym, co miało się wydarzyć. Gdy staliśmy wieczorem pod oknem Kurii (nie zdając sobie swoją drogą sprawy, ze właśnie inaugurujemy krakowską tradycję „okna”) – Ojciec Święty nie tylko zauważył nasz transparent, ale głośno przeczytał: „Daj nam poczucie siły…” i skomentował – Znam, znam, to z Wyzwolenia. Boże, jacy byliśmy szczęśliwi! Tłum się rozstąpił, Kazik z Antkiem zaraz podbiegli z drugim transparentem, chociaż Papież mówił już o czymś innym. Czuliśmy się niezwykle wyróżnieni, spełnieni, właściwie dla nas ta pielgrzymka mogłaby się na tym skończyć. Ale dopiero na drugi dzień, na Błoniach, cała Polska usłyszała wezwanie: „Weźmijcie Ducha Świętego… Musicie być mocni bracia i siostry, musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów”. To było przecież przesłanie Wyspiańskiego, Papież „mówił Wyspiańskim”!

Potem wszystko potoczyło się szybciej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Według angielskiego publicysty Timothy Gartona Asha – Papież „pozostawił naród o rozbudzonej dumie i społeczeństwo z nowym poczuciem elementarnej jedności”. Dziś nikt nie kwestionuje roli Jana Pawła II w obaleniu komunizmu. Dla mnie patronem odzyskanej niepodległości jest także – bardziej niż którykolwiek z naszych wieszczów – właśnie autor Wesela. Wyspiański już zawsze kojarzyć mi się będzie z Mszą na Błoniach, z historycznym „bierzmowaniem dziejów” i rzuconym wtedy wobec nas wszystkich zobowiązaniem.

Kilka miesięcy po papieskiej pielgrzymce, do studentów krakowskiej ASP tak powie o Wyspiańskim Andrzej Wajda: „Uczcie się od niego! Uczcie się wszystkiego – miłości Ojczyzny, zawziętości i desperacji w uprawianiu sztuki, uporu do końca”. Dziesięć lat później powtórzy Tadeusz Kantor: „Wyspiański posiadał w ogromnym stopniu poczucie wielkości. To było szalenie potrzebne. Trzeba być wielkim, nie ma rady”.

Dzieła nieprzeciętnych artystów prowokują do reakcji, komentarza – to właśnie dowód ich wielkości

Niełatwo jest „być wielkim” na co dzień. Nie mam pojęcia, co pokażą w Muzeum Narodowym artyści – pedagodzy krakowskiej ASP, zaproszeni przez Adama Brinckena, by „pobyć trochę wobec Wyspiańskiego”. Nie jest to proste zadanie. „To nie było łatwe przebywać na wyżynach, które były jego codziennym poziomem” – mówili współcześni. A jednak dzieła nieprzeciętnych artystów prowokują do reakcji, komentarza – to właśnie dowód ich wielkości. Więc nawet nie próbując dorównać Wyspiańskiemu, można z nim dyskutować, można jakoś się z nim spotkać. Czy wreszcie złożyć swój hommage, osobiste świadectwo, bo tylko takie się liczy, jeśli chcemy – o co apelują organizatorzy wystawy – „przełamać szkolny, encyklopedyczny schemat”.

„Z całej tej młodej szkoły to jedyny, który oprócz pięciu rozszalałych zmysłów ma jeszcze i duszę” – tak w 1902 roku pisała o Wyspiańskim Eliza Orzeszkowa. Artystom – pedagogom, ale także studentom krakowskiej ASP, życzyć wypada, żeby nie dali się uwieść „rozszalałym zmysłom formy”, by pamiętali, że forma bez duszy, jest jak chochoł bez róży, jak wyschnięta, jałowa pałuba. A jak walczyć o duszę? Raz jeszcze przytoczę słowa Andrzeja Wajdy: „Stanisław Wyspiański niewiele lat potrzebował do napisania tego, co uczyniło go nieśmiertelnym, a zaledwie nieco więcej, żeby stworzyć swój świat malarski. Ale było to możliwe dlatego, że bardzo prędko ustalił dla siebie, kogo i czego nienawidzi, kogo kocha, w czyim imieniu chce mówić”. I naprawdę nie chodzi tu o powrót do czytelnych, młodopolskich symboli! Tylko o ową „zawziętość, desperację i upór aż do końca”. O artystyczną odwagę i konsekwencję. A także o – choć to brzmi niemodnie – „miłość Ojczyzny”…

Tymczasem wokół – jak dawniej – „pospolitość skrzeczy”, wyrastają nowe chochoły, nowe „widma upiorne zagasłej przeszłości”. Znów jesteśmy świadkami zawłaszczania najpiękniejszych słów tradycji, ich dewaluacji. Najwyraźniej jesteśmy skazani na Wyspiańskiego i jego przestrogi – wciąż aktualne, ponadczasowe. „U schyłku tego wieku potrzeba »wielkiego czynu i wielkiego dzieła«, o którym pisał kiedyś Wyspiański” – przypomina znowu Jan Paweł II (Legnica, 1997). „W najcięższych chwilach – pisał Stanisław Brzozowski w Legendzie Młodej Polski – czerpię moc z myśli o samotnym i męczeńskim życiu Wyspiańskiego, o torturach tego spalania się duszy w umęczonym ciele. (…) Męczymy się w Polsce wszyscy. Nie jest to żaden argument. Czytelnik żąda od nas pracy, nie cierpienia”.

Dr Krystyna Czerni

Pierwodruk: „Tygodnik Powszechny” 2000, nr 21, s. 17


Ambitna kultura potrzebuje Twojego wsparcia. Prosimy, przekaż darowiznę w dowolnej wysokości i dołącz do grona wydawców najnowszego numeru rocznika Teologii Politycznej. Kliknij tu lub przekaż darowiznę na konto: Fundacja Świętego Mikołaja, Volkswagen Bank Polska S.A. 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem „darowizna na Teologię Polityczną nr 11”. Dziękujemy!

Wydaj z nami

TP11 Front
– pyta Dariusz Karłowicz, zachęcając do wsparcia wydania kolejnego numeru „Teologii Politycznej”
Brakuje

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.