Juliusz Gałkowski: Rejtan inaczej widziany

Juliusz Gałkowski: Rejtan inaczej widziany

„Rejtan” żył i żyje nadal swoim własnym jestestwem, niezależnie od poglądów na politykę i historię. Śmierć groziła mu z rąk niemieckich okupantów, ale odnaleziony po wojnie, został gruntownie odrestaurowany i obecnie uczy Polaków historii, wisząc w Zamku Królewskim. A skoro żyje i działa na naszą wspólnotową wyobraźnię, to nie powinniśmy się dziwić, że budzi reakcje – pisze Juliusz Gałkowski w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Rejtan i (nie)porządek republiki”.

W polskim teatrze dziejów Jana Matejkę przeważnie obsadzamy w roli dyrektora-dyktatora krakowskiej szkoły i mistrza, którego bano się i podziwiano. Trudno nam zatem przyjąć do świadomości, że gdy malował słynne obecnie dzieło Rejtan – upadek Polski, miał niespełna 30 lat. Ile było w tym obrazie młodzieńczego buntu (Matejko i młodzieńczy bunt – niesłychane zestawienie!!!), a ile wizji historycznej, trudno nam jest odpowiedzieć. Sprawa była tym trudniejsza, że młodzieniec osiągnął wcześniej sławę wspaniałym i powszechnie uznanym Skargą, co przyczyniło się do tego, że oglądanie Rejtana przybrało charakter swoistej patriotycznej demonstracji.

Trudno nam przyjąć do świadomości, że gdy malował słynne obecnie dzieło „Rejtan – upadek Polski”, miał niespełna 30 lat

Nie dziwota zatem, że ten masowo oglądany obraz wywołał potężny sprzeciw, wszak potomkowie postaci niemiłosiernie wyobrażonych na płótnie żyli wśród oglądających obraz. Branicki, Potocki, Czartoryski to były nazwiska kojarzone nie z Targowicą i zdradą, ale chlubnymi kartami narodowych insurekcji. Przypomnienie narodowej zdrady tuż po kolejnej klęsce i katastrofie narodowej (przypomnijmy, że obraz ukończył Matejko w 1866 r.) było co najmniej nietaktem. Światli ludzie bali się, że z tego malowidła Polacy będą się uczyć historii Polski. A było ono dziwacznie pomieszane, historycznie nieprawdziwe i absolutnie pozbawione niuansów. To tak jakby dziś w Zachęcie wystawiono płótna ukazujące „Bolka donoszącego na stoczniowców” czy „Toasty w Magdalence”. Dobry gust i takt obowiązują także w prezentacji dziejów Ojczyzny, a w tym przypadku przekroczono wszelkie granice.

Na front walki z młodym (czyli z definicji mało rozgarniętym i radykalnym) malarzem wystąpiła inteligencja ówczesnego Krakowa (Krakówka?). Stanisław Tarnowski był równolatkiem Matejki i dlatego zaatakował go z charakterystyczną dla młodości bezkompromisowością. W swoim opisie odrzucał nie tylko historyczną treść dzieła, ale i wartości artystyczne. W sukurs przyszedł mu Lucjan Siemieński, pisząc:

Dla znających historię upadku Rzeczypospolitej obraz Matejki nie tylko że nie mówi wszystkiego, lecz razi jeszcze pomieszaniem dat i osób, a dla nieświadomych historii więcej mówi, niż najnamiętniejszy publicysta śmiałby powiedzieć – bo całej jednej warstwie narodu zadaje zbrodnię przekupstwa, sprzedaż niepodległej ojczyzny! […] To sprzedaż Polski, a nie jej upadek.

Mocny sztych zadał także Józef Ignacy Kraszewski, pisząc jednoznaczne potępienie: „bo jest to może piękny obraz, a zły uczynek. Policzkować trupa matki się nie godzi”.

Walka z obrazem trwała, czyniono zabiegi, aby nie dopuścić do wystawienia obrazu w Paryżu. Jakże byłoby przyjemnie, gdyby światli Francuzi odrzucili płótno, co świadczyłoby o jego złej jakości i braku „zachodnich wartości”. Niestety komisja w Wiedniu uznała obraz za godzien prezentowania krakowskiego malarstwa za granicą. Nie udało się także przeprowadzić akcji wykazania Napoleonowi III, iż ten powinien zablokować prezentację dzieła swoim poddanym. A sami Francuzi nie zrozumieli swej powinności, nie tylko że nietaktownie płótno pokazali, ale gorzej nawet, nagrodzili je w 1867 r. złotym medalem. Bogiem a prawdą należy powiedzieć, że potomkowie Lutecjan niewiele z onego dzieła zrozumieli. Podobały im się barwne stroje i malowana z rozmachem kompozycja. Ale ani nazwiska zdrajców, ani bohaterów nic im nie mówiły, ni w ząb też nie pojmowali, o co w tej historyjce chodzi. Jeden z żurnalistów, pomny słów Napoleona o „pijanych Polakach”, doszedł do wniosku, że mamy do czynienia z jakąś zamierzchłą, ale powszechnie nad Wisłą znaną, opowieścią o pijackiej burdzie. Jeden z polskich szlachciców urżnął się i zaczął wyprawiać brewerie, co doskonale ukazał młody polski artysta.

Potomkowie Lutecjan niewiele z onego dzieła zrozumieli. Podobały im się barwne stroje i malowana z rozmachem kompozycja. Ale ani nazwiska zdrajców, ani bohaterów nic im nie mówiły, ni w ząb też nie pojmowali, o co w tej historyjce chodzi

Jan Matejko wzmocniony paryskim uznaniem (a także faktem, że nagrodzony obraz zakupiono do zbiorów monarchy austriackiego) decyduje się na akt zemsty. W 1867 r. powstaje mały, malowany na tekturze obrazek obecnie tytułowany Wyrok na Matejkę. Zemsta iście malarska: Tarnowski, Kraszewski oraz Siemieński odczytują wyrok śmierci na Matejkę, ukazanego jako maluteńka postać w koszuli ustawiana hen w głębi rynku… pod szafotem. Jak ich zapamiętamy? Jako wybitnych pisarzy, profesorów i krytyków sztuki czy jako cyngli do wynajęcia, atakujących bez pardonu malarza najwybitniejszego z wybitnych tylko po to, by przypodobać się swojemu obozowi polityczno-towarzyskiemu?

Ale Rejtan żył i żyje nadal swoim własnym jestestwem, niezależnie od poglądów na politykę i historię. Śmierć groziła mu z rąk niemieckich okupantów, ale odnaleziony po wojnie, został gruntownie odrestaurowany i obecnie uczy Polaków historii, wisząc w Zamku Królewskim. A skoro żyje i działa na naszą wspólnotową wyobraźnię, to nie powinniśmy się dziwić, że budzi reakcje.

W 2012 r. w bocznej sali krakowskich Sukiennic urządzono wystawę (wystawkę raczej, mały pokaz) Rozmowy niedokończone – wokół „Rejtana” Jana Matejki. Ten dialog z wybitnym dziełem ukazał prace mniej i bardziej udane oraz mniej lub bardziej bezpośrednio do niego się odnoszące. Ekspozycja, niestety nieco pokryta kurzem zapomnienia, jest doskonałym przykładem tego, jak malarstwo Matejki żyje i wszczyna spory w duszach wrażliwszych jednostek.

Łukasz Trzciński zaprezentował Everyman Rejtan, silnie kontrastujący z tymi obrazami, które są w taki czy inny sposób cytatami z płótna Matejki. Warto zwrócić uwagę, że o ile tytuł jest „matejkowski”, to malarsko nawiązuje do sposobu malowania Andrzeja Wróblewskiego. Mamy także obraz Macieja Bieniasza, który odwołuje się do dwóch dzieł: do obrazu Matejki, ale także do piosenki Jacka Kaczmarskiego o Rejtanie.

Niejaki Rejtan, zresztą poseł z Nowogrodu,
Co w jakiś sposób jego krok tłumaczy mi,
Z szaleństwem w oczach wszerz wyciągnął się na progu
I nie chciał puścić posłów w uchylone drzwi.

Poseł z Nowogrodu jest takim samym cieniem na murach zniszczonej Polski jak Powstańcy czy demonstrujący pod biało-czerwonym sztandarem. Oni są jasną stroną dzieła, po ciemnej stronie widzimy targowiczan, króla-zdrajcę i moskiewskiego ambasadora.

Historii uczył nas mistrz Jan, a nie profesorowie z Uniwersytetu Jagiellońskiego Tarnowski i Siemieński. W nurt rejtanowski wpisała się Solidarność, walcząc o wolność kraju i godność obywateli, co głosi plakat Solidarności z 1981 r. zaprojektowany przez Waldemara Wojciechowskiego

To i inne dzieła wskazują, że lęki obudzone po wystawieniu obrazu były absolutnie słuszne. Historii uczył nas mistrz Jan, a nie profesorowie z Uniwersytetu Jagiellońskiego Tarnowski i Siemieński. W nurt rejtanowski wpisała się Solidarność, walcząc o wolność kraju i godność obywateli, co głosi plakat Solidarności z 1981 r. zaprojektowany przez Waldemara Wojciechowskiego. W momencie jego powstania nie było wątpliwości, gdzie stoją zdrajcy, gdzie patrioci…

Ale przypominając te dzieła, nie sposób pominąć jeszcze jednej z wystawionych tam prac, która polemizuje z pozostałymi. Rejtan-wampir, z kłami i nietoperzymi uszami, wije się w konwulsjach w ciemnej nocy śpiącego rozumu. Książka Marii Janion, niezależnie od tego, czy się zgadzamy z jej antyromantycznymi fobiami, czy też wyrzucamy je do lamusa z innymi postmarksowskimi interpretacjami świata, jest twardym i mocnym punktem odniesienia we współczesnym sporze o kształt polskiej kultury. W tej opowieści Rejtan nie jest bohaterem przegranej sprawy, padającym w heroicznym, choć bezproduktywnym akcie protestu i walki bez szans na zwycięstwo. Nie jest już nawet szaleńcem. Jest złem, które zakrada się do naszych domów i wysysa z żył polskich ostatnie krople rozsądku. Marek Zalejski jest współtwórcą sukcesu wydawniczego książki, ale stał się zarazem współtwórcą intelektualnego nurtu krytycznego wobec polskich tradycji romantycznych. Ta okładka jest dowodem na prawdziwość twierdzenia, że obraz wart jest tysiąca słów.

Juliusz Gałkowski

Belka Tygodnik678


Na sprawy polityczne patrzymy z perspektywy spraw ostatecznych. Tworzymy ogólnopolskie środowisko skupiające intelektualistów, naukowców, publicystów, młodzież akademicką i artystów o poglądach konserwatywno-liberalnych. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. Zostań Mecenasem Teologii Politycznej. Kliknij TUTAJ lub przekaż darowiznę na konto Fundacji Świętego Mikołaja o numerze 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem: darowizna Teologia Polityczna.

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.