Jakub Pyda: Dwunastolatek patrzy na rewolucję

Jakub Pyda: Dwunastolatek patrzy na rewolucję [TPCT 30]

Pamiętnik dwunastolatka włącza czytelnika w samo epicentrum rewolucji – po ulicach przetaczają się potężne czołgi, ich wystrzały wybijają szyby w oknach i wstrząsają pobliskimi kamienicami. Chwile zabawy i niewinności przeplatają się ze złowrogimi obrazami wyrw po pociskach, oberwanych pięter, zerwanych trakcji tramwajowych, zwalonych i spalonych budynków. Przeczytaj tekst Jakuba Pydy w „Teologia Polityczna Co Tydzień”: Węgierskie powstanie.

Równo po sześćdziesięciu latach od wybuchu węgierskiej rewolucji 1956 roku na polskim rynku wydawniczym ukazały się wspomnienia Gyuli Csicsa – naocznego świadka wydarzeń, który w momencie historycznego przełomu miał dwanaście lat. Uwiecznione na papierze doświadczenia lat młodzieńczych stanowią zarówno zapis świadectwa uzupełniający nasze wyobrażenie o burzliwym czasie powstania, jak i źródło wiedzy antropologicznej – czytelnik na tle wydarzeń społeczno-politycznych może przyjrzeć się procesowi formowania się ludzkich postaw w momencie próby.

Dziennik Csicsa, jak pisze on sam w „późnym posłowiu”, miał się nazywać Utajony aż po wiek dziadkowy. Wspomnienia, których spisywanie rozpoczął na kartkach szkolnego zeszytu, przetrwały w ukryciu wiele lat, dlatego gdy trzymam w dłoni egzemplarz książki, jaką stał się teraz ów dziennik, wyobrażam sobie dwa portrety autora. Na jednym z nich ma lat dwanaście i wraz z przyjacielem Jancsim Kovácsem siedzą przy jednym stole i spisują wydarzenia dnia minionego. Drugi portret przedstawia siedemdziesięciodwuletniego Csisa, który już sam przygląda się polskiemu wydaniu spisywanych niegdyś obserwacji i przemyśleń. Te dwa obrazy składające się w jeden, gdy zachowa się je w pamięci podczas lektury, wskazują w pewien sposób na egzystencjalną wartość dziecięcych zapisków. Stanowią one, na co autor zwraca uwagę, przedstawienie „jego własnej prawdy” tego okresu. Nie pozbawia to jednak dziennika autentyczności. Wręcz przeciwnie – przydaje mu prawdziwości i szczerości, na którą jak nikogo stać przecież dwunastolatka.

Wspomnienia Gyuli Csicsa są nazywane naprzemienne pamiętnikiem i dziennikiem, choć spisywane były (niemalże) dzień po dniu jako bezpośrednia relacja dramatycznych wydarzeń. Zbiór otwiera kartka z 23 października 1956 roku. Zostajemy więc (my – czytelnicy) wprowadzeni w sytuację powstania ad rem – informacja o demonstracji studentów wdziera się w świat Csicsa nagle, gdzieś między pobytem w szkole a powrotem do domu. Odbiorca tekstu może czuć się zagubiony, podobnie jak sam autor. Nic dziwnego, że Csics, choć przebywa w centrum  antykomunistycznej rewolucji, przygląda się jej z dystansu czy wręcz z poczuciem wyobcowania. Świat nastolatka, zanim osadził się wśród zburzonych kamienic, wyrwanego bruku i gryzącego pyłu, fundowany był na zwyczajnym dziecięcym doświadczeniu – nauce szkolnej, lekturach o Tomku Sawyerze, Robinie Hoodzie czy Olivierze Twiście, a także rozlicznych zabawach z rówieśnikami. Przenikanie się tych dwóch rzeczywistości wydaje się wciąż dla mnie chyba najbardziej wstrząsającym świadectwem ówczesnych realiów. Z jednej strony społeczno-polityczny przewrót naznacza codzienność tragicznym i katastroficznym piętnem. Z drugiej strony zaś świadomość tego, że „przecież trzeba dalej żyć” w przedziwny sposób wydarzenia roku 1956 upowszednia. Nas jednak, pomnych na realia PRL-u, nie powinno to dziwić. Jak historia pokazuje – istnieje życie nawet w czasach śmierci.

Jak więc to „trwanie” opisuje Gyula Csics? Z niesłychanie wyostrzonym sprawozdawczym zmysłem. Słusznie Łukasz Kamiński we Wstępie podkreśla: „Uderzają drobne szczegóły – kto z historyków uznałby za stosowane odnotować, że tramwaj, z którego powstała barykada, to była akurat «szóstka»?”. Młody Csics obserwuje Budapeszt przeobrażający się w wyniku starć zbrojnych, dostrzega tak (wydawałoby się) nieistotne zmiany jak uruchomienie nowej linii autobusowej czy zainstalowanie zniszczonej wcześniej sygnalizacji świetlnej. Obserwacje radykalnie odmieniającej się (niszczonej i odbudowywanej) przestrzeni miejskiej Csics przeprowadza na marginesie wspomnień rutynowych dziecięcych doświadczeń dnia powszedniego. Mimo to Pamiętnik dwunastolatka włącza autora i czytelnika w samo epicentrum rewolucji – po ulicach przetaczają się potężne czołgi, ich wystrzały wybijają szyby w oknach i wstrząsają pobliskimi kamienicami. Chwile zabawy i niewinności przeplatają się ze złowrogimi obrazami wyrw po pociskach, oberwanych pięter, zerwanych trakcji tramwajowych, zwalonych i spalonych budynków. W pewnym momencie autor pisze:

„Z Jancsim wyszliśmy do bramy. Widzieliśmy, że zbliża się rosyjski patrol i wchodzi do Corvina. Niedługo potem wychodzi z mnóstwem karabinów, wyciąga z nich naboje i składa na stos. Wtedy kazano nam iść do środka, bo nadjechały czołgi. Tu naradziliśmy się, w co grać. Wtedy powiedziałem Jancsiemu: «przynieś piłkę» i Jancsi przyniósł. Długo graliśmy w nogę. W pewnym momencie Jancsi chciał z wielkim zamachem kopnąć piłkę i spadł mu but. Potem w ulicę wjechały czołgi”.

Takich obrazków jest więcej. Życie niezmącone, jakby nie istniało nic poza beztroską grą w piłkę. Do czasu aż pojawią się czołgi. Może dziwić beznamiętność relacji Gsicsa. Taki sprawozdawczy, wręcz chłodny ton w pamiętniku dwunastolatka? Jednak to właśnie dopiero na tym niejednorodnym, momentami zastanawiającym, choć autentycznym tle wydarzeń rysuje się sylwetka samego Gyuli Csicsa.

Jest on jednocześnie narratorem i bohaterem spisanych przez siebie opowieści. Czytelnik dziennika poznaje nie tylko właściwy przedmiot opisu – powstanie jako takie. Widzi także rzeczywistość zmieniającą się przez kilka miesięcy po jego listopadowym upadku. W tej rozległej perspektywie na pierwszym planie wyraźnie zarysowuje się postawy Csisa. Antykomunistyczny zryw, któremu przygląda się z pewnego dystansu, pozwala mu wzrastać, dojrzewać. Z każdą przeprawą przez wyniszczone miasto, z każdym gestem pomocy niesionym rodzinie i przyjaciołom, z każdym docierającym do niego przekazem o walkach powstańczych, wreszcie z każdą pamiętnikarską ekspresją dwunastoletni Gyula Csics nabiera rysu powagi i odpowiedzialności. Należy podkreślić tu moment, gdy pisemnie zobowiązuje się relacjonować wydarzenia, dopóki wojska rosyjskie nie wycofają się z jego ojczystym ziem. Prawdziwie przejmujące świadectwo heroizmu w wykonaniu nastolatka. Choć po latach Csics przyznał, że sam uważa się jedynie za „małego kronikarza”, jego decyzja o podjęciu próby opowiedzenia historii przełomu 1956/1957, budując relację wyłącznie na własnym doświadczeniu, budzi zasłużony szacunek.

Na marginesie lektury Pamiętnika dwunastolatka mogą pojawić się pytania czy wręcz zastrzeżenia: Czy antykomunistyczne zmagania powstańców węgierskich przedstawione w optyce dziecka ulegają nieprzystającej randze tych wydarzeń infantylizacji? A może brutalna rzeczywistość w perspektywie dziecka jest tym okrutniejsza? Uprzedzając odpowiedź, trzeba zaznaczyć, że Gyula Csics pomimo młodzieńczego wieku ani na moment nie tracił z oczu ówczesnych realiów. Świadczyć o tym się wydaje rytualny charakter samego sporządzania notatek:

„Zacząłem go pisać w szkolnym zeszycie, ale kilka tygodni później przepisałem moje notatki, bo taki sposób prowadzenia dziennika uznałem za zbyt niefrasobliwy w stosunku do wagi wydarzeń. Dlatego zamiast starego zeszytu wybrałem poważniejszy, moim zdaniem, notatnik dużego formatu i wszystkie strony obramowałem barwami narodowymi”.

Poza skrzętnie zapisywanymi linijkami tekstu, Csics wypełnia strony dziennika licznymi rysunkami i wklejanymi ulotkami, broszurkami i obrazkami, będącymi najbardziej namacalnymi pamiątkami tego okresu. Świadectwo Csicsa charakteryzuje wielka dojrzałość, przejawiająca się na wielu poziomach konstruowania dziennika – od kompozycji notek pod względem treści, po niezwykle wyważony ton wypowiedzi. Fakt ten należy podkreślić, gdyż, jak twierdzi wydawca, nie ingerowano zbytnio w gramatyczną warstwę dzieła. Owa dojrzałość przejawiająca się na papierze jest jednak tylko śladem postawy, którą Csics wypracowywał na co dzień.

Choć Pamiętnik dwunastolatka nie jest monumentalnym dziełem, należy wziąć go pod rozwagę podczas rekonstrukcji doświadczeń tego okresu. Przewyższa on zwyczajowy zapis historyczny zawartym w nim świadectwem postawy. To dowód nieodzowności etosu w czasach zagrożenia, w czasach niebezpieczeństwa. Bywa, że urzeczywistnia się on w pozornie błahych działaniach jak zastąpienie matki w wielogodzinnym wyczekiwaniu w sklepowych kolejkach lub przygotowywanie herbów Kossutha dla powstańców. Stanowi to wreszcie niezwykle wyrazisty przykład heroizmu, który przyjmując różne formy, stał się wówczas udziałem wielu Węgrów – czasem tak młodych jak Gyula Csics i jego przyjaciel Jancsi Kovács.


Ambitna kultura potrzebuje Twojego wsparcia. Prosimy, przekaż darowiznę w dowolnej wysokości i dołącz do grona wydawców najnowszego numeru rocznika Teologii Politycznej. Kliknij tu lub przekaż darowiznę na konto: Fundacja Świętego Mikołaja, Volkswagen Bank Polska S.A. 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem „darowizna na Teologię Polityczną nr 11”. Dziękujemy!

Wydaj z nami

TP11 Front
– pyta Dariusz Karłowicz, zachęcając do wsparcia wydania kolejnego numeru „Teologii Politycznej”
Brakuje

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.