Zamiast uznać nowy stan rzeczy i potraktować go jako wyzwanie, wielu w Europie wciąż woli oddawać się antyamerykańskiej histerii. Reorientacja Ameryki nie jest końcem świata ani końcem Europy. Jest otwarciem nowego rozdziału, który powinniśmy sami zapisać.
Strategiczna i wewnętrzna słabość państw europejskich ukryta była za fasadą europejskich instytucji takich jak UE czy NATO oraz pod amerykańskim parasolem bezpieczeństwa. Ten układ był wygodny dla wielu, nie tylko w Europie. Dlatego trwał długo pomimo tego, że obiektywnie nie wzmacniał wcale bezpieczeństwa Zachodu. Historyczne znaczenie Trumpa, bez względu na emocje, które wciąż będzie wywoływał, polega na tym, że faktycznie wyprowadza on Stany Zjednoczone ze zobowiązań w relacjach z Europą, które wyrastały jeszcze z czasów zimnej wojny i określiły charakter pozimnowojennego ładu międzynarodowego. Pytaniem otwartym pozostaje, czy będzie miał czas i wolę, by narzucić Europie nowe warunki współpracy. Niezależnie od wszystkiego Ameryka z tej drogi już jednak nie zawróci.
Zamiast uznać nowy stan rzeczy i potraktować go jako wyzwanie, wielu w Europie wciąż woli oddawać się antyamerykańskiej histerii. Jednak w ten sposób demonstruje jedynie światu własną słabość i niedojrzałość. W czasach, kiedy nic, co było, wydaje się już nie obowiązywać, nie ma ważniejszego imperatywu niż prawdziwe działanie i otwarcie się na myślenie o możliwych scenariuszach. Reorientacja Ameryki nie jest bowiem końcem świata ani końcem Europy. Jest otwarciem nowego rozdziału, który powinniśmy sami zapisać.
W tym kontekście irytujące jest nie tylko rytualne europejskie zawodzenie na temat strasznego Trumpa czy rozbrajająca naiwnością strategia przeczekania go. Najgorsza jest bezczynność i kręcenie się w kółko. Ten problem dotyczy niestety także Polski. Zamiast epatować przerażeniem i oburzeniem, wykorzystajmy krytyczny moment, by wyjść z dotychczasowej strefy komfortu, która nam wcale nie służy. To wymagałoby odwagi, otwartej i odpowiedzialnej strategicznej debaty na temat bezpieczeństwa Polski, bez „świętych krów” i bez tematów tabu, ale też przy zachowaniu choćby minimalnego wzajemnego szacunku. Jest to również czas podjęcia intensywnych działań ze strony państwa: aktywnego budowania własnej pozycji i stanowiska w Europie, dojrzałej i świadomej własnych interesów dyplomacji, a nie zabawy w dogryzanie sobie wpisami w mediach społecznościowych.
Wielkie systemowe zmiany, a z taką mamy do czynienia, przynoszą koszty, ale również korzyści. Musimy skoncentrować się na tym, aby tym razem ten bilans był dla nas korzystny.
Marek A. Cichocki
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
(ur. 1966) – filozof, germanista, politolog, znawca stosunków polsko-niemieckich. Współtwórca i redaktor „Teologii Politycznej”, dyrektor programowy w Centrum Europejskim w Natolinie i redaktor naczelny pisma „Nowa Europa. Przegląd Natoliński”. Profesor nadzwyczajny w Collegium Civitas (specjalizuje się w historii idei i filozofii politycznej). Były doradca społeczny Prezydenta RP. Publikuje w prasie codziennej i czasopismach. Razem z Dariuszem Karłowiczem i Dariuszem Gawinem prowadził do 2023 r. w TVP Kultura program „Trzeci Punkt Widzenia”. Autor książek, m.in. „Północ i Południe. Teksty o polskiej polityce, historii i kulturze” uhonorowanej nagrodą im. Józefa Mackiewicza (2019) Więcej>
Autor podcastu „Niemcy w ruinie?”
