Jest dobrze [FELIETON]

Jest dobrze [FELIETON]

Sołżenicyn napisał gdzieś, że człowiekowi potrzeba bardzo niewiele do szczęścia: krąg bliskich osób, możliwość zapełnienia żołądka i dach and głową. Zapomniał o wolności, więc dodam: potrzebne jest też przekonanie, że nie rządzą nami nasi wrogowie i że możemy okazywać wdzięczność tym, którzy uczyli nas mądrości. Bez reszty można się obejść – pisze Ewa Thompson w kolejnym felietonie z cyklu „Widziane z Houston”.

Medialne newsy o koronawirusie i zmianach, do których wirus ten zmusza społeczeństwa, dadzą się streścić dwoma słowami: „jest źle”.  Po czym następuje sugestia, że autor lub stronnictwo polityczne, które reprezentuje, wie, co zrobić, aby było dobrze. Wie, ale nie wdaje się w szczegóły. Oczywiście nie obywa się bez druzgocącej krytyki osób, które z racji zajmowanego stanowiska starają się walczyć z pandemią. Dziennikarz wie lepiej, co należy zrobić. Ciągłe mówienie o tym, że jest źle, generuje powszechną irytację. To trochę tak, jak stan podgorączkowy: niby choroby nie ma, ale wszyscy są skwaszeni, niezadowoleni. Ale złe wiadomości lepiej się sprzedają, więc to nimi zapełnione są szpalty gazet i ekrany telewizyjne,

Chciałabym jednak stwierdzić, przed Bożym Narodzeniem, że było i jest dobrze. Pamiętam życie codzienne w USA w latach 1960-tych. Podczas studiów mieszkałam w malutkim pokoiku w przybudówce do akademika. Było nas pięć w tej przybudówce. To była raczej komórka z oknem niż pokoik. Łóżko, szafa ścienna, krzesło i stoliczek, łazienka. Nie było półek, kuchenki. ani miejsca na choinkę, którą niektóre z nas chciały mieć w czasie Świąt. Do tego dochodził problem z czytaniem np. Williama Faulknera, bo jednak angielski nie był moim pierwszym językiem.

Chciałabym pokazać, że było i jest dobrze. Na przekór Wolterowi. Należałoby pisać więcej o ludziach, którym nie przeszkadza ograniczony dostęp do dóbr materialnych

Latem przeprowadziłam się do domku „dziekana od spraw kobiet” (tak, był taki tytuł, to były przed-feministyczne czasy, chodziło głównie o to, aby zapewnić bezpieczeństwo osobiste studentkom w domu akademickim). Ta pani wyjeżdżała na wakacje, ja byłam homesitterem. Jakość jej drewnianego domku nie przewyższała tego, co dziś widuje się w najbiedniejszych houstońskich dzielnicach – tyle, że dom był porządnie utrzymany i czysty. Pani dziekan zarabiała ok. 9000 dolarów rocznie, moje stypendium wynosiło 2200 dolarów rocznie (lwia część tego stypendium szła na mieszkanie i wyżywienie). W domu była lodówka, płyta kuchenna, piekarnik. Nie było telewizora ani tych gadżetów, które obecnie posiada wiele amerykańskich gospodarstw domowych: zmywarki do naczyń, elektrycznego otwieracza puszek, specjalnego oświetlenia, niezliczonej ilości szafek ściennych, maszynki do mielenia odpadów w zlewie, gier komputerowych oraz olbrzymiego aparatu rozrywkowego z nagraniami muzyki popularnej i filmów. Podłogę pokrywało linoleum zamiast parkietu czy dywanów. W tym niewielkim  miasteczku w stanie Ohio był jeden supermarket, do którego chodziłam piechotą –dwa kilometry w jedną stronę – były pewne problemy z dźwiganiem zakupów. Nie było europejskiego  chleba, jedynie „puchate wapno”, czyli amerykański biały chleb „kanapkowy”, który jest moim zdaniem niejadalny, ale który wciąż można w sklepach spożywczych znaleźć (wraz z chlebem pełnoziarnistym). Jogurt można było dostać tylko w oddalonych od kampusu sklepach specjalnych, do których dostęp mieli szczęśliwcy posiadający samochody. Większość moich koleżanek nigdy jogurtu nie widziała i nie jadła – dla nich to było zepsute mleko. Od wielkiego święta zamawiałyśmy pizzę i zapraszałyśmy na nią panią dziekan.

Ale już zaczynam schodzić na ton minorowy i dołączać się do chóru osób, które piszą, że jest źle i nie będzie dobrze, chyba że zrobimy rewolucję. Chodzi mi o coś odwrotnego: pokazać, że było i jest dobrze. Na przekór Wolterowi. Należałoby pisać więcej o ludziach, którym nie przeszkadza ograniczony dostęp do dóbr materialnych. Fakt, dzisiaj tzw. zachodnie społeczeństwa są bardzo podzielone –  różnica między bogaczami i biednymi wciąż się powiększa. Mimo to zwykły pracujący człowiek żyje lepiej niż pół wieku temu, a i wtedy żył nie najgorzej. Wprawdzie jego pensja (po uwzględnieniu inflacji) wzrosła bardzo niewiele, ale wynalazki techniczne, takie jak telefony komórkowe, mikrofalówki i komputery, ułatwiły życie wszystkim w sposób niewyobrażalny kilkadziesiąt lat temu. Warunki, w których żyli studenci na prowincjonalnych amerykańskich uniwersytetach w owych czasach byłyby dziś uważane za skrajne ubóstwo. Większość z nas nie wiedziała wtedy, że jesteśmy ubogie.

Fakt, różnica między bogaczami i biednymi wciąż się powiększa. Mimo to zwykły pracujący człowiek żyje lepiej niż pół wieku temu

W okresie pandemii wraca echo tamtych czasów. Jedzenie przestaje być wybieraniem tego, co lubimy i staje się połykaniem tego, do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni i co nakupiliśmy w pośpiechu podczas ostatniej wizyty w supermarkecie. Wychodzenie z domu na imprezy, chodzenie do kina jest niebezpieczne, stadiony i teatry zamknięte, więc donikąd nie jeździmy. Obiady w restauracjach skończyły się w marcu 2020. Epidemiologowie nakazują nam spędzanie świąt wyłącznie w gronie tych osób, z którymi dzielimy mieszkanie czy dom na co dzień. Innymi słowy, wyjazdy do rodziny czy na narty są tabu. Nie wszyscy się do tego stosują – Ameryka wciąż jest społeczeństwem ludzi wolnych – ale przezorność przeważa u wielu.

Sołżenicyn napisał gdzieś, że człowiekowi potrzeba bardzo niewiele do szczęścia: krąg bliskich osób, możliwość zapełnienia żołądka i dach and głową. Zapomniał o wolności, więc dodam: potrzebne jest też przekonanie, że nie rządzą nami nasi wrogowie i że możemy okazywać wdzięczność tym, którzy uczyli nas mądrości. Bez reszty można się obejść. Radosnych Świąt Bożego Narodzenia wszystkim.

Ewa Thompson
Rice University

Przeczytaj inne felietony Ewy Thompson z cyklu „Widziane z Houston” 


Zostań mecenasem Teologii Politycznej. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli, współpracujemy z uczonymi, pisarzami i artystami. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. (KLIKAM, BY DOŁĄCZYĆ DO GRONA MECENASÓW TEOLOGII POLITYCZNEJ).

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.