Do poprawnego działania strony wymagana jest włączona obsługa JavaScript

Cichocki, Gawin, Karłowicz o wyborach kontraktowych

Cichocki, Gawin, Karłowicz o wyborach kontraktowych

Można myśleć o 4 czerwca jako momencie, w którym strona solidarnościowa straciła demokratyczny mandat do porozumiewania się z komunistami. Kontynuacja „filozofii Okrągłego Stołu” po prostu odbyła się bez demokratycznego mandatu, bez poparcia społeczeństwa – mówił Dariusz Karłowicz w programie „Trzeci Punkt Widzenia”.

Narrator: 4 i 18 czerwca 1989 roku wybrano tak zwany Sejm kontraktowy. Jest to potoczna nazwa Sejmu PRL X kadencji, który pracował do następnych – w pełni wolnych – wyborów w 1991 roku. Kadencja Sejmu kontraktowego przypadła na koniec istnienia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i początek III Rzeczypospolitej. Powstanie Sejmu było efektem zawartego 5 kwietnia 1989 roku porozumienia kończącego obrady Okrągłego Stołu. Zgodnie z nim wybory do Senatu miały być całkowicie wolne i demokratyczne, natomiast do Sejmu jedynie 35% posłów miało pochodzić z wolnych wyborów, reszta miejsc była zagwarantowana dla PZPR i partii sojuszniczych. W niedzielę, 4 czerwca 1989 roku odbyła się pierwsza tura wyborów do Sejmu i Senatu. Wzięło w niej udział 62% uprawnionych do głosowania. W wyborach do Senatu kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” uzyskali 92 mandaty, strona koalicyjna – ani jednego. W wyborach do Sejmu „Solidarność” zdobyła 160 ze 161 możliwych do zdobycia miejsc. Kandydaci koalicyjni zaledwie wywalczyli 3 miejsca z 299. Natomiast na 35 kandydatów z listy krajowej zdobyli tylko dwa mandaty. 8 czerwca na posiedzeniu Komisji Porozumiewawczej przedstawiciele „Solidarności” zgodzili się na zmianę ordynacji wyborczej umożliwiającej obsadzenie 33 mandatów w Sejmie z listy krajowej. Podczas drugiej tury wyborów 18 czerwca do urn udało się tylko 25% uprawnionych. W jej wyniku „Solidarność” zdobyła jedyny brakujący jej mandat poselski oraz 7 z 8 pozostałych do obsadzenia mandatów senatorskich.

Dariusz Gawin: 4 czerwca to bez wątpienia jedna z najważniejszych dat polskiej historii najnowszej. Ja pamiętam go bardzo dobrze, ponieważ cały dzień spędziłem na punkcie informacyjnym „Solidarności”. Było nas troje, rozdawaliśmy ludziom ściągawki solidarnościowe, rozmawialiśmy z nimi. To zresztą niesamowite, że można było prowadzić agitację wyborczą w dniu wyborów! Pamiętam te nieprawdopodobne emocje, szczególnie u starszych ludzi. To najczęściej nie byli opozycjoniści ani działacze, tylko zwykli ludzie, którzy – jak powiedziała mi pewna pani – skreślali komunistów za całe swoje życie. Ona sama nigdy nie walczyła, ale tego jednego dnia mogła zrobić to, na co miała ochotę przez całe swoje życie – skreślić wszystkich komunistów. Pamiętam poranek 5 czerwca i tłum pod „Niespodzianką”. Pamiętam, kiedy któryś brodacz z „Solidarności” na pytanie „czy w całym kraju tak jak w Warszawie?” odpowiada: „tak jak w Warszawie” i wtedy tłum spontanicznie zaczyna skandować „So-li-dar-ność! So-li-dar-ność!” z palcami w geście zwycięstwa. To było piękne! Ale potem, przez długie lata, mam wrażenie, to święto było spychane na bok. Dlaczego?

Dariusz Karłowicz: III RP miała bardzo wyraźnie problem z umiejscowieniem cezury. To jest z jednej strony zrozumiałe, bo to przecież był proces, to rodziło się powoli. Wiele wydarzeń nadawałoby się na symboliczny początek: Okrągły Stół, wybory 4 czerwca, rząd Mazowieckiego, plan Balcerowicza, ustawy o zmianie państwa. Prywatnie uważam, że cezurę stanowi wyprowadzenie wojsk rosyjskich z Polski.

Dariusz Gawin: 1993 rok.

Dariusz Karłowicz: Dopiero! Ale to jest coś więcej niż tylko symbol. Z drugiej strony, brak cezury to nie jest zupełnie przypadek. To był konsekwencja tego, co architekci transformacji nazywali „filozofią Okrągłego Stołu”, jakkolwiek patetycznie to brzmi. Tak mówili ludzie z kręgu głównych liderów: Mazowieckiego, Kuronia, Michnika. Na czym to miałoby polegać? Powtarzano wtedy do znudzenia: dialog, kompromis, porozumienie. To miały być zmiany ewolucyjne, nie rewolucyjne. Z natury rzeczy więc wyraźne cezury były czymś niezręcznym.

Marek A. Cichocki: Od samego początku z 4 czerwca był problem. Wyniki wyborów faktycznie przekreślały ustalenia Okrągłego Stołu, które mówiły, że to ma być ewolucja, transformacja, tymczasem ludzie zadecydowali zupełnie inaczej. To był szok zarówno dla komunistów, jak i dla sporej części liderów „Solidarności”. Do dzisiaj pamiętam wystraszoną twarz Janusza Onyszkiewicza, reakcję Geremka… Powtarzali, że trzeba uspokajać, chłodzić nastroje i emocje, nie doprowadzić do eskalacji. Taka była cała filozofia transformacji, co było widać już następnego dnia. 5 czerwca ustalono zmianę warunków wyborów, przepchnięcie listy krajowej i uczynienie Jaruzelskiego pierwszym prezydentem.

Dariusz Gawin: To prawda. Wszyscy pamiętamy, że koniec komunizmu ogłosiła w telewizji Joanna Szczepkowska. Nie wszyscy jednak pamiętają, kiedy to powiedziała – pod koniec października! Musiało minąć pół roku od wyborów, żeby ktoś poważył się na taki jasny komunikat…

Dariusz Karłowicz: Dzisiaj wiele osób podkreśla, jak ważny był 4 czerwca. Długo jednak tak nie było – wielu, także wśród tych, którzy nawołują dzisiaj do świętowania, długo ta data uwierała. Z dwóch powodów. Po pierwsze, można myśleć o 4 czerwca jako momencie, w którym strona solidarnościowa straciła demokratyczny mandat do porozumiewania się z komunistami. Kontynuacja tej „filozofii Okrągłego Stołu” po prostu odbyła się bez demokratycznego mandatu, bez poparcia społeczeństwa. Po drugie, postkomuna politycznie trwała w Polsce bardzo długo, a dla nich to nie było miłe wspomnienie. Oni woleli pamiętać Okrągły Stół, a nie 4 czerwca.

Marek A. Cichocki: Z perspektywy trzydziestu lat, które minęły od tego czasu, możemy jednak powiedzieć, że utrwaliła się w kulturze politycznej pamięć o 4 czerwca, a nie o Okrągłym Stole. To, jak dzisiaj wyobrażamy sobie historię ostatniego trzydziestolecia bardziej odpowiada nastrojom 5 czerwca i radości ze zwycięstwa „Solidarności”, niż tamtym próbom tworzenia ciągłości gabinetowej między komuną i transformacją.

Dariusz Gawin: I niech tak zostanie.

Rozmowa z programu „Trzeci Punkt Widzenia”. KLIKNIJ i obejrzyj cały odcinek.


Czy podobał się Państwu ten tekst? Jeśli tak, mogą Państwo przyczynić się do publikacji kolejnych, dołączając do grona MECENASÓW Teologii Politycznej Co Tydzień, redakcji jedynego tygodnika filozoficznego w Polsce. Trwa >>>ZBIÓRKA<<< na wydanie kolejnych 52 numerów TPCT w 2024 roku. Każda darowizna ma dla nas olbrzymie znaczenie!

Wydaj z nami

Wydaj z nami „Kotwice w niebie” Rémiego Brague'a po polsku
Zostań współwydawcą pierwszego tłumaczenia książki prof. Rémiego Brague'a
Brakuje
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.