Witold Repetowicz: Katastrofa Turcji w Syrii

Witold Repetowicz: Katastrofa Turcji w Syrii

Rosja lawirując między Ankarą a Kurdami, doprowadziła do tego, że Turcja została wymanewrowana. Dla Turcji ostatnią szansą jest wybór Trumpa na prezydenta USA, jednak prawdopodobnie i tu spotka ją zawód – pisze Witold Repetowicz w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: Gambit syryjski.

Turecka polityka w Syrii została obecnie zredukowana do jednego celu – zniszczenia kurdyjskiej autonomii znanej jako Rożawa. Ta antykurdyjska obsesja obecnych władz Turcji spowodowała rezygnację z osiągnięcia innych celów, wyznaczonych w okresie premierostwa Ahmeta Davutoglu i realizowanych w ramach projektu budowy neo-otomańskiej strefy wpływów. Chodzi m.in. o obalenie reżimu Assada oraz plan instalacji w Damaszku sunnickiego reżimu podporządkowanego Ankarze. Ponadto osłabienie wpływów armii (spowodowane nieudanym puczem), niechętnej interwencji wojskowej w Syrii, pozwoliło tureckiemu prezydentowi Recepowi Tayyipowi Erdoganowi rozpocząć operację „Tarcza Eufratu” w północnym Aleppo. Wszystko wskazuje na to, iż jest ona skazana na spektakularną klęskę.

W ostatnich 6 latach polityka turecka w Syrii przeszła ogromną ewolucję. Do 2011 r. rząd Erdogana (który wówczas był jeszcze premierem, a Davutoglu – ministrem spraw zagranicznych) utrzymywał bardzo bliskie stosunki z władzami Syrii, z Baszarem al-Assadem na czele. Ostatnie spotkanie Erdogana z Assadem miało miejsce 6 lutego 2011 r. a więc już po rozpoczęciu tzw. „arabskiej wiosny”, w szczególności po obaleniu reżimu Ben Alego w Tunezji i wybuchu rewolucji  w Egipcie. W tym czasie zaczynały się już również pierwsze demonstracje w Syrii. Wkrótce jednak Turcja postanowiła zmienić swą politykę o 180 stopni i oprzeć swe neo-otomańskie plany na Bractwie Muzułmańskim jako sile dominującej i ideowo pokrewnej wobec rządzącej w Turcji partii AKP. Erdogan i Davutoglu zakładali, że nowe władze wyłonione w wyniku rewolucji w kolejnych krajach arabskich Bliskiego Wschodu i Afryki Płn. będą szukać oparcia, mając świadomość możliwej reakcji armii i niepokojów społecznych, będących skutkiem problemów gospodarczych. Te problemy w istocie wystąpiły w krajach, w których Bractwo Muzułmańskie przejęło władzę. W Tunezji efektem było odsunięcie Bractwa Muzułmańskiego w wyniku kolejnych wyborów, natomiast w Egipcie w wyniku interwencji armii. Zanim to jednak nastąpiło Bractwo Muzułmańskie wyraźnie odrzuciło turecki protektorat. Wizyta Erdogana w „rewolucyjnych” krajach arabskich tj. Egipcie, Tunezji i Libii we wrześniu 2011 r. zakończyła się porażką, choć Turcja nie przyjęła do wiadomości porażki. Niepowodzenie to wynikało z niedocenianej wciąż przez Turcję niechęci Arabów do bycia zdominowanymi przez jakikolwiek element niearabski. Imperium otomańskie podporządkowało sobie Arabów w wyniku podboju w XVI w. i niejako ukradło instytucję kalifatu od rządzących w Egipcie mameluków, porywając w Kairze ostatniego abbasydzkiego kalifa i wywożąc go do Stambułu, a następnie zmuszając do cesji uprawnień na rzecz sułtana Selima I. Te okoliczności do dziś powodują, iż kalkulacje Turcji w Syrii czy Iraku, oparte na przekonaniu, iż na tle podziałów sektariańskich (szyicko-sunnickich) tamtejsi sunnici będą wspierać Turcję, okazują się błędne.

W Syrii wydarzenia przyjęły inny obrót aniżeli w Tunezji czy Egipcie. Fakt, iż reżim Assada nie upadł wynikał z wielu czynników odróżniających ten kraj od Egiptu czy Syrii. Chodzi m.in. o znacznie bardziej złożoną strukturę etniczno-religijną (Arabowie-sunnici stanowią jedynie nieco ponad połowę ogółu mieszkańców, podczas gdy wszystkie inne komponenty demograficzne obawiały się rządów Bractwa Muzułmańskiego). Ponadto Syria odgrywa kluczową rolę w polityce bliskowschodniej Iranu i kraj ten był zdeterminowany by za wszelką cenę utrzymać Assada u władzy. Priorytetem USA były w tym czasie negocjacje nuklearne z Iranem i to powodowało, iż administracja Obamy nie była zbyt chętna by wchodzić w otwarty konflikt z Teheranem, dokonując interwencji militarnej w Syrii. Ponadto negatywne doświadczenia z Libii bardzo szybko wpłynęły na ostrożność Waszyngtonu wobec wspierania „the guys we don't know who they really are”. Wreszcie Turcja w swej polityce wspierania syryjskiej opozycji od samego początku miała konkurencję w postaci Arabii Saudyjskiej i Kataru, co z kolei powodowało liczne podziały i roszady w organach przedstawicielskich opozycji (Syryjskiej Radzie Narodowej, Narodowej Koalicji Syryjskich Sił Opozycyjnych i Rewolucyjnych oraz Wolnej Armii Syryjskiej). Rewolucja w Syrii bardzo szybko przekształciła się w wojnę domową, w której oprócz sił Assada oraz tzw. Wolnej Armii Syryjskiej (FSA) pojawiły się też inne strony: Al Kaida (Jabhat al Nusra, przemianowana niedawno na Jabhat Fath al Sham), Państwo Islamskie oraz Kurdowie (YPG/YPJ). Samo FSA, m.in. ze względu na polityczną rywalizację państw je wspierających, nigdy nie osiągnęło jednolitej struktury organizacyjnej, a stopniowo zaczęło przekształcać się w luźny konglomerat sił, z wyraźną dominacją dżihadystów.

Polityka turecka wobec syryjskich Kurdów nie od razu przyjęła formę otwartej wrogości. Od 2009 r. rząd Erdogana zaczął wdrażać reformy liberalizujące kemalistowską politykę negacji istnienia narodu kurdyjskiego i represjonowania nawet za posługiwanie się językiem kurdyjskim. W końcu 2012 r. rozpoczęty został tzw. „proces rozwiązaniowy” czyli negocjacje władz tureckich z PKK i jej uwięzionym liderem Abdullahem Ocalanem. Na przestrzeni 2013 r. i 2014 r. kilkakrotnie Turcję odwiedził lider PYD (głównej partii syryjskich Kurdów, dominującej politycznie w Rożawie) Salih Muslim, który spotykał się tam m.in. z szefem tureckich tajnych służb (MIT) Hakanem Fidanem  i wiceministrem spraw zagranicznych Feridunem Sinirlioglu. Ostatnia taka wizyta miała miejsce w  październiku 2014 r., podczas której Muslim deklarował, że PYD uznaje Turcję za „przyjaciela syryjskich Kurdów”.Turcja miała też pozytywne doświadczenia ze współpracy z Regionem Kurdystanu w Iraku od co najmniej marca 2011 r. i wydawało się, że w podobny sposób może uregulować stosunki z Rożawą.

Jednak w połowie 2014 r. „proces rozwiązaniowy” zaczął wchodzić w fazę kryzysową (ostatecznie załamał się w lutym 2015 r.) co było związane ze wzrostem poparcia dla odwołującej się do ideologii lidera PKK Abdullaha Ocalana, legalnej partii HDP. Erdogan liczył bowiem, że reformy oraz przerwanie walk z PKK, będą wzmacniać jego popularność wśród tureckich Kurdów, co jednak nie nastąpiło. Ponadto powstająca w Syrii autonomiczna (a faktycznie niezależna) Rożawa stawała się dla Kurdów tureckich rozwiązaniem modelowym. Warto dodać, iż Kurdów tureckich znacznie więcej wiąże z syryjskimi (praktycznie są to podzielone przez granicę rodziny) niż z irackimi. To zresztą mogło zostać wykorzystane przez ekipę Erdogan-Davutoglu z korzyścią dla obu stron (Turcji i Rożawy), gdyby negocjacje z Muslimem zakończyły się sukcesem. Jeszcze w połowie października 2014 r. Davutoglu w jednym ze swych przemówień stwierdził, iż „nie można oddzielić Tel Abyad od Akcakale, Suruc od Kobane, Nusaybin od Qamiszlo i Yayladag od Bayirbucak” łącząc w ten sposób sąsiadujące ze sobą miasta po obu stronach syryjsko-tureckiej granicy. Wypowiedź ta była emanacją powstałego już w latach 90-tych projektu budowy neo-otomanskiej strefy wpływów w oparciu o współpracę kurdyjsko-turecką. Przyznanie Kurdom autonomii mogło Turcji otworzyć drogę nawet do aneksji północnej Syrii i Iraku (wraz z Mosulem, Kirkukiem i Aleppo) bez użycia własnych sił zbrojnych (secesja Kurdów i przyłączenie się do Turcji, w której zjednoczony Kurdystan miałby autonomię lub stałby się równoprawnym członem federacji turecko-kurdyjskiej). Erdogan nie miał jednak takich planów.

Ogromne znaczenie dla tej zmiany w podejściu Erdogana do Kurdów (i wzajemnie) miała też bitwa o Kobane, która rozpoczęła się we wrześniu 2014 r., gdy Państwo Islamskie zaatakowało ten kurdyjski kanton Rożawy, a następnie w październiku 2014 r. zdobyło 60% miasta. Gdy wydawało się, iż los Kobane jest przesądzony Erdogan w publicznym wystąpieniu kpił z, jak się wówczas zdawało, krótkotrwałości kurdyjskiej autonomii w Syrii. Na przestrzeni 2014 r. Turcja zintensyfikowała też swoje wsparcie dla Jabhat al Nusra atakującej Kurdów w kantonie Efrin (północno-zachodnia część prowincji Aleppo) oraz pozwalała na swobodną działalność werbunkową i logistyczną Państwa Islamskiego w Turcji. Po bitwie o Kobane, którą Kurdowie ostatecznie wygrali dzięki lotniczemu wsparciu USA, władze Rożawy wielokrotnie prezentowały też dowody mające świadczyć o tym, że Turcja wspiera ataki Państwa Islamskiego na Rożawę. Tymczasem w 2015 r. siły kurdyjskie (YPG/YPJ), a następnie szersza koalicja o nazwie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), przystąpiły do kontrofensywy wobec Państwa Islamskiego, okazując się być najskuteczniejszą w Syrii siłą z nim walczącą. Oznaczało to jednak również opanowanie przez SDF niemal całego obszaru północnej Syrii, a zarazem przejęcie kontroli nad większością turecko-syryjskiej granicy.

Turcja odpowiedziała blokadą ekonomiczną Rożawy i sporadycznymi prowokacjami (ostrzałem), które miały uzasadnić jej interwencję i wezwanie na pomoc NATO. Armia turecka miała bowiem świadomość ryzyka związanego z interwencją militarną w Syrii i była jej przeciwna. Jednocześnie Ankara zaczęła promować ideę stworzenia „strefy wolnej od Państwa Islamskiego” w północnym Aleppo oraz wprowadzenia tam strefy zakazu lotów. Motywacją Turcji nie była jednak chęć walki z Państwem Islamskim, lecz z jednej strony przerwanie zwycięskiego marszu Kurdów, a zwłaszcza niedopuszczenie do tzw. połączenia kantonów (stworzenia jednolitej strefy pod administracją Rożawy od Efrin w płn-zach Aleppo do Qamiszlo w płn-wsch Syrii), a z drugiej uzyskanie lepszego dostępu do miasta Aleppo w celu wsparcia walczących tam z reżimem Assada, pro-tureckich dżihadystów. Turcja ograniczyła w tym czasie swobodę działania Państwa Islamskiego w Turcji w celu uwiarygodnienia swego planu „strefy wolnej od Państwa Islamskiego”. Jednak już pod koniec 2015 r. Amerykanie przestali ufać zapewnieniom Turcji o jej intencji walki z Państwem Islamskim w Syrii i zintensyfikowali swoje wsparcie dla Syryjskich Sił Demokratycznych, wysyłając w końcu swoje siły specjalne do Rożawy w celu wspierania i szkolenia bojowników SDF przed operacją w Manbidż.

Oznaczało to katastrofę dla tureckiej polityki w Syrii, zwłaszcza, że we wrześniu 2015 r. Rosjanie zintensyfikowali wsparcie dla sił Assada (które w tym czasie znajdowały się w krytycznym położeniu m.in. w mieście Aleppo), dokonując bezpośredniej interwencji militarnej w Syrii. Turcja zaczęła przegrywać na obu kierunkach swej ówczesnej polityki w Syrii tj. zarówno w kwestii planu obalenia Assada jak i zniszczenia Rożawy. Nie miała też realnej siły w Syrii, na której mogłaby się oprzeć, gdyż pro-tureccy dżihadyści w prowincji Aleppo okazali się słabi, ulegający naporowi wszystkich innych sił: Kurdów, Państwa Islamskiego, Nusry i armii syryjskiej wspieranej teraz przez Rosję i Iran. By wyjść z narożnika Turcja dokonała ostatniej rozpaczliwej próby wciągnięcia NATO w wojnę w Syrii: 24 listopada 2015 Turcja zestrzeliła rosyjski myśliwiec SU-24 na granicy turecko-syryjskiej. Kwestia naruszenia przez Rosjan tureckiej granicy nie była w tym wypadku istotą problemu, zwłaszcza że później tureccy piloci, którzy dokonali tego zestrzelenia zostali aresztowani.

Tureckie kalkulacje się jednak znów nie powiodły i Erdogan postanowił dokonać redukcji swych celów w Syrii. Autorem dotychczasowej koncepcji „neo-otomańskiej” był Davutoglu, więc został on usunięty, a Turcja postanowiła naprawić swe relacje z Rosją i koordynować z nią swą politykę w Syrii. Wobec słabości Assada Erdogan miał nadzieję, iż zdoła przekonać Rosjan by zrezygnowali z wspierania go w zamian za zapewnienie lojalności nowego, sunnickiego reżimu wobec Kremla i udzielenie gwarancji obecności militarnej Rosji na syryjskim wybrzeżu. Erdogan liczył również, że z uwagi na zacieśniającą się współpracę kurdyjsko-amerykańską w Syrii Putin da mu wolną rękę w rozprawieniu się z Kurdami. Rosja jednak nie była skłonna na rezygnację z Assada, zwłaszcza, że na kontynuowanie wspierania go naciskał też Iran. Natomiast rzeczywiście nie była też zainteresowana umacnianiem się Kurdów w północnej Syrii, zwłaszcza że Amerykanie zaczęli budować w Rożawie swoje bazy wojskowe.

W sierpniu 2016 r. doszło do układu między Turcją, Rosją, Iranem i Syrią, zgodnie z którym Turcja miała przerwać jakiekolwiek wsparcie dla rebeliantów w mieście Aleppo, a także wycofanie części oddziałów stamtąd i skierowanie do walki z SDF. W zamian otrzymała zielone światło dla swej interwencji w rejonie Dżarabulus i ataku na siły SDF kantonu Efrin i Manbidż. Celem Turcji było podejście pod miasto Al Bab w celu niedopuszczenia do połączenia kurdyjskich kantonów. Operacja ta nosiła nazwę „Tarcza Eufratu” i formalnie była wymierzona w Państwo Islamskie.

Te kalkulacje znowu okazały się chybione. Z jednej strony USA nie przerwało wspierania SDF, mając świadomość, iż tylko te siły realnie są w stanie pokonać Państwo Islamskie w Syrii, zdobywając Rakkę. Turcja, wbrew swym zapewnieniom, nie ma ani takich możliwości ani chęci. Oznaczałoby to bowiem bardzo głębokie wejście do Syrii i realną konfrontację z Państwem Islamskim (która dotąd nie nastąpiła). Tymczasem Turcja ma problem nawet z zajęciem Al Bab.

Rosyjskie „zielone światło” dla Turcji okazało się zwodnicze, było bowiem mocno ograniczone. Gdy w październiku Turcja zaczęła bombardować SDF w rejonie Tel Rifat Assad (bez wątpienia z przyzwoleniem Rosji) zagroził zestrzeliwaniem tureckich samolotów. Problem polegał bowiem na tym, iż Tel Rifat znajduje się w zbyt bliskiej odległości od miasta Aleppo. W rezultacie Turcja zrobiła krok do tyłu, co umożliwiło SDF kantonu Efrin na marsz w kierunku Al Bab. W połowie listopada, po spotkaniu szefów armii tureckiej i rosyjskiej w Moskwie, Kreml pozwolił Turcji na kontynuowanie ofensywy pod Al Bab. W tym czasie Rosjanie zintensyfikowali naloty na Aleppo, umożliwiając Assadowi do końca listopada niemal całkowite pokonanie rebeliantów w tym mieście.

Układ z Turcją zapewnił Rosjanom i Assadowi bezczynność Turcji w kwestii Aleppo. Ale gdy pod koniec listopada siły tureckie stanęły pod Al Bab Turcję spotkało kolejne rozczarowanie. Siły Assada zbombardowały pozycje tureckie i postanowiły zawrzeć taktyczną koalicję z SDF kantonu Efrin, rozpoczynając własną ofensywę na Al Bab. Choć nie ma wątpliwości, że stało się to za przyzwoleniem Moskwy to Turcja pośpieszyła z zapewnieniami, iż o nic Rosji nie oskarża. To upokorzenie może być symbolem dla katastrofy tego kolejnego etapu tureckiej polityki w Syrii.

Turcja wchodząc w układ z Rosją i Assadem umożliwiła opanowanie przez armię syryjską miasta Aleppo i pogodziła się z tym, że Assad pozostaje u władzy. Jednocześnie Rosja lawirując między Ankarą a Kurdami, doprowadziła do tego, że ci drudzy muszą się układać z Assadem, zapewne za pośrednictwem Rosji, a Turcja została wymanewrowana. Jej założenie, że po zniszczeniu Kurdów północna Syria będzie jej strefą wpływów nie była zgodna z interesami Rosji. Ostatnią szansą dla Turcji jest wybór Trumpa na prezydenta USA, jednak prawdopodobnie i tu spotka ją zawód. USA będzie raczej zainteresowane wycofaniem się z syryjskiego kotła i zniszczeniem Państwa Islamskiego i dlatego będzie zainteresowane układem z Rosją, Assadem oraz Kurdami. Turcja pozostanie wielkim przegranym.

Witold Repetowicz


Ambitna kultura potrzebuje Twojego wsparcia. Prosimy, przekaż darowiznę w dowolnej wysokości i dołącz do grona darczyńców Teologii PolitycznejKliknij tu lub przekaż darowiznę na konto: Fundacja Świętego Mikołaja, Volkswagen Bank Polska S.A. 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem „darowizna na Teologię Polityczną”. Dziękujemy!

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.