Ryszard Legutko: Esej o duszy polskiej. Kataklizm

Ryszard Legutko: Esej o duszy polskiej. Kataklizm

Bloki mieszkalne jako nowa rzeczywistość dla całego społeczeństwa znamionowały rewolucję socjalną — swoistą sowiecką wer­sję corbusieryzmu — która miała na celu homogenizację ludzi poprzez oderwanie ich od różnicującej historii — pisze Ryszard Legutko w książce „Esej o duszy polskiej”.

Zmiany przekształcające Polskę miały zasięg i naturę kataklizmu, i to kataklizmu rozciągniętego w czasie. W II wojnie naród polski doznał strat, jakich nie doświadczył nigdy w przeszłości i jakich nie przewidywał. Polaków zdziesiątkowano i nie było warstwy społecznej, która by nie ucierpiała. Wyginęła duża część naszej inteligencji, stanowiącej elitę II Rzeczpospolitej. Wymordowano Polaków żydowskiego pochodzenia. Naród po II wojnie był już innym narodem i to w sensie społeczno-biologicznym, a nie tylko w sensie psychologicznym związanym z doświadczeniem wojny.

W wyniku wojny, a później komunistycznego terroru doszło do niemal zupełnej likwidacji całych grup społecznych. Zniszczono ziemiaństwo i arystokrację. Zdewastowano inteligencję, klasę przedsiębiorców, rzemieślników. Spojrzenie na mapę pokazuje, że na społeczeństwie polskim dokonano zabiegu gigantycznej amputacji.

[…]

Gdyby Polskę wyobrazić sobie jako pojedynczego człowieka, to ów człowiek tych wszystkich przejść praw­dopodobnie by nie przeżył, a jeśliby mu się to udało, to byłby kaleką o ciężkich urazach psychicznych. Polska stała się poczwórną ofiarą: agresji niemieckiej, komu­nistycznego zniewolenia, społecznej destrukcji oraz terytorialnego zaboru. Jeśli nadto uzmysłowimy sobie, że Polacy byli społeczeństwem, które pierwotnej agre­sji niemieckiej dzielnie się przeciwstawiało, to kolejne agresje można uznać za akty wyjątkowo krzywdzące. Mikołajczyk po ucieczce do Ameryki napisał książkę Gwałt na Polsce. Istotnie, Polska stała się ofiarą gwałtu, okrutnego, i to wielokrotnego.

[…]

Historyczny kataklizm był głęboki i rozległy. Z czte­rech głównych miast polskich, tworzących poczucie ciąg­łości Rzeczpospolitej, w zasadzie ostał się jedynie Kraków (choć i on otrzymał prezent w postaci Nowej Huty). Lwów i Wilno nam odebrano. Warszawa uległa zniszcze­niu wojennemu, a te resztki, jakie przetrwały Wrzesień i Powstanie, zostały zrównane z ziemią przez budow­niczych komunizmu; na gruzach zbudowano zupełnie inne miasto, zamieszkane w większości przez zupełnie nowych ludzi.

[…]

Splądrowano muzea, zagrabiono zbiory, na których wychowywali się mieszkańcy Rzeczpospolitej. W zbombardowanych, spalonych i grabionych domach likwidacji ulegały gromadzone przez pokolenia bibliote­ki, kolekcje obrazów, meble, zastawy stołowe, pamiątki rodzinne. Pałace, kamienice, dworki, wille — o ile ich nie zniszczono — zostały odebrane właścicielom i uległy za­planowanej lub przypadkowej dewastacji.

[…]

Kiedy giną zapisy przeszłości i materialne świadec­twa pamięci pojedynczych ludzi, jest to zawsze bolesne. Kiedy taki los spotyka miliony, mamy do czynienia z ka­tastrofą. Generacje ludzi poddano wstrząsom obejmują­cym cały obszar ich życia, od przeżyć najintymniejszych do struktur państwowych. Ogromna część więzi spo­łecznych uległa rozbiciu, te zaś, które przetrwały, stały się przedmiotem gwałtownej agresji nowych władz.

W tradycji Rzeczpospolitej — jak zresztą we wszyst­kich tradycjach europejskich — istniało silne przywiązanie do miejsc. Miejsca kreowały tożsamości jednost­kowe i zbiorowe, o miejscach śpiewano pieśni i pisano wiersze, miejsca kształtowały ludzką wyobraźnię. Te miejsca w Polsce przestały istnieć, bo albo je zniszczo­no, albo je zabrano.

[…]

Zerwanie ciągłości uzewnętrzniło się także w war­stwie estetycznej. Komunizm był ustrojem niewyobra­żalnie brzydkim, a była to brzydota szczególnego ro­dzaju — nachalna, intensywna i wszechobecna. Zrodził ją z jednej strony doktrynalny brak zobowiązań este­tycznych wobec przeszłości, a z drugiej prymitywizm mentalny ludzi, którzy na pogardzie do przeszłości le­gitymizowali swoją władzę. Nowa architektura miejska agresywnie wchodziła w substancję miast, powodując ich estetyczną dewastację. Nie wahano się ingerować w stare centra miejskie, miasta pozbawione silnej starej tkanki oddawano zaś w całości na łaskę socrealistycz­nych architektów i estetycznych komisarzy.

Estetyka architektoniczna najlepiej oddaje pol­skie doświadczenie nowego początku, nowego miejsca, a przez to także nowego świata. W Polsce podstawową rolę kulturową odgrywały tradycyjnie dwie grupy spo­łeczne — ziemiaństwo  i mieszczaństwo. Obie miały nie tylko wykształcone przez pokolenia poczucie własności, ale także swoją estetykę własnego otoczenia. Jednej grupie odebrano kamienice i mieszkania, drugiej dworki oraz ziemskie posesje.

Z powodu upaństwowienia i kolektywizacji prywatne dobra uległy procesowi rujna­cji, co dramatycznie osłabiło dawną estetykę. Ponieważ nowy początek oznaczał konieczność przygotowania pustych miejsc do zapełnienia przez socjalistycznych budowniczych, jedynym sposobem ich zdobycia stała się destrukcja starej substancji budowlanej i starej infrastruktury.

Brzydota to nie było tylko odejście od kanonów urody. Jej rosnąca obecność współbrzmiała z całym procesem restrukturyzacji społeczeństwa. Nowa rzeczywistość estetyczna odzwierciedlała coś więcej niż preferencje grupy rządzącej czy — jak chcieli marksiści — klasy robotni­czej. Wyznaczała ona kierunek zmian całości życia zbio­rowego. Stworzono ją dla ludzkiej masy, gdzie nie było już żadnych zróżnicowań ani miejsca dla niczego, co ory­ginalne, indywidualne czy tradycyjne. Bloki mieszkalne jako nowa rzeczywistość dla całego społeczeństwa znamionowały rewolucję socjalną — swoistą sowiecką wer­sję corbusieryzmu — która miała na celu homogenizację ludzi poprzez oderwanie ich od różnicującej historii. Blo­ki są, były i będą ahistoryczne, niezależnie od tego, kiedy się je buduje. Życie w nich nie miało i nie ma historii, bo — w przeciwieństwie do kamienic, willi czy wiejskich po­sesji — nie zapisują one losów pokoleń rodzinnych i nie rejestrują doświadczenia historycznego.

Nowa estetyka — również poza architekturą — niosła zawsze piętno tymczasowości. Tylko w początkowym okresie, nazywanym okresem socjalizmu heroicznego, próbowano stworzyć alternatywę dla miast historycznych, tworząc iluzję ciągłości. Nowa architektura stanowiła twór hybrydyczny, nawiązujący do różnych wątków z przeszłości. Szybko jednak z niej zrezygnowano, po części ze względu na jej ostentacyjną brzydotę, a po części z powodów ekonomicznych — okazała się zbyt kosztowna na możliwości państwa socjalistycznego. Wszystko, co powstało później, sprawiało i nadal spra­wia wrażenie tymczasowości. Budynki, biurowce, bloki, wystroje zewnętrzne i wewnętrzne wyglądały, jakby powstały na krótki czas, na kilka lat lub jedno pokole­nie, w oczekiwaniu na ten okres, kiedy wreszcie będzie można tworzyć na wiele przyszłych pokoleń. Do tej tymczasowości szybko się przyzwyczailiśmy. Nauczo­no nas myśleć, że z powodu pilnych potrzeb oraz bra­ku środków nie można było tracić czasu na historyczne fanaberie. Uznaliśmy za oczywiste, że żyć musimy „na razie”, że ciągle trwa okres przejściowy, po którym — nie wiadomo kiedy, ale zapewne rychło — miały nastą­pić czasy stabilizacji i normalnego rozwoju. Z czasem o perspektywie tego finalnego stanu w ogóle zapomnie­liśmy, zgadzając się, że przejściowość jest trwałością. W rezultacie wszystko lub niemal wszystko, co powsta­ło w PRL-u — miasta i wsie, sklepy i mieszkania, insty­tucje i gospodarka — wyglądało jak zastępcze prowizoryczne konstrukcje.

Fragment książki Esej o duszy polskiej, wyd. Ośrodek Myśli Politycznej. Publikujemy za uprzejmą zgodą wydawcy.


Na sprawy polityczne patrzymy z perspektywy spraw ostatecznych. Tworzymy ogólnopolskie środowisko skupiające intelektualistów, naukowców, publicystów, młodzież akademicką i artystów o poglądach konserwatywno-liberalnych. Prowadzimy codziennie aktualizowany portal, wydajemy tygodnik, rocznik, książki najwybitniejszych filozofów i myślicieli. Prowadzimy projekty naukowe i kulturalne. Jesteśmy współzałożycielami Instytutu Kultury św. Jana Pawła II na rzymskim uniwersytecie Angelicum. Zostań Mecenasem Teologii Politycznej. Kliknij TUTAJ lub przekaż darowiznę na konto Fundacji Świętego Mikołaja o numerze 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem: darowizna Teologia Polityczna.

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.