Antyobrazowe zamieszki w kraju leżącym nad Amstelą, Waal, Renem i Skaldą wybuchły w sierpniu 1566 roku. Zaczęły się najpierw od próśb kierowanych w stronę władz o udostępnienie kościołów na zreformowane nabożeństwa, dotąd bowiem odprawiano je w budynkach prywatnych, przemysłowych albo na świeżym powietrzu – pisze Piotr Birecki w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Rembrandt. W świetle łaski”.
Twórczość Rembrandta van Rijn, związanego duchowo z kalwinizmem, przypadła na okres, gdy prawo do obecności obrazu we wnętrzu kościelnym miało za sobą okres burzliwej (Beeldenstorm) dyskusji. Określenie to należy uznać za bardzo łagodne, jeśli weźmie się pod uwagę, że niszczenie obrazów w kościołach Niderlandów w 1566 roku przez zrewoltowany tłum był jedną za najpoważniejszych przyczyn wybuchu wojny osiemdziesięcioletniej. Filip II, reagując na ataki ikonoklastów, powiedział, iż jest gotowy poświęcić życie 100 000 ludzi byleby Niderlandy pozostały katolickie. Szacuje się, iż podczas hiszpańsko-niderlandzkich działań wojennych tylko z rąk księcia Alby zginęło około 50 000 osób, a w całym konflikcie między 100 000 a 500 000! Kraj rozpadł się na dwie części: katolicką ze stolicą w Antwerpii, o której mówiono, iż to żałosny „lokaj Hiszpanii bez grosza przy duszy za to pełnej mnichów”, i protestancką z Amsterdamem na czele, który rozwinął się terytorialnie i ekonomicznie, mackami Kompanii Wschodnio- i Zachodnioindyjskiej sięgając bogactw Dalekiego Wschodu i obu Ameryk. Ostatecznie z podzielonych Niderlandów narodziły się Holandia, Belgia i Luksemburg, a potęga Hiszpanii została złamana. Hiszpańscy żołnierze pojawili się w malarstwie Petera Breughla st. (Niesienie krzyża, Rzeź niewiniątek w Betlejem). Jego obraz Samobójstwo Saula odczytywany jest jako krytyka polityki Karola V – cesarza, który rozpalił wiele konfliktów polityczno-religijnych w Europie a następnie abdykował. Filip II kontynuował politykę ojca wobec wszystkich heretyków, także tych niderlandzkich.
Czy za tragedię wojenną, prócz rządzących, można obwinić także rządzonych niszczących obrazy, rzeźby Boga, Jezusa, Marii, świętych, witraże czy ołtarze? Czy dzieła te były tylko medium wyzwalającym, niczym spust pistoletu, drzemiący już w ukryciu konflikt na płaszczyźnie religijnej, ekonomicznej i społecznej? Warto spróbować odpowiedzieć na to pytanie. Rembrandt urodził się w czasie trwania dwunastoletniego rozejmu między walczącymi stronami, zmarł zaś w 1669 roku czyli 21 lat po zawarciu w Münster i Osnabrück traktatu dającego pokój Europie i Niderlandom. W tym samym czasie w Niderlandach rozpoczął się złoty wiek malarstwa, odbito setki tysięcy grafik i namalowano kilka milionów obrazów o tematyce świeckiej i religijnej. I to w obydwu skonfliktowanych obozach wyznaniowych! Triumf w obozie katolickim święcił Rubens, a w protestanckim Rembrandt. Ten ostatni malował i rytował także tematy religijne, przywołując choćby jego Głowę Chrystusa. Jak to wszystko wytłumaczyć?
Obraz – imago, eikon – nie był w minionych epokach traktowany jako dzieło sztuki, twór ludzkiego artyzmu, ale jako nośnik formy i natury osoby przedstawianej. Ikonoklazm uderzał więc w wizerunek uosabiający na ziemi bogów i ludzi. Jego historia, czyli dzieje umyślnego niszczenia sztuki sięga czasów starożytnego Egiptu, Grecji i Rzymu. Wizerunek Boga stał się przyczyną wielowiekowego konfliktu pośród wyznawców religii monoteistycznych. Wśród wyznawców judaizmu, chrześcijaństwa i islamu skutkował, przynajmniej początkowo, całkowitym zakazem tworzenia wyobrażeń Jahwe, Jezusa i Allaha oraz innych postaci występujących na kartach świętych pism. Utrzymali go prawie konsekwentnie wyznawcy Jahwe (wyjątkiem są m.in. malowidła z synagodze w Dura Europos z wizerunkiem Mojżesza i Aarona) i Allaha (tu wyjątkiem są np. manuskrypty perskie, gdzie Mahomet występuje z zasłoniętą twarzą). Natomiast zakaz ten został zarzucony przez chrześcijaństwo, które po 313 roku najpierw przystąpiło do niszczenia kulturowego dziedzictwa starożytności zwanej odtąd pogaństwem, a potem samo zaczęło tworzyć i multiplikować wizerunki Boga i osób świętych. Wyznaniem tym przez całą epokę średniowiecza wstrząsały (nierzadko śmiertelne dla malarzy) konflikty o boskie wizerunki, począwszy od ikonoklazmu bizantyńskiego kwestionującego także materię, z której można je było tworzyć, po XV-wieczne działania husytów traktujących niszczenie rzeźb jako próbę złamania potęgi władzy kościelnej i symbol budowy nowego społeczeństwa.

Marcus Gheeraerts, Alegoria ikonoklazmu
Spór o obraz przybrał na sile w czasach reformacji. W różnych częściach Europy co jakiś czas niszczono wyposażenie kościołów, same kościoły i zabudowania klasztorne. Bojowo nastawiony do katolicyzmu Marcin Luter starał się jednak powstrzymać ich destrukcję potępiając wszelkie samowolne, oddolne działania ikonoklastyczne inspirowane m.in. przez Andreasa Karlstadta. Także Luter uznał obraz za zbędny i ostatecznie przeznaczony do eliminacji z wnętrza kościelnego. Miało się to odbyć drogą ewolucji. Sztuka stała się adiaforą, elementem kultowo obojętnym, który nie pomaga, ani nie przeszkadza w osiągnięciu zbawienia. Jako narzędzie dydaktyczne zaprzęgnięto ją do nauczania ludu do czasu, aż on sam uzna sztukę kościelną za zbędną. Jan Kalwin poszedł drogą rewolucji. Dla niego niewidzialny Bóg był niedostępny i niewyobrażalny, dlatego każdy jego wizerunek w kościele i w domu prywatnym, jako fałszywy, należało bezwzględnie zniszczyć. Nie miał przy tym nic przeciwko malarskiemu opowiadaniu historii, widokom miast czy upamiętnianiu sławnych mężów. Niderlandy, słuchając obydwu reformatorów, podobnie jak kantony Szwajcarii, Anglia Henryka VIII i hugenoci we Francji poszły drogą Kalwina.
Antyobrazowe zamieszki w kraju leżącym nad Amstelą, Waal, Renem i Skaldą wybuchły w sierpniu 1566 roku. Zaczęły się najpierw od próśb kierowanych w stronę władz o udostępnienie kościołów na zreformowane nabożeństwa, bowiem dotąd odprawiano je w budynkach prywatnych, przemysłowych albo na świeżym powietrzu. Takie kazanie w otoczeniu natury pokazał Piotr Breughel mł. malując Kazanie św. Jana Chrzciciela, będące w istocie przedstawieniem leśnego zgromadzenia zwolenników Jana Kalwina. Jan Chrzciciel to w rzeczywistości hagenpreker, czyli „ogrodowy kaznodzieja” skutecznie podgrzewający antyhiszpańskie i antykatolickie nastroje. Wśród tłumu słuchających proroka można dostrzec szlachcica w czarnym hiszpańskim stroju, któremu Cygan wróży z ręki. Czyżby jako przedstawiciel katolickiej Hiszpanii uosabiał niechęć do zreformowanej religii? Zgody na budowę własnych domów modlitwy nie uzyskano.
10 sierpnia 1566 roku w Steenvorde splądrowano kaplicę św. Wawrzyńca, dziesięć dni później wnętrze katedry w Antwerpii, młotami i toporami niszcząc wyposażenie jej kaplic. Beeldenstorm rozlał się po kraju i uderzył w rzeźby, ołtarze, witraże w setkach kościołów i kaplic m.in. Lejdy, Hagi, Utrechtu, Delft, Gandawie czy Groningen. Ofiarą padło wiele dzieł słynnych niderlandzkich malarzy XV wieku. Ocalał szczęśliwie Ołtarz Gandawski Jana van Eycka, ukryty w wieży kościelnej. Kalwiniści chcieli w ten sposób oczyścić wnętrza przejmowanych siłą świątyń z fałszywych bóstw, by były one gotowe na przyjęcie nowej, prawdziwej, zreformowanej wiary. Hiszpania odpowiedziała represjami, które przerodziły się we wspomnianą wyżej wojnę. Kolejna fala ikonoklastyczna wezbrała w 1581 roku, ale szybko opadła.
Zreformowane wnętrza kościelne, które przekształcono w miejsca komemoracji znamienitych zmarłych oraz spotkań towarzyskich i biznesowych, tylko na czas nabożeństw stawały się kościołami. Ich zmienione, surowe, pozbawione sztuki katolickiej wnętrza pokazał w swoich obrazach m.in. Pieter Saenredam oraz Pieter Nefs. To jeden z owoców konfliktu, który dotknął artystów i ich dzieła i skutkował na północy kraju upadkiem tradycyjnego mecenatu kościelnego. Pora zatem odpowiedzieć na pytanie jak ikonoklazm i reformacja kalwińska wpłynęła na sztukę podzielonych Niderlandów. Szczególnie dobrze jest to widoczne po zawarciu w 1608 roku dwunastoletniego rozejmu niderlandzko-hiszpańskiego. Do katolickiej, wiernej Madrytowi Antwerpii wrócił z Włoch Rubens i zaczął realizować wiele zyskownych zamówień na obrazy do odtwarzanych wnętrz świątynnych. Odnawianą antwerpską Onze-Lieve-Vrouwekathedraal ozdobiły jego imponujące nastawy z obrazami Podniesienie krzyża i Zdjęcie z krzyża.
Na obszarze Republiki Siedmiu Zjednoczonych Prowincji protestancki ikonoklazm wyzwolił sztukę z jej dawnych zobowiązań konfesyjnych. Narodził się mecenat zamożnych kupców, straży obywatelskich i rad miejskich. Obrazy stały się wyrazem dumy obywatelskiej, wizytówką dobroczynności, symbolem statusu materialnego, rozwoju intelektualnego mecenasa czy wreszcie: stały się nośnikiem piękna. Nastąpił rozkwit malarstwa historycznego, o tematyce antycznej, portretowego, pejzażowego, scen batalistycznych, martwych natur, scen rodzajowych, wizerunków zwierząt żywicieli: krów, owiec, kur i koni. Statek na morzu stał się metaforą ludzkiego losu, kobieta pokazująca widzowi małże ostrzegała przed brakiem kontroli nad zmysłami, pejzaż wyrażał miłość do niderlandzkiej ojczyzny a wizerunki milicji miejskich gloryfikowały nowe wzorce obywatelskiego patriotyzmu. Triumfy zaczął święcić Rembrandt i jego uczniowie, wielki Frans Hals i tzw. mali mistrzowie.
Rembrandt był związany z Johannesem Wtenbogaertem, mecenasem i przyjacielem, czołowym teologiem i ugodowym przywódcą remonstrantów, który podążał za ideami Jacobusa Arminiusa. Johannes Wtenbogaert nie uznawał doktryny predestynacji, głoszącej iż dusza ludzka jest już w momencie poczęcia przeznaczona do nieba lub do piekła. W 1610 roku teolog ten napisał Remonstrantie, tekst teologiczny promujący tolerancję i dalsze pojednanie w kwestii religijnej. Remonstranci nie byli zatem w tej fundamentalnej kwestii tak surowi jak ortodoksyjni kalwiniści.
13 kwietnia 1633 roku za sztalugami zasiadł ambitny, dwudziestosiedmioletni wówczas Rembrandt z pędzlem w dłoni, remonstrant z wyznania, po drugiej stronie pozował mu siedemdziesięciosześcioletni wówczas Wtenbogaert, który przyjechał z Hagi do Amsterdamu tylko na jeden dzień. Czy artysta podjął inicjatywę, sympatyzując z naukami Wtenbogaerta lub podziwiając jego odwagę? A może to stary kaznodzieja, być może poinformowany przez Huygensa, szukał genialnego malarza, który jest zdolny namalować portret na podstawie jednodniowego pozowania? W swoim dzienniku teolog zanotował nie tylko ten dzień, ale podał, iż dzieło zamówił Abraham Antonisz [Recht] (“Wtgeschildert van Rembrandt, voor Abr. Anthonissen”), bogaty członek kongregacji Remonstrantów. Nie wiadomo ile kosztowało. Później portret wyceniono na 40 guldenów, co odpowiadało około 40 dniom dochodu niewykwalifikowanego pracownika w tamtych czasach). Portret Wtenbogaerta, oprócz wizerunku Jana Sixa uchodzi do dziś za jeden najwybitniejszych dzieł tego gatunku. Wystarczy spojrzeć w jego zatroskane oczy. Rembrandt stworzył cały szereg obrazów o tematyce biblijnej, w tym m.in. Ofiarę Abrahama, Wieczerzę w Emaus, Wskrzeszenie Łazarza, Uciszenie burzy na jeziorze Genazaret, Rycinę Stuguldenową i Syna marnotrawnego. Ostatni z nich odczytywany jest do dziś za symbol przebaczenia i bezwarunkowej miłości. Rembrandtowska Batszeba pokazała tragedię kobiety, której męża zabił zaślepiony pożądaniem król Dawid. Obrazy te nie były obciążone już ryzykiem stania się przedmiotem kultu, przejmująco opowiadając o dramacie kondycji ludzkiej.
W protestanckich Niderlandach znalazło się nawet miejsce dla byłego kalwinisty Johannesa Vermeera, który swą katolickość subtelnie pokazał, m.in. w scenie ważenia perły, w której kobieta ważąca drogocenny klejnot przesłoniła głową część środkową obrazu Sąd Ostateczny. Zrobiła to akurat w miejscu, gdzie zwyczajowo umieszcza się archanioła ważącego dusze ludzkie i wyznaczającego im piekielną lub niebiańską wieczność. Sama stała się więc archaniołem Michałem. Prócz Ważącej perłę malarz stworzył wizerunek św. Praksedy i Alegorię wiary katolickiej. Czyżby dawni ikonoklaści dojrzeli i stali się bardziej pojednawczy, a malarze w czasach Rembrandta zaleczyli ranę niderlandzkiego ikonoklazmu? Może pomogła w tym teologia Wtenbogaerta, żywego symbolu tolerancji?
Piotr Birecki

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
