Do poprawnego działania strony wymagana jest włączona obsługa JavaScript

Wojciech Stanisławski: Tyle co drzew w tajdze

Wojciech Stanisławski: Tyle co drzew w tajdze

„W krajach zachodnich Gułag bada się tak samo jak system obozów koncentracyjnych utworzony przez nazistowskie Niemcy, tyle że temu pierwszemu nigdy nie przyznano podobnej roli w formowaniu narodowego sumienia”.

„– Jacy oberwani, jacy zarośnięci! Z jakiego łagru, przyjaciele?
– Z rozmaitych… Z Rieczłagu… Z Dubrowłagu…
(…)
– Druga zmiana! Do kolacji!
– Ozierłag, Ługłag, Stepłag, Kamyszłag…
(…)
– Słowo honoru, jakby wiatr wolności powiał! Translokacje! Stołypinki! Łagry! Ruch! Ech, teraz to by się człowiek przejechał do Sowgawani!
– I z powrotem, Walentula, i – z powrotem!”

Kto liznął tej wyliczanki (na pierwszych stronach „Kręgu pierwszego” Sołżenicyna, w kongenialnym przekładzie Jerzego Pomianowskiego), zaczął kreślić w głowie pierwsze, na razie niedokładne, pełne błędów i przerysowań mapy tamtego archipelagu. Jedni poznali zaledwie kilka wysp – herlingowe Jercewo czy Sojermę, w której odsiaduje wyrok Iwan Denisowicz – inni długo wędrowali białomorskimi, syberyjskimi lub kazachskimi szlakami.

Jeśli się na to zdecydowali – nie brakowało im listów w butelce, wyrzuconych falą na brzeg roślin jak nie z tego świata, wreszcie relacji. Nie miejsce tu, by przywoływać archipelag literatury łagrowej i wspomnień stu narodów (oczywiście, tych, które nie zamarzły w szkło). Potem zaś, po upadku Związku Sowieckiego, przyszedł czas na publikowanie długich list nazwisk, relacji, syntez i monografii (tu warto wspomnieć „Gułag”, czyli najwybitniejszą chyba książkę Anne Applebaum).

Wreszcie wąską tropą ruszyli badacze murszejących szczątków, rdzewiejącego drutu, (nie)pamięci Gułagu. Ich też nie brakowało, szczególnie po polskiej stronie: pierwsze, co przychodzi do głowy, to oczywiście wyprawy zagończyka Mariusza Wilka, który ruszył szlakiem Herlinga-Grudzińskiego nad Morze Białe i wgryzł się w Karelię, wgryzł się, aż się, jak wydaje, przegryzł. Pomnikowy jest trud Tomasza Kiznego, jeszcze w początkach lat 90. wykonującego tysiące zdjęć dawnych łagrów; wypada też wymienić rzetelną monografię „Pamięć Gułagu” Zuzanny Bogumił (Universitas, 2012), w której omawiała pierwsze, toporne próby „muzealizacji” systemu łagrów w postsowieckiej Rosji.

Przeczytaj również: Lacrimae rerum sovieticarum

Tych prac jest oczywiście więcej. A jednak „Droga kości” dwojga fińskich autorów – reportera i eseisty Ville Ropponena, specjalizującego się w tematyce postsowieckiej oraz poetki i tłumaczki Ville-Juhani Sutinen – jest pracą szczególną, prowadzącą nas przez czas i przestrzeń – od eksperymentów Dzierżyńskiego na Wyspach Sołowieckich w połowie lat 20., po przemysłową eksploatację Kołymy, odwilż Berii, dogorywanie łagrów i ich niemal współczesną (oryginał książki został wydany przed siedmiu laty) widmową egzystencję.

Nawet dla osoby nieźle zorientowanej w tematyce łagrowej ta książka oferuje bezmiar przeoczonych dotąd szczegółów: interpretacje prawne (zakres stosowania osławionego paragrafu 58), detale geograficzne (wszyscy znają historię klasztoru sołowieckiego, kto jednak zna inne monastery obrócone w łagier, włącznie z suzdalskim?), epidemiologiczne, ba, gastronomiczne. Rzeczą cenną jest przywołanie, niemal nieznanej w Polsce „perspektywy fińskiej”. Nie chodzi przy tym tylko o autorów relacji i badaczy, choć te są czymś nowym – od historyka Osmo Jussili, przez komunistkę, współpracowniczkę GRU, więźniarkę (i pierwszą żonę przywódcy marionetkowej Fińskiej Republiki Demokratycznej w 1939!) Aino Kuusinen, aż po dziennikarza i poputczika Arvo Tuominena. Znacznie istotniejsze jest ukazanie szczególnego punktu widzenia, łączącego znaczny dystans emocjonalny (brak w tej książce – skądinąd zrozumiały! – tonacji lamentu; żadnych „w czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali”, żadnych nawiązań do „Dziadów”) z absolutnym brakiem złudzeń co do natury sowieckiego systemu władzy.

Najlepiej może ujmuje to – proszę wybaczyć dłuższy cytat – cierpka uwaga padająca na jednej z pierwszych stron książki. „W krajach zachodnich Gułag bada się natomiast tak samo jak system obozów koncentracyjnych utworzony przez nazistowskie Niemcy, tyle że temu pierwszemu nigdy nie przyznano podobnej roli w formowaniu narodowego sumienia – stwierdzają Ropponen i Sutinen – Czasami można odnieść wrażenie, że o łagrach myśli się wręcz jak o zjawisku oczywistym, bo chodzi o Rosję – przecież w tym kraju życie ludzkie nie ma żadnej wartości i dlatego zawsze dzieją się tam rzeczy, jakie dla nas w Europie byłyby nie do pomyślenia. W tle kryje się jakiś może niekoniecznie rasistowski, ale orientalistyczny pogląd na sprawę”. Wypunktowanie tej fundamentalnej różnicy, tego przesunięcia poznawczego i ocennego, żywego na Zachodzie od blisko wieku („Ty Heinz też nic nie rozumiesz / na paczkę się patrzysz / w końcu mówisz: «bardzo tanie, tylko zwei und zwanzig»”) i podsumowanie go dyskretnym wytknięciem „orientalizmu” – to strzał, godny Simo Häyhy.

Może po części jest to również kwestia stylu? Cały ten tekst jest skromny, przejrzysty, nasuwa się niemal słowo – „służebny”. Jego zadaniem jest ukazać rzeczywistość, nie ego i przeżycia autorów. Napisałbym, że to relacja podróżnicza w starym stylu – gdyby nie moja niechęć wobec faktu, że to, co przez dekady stanowiło standard, bywa jako „stary styl” określane. Może po prostu można pisać bez szczebiotu, bez traktowania jako równoważnych z zastanym światem swoich doznań, ignorancji i zdumień, może można po prostu spisywać inwentarz otaczającego świata bez zbytecznej dramatyzacji. „Biały mikrobus objeżdża wsie pod Miedwieżjegorskiem, których nazw nie pamiętają chyba sami mieszkańcy. Opuszczone domy, przystanki z łuszczącą się farbą, gramolący się z pojazdu uśmiechnięci staruszkowie. Wiosenne słońce wydobywa spośród szarości jaskrawe kolory zabudowań i suszącego się prania”.

Mamy oczywiście do czynienia z tekstem, który sam jest częścią historii. Pod koniec drugiej dekady XXI wieku, kiedy fińscy reporterzy podróżowali „od Petersburga do Magadanu” spotykali się oczywiście na szlaku z podejrzliwością czy wrogością, byli jednak w stanie przebyć kilkanaście tysięcy kilometrów i wrócić. Działały jeszcze lokalne muzea krajoznawcze, w których (czasem) pojawiała się łagrowa narracja i moskiewskie Muzeum Historii Gułagu. Odbywały się jeszcze pod koniec października Dni Pamięci Ofiar Represji Politycznych, w Rosji przebywał jeszcze Władimir Osieczkin, twórca projektu Gulag.net i ważyły się losy Jurija Dmitrijewa, szefa karelskiego Memoriału i odkrywcy masowych grobów w Sandarmochu, który odbywa obecnie wyrok 15 lat kolonii karnej. Bardzo to ironiczne, czytać o wolnościach w Rosji przed kilku laty – a jednak „Droga kości” pozwala się zapoznać z ich skalą.

Jeśli jednak miałbym podsumować tę pracę jednym zdaniem – to, mając w pamięci powracające metafory skamieliny, zmarzliny, zamrożenia, a przede wszystkim ukazanie widmowej, wszechobecnej, nieprzepracowanej obecności Gułagu w życiu współczesnych Rosjan, uznałbym ją za czterystustronicowy przypis do dzieła Siergieja Lebiediewa.

* * *

I jeszcze jeden tytuł, przywodzący na myśl sławny bon mot George’a Kennana o „Rosji w roku 1839” markiza de Custine’a. Jak pamiętamy, ten wybitny dyplomata i sowietolog miał cierpko stwierdzić (w wolnym przekładzie), że nawet, jeśli zgodzić się, że relacja markiza nie oddaje do końca sprawiedliwości Rosji epoki mikołajowskiej, jest z pewnością znakomitą książką o Rosji epoki Stalina i całkiem zgrabnym podsumowaniem Rosji Breżniewa i Kosygina.

Co prawda, uśmiech zamiera na ustach, kiedy uświadomimy sobie, jak brzmi przyłożenie tej formuły do naszych czasów, kiedy zrozumiemy, że nawet, jeśli „Archipelag GUŁag” nie zdołał objąć całości doświadczeń więźniów stalinowskich łagrów, to jako formuła całkiem zgrabnie nadaje się do przedstawienia kondycji więźniów politycznych epoki Alaksandra Łukaszenki…

Współczesna Białoruś to znakomity przykład rzeczywistości niedostrzeganej z polskiej perspektywy, mimo, że nie chodzi przecież o kraj położony na antypodach. Na trochę, w odbiorze medialnym, zmieniło to uwolnienie Andrzeja Poczobuta. Na co dzień jednak, szczególnie po skandalicznym skurtyzowaniu i rozparcelowaniu dorobku Biełsat TV przez obecną ekipę rządową, współczesna Białoruś jest w odbiorze społecznym niemal nieobecna lub sprowadzona do memów o baćce – szczególnie może w cieniu rosyjskiego najazdu na Ukrainę.

Zbiór relacji byłych białoruskich więźniów politycznych (który otwiera esej Andrzeja Poczobuta) jest kolejną próbą zmiany tego stanu rzeczy. Widzę w tym dalszy ciąg wielu publikacji „Karty”, dawniej jeszcze – organizacji, zajmujących się dokumentowaniem łamania praw człowieka; można by rzec, że to KOR-wsko-ROPCiOwy trop, co nie dziwi, zważywszy, że jedną osób gromadzących te relacje była Agnieszka Romaszewska-Guzy. „Archipelag…” przekłada na język dusznych, upokarzających konkretów encyklopedyczne fakty: to, że skala represji Mińska w stosunku do liczebności populacji jest większa niż w Rosji, że uderzająco wysoka jest liczba więźniów, że w koloniach karnych więźniowie zmuszani są do niewolniczej pracy.

Przeczytaj również: Czytelnia publiczna – recenzje Wojciecha Stanisławskiego

Tak, nie jest to (jeszcze) formuła „łagru stalinowskiego”. Na Białorusi nie dochodzi do masowych mordów (choć stale rośnie lista osób, które zginęły lub zostały zamordowane w łagrach), rozmiary kraju uniemożliwiają wielotygodniową tułaczkę (choć Antanina Kanawaława jechała „stołypinką” półtorej doby), a jego klimat – zamarzanie pod kołem podbiegunowym (choć Andrzej Poczobut przez wiele dni umieszczony był w izolatorze w lodowatym przeciągu). Niektóre z tych relacji przypominają mi świadectwa z więzień i zsyłek epoki Breżniewa: tak, już nie zabijają, czasem przychodzą listy i można nawet pohandryczyć się z prokuraturą. Niektóre powtarzają uniwersalne formuły brutalnych reżimów penitencjarnych: naginanie prawa, nadużywanie kary izolatora, system „kast”. Inne są jak wdrażanie stalinowskich formuł represyjnych (i tu pojawia się „lebiediewowska” myśl o społecznej pamięci łagrów, o trzecim pokoleniu NKWDzistów, uprawiających swój proceder). Dorobił się baćka i własnych rozwiązań: konieczność złożenia prośby o ułaskawienie i uznania swojej winy (przywoływana w kolejnych relacjach) nie pojawiała się na taką skalę w czasach stalinowskich.

I wreszcie (choć pewnie to najmniej ważne) to szokujące nałożenie się na siebie warstw sielanki i koszmaru. O gułagu myślało się w Polsce przez dekady (nieściśle) jako o rzeczywistości syberyjskiej, uralskiej, azjatyckiej: za Uralami, za tundrami.

Teraz patrzymy na mapę autorstwa Wojciecha Mańkowskiego i (mam nadzieję, że ta refleksja nie zostanie uznana za postkolonialną!) czytamy nazwy miast, zakorzenione w serdecznej, sentymentalnej pamięci. Dziś są siedzibami aresztów śledczych SIZO, kolonii karnych i „ośrodków przymusowego leczenia przez pracę”. Miękkie, łudząco łagodne nazwy, ucukrowane po trosze przez Orzeszkową czy Pawlikowskiego (choć już nie przez Bispinga czy Mackiewicza): Iwacewicze, Zareczcza, Nowogródek. „Jełabuga, Łubianka, Kołyma…”. 

Wojciech Stanisławski

GULag     Archipelag

Ville Ropponen, Ville-Juhani Sutinen, „Droga kości. Podróż śladami Gułagu”, przeł. Karolina Wojciechowska. Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2026

„Archipelag Białoruś. Relacje byłych więźniów politycznych”. Relacje zebrali i opracowali Michał Kacewicz, Piotr Pogorzelski i Agnieszka Romaszewska-Guzy. Redakcja - Andrzej Brzeziecki i Wojciech Konończuk. Ośrodek Studiów Wschodnich, Warszawa, 2026

***

Recenzje Wojciecha Stanisławskiego w ramach cyklu „Czytelnia publiczna” ukazują się co dwa tygodnie.

Przeczytaj wcześniejsze recenzje   


Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!

Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.