Do poprawnego działania strony wymagana jest włączona obsługa JavaScript

Wojciech Stanisławski: Coraz bliższy ogień

Wojciech Stanisławski: Coraz bliższy ogień

Niektórzy nazywają ten styl „zarembizmem”. Ja nazywam go lekcją polityki doktora Tulpa: dogłębną, przypominającą śledztwo analizą wieloczynnikową.

Harry Truman, Doris Day, Red China, Johnnie Ray
South Pacific, Walter Winchell, Joe DiMaggio
Joe McCarthy, Richard Nixon, Studebaker, television
North Korea, South Korea, Marilyn Monroe

Tej energetycznej, na poły rapującej wyliczanki Billy Joela („We didn’t start the fire”), strumienia świadomości z mocnym perkusyjnym podkładem potrafiłem wiele lat temu słuchać w kółko, tym bardziej od chwili, gdy zaczęło zależeć mi na dokładnym zrozumieniu tekstu. A były to czasy, by westchnąć z charakterystyczną dla boomera mieszaniną dumy i współczucia dla siebie samego w ciężkich czasach, gdy nie było jeszcze szans na zgoogle’owanie tekstu: trzeba było w kółko cofać i cofać taśmę magnetofonu, by wychwycić i spisać wszystkie znane i nie do końca jeszcze znane nazwiska i terminy. Joe McCarthy i Joe DiMaggio, wiadomo, nawet Doris Day – ale kim był Walter Winchell? (Cięty i bezlitosny komentator radiowy i prasowy, wspierający McCarthy’ego w najdalej idących oskarżeniach – i jedna z pierwszych spektakularnych ofiar przemiany mediów: nie sprawdził się na telewizyjnym ekranie).  

I oto, po sztywnych kołnierzykach i cylindrach, po podręcznikowych profilach Theodore Roosevelta (tom I) i Woodrow Wilsona (tom II), po dziwnej, czarno-białej epoce The Greatest Generation (Harding, Coolidge i Hoover, tom III), kurzu Wielkiego Kryzysu (Roosevelt, tom IV), bryzgach wody i ziemi w latach wojny (Roosevelt, tom V) dotarliśmy do czasów dla większości czytelników jeszcze nie pamiętanych, ale już – kształtujących jeśli nie wczorajszy, to na pewno przedwczorajszy świat (ale przecie tektonika historii jest inna, wydarzenia sprzed 70 lat nie są, w odróżnieniu od gazet, zetlałe!), a na pewno warunkujących kształt cywilizacji i kultury, w jakiej rośliśmy. Tom szósty monumentalnej historii USA pióra Piotra Zaremby: Ameryka Trumana.

Przeczytaj również: Buchalteria trzmieli 

To zresztą szczególny fenomen, mam nadzieję, że znajdę jakieś traktujące o nim opracowania socjologów piśmiennictwa: w jaki sposób doświadczamy wielkich cyklów wydawniczych, które „zbliżają się” do czasów całkiem nam współczesnych? Z encyklopediami (wydawanymi zresztą coraz rzadziej, a jeśli, to „w komplecie”) jest inaczej, bo wszystkie epoki są tam przemieszane; podobnie w Polskim Słowniku Biograficznym, osobnym uniwersum, w którym, można by rzec, „poruszamy się i jesteśmy”, zwłaszcza gdy kartkujemy go dla czystej przyjemności doświadczenia barw czasu. Historie z długim oddechem, w rodzaju „Dziejów Polski” profesora Andrzeja Nowaka i tak sięgną współczesności pewnie dopiero w ostatnim tomie. Ale jak jest z recepcją wielotomowych prac, które niepokojąco zbliżają się do „naszych czasów”? Czy będziemy przeżywać je coraz mocniej, szukać coraz bardziej oczywistych sprężyn łączących opisywane wydarzenia z teraźniejszością, domagać się, w rozdziałach o kulturze, ulubionych filmów i książek?

Osobnym zagadnieniem, związanym z recepcją wielotomowych cyklów jest jednak to, co dodać mogą z kolejnym tomem recenzenci. Myślę, że przede wszystkim powinni wskazać to, co jest największą mocą tych książek Zaremby: ukazanie złożoności, miąższności i dynamiki procesu politycznego.

Oczywiście, mogą mnie zakrzyczeć „szczególarze”, poszukiwacze poszczególnych faktów czy narracji: tak, ta historia Ameryki, pewnie najobszerniejsza z opublikowanych w Polsce, nie tylko przywraca i porządkuje proporcje między polityką zagraniczną, wewnętrzną, gospodarczą i „wewnątrzpartyjną”, pozwalając nam wyważyć znaczenie poszczególnych wydarzeń w dziejach Stanów, ale czasem po prostu poraża obfitością szczegółów. Przy czym nie chodzi o przywoływanie nieistotnych, czwartoplanowych wydarzeń dla pustej dumy erudyty. Czasem myślę, że mamy w tym cyklu do czynienia z realizacją marzenia, o którym kiedyś pisał Miłosz, a które tak łatwo spełnia się dzięki Google Maps: w tych ostatnich możemy śledzić kontury świata niemal w planetarnej skali, patrzeć z lotu ptaka na wyspy i miasta – po czym kilkoma ruchami „rolki” w myszce zjechać do poziomu ulicy i oglądać lekko zblurowane zdjęcia czyjegoś żywopłotu.

Podobnie w „Ameryce Trumana”: od wydarzeń opisywanych w możliwej do ogarnięcia wyobraźnią skali – spór o taktykę stosowaną w Korei, dynamika kariery senatora McCarthy’ego, programy i zaplecze kandydatów w kampanii prezydenckiej z listopada 1948 roku – nagle szybkim zoomnięciem trafiamy w środek artykułu, przemówienia w Kongresie czy wręcz rozmowy telefonicznej… Raz i drugi miałem przez chwilę wrażenie, że tak pisana historia, z odwołaniami do wydarzeń z któregoś z poprzednich tomów, odwołaniami, których nikt prócz kilku specjalistów nie jest w stanie zapamiętać, jest – w najlepszym znaczeniu tego słowa! – „wielkopańska”, to jest tworzona po trosze dla własnej przyjemności. Mogę sobie wyobrazić Winstona Churchilla (lub może skromniej, Kazimierza Chłędowskiego) którzy piszą w podobny sposób, uśmiechając się do siebie, gdy trafią na cieszące ich skojarzenie. „Przypominało to rozwiązanie zastosowane lata wcześniej przez Tafta”.

Żarty na bok: to solidna historiografia, ukazująca nie tylko fundamenty współczesności, ale i, by wrócić jeszcze raz do tego terminu, sprężyny, łączące czasy Trumana z naszymi. Albo po prostu – powtarzalność pewnych dylematów, wyborów i napięć. Gdybym miał wskazać kilkadziesiąt stron, które trzeba przeczytać w „Demokracji zimnej wojny”, jeśli ktoś nie znajdzie czasu na całość – poleciłbym kilka rozdziałów z drugiej połowy książki („Wojny ludzi wojny”, „Od Azji do Korei”, „Koreański pat”) traktujących o Stanach i świecie z lat 1949-1951, lat zawiązywania się Sojuszu Północnoatlantyckiego i Waszyngtonu wobec perspektywy „dwóch frontów”, azjatyckiego i europejskiego. Naprawdę, gdyby wymazać korektorem nazwiska i daty – czytałoby się te strony jako świadectwo dzisiejszych napięć. Fascynujący to przykład na trwałość pewnych „uskoków tektonicznych”, tarć między płytami i cywilizacjami – ale też trwałości postaw i orientacji: „izolacjonistycznych” i „interwencyjnych”, kunktatorskich i globalistycznych. Również – ukazanie, w którą stronę może potoczyć się kula: narracja Zaremby, choć nie ucieka się do używania czasu teraźniejszego, przenosi nas w środek tamtego sporu, ukazując wiele możliwych opcji, rozwidlające się ścieżki – trochę jak w „Człowieku z Wysokiego Zamku”.

Mnie jednak w tym amerykańskim cyklu niezmiennie fascynuje co innego. Gdybym miał pisać blurb na okładkę, ująłbym to tak: „Nie wiem, czy «Dzieje polityczne Stanów Zjednoczonych od roku 1900» są najlepszą historią USA dostępną w Polsce. Wiem, że są najlepszą dostępną prezentacją tego, czym jest i «jak działa» polityka. Naturalnie, dla tych, którzy mają dość cierpliwości i pokory, by zdecydować się na long read”.

Wolny od potrzeby pisania reklamowego blurba, mogę to zdanie rozwinąć. Największa siła książek Piotra Zaremby o historii Stanów to nie ogromna erudycja, smaczne anegdoty i mikroportrety, których tak brakuje w postnej historiografii („Słynął z rozlicznych pokus i niewielu talentów”) czy wtrącane mimochodem objaśnienia ówczesnych kontekstów kulturowych („Kawiorowa dieta to miał być symbol dominacji Roosevelta”).

Tą siłą jest systematyczny, niezmordowany, precyzyjny rozbiór niesłychanie złożonego mechanizmu społeczno-psychologiczno-prawnego, jakim jest „życie polityczne”, prawdziwa lekcja anatomii doktora Tulpa, który wylicza poszczególne mięśnie i ścięgna przedramienia. To – by odwołać się do innego dzieła – prawdziwy młot na twitterowych publicystów, na komentatorów od wszystkiego, którzy usiłują zrozumieć świat jako zerojedynkowy. „Lewaki -faszyści”, „związkowcy – kapitał”. Albo też to, naprawdę groteskowe dla każdego, kto bodaj przekartkuje „Amerykę Trumana” (a przecież powszechne wśród komentariatu!) „republikanie – demokraci”.

Przeczytaj również: Czytelnia publiczna – recenzje Wojciecha Stanisławskiego

Nie. Zarazem katolicy i protestanci, synowie (i córki) plantatorów i sklepikarzy, politycy z Tennessee i Teksasu, prawnicy i oficerowie, nieśmiali i pyszni, spędzający lata wojny na pokładzie lotniskowca lub w szkole, po usunięciu nerki lub romansowi, żonaci i starzy kawalerowie, erudyci i sybaryci, powiązani niezliczonymi nićmi z kolegami szkolnymi, partyjnymi, stanowymi, ale też z rywalami, dziennikarzami, kochankami, kierujący się ambicją, strachem, dumą, lekturą „Wojny peloponeskiej”, uprzedzeniami wobec związkowców lub plantatorów, Południa lub Latynosów. Gdybym miał wymazać korektorem (tak, jak proponowałem to przed chwilą w rozdziałach o wojnie koreańskiej!) dłuższe fragmenty tak, by zachować tylko strukturę wywodu, książka ta wyglądałaby z grubsza tak: „To prawda - - - z drugiej jednak strony - - - Naturalnie, Ale - - -  Z kolei - - - Zarazem - - - Można by rzec - - - Ale zdarzyło się coś jeszcze”. A, zachowałbym może jeszcze jedno zdanie - jako motto: „Człowiek bywa skomplikowany, więc jeden czynnik nie wyklucza drugiego”.

Niektórzy nazywają ten styl „zarembizmem”. Ja nazywam go lekcją polityki doktora Tulpa: dogłębną, przypominającą śledztwo analizą. I zastanawiam się nie raz, jak świetną lekturą byłaby (napisana przez autora wywiadów-rzek z Janem Rokitą, braćmi Kaczyńskimi, Bronisławem Wildsteinem czy Robertem Kostro) „Historia III RP”.

Wojciech Stanisławski

Zrzut ekranu 2026 06 30 101014

Piotr Zaremba, „Demokracja zimnej wojny. Ameryka Harry’ego Trumana”, tom VI serii „Dzieje polityczne Stanów Zjednoczonych od roku 1900”, Wydawnictwo Neriton, Warszawa, 2026

***

Recenzje Wojciecha Stanisławskiego w ramach cyklu „Czytelnia publiczna” ukazują się co dwa tygodnie.

Przeczytaj wcześniejsze recenzje   

 


Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!

Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!

Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
500 zł
Wpłać darowiznę
1000 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.