Opowieść Jan Morris prowadzi ku dobrze rozpoznanemu w literaturze regionu wzorcowi nostalgii habsburskiej – tęsknocie za utraconą formą życia, której symbolem staje się miniony cesarsko-królewski porządek i jego emanacje. Nie chodzi tu jednak o prostą rehabilitację dawnego ładu.
Tworzenie geografii to więcej niż snucie opowieści. Jest to budowanie świata na nowo. To praca architekta wyobraźni, dającego nowy kierunek wypraw i miejsca istniejące dotychczas tylko w marzeniach. Wydawać by się mogło, że tego rodzaju twórczość ludzkiego umysłu wydarza się wtedy, gdy doskwiera nam niedobór twardej wiedzy. Istnieją miejsca na ziemi, które doczekały się swojej geografii wyobrażonej, choć istnieją naprawdę, a ich historia obejmuje opasłe tomy. Należy do nich Triest. Jego legenda bez wątpienia uwiodła autorkę tomu Triest, czyli nigdzie, sytuującego się na pograniczu prozy podróżniczej i eseistyki.
Dzieje Triestu niemalże od początku jego istnienia, a więc przez ponad dwa tysiące lat, naznaczone były doświadczeniem napływów ludności, roszczeń terytorialnych, politycznych przejęć i wyobrażeń projektowanych na tkankę miasta przez kolejnych przybyszów. Triest więc nie tylko istnieje i żyje swoje życie, lecz także przez wieki był obiektem operacji sterowanych przez siły wobec niego zewnętrzne. Są to mechanizmy dla Morris na tyle fascynujące, że poświęca im wiele uwagi już na początku tomu, sięgając niczym ab ovo do zamierzchłych dziejów starożytnej osady, a później portowego miasta. Historia powraca w różnych miejscach snutej niespiesznie opowieści i wybrzmiewa głośno, niejako w kontraście do charakterystyki współczesnego stanu miasta.
Dla Jan Morris Triest jest nie tylko miastem o szczególnej przeszłości, lecz również metaforą mówiącą zdaniem autorki wiele na temat kondycji współczesnego świata. Oto bowiem Morris zwierza się w tekście, że miasto jest dla niej przestrzenią w jakiś szczególny sposób zaprzeczenia, szczególnego „nie-istnienia” oraz wpisuje swoje odczytanie w szerszy ciąg podobnych intuicji. Owo zaprzeczenie, brak, nieobecność wywołują od razu cień dyskomfortu. Morris oswaja go poprzez uczucie, które określa jako „słodką melancholię”, czyli „efekt Triestu”. Pod jego wpływem znajduje się narracja tomu, zbaczającego wciąż w stronę dobrze nam znanej w tej części Europy tęsknoty za utraconą świetnością.
„Efekt Triestu” ten okazuje się kluczowy dla wniknięcia w tę opowieść, ponieważ w oczach autorki miasto to przynależy do przeszłości: w przeszłości dopełnił się jego wzrost i triumf, aż do momentu, gdy jako port monarchii habsburskiej osiągnął szczyt swojej formy politycznej i architektonicznej, a także symbolicznej. To wtedy „prastara miejscowość” staje się cesarską bramą na wielką wodę, nad którą, jak sugeruje Morris, dziś unosi się już przede wszystkim smutek. „Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi”, chciałoby się zapytać.
Jaka jest przyszłość takiego miasta: niby umarłego, a jednak wciąż żywego? Niosącego ciężar klęski, a zarazem trwającego w swojej materialnej, kulturowej i społecznej obecności? Morris odpowiada na to napięcie, sięgając po dobrze znany mechanizm geografii wyobrażonej: obwołuje Triest stolicą wyimaginowanego państwa „Nigdzie”, przestrzenią szczególnie predestynowaną dla „samotników i wyrzutków”, czyli tych, którzy nie znajdują dla siebie miejsca w żadnym z istniejących porządków. Nazywa także Triest czyśćcem, choć zastrzega, że w świeckim rozumieniu tego pojęcia. Jednocześnie kolejne partie książki przynoszą zaskakujące, trochę paradoksalne wobec tych diagnoz potwierdzenia istnienia i żywotności miasta.
Autorka niespiesznie prowadzi czytelnika przez dzieje Triestu: od czasów antycznych, przez średniowieczne przekształcenia i wpływy bizantyjskie, aż po okres dominacji austriackiej, który nadaje miastu jego najbardziej rozpoznawalny kształt. W toku tej narracji ujawnia się coś więcej niż melancholijna figura zaniku: możliwa staje się także pozytywna definicja miasta. Triest, jak się okazuje, „był modelowym miastem Mitteleuropy”, przestrzenią intensywnego współistnienia żywiołów słowiańskich, włoskich, żydowskich i niemieckich, które przez stulecia współtworzyły jego tkankę.
Określenie Triestu jako miasta „umarłego wraz z cesarstwem” nie tyle opisuje stan faktyczny, ile uruchamia swego rodzaju widmowość, po raz kolejny: echo historii. To, co w pierwszym odruchu jawi się jako sprzeczność – martwe miasto pełne życia, półdzikich kotów i monumentalnej architektury – okazuje się konsekwentną strategią pisarską. Triest istnieje tutaj jako miejsce zawieszone: między obecnością a zanikiem, co, jak każdy stan pośredni, wprawia w zakłopotanie, unieważnia znane charakterystyki, czego świadectwem jest książka Morris: klucząca po meandrach historii, poszukująca, czasem może sama nie wiedząc dokładnie, czego, zmierzająca w stronę natrętnie powracającej kwestii, jak zdefiniować przestrzeń o tak dużym ciężarze.
Dojmująca perspektywa takiego zawieszenia między wielką historią a niedookreśloną współczesnością przybiera u Morris ton w zewnętrzny wobec doświadczenia samej Mitteleuropy. Jej opis Triestu jako przestrzeni „po czymś” – po imperium, po określonej formie życia – uprzywilejowuje stan utraty i melancholii kosztem napięć społecznych i politycznych, które współtworzyły to miasto, a którym wiele miejsca poświęcają Claudio Magris czy Gregor von Riezzori. Historia idei Mitteleuropy, od dziewiętnastowiecznych projektów integracyjnych po ich katastrofalne dwudziestowieczne konsekwencje, rzuca przy tym cień na każdą próbę nostalgicznego odczytania regionu. Cień ten jest nieusuwalny. W tym kontekście „słodka melancholia” Morris jawi się nie jako przyrodzona cecha triesteńskiej ziemi, lecz wybór interpretacyjny, który eksponuje doświadczenie utraty, pozostawiając na drugim planie przemoc i ambiwalencję wpisane w historię tego porządku. Takich miast umiłowanych i pielęgnowanych, a przez dziejowe wstrząsy pozbawionych swojej świetności, jest wiele w Europie Środkowej. Ich długie szeregi mogłyby wypełnić kolejne strony, lecz nie w tym rzecz. Książka Morris jest cennym przykładem prozy, która pozwala uchwycić różnicę doświadczeń historycznych i politycznych oraz wynikających z nich sposobów opowiadania o przemijaniu. „Słodka melancholia”, którą autorka wiąże z walijskim pojęciem hiraeth, znajduje w tym kontekście swój środkowoeuropejski odpowiednik: nie tyle w nieokreślonej tęsknocie, ile w kulturowo utrwalonym idiomie nostalgii.
Opowieść Morris prowadzi ku dobrze rozpoznanemu w literaturze regionu wzorcowi nostalgii habsburskiej – tęsknocie za utraconą formą życia, której symbolem staje się miniony cesarsko-królewski porządek i jego emanacje. Nie chodzi tu jednak o prostą rehabilitację dawnego ładu, lecz o afektywne doświadczenie jego rozpadu, obecne choćby w prozie Josepha Rotha czy Gregora von Rezzori.
Morris przywołuje z zaświatów szeregi sławnych postaci związanych z Triestem: pisarzom, intelektualistom, wreszcie ludziom, którzy doświadczali tu samotności, odrętwienia, niekiedy śmierci. Pisze także o społeczności żydowskiej, o jej odrębności i doświadczeniach marginalizacji. Zauważa wieloetniczność miasta i polityczne napięcia, które ją konstytuowały, a zarazem przyznaje, że jej własne wcześniejsze wyobrażenia, ukształtowane jeszcze u schyłku drugiej wojny światowej, miały charakter uproszczony. Być może właśnie dlatego Triest jako miasto będące prawdziwym tyglem niejednoznaczności staje się dla niej przestrzenią ważnej życiowej lekcji, którą powoli dzieli się z czytelnikiem, snując kolejne akty swojej opowieści, wciąż próbując odpowiedzieć na pytanie, czym Triest jest oraz czym być nie będzie.
Edward Said pisał o geografiach wyobrażonych w kontekście praktyk kolonizacyjnych, i choć jego rozpoznania rodziły się na gruncie relacji imperialnych, ich użyteczność wykracza poza ten kontekst. Triest Morris pozostaje szczególnym przypadkiem Saidowskiej „geografii wyobrażonej”: nie tyle przestrzenią kolonialnie podporządkowaną, ile przede wszystkim przestrzenią przetworzoną przez afekt – w tym przypadku dojmującą melancholię, która paradoksalnie nadaje sens i formę, a nie odbiera kształty.
Triest, czyli nigdzie jest opowieścią, która nie chce się domknąć w jednoznacznym rozpoznaniu. Osadza się, jak sam Triest w tej narracji, w rozmarzeniu, na jakie pozwala geografia wyobrażona, choć zaprawiona jest nieuchronnie odrobiną gorzkiego, historycznego piołunu, z czego autorka w swojej prozie wiernie zdaje relację.
Natalia Szerszeń

Jan Morris, Triest, czyli nigdzie, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026 [ss. 224].
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
Redaktor Teologii Politycznej, literaturoznawczyni, badaczka estetyki literatury, doktorantka w Zakładzie Literatury Romantyzmu na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, absolwentka filologii polskiej i historii sztuki. Zajmuje się późną twórczością Juliusza Słowackiego, a także działalnością twórczą w obszarze literatury i sztuk wizualnych.
