Legitymizacja władzy jest wielowarstwowa, ale musi zbiec się w jednym punkcie. Kazimierz wraca mając zaproszenie od polskich posłów, reprezentantów wspólnoty politycznej, zgodę papieża i cesarza. Długosz nigdy nie wyobraża sobie trwałej restauracji opartej na samej sile militarnej czy przemocy; potrzebne jest zbieżne poświadczenie z różnych źródeł władzy – pisze Adam Talarowski w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Kazimierz I. Restytucja politycznego ładu”.
XV wiek, a zwłaszcza jego druga połowa, to przełomowy okres przemian i rozwoju polskiej kultury politycznej. W tym czasie sytuują się narodziny polskiego parlamentaryzmu, związane z kształtowaniem się coraz stabilniejszego systemu sejmów i sejmików, oraz wprost skokowy rozwój na polu intelektualnym, związany z powołaniem i funkcjonowaniem odnowionego Uniwersytetu Krakowskiego. Zachowane z tego okresu teksty, reprezentujące różne rodzaje i typy źródeł pisanych, wyłącznie ułamkowo odbijają te dyskusje i refleksje, które rodziły i toczyły się wśród uczestników ówczesnego życia politycznego i publicznego.
Nieocenione miejsce w próbie zbliżenia się do ich poznania zajmują Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego Jana Długosza, tekst, którego pierwszym i podstawowym celem była rekonstrukcja przeszłości Polski, przekazanie i utrwalenie wiedzy o niej. Ale historiograficzne zamierzenia dały kanonikowi krakowskiemu, czynnemu uczestnikowi życia publicznego swych czasów, asumpt do namysłu, artykulacji refleksji i opinii o najważniejszych zagadnieniach politycznych (w najszerszym, przednowożytnym znaczeniu tego słowa, dziś mówilibyśmy: politycznych i moralnych) czy ustrojowych swych czasów.
W koncepcji dziejów Jana Długosza okres monarchii wczesnopiastowskiej miał fundamentalne znaczenie. Poświęcił mu kilkaset stron, obejmujących aż 4 księgi jego dzieła. Zaproponowany przez niego opis przeszłości, „słów i czynów” uczestników wydarzeń, znacznie przekracza – jeśli można tak powiedzieć: ilościowo i jakościowo – zawartość źródeł, do których miał dostęp (i do których my dziś mamy dostęp). Oznacza to, że tam, gdzie źródła milczały, kronikarz wypełniał luki własnym wyobrażeniem o tym, jak w ogóle powinna była wyglądać przeszłość, a wraz z przenoszeniem w przeszłość realiów sobie współczesnych – po prostu tego, jak powinna wyglądać rzeczywistość, zwłaszcza w wymiarach władzy, moralności, życia publicznego czy życia Kościoła (a tam, gdzie pisał o wydarzeniach i działaniach ocenianych negatywnie – wyobrażenia były, hiperbolizowanym retorycznie, odstraszającym przykładem tego, jak zły obrót mogą przybrać sprawy). Niejednokrotnie wkraczał wręcz w przestrzenie, które dziś nazwalibyśmy filozofią polityczną lub teologią polityczną, bądź naświetlał tragizm właściwy różnym wymiarom polityczności; sądzę, że te wymiary jego dzieła są niedostatecznie rozpoznane i czekają jeszcze wnikliwszej lektury.
Niesłychanie ciekawe w tym względzie są ustępy dzieła Długosza opisujące wyobrażoną rzeczywistość sprzed powrotu Kazimierza Odnowiciela do Polski. Długosz przedstawia nam obraz kraju sprowadzonego do upadku, niemal do nicości: wyludnione wsie w połowie spalone lub obrócone w perzynę, opuszczone place targowe, kupcy porzucający kraj, majątki „już to podupadłe, już to zajęte” przez sąsiadów korzystających z bezkrólewia. Długosz rozdyma tu do rozmiarów obszernego obrazu to, co u Galla Anonima mieści się w jednym zdaniu o buncie i reakcji pogańskiej. Podkreśla też, że w ten sposób wypełnia się proroctwo Bolesława Chrobrego wypowiedziane przed śmiercią, że Polska ucierpi „z własnej winy”. Objawami rozkładu są nie tylko zniszczenia materialne, ale szeroko rozumiana bezwładność publiczna, na którą odpowiedzią staje się uzurpacja Masława, człowieka wprawdzie zdolnego i dobrze urodzonego, ale obejmującego władzę „bezprawnie, drogą tyranii”, korzystając właśnie z politycznej próżni. Dla Długosza to par excellence ilustracja zasady, którą wprost formułuje: że obecność prawego księcia „ma bardzo wielkie znaczenie”, a jego brak „przynosi nieszczęścia”. Państwo bez legalnego zwierzchnika nie trwa w jakimś neutralnym bezwładzie, bo stale zagrożone jest agresją i przemocą sąsiadów, oraz polityczną uzurpacją, która łatwo wyradza się w „tyranię”.
Scena narady biskupów i baronów, którzy „naradzali się i zgodzili w najważniejszej sprawie” – przywrócenia państwa do dawnego stanu – jest miejscem, gdzie Długosz najwyraźniej projektuje w przeszłość bliższe, czternasto- i piętnastowieczne doświadczenie sporów i decyzji związanych z przekazaniem władzy królewskiej kolejnym przedstawicielom dynastii Jagiellonów. Kronikarz każe możnym rozważyć dwie opcje: wybór władcy spośród sąsiednich książąt albo spośród własnych rycerzy – i obie odrzucić. Gdyby wybrany pochodził z obcego rodu książęcego, mógłby wzgardzić godnością nowych poddanych; gdyby pochodził z grona swoich, spotkałby się z lekceważeniem równych sobie. Rozwiązuje ten paradoks wyłącznie dziedziczność – powrót „wypędzonego i bawiącego na wygnaniu dziedzica”.
Długosz nie omieszka przy tym wtrącić złośliwej uwagi na temat retoryki uczestników politycznego procesu, którzy przekonują się nawzajem, że po powrocie księcia „ustaną łatwo wszelkie zawiści, spory i niepokoje, zarówno wewnętrzne jak i zewnętrze, a on sam przebaczy im to, że w haniebny sposób wygnali jego i matkę”. Kronikarz komentuje to jako typową dla ludzi skłonność do nazbyt wymownego usprawiedliwiania własnej winy oraz swoistego „wishful thinking” („roztaczanie lepszych i spokojniejszych perspektyw”), zaburzające trzeźwy osąd sprawy.
Przeczytaj również: Kazimierz Odnowiciel. Wojowniczy książę, który odbudował Polskę
Poselstwo, docierając najpierw do królowej Rychezy (u Długosza: Ryksy), a potem do klasztoru w Cluny, natrafia na komplikację, jakiej nie przewidziano: legalny dziedzic zdążył złożyć śluby zakonne i przyjąć święcenia diakońskie. Mowa posłów do opata jest w istocie drugą, jeszcze bardziej rozbudowaną wersją katalogu nieszczęść z roku 1040 – zbezczeszczone świątynie, zhańbione matrony, miasta obrócone w zgliszcza, kraj „bardziej sławny z gruzów i popiołów niż z ludnych miast”. Posłowie przekonują opata, że książę „złoży większą i milszą Bogu ofiarę w purpurze niż w habicie”, że rządzenie, karanie złych i nagradzanie dobrych może być aktem pobożniejszym niż modlitwa według reguły zakonnej. To zdanie można czytać jako wypowiedź w sprawie prymatu vita activa nad vita contemplativa (co należało do kwestii obszernie dyskutowanych w XV-wiecznym Krakowie). Opuszczenie klasztoru (a więc działanie opisywane jako „występek i przekroczenie prawa Bożego”) staje się jednak dopuszczalne, a nawet chwalebne, wyłącznie w obliczu ruiny państwa, które nie ma innego ratunku.
Papieska decyzja – zwolnienie Kazimierza ze ślubów, zgoda na małżeństwo – jest w narracji Długosza obudowana systemem trwałych, widzialnych zobowiązań. Należy do nich coroczna danina od głowy na rzecz Stolicy Apostolskiej (z wyjątkiem szlachty), czyli denar świętego Piotra – świętopietrze, nakaz strzyżenia włosów „na wzór narodów katolickich i łacińskich" zamiast noszenia ich długo „jak barbarzyńcy", oraz obowiązek osłaniania karku białym lnianym płótnem przypominającym stułę w określone święta.
Punktem retorycznej kulminacji jest pożegnalna mowa Kazimierza w Cluny i następujący po niej opis metamorfozy, którą Długosz określa jako „nowy rodzaj przemiany" – nieznany żadnemu wiekowi i nieopiewany nawet przez Owidiusza: z mnicha król, z zakonnika świecki, z diakona rycerz, ze ślubującego dozgonną czystość małżonek, z ubogiego bogaty, z kontemplatyka mąż czynu. Kronikarz świadomie sięga po kategorię literacką metamorfozy, by przygotowywanej restauracji politycznej nadać rangę zdarzenia właściwie metafizycznego.
Kazimierz udaje się do matki, rezydującej w Saalfeld (w Turyngii). Ta próbuje zatrzymać go w Niemczech, kusząc posiadłościami i bezpieczeństwem. Książę odpowiada, że żadne niemieckie dobra nie dorównują dziedzictwu po ojcu i dziadku, nawet zrujnowanemu, ponieważ dyspensa papieska „jest ważna wyłącznie w wypadku objęcia rządów nad Królestwem Polskim” – gdyby zdecydował się pozostać w Niemczech, słusznie powinien być zmuszony do powrotu do stanu zakonnego i kapłańskiego. Jest to logiczna i aksjologiczna klamra narracji. Łaska zwolnienia ze świętych ślubów nie ma żadnej wartości samej w sobie, bo jest funkcjonalnie związana wyłącznie z wyjątkowym aktem restauracji państwa.
Na koniec Długosz dopisuje jeszcze jeden wymiar legitymizacji władzy, będący jego swobodną kombinacją i nieuznawany za wiarygodny historycznie – o uzyskaniu zwrotu koron od króla rzymskiego (niemieckiego) Henryka III, co miało pozwolić później Kazimierzowi koronować się.
Kazimierz otrzymuje obietnicę zbrojnej pomocy przeciw Brzetysławowi oraz oddział niemieckich wojowników, którzy mają mu towarzyszyć w drodze powrotnej. Opis jego przybycia do Polski i pierwszych działań jest odbiciem wyobrażeń Długosza o uwarunkowaniach takiego aktu w rozgrywającym się politycznym dramacie. Dla jego imaginarium politycznego charakterystyczna jest zaproponowana – włożona w usta Kazimierza – metaforyka (o antycznej genezie): państwo jako tonący okręt, władca jako sternik-zbawca. Metafora statku i żeglugi („republika z nieszczęść... wypłynęła na bezpieczne wody”) nie wydaje się być tylko płytkim ozdobnikiem, ale zawiera w sobie polityczną głębię – państwo jest statkiem, który nigdy nie przestał istnieć, tylko stracił kurs i sternika. Restauracja, odnowa – to nie stworzenie na nowo, lecz powrót właściwego rządcy do steru.
Legitymizacja władzy jest wielowarstwowa, ale musi zbiec się w jednym punkcie. Kazimierz wraca mając zaproszenie od polskich posłów, reprezentantów wspólnoty politycznej, zgodę papieża i cesarza. Długosz nigdy nie wyobraża sobie trwałej restauracji opartej na samej sile militarnej czy przemocy; potrzebne jest zbieżne poświadczenie z różnych źródeł władzy (naród reprezentowany przez „biskupów i baronów polskich” – charakterystyczne wyrażenie Długosza, Kościół powszechny, pochodzenie z rodzimej dynastii, poparcie i zgoda cesarza). Na to nakłada się finalna sakralizacja, koronacja w Gnieźnie przez arcybiskupa, z aklamacją „wszystkich stanów i narodowości”, łącznie z „najniższymi klasami”.
Jeden z najciekawszych rysów Długoszowej opowieści o właściwej restytucji porządku wiąże się z potrzebą zaprowadzenia sprawiedliwości. Kazimierz „niszczy doszczętnie każdą niegodziwość”, co sugerowałoby, że nie ma miejsca na połowiczność w karaniu zła jako takiego, ale bliższy opis – zdaje się, będący opinią Długosza o właściwym rozporządzeniu sprawami w takiej sytuacji – jest bardziej skomplikowany. Kronikarz różnicuje adresatów kary: przywódcy buntu i „złoczyńcy” (ci, którzy zajęli zamki, grabili) giną na szubienicy albo są okaleczani odstraszająco, natomiast wobec „reszty”, czyli szerszych mas uczestniczących w chaosie, książę okazuje się „życzliwym i łagodnym”. Długosz wprost to komentuje: Kazimierz, „szlachetny i roztropny”, nie uważa za słuszne srożyć się wobec wszystkich, tylko wobec sprawców i przywódców buntów. Czy aplikując język XXI-wiecznej teorii do opisu stanowiska kanonika krakowskiego, powiedzielibyśmy, że oczyszczenie państwa wymaga bezwzględności wobec rdzenia zła, ale zarazem masowej amnestii wobec ogółu, bo inaczej niemożliwa byłaby reintegracja społeczeństwa? Tak się wydaje. Co symptomatyczne, Długosz opisuje też w przychylnym świetle mechanizm łaski – ci, którzy zbłądzili, mogą być ułaskawieni za pośrednictwem przyjaciół-orędowników („za pośrednictwem przyjaciół błagali, by ich oszczędzić”) – pozytywnie wartościując w ten sposób skruchę i wstawiennictwo jako – najwyraźniej – ważne komponenty sprawiedliwości i miłosierdzia, które składają się na porządek dobrej władzy.
Niesłychanie ważnym elementem trwałości i stabilności porządku politycznego jest – w całych Rocznikach – cnota osobista władcy. Po opisie kar i koronacji Długosz przechodzi do portretu charakteru syna Mieszka II: Kazimierz jest „bystry i skromny”, unika „ostrego słowa”, budzi „zaufanie i szacunek” samym sposobem mówienia. Roztropność, umiarkowanie, umiejętność rządzenia bez terroru, mimo posiadanej siły do jego stosowania, są w całym dziele Długosza fundamentami sprawiedliwego i dobrego panowania, a poprzez niego porządku monarchicznej Rzeczypospolitej.
Dla piętnastowiecznego kanonika, jakim był Długosz, upadek państwa to zawsze w jakiejś mierze kara za grzech czy nieporządek moralny, a odbudowa – akt niemal religijny, wymagający i sprawiedliwości, i łaski, i sakramentalnego zamknięcia (koronacja przez Kościół, rękami arcybiskupa).
To, co Długosz opowiada nam jako rzeczywistość około roku 1040, jest w istocie znacznie wymowniejszym świadectwem z roku, powiedzmy, 1465 czy 1475 – to znaczy świadectwem tego, jak dojrzały uczestnik polskiego życia publicznego, obserwator sporów sejmikowych i sukcesyjnych rozstrzygnięć jagiellońskich, ale też ostrych konfliktów (przypomnijmy choćby spór Jakuba z Sienna z królem o obsadę biskupstwa krakowskiego, wskutek którego Długosz był czasowo w niełasce) wyobrażał sobie warunki, w których polityczna wspólnota może się uzdrowić po katastrofie. Jego opus magnum, Roczniki, mogą być nieocenionym świadectwem rodzącej się refleksji nad politycznością w XV-wiecznej Polsce, nawet – a może szczególnie – tam, gdzie pozostają na bakier z historyczną wiarygodnością.
Adam Talarowski
Ilustracja: CBN Polona, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3183171
Jeśli chcesz żywej, niezależnej politycznie myśli o Polsce, Europie i świecie, jeśli ciekawią Cię następne numery Teologii Politycznej Co Tydzień, jeśli czekasz na nasze książki, seminaria, dyskusje i kolejne artykuły na naszej stronie, wesprzyj nas stałą wpłatą. Dołącz do grona Mecenasów Teologii Politycznej. To dla nas bardzo ważne. Jesteśmy niezależnym środowiskiem intelektualnym. Istniejemy i rozwijamy się dzięki hojności naszych przyjaciół. Zapraszamy!
Dołącz już dziś i WSPIERAJ TEOLOGIĘ POLITYCZNĄ!
(ur. 1991 r.) członek redakcji „Teologii Politycznej”. Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant. Redaktor naukowo-merytoryczny książek poświęconych Pawłowi Włodkowicowi i polskiej szkole prawa międzynarodowego wydanych przez Fundację Świętego Mikołaja/Teologię Polityczną wraz z Narodowym Centrum Kultury: „Paweł Włodkowic i polska szkoła prawa międzynarodowego”, „Prawo ludów i wojna sprawiedliwa”, „Paweł Włodkowic i Stanisława ze Skarbimierza”. Redaktor „Teologii Politycznej Co Tydzień”, a także współorganizator wydarzeń o tematyce społeczno-politycznej, religijnej i kulturalnej.
