Zbigniew Herbert: Kamień z katedry

pobrane

Katedry gotyckie, te wielkie improwizacje, wymagały czegoś w rodzaju organicznych związków wszystkich zajętych przy budowie. Wynikało to nawet samej istoty materiału. Kamień ociosany przez kamieniarzy na dole musiał trafić na ściśle określone miejsce, gdyż nie był elementem wymiennym, jak cegła – pisał Zbigniew Herbert w książce „Barbarzyńca w ogrodzie”.

Przyjrzyjmy się ludziom pracującym na budowie. Stanowią oni małe, zhierarchizowane społeczeństwo. Na samym dole tej drabiny widzimy robotników, których miniatury przedstawiają, jak wchodzą po drabinach niosąc kamienie i zaprawę w nosidłach lub cierpliwie obracają koła wyciągów. Rekrutowali się najczęściej ze zbiegłych chłopów, synów licznych rodzin wieśniaczych, którzy wyruszali do miasta w poszukiwaniu chleba i wolności. Niewykwalifikowani mieli pracę najcięższą: kopanie fundamentów, nieraz na głębokość dziesięciu metrów, i transport materiałów. Ale przyświecała im nadzieja, zwłaszcza tym młodszym, rzutkim, Że pewnego dnia ktoś inny przejmie od nich ciężkie nosidła, a oni na szczycie budowli układać będą kamienie. Bodźce ekonomiczne grały tu poważną rolę. Tragarz kamieni, robotnik od łopaty zarabiał dziennie siedem denarów, murarz dwadzieścia dwa denary.

Czy można się dziwić, że niezbyt chętnym okiem patrzyli na tych, którzy dobrowolnie zgłaszali się na budowę, jak jaśnie oświecony Renaud de Montauban szukający w ciężkiej pracy ekspiacji za popełnione grzechy. Chanson de geste zwana Les quatre fils Aymon mówi o nim, że gdy wieczorem robotnicy odbierali swoją dniówkę, Renaud wziął tylko jeden denar. I nie myślcie, że pracował źle, przeciwnie, dźwigał za trzech, tak że kłócili się między sobą muratorzy, komu ma pomagać. Przezwano go „robotnikiem św. Piotra", ale po ośmiu dniach zrozpaczeni współtowarzysze pracy uderzyli go ciężkim młotem w tył głowy i ciało wrzucili do Renu. Ważny wniosek, jaki wypływa z tej krwawej opowieści, to fakt, Że ilość robotników niewykwalifikowanych była duża, a walka o pracę bezwzględna. Stosunek ilościowy wykwalifikowanych do niewykwalifikowanych miał się jak jeden do trzech, jeden do czterech, a nawet więcej. Opaci z Ramzey sarkają na tych, którzy przychodzą na budowę nie z pobożności, ale z miłości do zarobków, par l'amour de la paie, co nas z kolei mniej dziwi.

Jeśli sprawom przypatrzyć się z zewnątrz, wygląda na to, że między grupą robotników a majstrami istniała przepaść, ale tak nie było. Bo katedry gotyckie, te wielkie improwizacje, wymagały czegoś w rodzaju organicznych związków wszystkich zajętych przy budowie. Wynikało to nawet samej istoty materiału. Kamień ociosany przez kamieniarzy na dole musiał trafić na ściśle określone miejsce, gdyż nie był elementem wymiennym, jak cegła. Dlatego chyba w wykazach wypłat, sporządzanych metodą gospodarczą, a nie według wysokości zarobków, widzimy wyraźnie rysujące się zespoły pracy. Zaraz pod pozycją majstra muratora widnieją pozycje pomocników zwanych valets, compagnons, seruiteurs. Ci ostatni z konieczności nawet musieli uczyć się rzemiosła. Choćby tak prostego, jak przyrządzanie zaprawy. A gipsiarze figurują już na liście rzemiosł, sporządzonej przez Stefana Boileau.

Bez wsparcia ludzi takich jak Ty, nie mógłbyś czytać tego artykułu. 
Prosimy, kliknij tutaj i przekaż darowiznę w dowolnej wysokości.

Wyższą grupę stanowią muratorzy i wszelkiego rodzaju majstrowie pracujący w drzewie, kamieniu, ołowiu i żelazie. To właśnie są konstruktorzy. Muratorzy mają odpowiedzialną funkcję kładzenia kamienia, co najlepiej oddają angielskie terminy setter, layer. Od nich zależy, czy łuk wytrzyma napór sklepienia, czy zwornik nie rozkruszy się. Miniatury przedstawiają ich na szczycie budowli z kielnią, poziomicą i ołowianą linką do mierzenia pionu. Ich imiona giną z rejestru wypłat w zimie, gdy opuszczają oni budowle i zostawiają na szczytowych partiach muru słomę i chrust, okrywający mury przed zimnem i wilgocią.

Mało wiemy o tych, którzy pracowali w kamieniołomach. Bardzo rzadko są wzmiankowani, pomija ich szczegółowy statut Stefana Boileau. Byli źle płatni i pracowali w najcięższych warunkach. Są anonimowymi żołnierzami krzyżowej wyprawy katedr

Natomiast mało albo prawie nic nie wiemy o tych, którzy pracowali w kamieniołomach. Bardzo rzadko są wzmiankowani, pomija ich szczegółowy statut Stefana Boileau. Byli źle płatni i pracowali w najcięższych warunkach. Są anonimowymi żołnierzami krzyżowej wyprawy katedr. A przecież bez nich, trudzących się w wilgotnych i ciemnych podziemiach, bez nich, którzy wykuwali negatywy katedr w skale, nie byłoby do pomyślenia to, co stworzone zostało na podziw ludzkich oczu. Kamieniołomy eksploatowane były najczęściej jeszcze przed rozpoczęciem kopania fundamentów. Pracowano w grupach po ośmiu robotników pod kierunkiem majstra, który zarabiał znacznie więcej od robotników, a poza tym wynagradzany był od każdej sztuki kamienia. Tempo pracy musiało być duże, jak na to wskazują informacje odnoszące się do kamieniołomów podległych opactwu cysterskiemu w Dolinie Królewskiej w Cheshire. Co kwadrans opuszczał kamieniołom wóz załadowany materiałem.

(…)

Tradycja średniowieczna wywodziła budowniczych katedr od budowniczych świątyni Salomona. Genealogia godna zarazem i mistyczna. Także we współczesnych powieściach o średniowiecznych architektach jego osoba otoczona jest aurą tajemnicy. Jest to na poły mag, na poły alchemik, astronom krzyżowych sklepień, tajemniczy człowiek, przychodzący z daleka, który posiada ezoteryczną wiedzę doskonałych proporcji i strzeżony pilnie sekret konstrukcji. W rzeczywistości początki tego zawodu były nad wyraz skromne i architekt ginął w tłumie anonimowych majstrów. Już samo określenie architekta w tekstach średniowiecznych jest bardzo chwiejne i wieloznaczne, co dowodzi niezbyt sprecyzowanego stanowiska i funkcji w dziele budowy. Najczęściej był to murator albo kamieniarz pracujący fizycznie tak samo jak inni murarze czy kamieniarze. Często rolę architekta spełniał sam opiekun budowy, opat czy biskup, człowiek wykształcony i bywały, znający wiele krajów, co miało szczególną wagę, gdyż bardzo często katedry były kopią słynnych istniejących świątyń.

Rola architekta precyzuje się, jego znaczenie rośnie równolegle, rzec można, ze wzrostem wielkich gotyckich katedr. Pozycja i powaga tego zawodu ustala się około połowy XIII wieku. Ale w tym właśnie okresie napotykamy tekst, nad którym rozkładamy ręce pełni zdziwienia. Moralista i kaznodzieja Nicolas de Biard mówi pełen oburzenia: „Stało się zwyczajem, że na wielkich budowach jest mistrz, który kieruje pracą słowami, a bardzo rzadko albo też wcale nie przykłada ręki do dzieła; mimo to otrzymuje wyższą zapłatę niż inni”. Dalej powiedziane jest nie bez pogardy, że odziany w rękawiczki i uzbrojony w pałeczkę rozkazuje: „Tak a tak masz ciosać ten kamień", sam jednak nie pracuje. Podobnie jak wielu współczesnych prałatów – dodaje Nicolas de Biard, aby dopełnić miary potępienia.

Rola architekta precyzuje się, jego znaczenie rośnie równolegle, rzec można, ze wzrostem wielkich gotyckich katedr. Pozycja i powaga tego zawodu ustala się około połowy XIII wieku

Tekst przytoczony wskazuje wyraźnie, że emancypacja nowego zawodu nie była łatwa. Architektura nie stanowiła przedmiotu uniwersyteckich studiów. Zdarzali się tedy obok doświadczonych rzemieślników także amatorzy, którzy zasilali ten zawód, jak sławny Perrault, „który ze złego lekarza stał się dobrym architektem”, czy Wren – matematyk i astronom lub Vanbrough komediopisarz. Ale to byli przynajmniej, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, intelektualiści. Zdarzali się ludzie prości (wzmiankuje o tym Peach), na przykład wioskowy murarz, w dodatku analfabeta, który zbudował na Malcie duży kościół z kopułą. Zakony również poświęcały się temu zawodowi. W średniowieczu reputacja mnichów cysterskich jako konstruktorów była ogólnie znana i nawet stała się przyczyną sporu papieża z Fryderykiem II. Ten ostatni zmuszał cystersów do budowy swoich zamków. Odmówiono architekturze miejsca w śród sztuk wyzwolonych. Niewątpliwie bolało to architektów, którzy starali si ę zrekompensować tę niesprawiedliwość uzurpowaniem tytułów uniwersyteckich magister cementariorum, magister lapidorum. Wiemy,że wywołało to protesty paryskiej palestry, która nie chciała zgodzić się na pospolitowanie z muratorami. (Biedni prawnicy. Cóż zostało z ich kazuistyki poza tym, że jest wdzięcznym przedmiotem komedii).

Ale już szczytem wszystkiego był napis na płycie nagrobnej Piotra de Montreuil, architekta św. Ludwika, twórcy Sainte Chapelle. Nazwany on jest w tej inskrypcji nie tylko doskonałym kwiatem dobrych obyczajów, ale tak że pojawia się tam, już nigdy potem nie spotykany tytuł, docteur espierres. To jest jednak apogeum indywidualnej kariery, które nie powinno przesłaniać skromnych początków.

(…)

Nasi dziewiętnastowieczni dziadkowie byli niepoprawnymi optymistami, gdy mówili o racjonalizmie architektury gotyckiej. Należy raczej przychylić się do poglądu tych, którzy głoszą, że budowniczowie katedr posiadali wiedzę empiryczną, pochodzącą z próby i do świadczenia, a nie z wyliczeń i kalkulacji. Tam gdzie rządzi intuicja, łatwo o pomyłki. Katastrofy budowlane gotyckich katedr zdarzały się znacznie częściej, niż skłonni bylibyśmy sądzić, i nie ograniczają się wcale do głośnego wypadku w Beauvais czy nieudałej próby poszerzenia sieneńskiego Duomo. Ekspertyza katedry w Chartres w sto lat po jej zbudowaniu przedstawia zatrważający stan rzeczy. Nawa poprzeczna grozi zawaleniem, portal trzeba wzmocnić konstrukcją żelazną. W XVI wieku stan paryskiej Notre-Dame był nie mniej alarmujący. Dlaczego tak się działo? Najczęściej fundamenty nie były dość wytrzymałe w stosunku do stale pnących się w górę budowli. Tę wertykalną pasję obrazuje wysokość nawy głównej kolejno powstających katedr. Sens – 30 metrów; Paryż – 32,50; Chartres – około 35; Bourges – 37; Reims – 38; Amiens – 42 i wreszcie Beauvais – 48 metrów.

(…)

Wreszcie znaki na kamieniu. Średniowiecze znało również pracę na akord, ale ten rodzaj stosowany był raczej przy budowie zamków, zwłaszcza wtedy, gdy pracowali robotnicy rekrutowani przymusowo, o czym świadczą mury Aigues-Mortes. Tego rodzaju cechy spotykamy wyjątkowo na kamieniach katedr i zapewne pochodziły one od nowo przyjętych robotników, których umiejętności nie znane jeszcze były majstrowi. Natomiast bardzo ważnymi znakami były te, które dotyczyły kamieniołomów, zwłaszcza gdy budowę katedry zasilał materiał z różnych źródeł. Obowiązywała bowiem zasada wznoszenia murów z identycznego lub podobnych gatunków kamienia, co gwarantowało wytrzymałość, a także umożliwiało późniejsze poprawki przy rekonstrukcji.

Trudno sobie wyobrazić, aby bez ścisłego określenia pozycji można było zorkiestrować tłum rzeźb zaludniający portale, gzymsy i galerie katedr. Zdarzały się tu oczywiście pomyłki. Symbole miesięcy katedrze Notre-Dame zostały umieszczone w porządku odwrotnym. Budowniczowie katedry w Reims nie chcieli popełnić podobnego błędu. Zresztą ich katedrę szturmowała armia trzech tysięcy rzeźb. Dlatego pieczołowicie znaczyli na murach ich lokalizację.

Średniowiecze znało również pracę na akord, ale ten rodzaj stosowany był raczej przy budowie zamków, zwłaszcza wtedy, gdy pracowali robotnicy rekrutowani przymusowo

Prawdziwe podpisy majstrów na kamieniach spotykamy stosunkowo późno. Są to figury geometryczne, trójkąty, wielokąty, niekiedy rysunki narzędzi, jak kielnie lub litery alfabetu. Znaki były dziedziczne, jeśli ojciec wraz z synem pracował na budowie, dodawano drobny szczegół, np. kreskę, aby odróżnić ich kamienie. Znaki zrazu proste z czasem stają się skomplikowane i wymyślne, a używają ich także architekci w XV wieku. Architekt Aleksander z Bernard umieszcza na końcu swego nazwiska gwiaździsty pięciokąt. Skromny znak robotników, odciśnięty po to, aby nie skrzywdzono ich przy wypłacie, staje się podpisem i symbolem zawodowej dumy.

Wojna stuletnia zadała sztuce katedr cios śmiertelny. Ale objawy kryzysu wystąpiły już pod koniec XIII wieku. Nad Europą przechodzi fala prześladowania myśli: Roger Bacon umiera w więzieniu w 1292 r., wolność wypowiedzi na uniwersytetach zostaje poważnie okrojona. Centralistyczna władza królewska, zwłaszcza we Francji, nakłada na komuny miejskie pęta i podporządkowuje swoim celom. Hojna dotychczas młoda burżuazja przestaje łożyć na wznoszenie wież, nad którymi gromadzą się chmury wojny. Afera templariuszy jest symbolicznym epizodem końca epoki. Rozwój ekonomiczny zostaje zahamowany, krzywa demograficzna opada i pogłębia się inflacja. Mówi o tym urocza piosenka z roku 1313:

Ile se peut que le roy nous enchante, Premier nous fit vingt de soixante,
Pouis de vingt, ąuatre et dix de trente ...Or et argent tout est perdu, Ne james n'en sera rendu.

Krach włoskiego banku Scala, odczuty przez całą niemal Europę, zbiega się z datą wybuchu wojny stuletniej. Architekturę religijną zastępuje architektura obronna. Wraca czas grubego muru. Pustoszeją budowy nie ukończonych katedr. Nikogo nie interesują już wysokie łuki i misterne sklepienia. Synowie tych, którzy rzeźbili uśmiech anioła, toczą armatnie kule.

Zbigniew Herbert

Fragment eseju „Kamień z Katedry”, pochodzącego z książki „Barbarzyńca w ogrodzie”.


Ambitna kultura potrzebuje Twojego wsparcia. Prosimy, przekaż darowiznę w dowolnej wysokości i dołącz do grona wydawców najnowszego numeru rocznika Teologii Politycznej. Kliknij tu lub przekaż darowiznę na konto: Fundacja Świętego Mikołaja, Volkswagen Bank Polska S.A. 64 2130 0004 2001 0299 9993 0001 z dopiskiem „darowizna na Teologię Polityczną nr 11”. Dziękujemy!

Wydaj z nami

TP11 Front
– pyta Dariusz Karłowicz, zachęcając do wsparcia wydania kolejnego numeru „Teologii Politycznej”
Brakuje

Zostań współwydawcą Teologii Politycznej. Przekaż darowiznę.

Wpłać darowiznę
50 zł
Wpłać darowiznę
100 zł
Wpłać darowiznę
200 zł
Wpłać darowiznę

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, aktualnych promocjach
oraz inne istotne wiadomości z życia Teologii Politycznej - dodaj swój adres e-mail.