Zgoda na to, że świat jest okrutny, a nie że powinien być lepszy, uznana została za najważniejszą życiową mądrość współczesnego Polaka i naukę wyciągniętą z obecnych czasów.
Radykalny zwrot, jaki w ostatnich dwóch dziesięcioleciach dokonał się w świecie Zachodu i u nas w Polsce w odniesieniu do polityki, kwestii pokoju i przemocy, musi zastanawiać. Oto bowiem z powszechnego i niczym niezmąconego przekonania o końcu historii, wyczerpaniu się starych ideologii i konfliktów, o globalnych współzależnościach, prymacie racjonalności i ekonomii, opartym na instytucjach i zasadach porządku międzynarodowego, gwałtownym wirażem weszliśmy w świat kompletnego chaosu, politycznego i ekonomicznego darwinizmu i cwaniactwa, polaryzacji i nienawiści, a nade wszystko wiary w sprawczą siłę nagiej przemocy.
Bez wątpienia do tego wielkiego zwrotu w nastrojach i poglądach przyczyniła się Rosja i wojna, którą toczy przeciwko Ukrainie, ale także krwawa jatka, która wróciła na Bliskim Wschodzie. Jednak te zewnętrzne okoliczności nie tłumaczą wcale w całości przyczyn zjawiska, jakim jest oswajanie przemocy.
Także w Polsce, w miejscu, które jeszcze niedawno szczyciło się Solidarnością, pokojową rewolucją i ewangelizacją Zachodu przez Jana Pawła II, rzesze zwolenników zyskują dzisiaj poglądy, że światem nie rządzą żadne wartości, ludzka godność czy poczucie dobra wspólnego, ale twardy interes i projekcja siły. Chętnie zgodzimy się, że nie żyjemy już w posthistorycznym raju, lecz w dzikiej dżungli. Imperatywem zdrowego, „trzeźwego” realizmu i instynktu samozachowawczego stała się raczej umiejętność zadawania innym krzywdy, a nie czynienia dobra. Zgoda na to, że świat jest okrutny, a nie że powinien być lepszy, uznana została za najważniejszą życiową mądrość współczesnego Polaka i naukę wyciągniętą z obecnych czasów.
W tej naszej wewnętrznej polskiej przemianie, z politowania godnych romantyków w twardych i bezwzględnych realistów, są jednak pewne rzeczy, które mogą niepokoić. Nowe umiłowanie siły nie musi wcale oznaczać prawdziwej pewności siebie. Zwykle bowiem siła najbardziej fascynuje ludzi słabych i zależnych. Gdzieś po drodze zapominamy także o tym wszystkim, co w XX wieku wyposażyło nas w prawdziwą siłę przetrwania w obliczu najgorszych doświadczeń, jakie przyniósł nam niemiecki i rosyjski totalitaryzm. I wreszcie, wiara w sprawczość przemocy i akceptacja języka siły wcale nie muszą być oznaką przewagi, za to zawsze znamionują początek cywilizacyjnego rozkładu.
Marek A. Cichocki