Wojciech Kaliszewski: Poeta „od Muz poleskich” idący

Naruszewicz niewątpliwie miał talent poetycki, poczucie humoru, umiał posługiwać się ironią. Ale rzeczywiście brakowało mu często swobody, nie był poetą wolnym, to znaczy takim, który kieruje się tylko i wyłącznie tym, co wewnętrznie przeżywa – pisze Wojciech Kaliszewski w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Naruszewicz. Rzeczpospolita pamięci”.

Julian Ursyn Niemcewicz, wspominając czasy Stanisława Augusta i kreśląc uwagi o bliskich mu ludziach, tak pisał o Adamie Naruszewiczu: „Niepospolity miał talent do poezji; znajdziemy w rymach jego wiele ognia, sprężystości, lecz zbywało mu na harmonii i smaku”. Ale już w następnym akapicie dodawał, że „Naruszewicz był pierwszym wieku naszego pisarzem”. Te dwa sprzeczne zdania paradoksalnie uzupełniają się i wspólnie tworzą realny portret twórczy Biskupa Koadiutora Smoleńskiego.

Naruszewiczowi przyszło żyć w czasach dramatycznych. Urodzony w roku 1733 na Polesiu, nieopodal Łohiszyna w starej, lecz podupadłej rodzinie szlacheckiej, zmarł w roku 1796 w Janowie Podlaskim, tuż przed swoją śmiercią odprowadzając do grobu Rzeczpospolitą. Do końca zresztą był jej głosem, poetą świadomie wpisującym się w polityczne i okolicznościowe zdarzenia swojego czasu. Był rówieśnikiem ostatniego króla, dzieląc z nim nadzieje na ocalenie państwa, wspierając go wytrwale nie tylko rymami, ale także wielką historyczną wiedzą i politycznymi radami. W tym wszystkim był na pewno „pierwszym”. A co do „harmonii i smaku”, to trzeba powiedzieć, że Naruszewicz rzeczywiście nie podążał za poetycką modą stosowania języka odpowiadającego osobistym przeżyciom, nie silił się na manifestowanie własnego, indywidualnego gustu. Przyjmował inną – zakorzenioną w tradycji poezji obywatelskiej – perspektywę wyrazu. Mówił, a właściwie przemawiał, ale właśnie z „ogniem” i „sprężystością” składni, obrazami znaczącymi i poruszającymi wyobraźnię odbiorców. Doskonale panował nad poetyką i retoryką, umiał – jako jeden z nielicznych, a na pewno jeden z ostatnich – te dwie wielkie greckie techniki artystyczne twórczo uwspółcześnić i ożywić. Ganił przy tym tak powszechne wówczas rymotwórstwo panegiryczne, starając się nadawać wierszom pochwalnym formę autentycznego wyrazu i autentycznego zaangażowania. Sam, jeśli chwalił, to zazwyczaj dlatego, że naprawdę podziwiał adresata i beneficjenta wiersza, że sprzyjał jego planom i zamiarom. Chwalił z taktem, z umiarem stosując wymogi stylu wysokiego. Mamy taki przykład choćby w rozbudowanej apostrofie, a właściwie w małym poemacie Do poezji. Cały wywód zmierza do pochwały króla opiekuna poetów i sztuki:

A ty mądrego Króla używasz przy stole,
Który na cię, wzgardzoną w ubiorze słowiańskim,
Raczył z jasnego tronu rzucić okiem pańskim
I zakłada ci Parnas na ojczystym łanie,
Byś już Tybrowi, ani zajrzała Sekwanie.

Jego głos w takim wypadku nabierał cech głosu zwielokrotnionego, wzmocnionego, artykułującego myśl głęboką i odpowiadającą dobru wspólnemu. Temu służyły jego ody, hymny, satyry, wiersze okolicznościowe, ale także te, w których Naruszewicz odsłaniał swoje liryczne i wrażliwe na prawdziwe piękno wnętrze człowieka, duchownego i poety. Młodsze pokolenia twórców i krytyków nie zawsze przecież doceniało postawę autora Chudego literata. Kazimierz Brodziński zarzucał mu mimo wszystko brak zdecydowania i nadmierne uleganie żądaniom króla. „Pieśni jego – pisał – nie pochodziły z natchnienia, ale z musu do każdej okoliczności”. Brodziński widział w Naruszewiczu kogoś, kto dzięki swym poetyckim zdolnościom dba przede wszystkim o własną wygodę i dworską pozycję. Tak ostry sąd był potem przez innych łagodzony i korygowany. Trzeba bowiem pamiętać, że Naruszewicz żył i poruszał się w świecie określonych zasad, wyznaczających twórcy wyraźne miejsce w strukturze świata. I wszelka krytyka powinna o tym pamiętać. A Naruszewicz – powtórzmy - w tym okolicznościowo-panegirycznym horyzoncie potrafił naprawdę zabłysnąć i oświetlić to, co ważne. Taki sens i ton odnajdziemy na przykład w strofach wiersza Na powrót senatorów:

Nikt z nas, począwszy od narodu głowy,
Od klęsk powszechnych nie uszedł zamętu:
Rozmiotał żagle wiatr wojny domowej,
Zranił samego sternika okrętu.
Ktośkolwiek prawy Polaków potomek,
Bierz się do rudla, a ratuj ułomek!

Dramatyczne wezwanie było odpowiedzią na moskiewską ingerencję w sprawy Rzeczypospolitej. Porwanie przez Repnina senatorów i wywiezienie ich do Kaługi jesienią 1767 roku było – co trzeba podkreślić – nie tylko aktem ówczesnej gry politycznej Rosji wobec Polski, ale stało się początkiem długiego, idące w następne dziesięciolecia procesu moskiewskiej dominacji nad polską wolnością – procesu sięgającego aż po nasze czasy. I jest w tym ówczesnym Naruszewiczowskim wołaniu widoczny, znaczący przebłysk proroczy, jest odczytanie znaku w jego ponaddoraźnym wymiarze. Takich znaczących „przebłysków” w jego twórczości okolicznościowej można znaleźć dużo więcej. 

Przeczytaj również: Bóg Naruszewicza nie jest jedynie zegarmistrzem 

Był więc Naruszewicz naocznym świadkiem i uczestnikiem wielu ówczesnych wydarzeń o znaczeniu historycznym i politycznym. Patrzył na powolny upadek Rzeczpospolitej, na deformację postaw obywatelskich, a także, co bardzo istotne, przeżył osobiście skasowanie w roku 1773 zakonu jezuitów, do którego należał i w życiu którego aktywnie uczestniczył. Przeżył i odczuł to bardzo głęboko. Trzeba bowiem pamiętać, że przecież cała jego osobowa, intelektualna i duchowa formacja miała swoje źródła w Towarzystwie Jezusowym, zakon był jego realnym domem. Nic zatem dziwnego, że żegnał jezuitów z wielkim żalem:

Juże w rad boskich nieprzejrzanym szyku
Tak ułożono; darmo się opierać:
Trzeba w glansowanym chodzić kołnierzyku,
Zamiast paciorków guziki przebierać.

Nieprzyuczony do takiego stroju,
Chodzę, wplątany niby w ciasne pęta:
Ściska mię zewsząd w niezwyczajnym kroju
Sutanna, w stanie i w rękawach wcięta.

Te opisowe strofy wydają się lekkim, poprowadzonym poprzez zestawienie kroju duchownych strojów, komentarzem do zmiany miejsca w społecznej strukturze. W rzeczywistości te ironiczne wersy – niczym maska – przesłaniają niejeden ówczesny dramat osobowy związany z kasatą zakonu – przesłaniają także dramat samego poety. Umiał Naruszewicz budować znaczące perspektywy, stosując błahe chwyty, potrafił zestawiać słowa w sposób lekki, kryjąc pod ich związkami ciężar i powagę zdarzeń.

Wybitny badacz Oświecenia, historyk literatury i krytyk o niepospolitym słuchu poetyckim, Wacław Borowy, zwrócił kiedyś słusznie uwagę na cechy stylu Naruszewicza, na język, jakim się posługuje, na sposób budowania poetyckiego napięcia. Jako materiał posłużył mu Hymn do słońca, który tak naprawdę jest pochwałą Boga Stwórcy. Analiza Borowego wydobywa z tekstu tego wiersza wiele cech właściwych poetyce Naruszewicza. Jak choćby umiejętne budowanie atmosfery podniosłości, a także celowe powracanie – poprzez powtórzenia – do wcześniej przedstawionych motywów, czyli stosowanie tematycznych wariacyjności. Warto do tego dodać, że w Hymnie dźwięczy – niczym tradycja – echo, którego dalekie źródło znajduje się w pieśni-hymnie Jana Kochanowskiego Czego chcesz od nas Panie. Oto ostatnie cztery wersy Hymnu Naruszewicza:

Jeżeli człek niewdzięczny w twych przybytkach, Panie,
Tłumi w niegodnych ustach dziwnych łask wyznanie,
Samo Cię, od połudnej do północnej osi,
Niebo, swojego sprawcę, pochwałami wznosi.

To hymn, który mieści się w polu wyznania wiary, konfesyjny. Ale pobrzmiewa w nim przecież jakiś ton głuchy, ciemny, związany z „człekiem niewdzięcznym”, szukającym i gubiącym się, upadającym, nie ufającym Opatrzności. Bo poeta Adam Naruszewicz, ksiądz i biskup gubił się. To prawda. Droga, którą szedł, prowadziła od tradycji, wiary i Boga do świata całkowicie otwartego i pozostawionego dumnemu człowiekowi do uporządkowania. Naruszewicz był człowiekiem Oświecenia, był dzieckiem czasu pełnego obietnic i pułapek. Jako osoba duchowna podlegał zachowaniom mieszczącym się w granicach właściwych dla tego stanu. Ale poza nim ulegał epikurejskim i wręcz libertyńskim pokusom. Spod jego pióra wyszedł między innymi – przypomnijmy – libertyński i antyreligijny wiersz zatytułowany Daniel Kalwiński. Na zniesienie jezuitów, w którym poeta, rozgoryczony po kasacie jezuitów, ostro atakował nie tylko bullę kasacyjną papieża, ale także liczne dogmaty wiary katolickiej. Kpił, szydził i podważał sens zakonnych powołań: „Szarańczo wiosek, ciężarze świata,/ Sceniczne w maskach konfratry?!” Ten antyreligijny utwór ociera się wprost o bluźnierstwo, a zarazem jest pełen osobistego żalu, jest znakiem całkowitego pogubienia się poety i człowieka, a w końcu i duchownego w świecie, w którym zaczynają rządzić nowe reguły. Naruszewicz, stojący na pograniczu dwóch epok, dwóch światów, wychowany w dawnym tradycyjnym porządku i kuszony później wizją oświeceniowego ładu, często wpadał w pułapki zwątpienia, braku wiary i nadziei, często także ulegał złudnym perspektywom ludzkiej samowystarczalności i wolności. Był duchownym i biskupem, ale Bóg, do którego zwracał się w odach i hymnach był dla niego Bogiem dalekim, skoncentrowanym – jak Bóg deistów – tylko na sobie: „Ty sam znasz siebie, boś Bóg: Ty sam sobie/ Niechybnym celem kochania i cześci.” Tak przynajmniej pisał, nie wiemy, jak się w ciszy i samotności modlił i jak z Panem Bogiem rozmawiał.

Przeczytaj również: Prozatorski warsztat Adama Naruszewicza to żywy, pulsujący tygiel

Meandry i zawiłości drogi życiowej Naruszewicza nie zniweczyły na szczęście jego drogi twórczej, poetyckiej. Pisał językiem zazwyczaj żywym, wprowadzał neologizmy, mieszał własne pomysły z tematami i motywami zaczerpniętymi od innych, od Horacego, od Francuzów. Jak podkreślił w rozbudowanej inwokacji Do poezji: „Twoim ja darem żyję”. I mimo że był to tylko zwrot konwencjonalny, to warto pamiętać, że autor Chudego literata naprawdę żył w polu swojej twórczości literackiej, że uprawiał ją z wielkim oddaniem i starannością. Próbował wielu gatunków poetyckich. Nie wszystkie mu się udawały, nie wszystkie pasowały do jego wyobraźni temperamentu. Podejmował tematy historyczne i polityczne, ale był również mistrzem, który umiał dostrzec i ukazać światu drobiazgi – zegarki, filiżanki, precjoza, kwiatki. Kłaniał się poetycko królowi, pisząc ody imieninowe, rocznicowe i okolicznościowe, sięgał po bajki i satyry. Niewątpliwie miał talent poetycki, poczucie humoru, umiał posługiwać się ironią. Ale rzeczywiście brakowało mu często swobody, nie był poetą wolnym, to znaczy takim, który kieruje się tylko i wyłącznie tym, co wewnętrznie przeżywa.

Adam Naruszewicz przebył długą drogę duchownego, dworzanina, myśliciela i poety. Doszedł do wielu godności i zyskał szacunek współczesnych i pamięć u potomnych. Ale sam do wielu swoich pozycji potrafił zachować dystans, traktując – zgodnie w ówczesną tradycją słowa – twórczość „zabawą moją”:

Od Muz poleskich wychowane chłopię,
Jaki mi w ręce, przy mym horoskopie,
Podały statek, tym na chleb zarabiam:
Brząkam na lutni i tak serca zwabiam.

Wojciech Kaliszewski

Ilustracja: Aleksander Regulski, Adam Naruszewicz (fragment), [1876] // Biblioteka Narodowa Polona.pl

Wszystkie artykuły w „Teologii Politycznej Co Tydzień” [536]: „Naruszewicz. Rzeczpospolita pamięci”

 logo MKiDN 2

 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury