Merz miał uratować Niemcy. Ale może otworzyć AfD drogę do władzy

Fryderyk Merz miał być remedium na kryzys, a będzie raczej grabarzem Niemiec, jakie znaliśmy.

Nic już chyba nie uratuje Fryderyka Merza. Pytanie tylko, czy jego koniec będzie długi i doprowadzi do rozpadu dotychczasowego niemieckiego systemu politycznego, czy przed 2029 r. będziemy jeszcze świadkami rozpaczliwych prób ratowania upadającej konstrukcji.

W Polsce powinniśmy przekierować trochę uwagi na to, co dzieje się w Niemczech. Już we wrześniu bowiem możemy być świadkami początku zupełnie nowego rozdziału w niemieckiej polityce o bezpośrednich konsekwencjach dla nas. W wyborach we wschodnim landzie Saksonii-Anhalt AfD idzie po pełnię władzy. Przy rosnącym poparciu dla tej partii w całych Niemczech oznaczać to będzie koniec tak zwanej zapory ogniowej wobec AfD.

Koniec „zapory ogniowej” wobec AfD

Opanowanie nawet jednego landu przez AfD oraz perspektywa możliwej koalicji z nią w przyszłości na poziomie federalnym napędzi polityczną polaryzację w Niemczech i wewnętrzne napięcia, których ofiarą najprawdopodobniej padnie jedność niemieckiej chadecji. W krótkiej perspektywie oznacza to polityczny chaos i destabilizację Niemiec, a więc słabość, którą inne państwa w Europie, w tym Polska, mogą wykorzystać.

Natomiast w dłuższej perspektywie przejęcie przez AfD władzy to poważne wyzwanie. Zapowiadana kulturowa kontrrewolucja prawdopodobnie ugrzęźnie w konflikcie z istniejącymi strukturami państwa, sądownictwem i skłonną do radykalizmu, lewicową częścią niemieckiego społeczeństwa. Polityka zagraniczna będzie więc najłatwiejszym obszarem kompensacji wewnętrznych problemów i budowania „nowej dumy Niemiec”. Antyamerykanizm i prorosyjskość przyszłych Niemiec AfD paradoksalnie mogą nam pomóc, o ile Ameryka po Trumpie, jak postuluje Jakub Grygiel z Hoover Institution, uzna Europę Środkową za integralny element nowego amerykańskiego systemu bezpieczeństwa na świecie. W przeciwnym razie znajdziemy się w prawdziwych kłopotach.

Czy właśnie kończą się Niemcy, które znaliśmy?

Innym poważnym zagrożeniem „nowej dumy Niemiec” jest dla nas bliska AfD koncepcja niemieckiej konsolidacji Europy Środkowej, która nieuchronnie oznacza powrót do kwestii terytorialnych. Także niebezpieczna byłaby inna idea AfD: europejskiej autonomii budowanej wokół Niemiec, wyposażonych we własną broń atomową.

Wszystko to uświadamia, że skoro Niemcy, jakie znamy, są być może już nie do uratowania, powinniśmy na poważnie przygotowywać się na te, które z obecnego chaosu niechybnie się wyłonią.

Marek A. Cichocki 

Felieton ukazał się w dzienniku „Rzeczpospolita”

Przeczytaj inne felietony Marka A. Cichockiego