Do 11 stycznia 2026 r. prezentowana jest w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawa „Czarny Karnawał. Ensor/Wojtkiewicz”. W ocenie Juliusza Gałkowskiego jest to wystawa „godna zobaczenia, nie tylko z powodu samych fascynujących twórców, ale także z powodu perspektywy, jaką zaproponowano zwiedzającym”.
Czarny Karnawał. Ensor/Wojtkiewicz
Muzeum Narodowe w Warszawie 3 października 2025 – 11 stycznia 2026
Kuratorzy: Joanna Kilian, Agnieszka Lajus, Kamilla Pijanowska-Badysiak (Muzeum Narodowe w Warszawie), Herwig Todts (Królewskie Muzeum Sztuk Pięknych w Antwerpii
W gruncie rzeczy w każdym z nas kiełkuje podejrzenie, że otaczające nas przedmioty ożywają, gdy już ich nie widzimy i prowadzą własne, sekretne życie. Mniejsza o pralki, lodówki czy nawet szafy. Źródłem prawdziwego niepokoju stają się tak nam bliskie zabawki, w szczególności te człekokształtne, jak lalki, żołnierzyki czy misie (tylko pozornie nie-ludzkie). Ich niewidoczne życie jedynie niepozornie jest nijakie i pokojowo nudne. Już w Hoffmannowskim Dziadku do orzechów opisano ich wojny oraz udział w obronie, lub obalaniu, porządku świata. Nie dziwota, że lalki stały się bohaterami wielu opowieści, nie tylko dla dzieci.
W ten tajemniczy, fantastyczny (ale czy przez to mniej prawdziwy?) świat zapraszają nas kuratorzy wystawy Czarny Karnawał. Ensor/Wojtkiewicz. Wystawy godnej zobaczenia, nie tylko z powodu samych fascynujących twórców, ale także z powodu perspektywy, jaką zaproponowano zwiedzającym.
Karnawał, czyli okres poprzedzający Wielki Post, jest tym okresem, kiedy do naszego świata zapraszamy do zabawy nie tylko przyjaciół i sąsiadów. Zapraszamy także owe wszystkie postacie i zjawy, których obecność jedynie podejrzewamy, ale właśnie pomiędzy świętem Trzech Króli a Środą Popielcową to podejrzenie zaczyna graniczyć z pewnością. Znakiem karnawału są nie tylko huczne zabawy ale także maski i kostiumy, im bardziej wyrafinowane tym lepiej. Ale jest to czas wielkiej ambiwalencji – z jednej strony cieszymy się zabawą, lecz z drugiej wiemy, że otacza nas niepokojący świat tajemnicy, którą z całych sił pragniemy oswoić.
Oczywiście kuratorzy chcąc zaznajomić zwiedzających z twórczością dwóch wybitnych twórców mogli po prostu zawiesić na ścianach obrazy (wszak na tym polegają wystawy malarstwa) i pozwolić się nasycić ich kunsztem i mistrzostwem. Ale byłoby to spotkanie bardzo powierzchowne, zaś celem ekspozycji jest większe zrozumienie tego w gruncie rzeczy tajemniczego malarstwa.
Tajemnica ta skrywa się w specyficznym poglądzie na sztukę, która według jednego z bohaterów Czarnego Karnawału, „polega na wyrażaniu namiętności, niepokoju, wali, bólu, entuzjazmu i poezji, uczuć w równej mierze pięknych i wielkich”[1]. I nie mam najmniejszych wątpliwości, że także Wojtkiewicz podzielał ten pogląd belgijskiego twórcy. Zaś autorzy wystawy trafili w sedno, medium, do jakiego odwoływali się zarówno Wojtkiewicz, jak i Ensor by wyrazić te „uczucia wielkie i piękne”, był karnawał właśnie.
Dlatego też ich obrazom towarzyszą wspaniałe lalki i maski, zarówno te pochodzące z epoki (chociażby z kabaretu Zielony Balonik) oraz malowane przez tych dwóch twórców, jak i innych artystów tworzących w tej epoce. Czemuż Stańczykowi Wyczółkowskiego towarzyszą lalki wyjmowane ze skrzyni? Z maskami portretował się Weiss, oczywiście także sami Ensor i Wojtkiewicz. I wielu innych…
Warto jednak zauważyć – w ślad za kuratorami – fakt, że są to maski związane ze środowiskami z jakich twórcy się wywodzili. Nie ma w tej twórczości nawet najmniejszego śladu pięknych karnawałów weneckich z pięknymi aż do przepychu maskami będącymi częścią wspaniałych i kosztownych kostiumów. Postacie na warszawskiej wystawie nie tańczą menueta i gawota. To bardziej gigi i obertasy.
Do czego zatem odwołują się nasi malarze? Dla polskiego twórcy punktem odniesienia są lalki i kukiełki, jakie widzieli goście słynnego kabaretu Zielony Balonik. Sam Wojtkiewicz sam był jego aktywnym współtwórcą, zatem sprawa wydaje się być oczywista. Ale odniesienia są dalsze i głębsze, idea i estetyka pierwszego kabaretu literackiego w Krakowie jest powiązana z krakowskim ruchem szopkarskim. Historia jest ciekawie opisana w katalogu i warto do niego zajrzeć. Ale oczywiście świat Wojtkiewicza odnosi się także do dzieciństwa (nie tylko jego własnego, chociaż Ficowski w arcyciekawej monografii ściśle wiąże dziecięce doświadczenia artysty z jego twórczością). Dlatego też przestrzenie malowideł zaludniają lalki, kolombiny, kukiełki i marionetki oraz zabawki i – będące w jakiś sposób jego znakiem rozpoznawczym – konie na biegunach.
Belgijski artysta, w sposób równie oczywisty, odnosi się do osobistych doświadczeń (chociażby sklepiku z ciekawostkami i pamiątkami, jaki prowadzili jego rodzice) oraz do tradycji karnawału jaki od stuleci królował na ulicach „niskich krajów”, zarówno protestanckich, jak i katolickich. Te kulturowe różnice wyraźnie wpłynęły na sposób malowania obu malarzy. Ale oglądając wystawę odnajdujemy wiele elementów wspólnych. Oczywiście są to lalki i maski, dziwny świat z jednej strony wykrzywiający naszą rzeczywistość, a z drugiej strony zmuszający nas do refleksji – czy ten „drugi świat” jest krzywym zwierciadłem, czy też ukazuje rzeczywistość, która znajduje się po drugiej stronie lustra?
Zdumienie maski Wouse Ensora mogłoby być sceną ukazującą normalną scenę z mieszczańskiego domu w Belgii, mogłaby gdyby nie właśnie owa maska na twarzy kobiety stojącej w drzwiach pokoju. Co ją dziwi, czy bardziej leżące na podłodze lalki i instrumenty, czy też będąca typowym wystrojem mieszczańskich pokojów zasłona w rajskie ptaki. Co jest prawdą, a co fałszem w zdumiewającym świecie Ensora. Ale możemy też zostawić na boku owe akcydensy i niepokojące pytania i najzwyczajniej na świecie zachwycać się grą barw, wspaniale skomponowanych i budujących nie tylko nastrój ale także intrygującą przestrzeń. Twarze, równie karykaturalne jak maska Wouse, doskonale współgrają z całością, nie tylko wchodząc w relacje z centralną postacią ale także uzupełniając całość układu barw i kształtów.
Tak samo działa na widza Orka Wojtkiewicza. Niepokojąca ekspresja przestrzeni pól oranych nie tylko przez pierrota, który prowadzi pług ciągnięty przez drewnianego konika, ale także ukazanego od tyłu chłopskiego oracza. Chmury i światła na niebie, brązowe i zielone pasy pól, czy wreszcie czerwono-biała plama stroju pierrota, wszystkie te elementy doskonale ze sobą współgrają nie tylko układami pasów ale także kolorystycznie. Pozornie drobiazg, karykatura, popularnego w tym czasie w polskim malarstwie tematu jest przykładem tego, jak można malarskimi zabiegami budować emocje, a zarazem wspaniałą kompozycję. Swoją drogą, obraz Wojtkiewicza wydaje się być specyficznym cytatem obrazu Witkiewicza-ojca. Podobną wariacją na temat cudzego malarstwa jest ekspresyjna praca dzieci zaskoczone burzą. Wojtkiewicz doskonale wie co maluje i skutecznie dobiera do tego malarskie metody.
Kolejnym doskonałym przykładem jego mistrzostwa jest akwarela Podmuchy wiosenne, estetyka nadmiaru emocji przemienia pozornie niewinną historyjkę parkową w scenę niemalże z horroru. Ale jednocześnie zwiewność różowych sukienek nadaje całemu obrazowi lekkości wietrzyku. Wojtkiewicz wykorzystuje w pełni możliwości jakie daje akwarela łącząc delikatność malowanej materii z wrażeniem sennej ułudy. Dzięki temu oswajamy to co w obrazie niepokojące, a nawet niebezpieczne, i widz powoli zaprzyjaźnia się z plastyczną wizją.
Podobnie Ensor, w dużej części swego malarstwa trudny, i przemawiający niemalże agresywnie, potrafi grą form roślinnych czy unoszących się sukienek w obrazie Baletnice przemawiać do widza łagodnie i zapraszać do wnętrza malowidła. Pozornie statyczna kompozycja nabrzmiewa potencją ruchu i emocji, przede wszystkim poprzez zestawienie postaci tańczących z roślinnym obramowaniem całej kompozycji.
Całość wystawy podzielona jest na sześć przestrzeni, prezentujących w gruncie rzeczy przekrój ich twórczości, a co więcej nie tylko ukazujących lecz także tłumaczących. Służą temu nie tylko dodatkowe rekwizyty, lecz także obrazy innych twórców. Możemy zrozumieć siłę sztuki przełomu XIX i XX stulecia, właśnie dzięki interesującemu przeglądowi dwóch wybitnych artystów z tego okresu. Ensor i Wojtkiewicz mają bowiem jeszcze jedną cechę wspólną, poprzez swoje obrazy otwierają malarstwo europejskie na nowe, bardzo ciekawe drogi rozwoju.
Jest coś niekojącego w fakcie, że ekspresja Ensora i Wojtkiewicza odwołuje się do świata czasami przerażającego, a z całą pewnością trudnego do racjonalnego wyjaśnienia. Ich wizje sprawiają wrażenie niemalże szaleństwa szaleństwa. W ich obrazach, na nasze umysły bardziej działają skojarzenia i wrażenia niż idee. Ale dzięki temu idziemy w głąb (siebie i otaczającego nas świata). A jak ukazują nam kuratorzy Czarnego Karnawału, jest to podróż warta wysiłku.
Swego czasu Lewis Carrol pisząc Jabberwocky wykazał się zdumiewającym słowotwórstwem, pozornie posługując się nieistniejącymi i bezsensownymi wyrazami, jednakże bardzo mocno przemawiającymi do czytelników. Wielość rozmaitych przekładów pokazuje jak jest to skomplikowana materia, jednakże ten oniryczny wierszyk przenosi nas do krainy marzeń sennych, podobnie jak przygody Alicji w krainie czarów. Stykając się z absurdem odczuwamy, że wchodzimy w świat tajemnicy i nie przekładamy już „na nasze” słów:
Bzdrężyło. Szłapy maślizgajne
Bujowierciły w gargazonach
Tubylerczykom spełły fajle,
Humpel wyświchnął ponad[2].
Nie musimy ich zrozumieć – trzeba je odczuć, tak samo jak obrazy na warszawskiej wystawie.
Juliusz Gałkowski
fot. Bartosz Bajerski/Muzeum Narodowe w Warszawie
___________
Przypisy:
[1] Cytuję za katalogiem wystawy, s. 95
[2] Tłumaczenie Jolanty Kozak słów:
Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.