Piotr Kletowski: El Dorado – czyli raj, którego nie było

Choć narracji poświęconych wyprawie do El Dorado jest wiele, we wszystkich powtarzają się opisy podobnych wydarzeń, składających się na tragiczną opowieść o podróży w głąb amazońskiej dżungli – a jednocześnie w głąb ludzkiego szaleństwa. Nie dziwi więc, że kino sięgnęło po losy amazońskiej wyprawy – pisze Piotr Kletowski w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Pizarro. Polityczność i spór o uniwersalizm”.

W znakomitym tekście analizującym różne wersje relacji ze sławnej ekspedycji Pedro de Ursúi i towarzyszy, w tym Lope de Aguirre, w poszukiwaniu El Dorado, prof. Andrzej Tarczyński pisze:

W początkach 1559 roku ówczesny wicekról Peru Andrés Hurtado de Mendoza, markiz de Cañete, wydał na początku pozwolenie na zorganizowanie wyprawy zdobywczej, której celem miały być krainy „Omagua i El Dorado”. Już sama nazwa celu ekspedycji pokazuje w istocie brak jasnego rozeznania nawet wśród jej organizatorów – wszak Omagua to nazwa jednego z plemion amazońskich, którą Hiszpanie w Peru wzięli za nazwę krainy po tym, gdy w 1549 roku dotarła do Peru od wschodu grupa Indian, co było rezultatem walk toczonych przez nich ze swoimi pobratymcami. Z kolei nazwa kraju Pozłacanego Kacyka (El Dorado) była rezultatem swoistej fuzji obserwacji, niewłaściwie interpretowanych informacji oraz idei i wątków fabularnych, które po raz pierwszy dokonały się w Quito około 1540 roku, i od tego momentu zaczęła żyć własnym życiem mitu napędzającego aktywność Hiszpanów w pewnych rejonach Nowego Świata (…)[1].

Czym więc było El Dorado – czy tylko mitycznym, złotym miastem, kuszącym konkwistadorów swymi bogactwami? Utopią, w której nie ma już problemów z podziałami na biednych i bogatych? A może El Dorado nie jest realnym bytem, lecz ideą, która tworzy się dopiero w umyśle chcących posiąść je ludzi, owładniętych manią podboju i posiadania? A może jest tylko pretekstem do pozyskania celów daleko bardziej osiągalnych i realnych niż podbój miasta zbudowanego ze złota?

Jedno jest pewne: do wyprawy, mającej na celu zdobycie El Dorado, rzeczywiście doszło. Losy tej ekspedycji stały się mitem, wielokrotnie analizowanym przez historyków, antropologów, filozofów, literatów, a także, co interesuje nas w tym tekście, filmowców. Wszyscy oni zmuszeni zostali do samodzielnej analizy i interpretacji owej podróży, który zaczęła się jako wyprawa eksploratorów szukających spełniania najskrytszych marzeń o Nowym Świecie, a skończyła jatką w dżungli, która pochłonęła dziesiątki ludzkich istnień, w tym jej głównych aktorów. Którzy, dodajmy, nawet po śmierci byli poniewierani przez katów (buntownik ­– jak sam siebie nazywał – Lope de Aguirre nie dość, że został zastrzelony z arkebuzów przez swoich byłych podkomendnych, to jeszcze jego ciało zostało poćwiartowane i w kawałkach rozwleczone po miastach Nowego Światu, by służyły jako przestroga dla wszystkich, którzy podnieśliby rękę na majestat Króla Hiszpanii, Karola V, cesarza, nad którego cesarstwem nigdy nie zachodziło słońce).

Choć narracji poświęconych wyprawie do El Dorado jest wiele (prof. Tarczyński wymienia piętnaście podstawowych), we wszystkich powtarzają się opisy podobnych wydarzeń, składających się na tragiczną opowieść o podróży w głąb amazońskiej dżungli – a jednocześnie w głąb ludzkiego szaleństwa. Rozpoczęta w 1561 roku podróż, mająca na celu odnalezienie Złotego Miasta, planowana była od dawna, lecz dopiero po mniej więcej dwóch latach zgromadzono wystarczające środki, ludzkie i materialne, by ekspedycja mogła ruszyć. Już u jej początków dał o sobie znać pech: część jednostek pływających, przeznaczonych dla wyprawy, uległo podniszczeniu, co zakończyło się ich zatonięciem w czasie wodowania (co świetnie pokazał Carlos Saura w najwystawniejszej z filmowych wersji podróży de Ursúi i Aguirre: filmie El Dorado z 1988 roku – dodajmy, co nie jest w tym miejscu bez znaczenia, najdroższym jak dotychczas filmem hiszpańskim, który – o ironio – kompletnie przepadł w kinach, choć dziś uchodzi za jeden z najwybitniejszych filmów twórcy Nakarmić kruki). Pechowo rozpoczęta podróż dalej również przebiegała z trudnościami. Niezdecydowanie przywódcy wyprawy – hidalga Pedro de Ursúi – który na domiar złego wziął na wyprawę swoją piękną nałożnicę, Metyskę doñę Inés (której podobno słuchał się we wszystkich sprawach), jak również brak szybkich efektów ekspedycji, poskutkowały aktami nieposłuszeństwa wśród wojskowych dowódców, co z kolei przyniosło represje ze strony Ursúi (niezadowolonych dowódców zmuszono do wiosłowania na transportowych barkach). Ostatecznie wzniecono bunt: Pedro de Ursúa został zamordowany, a jego miejsce zajął inny przedstawiciel hiszpańskiej arystokracji – Hernando de Guzman. Wiadomo jednak, że był on jedynie marionetką prawdziwego prowodyra krwawych wydarzeń – baskijskiego szlachcica-awanturnika Lope de Aguirre (który z kolei zabrał na konkwistę swą małoletnią córkę, Elvirę). Wyprawa była kontynuowana, wkrótce jednak znów dokonano przewrotu, w którym zamordowano de Guzmana, co ostatecznie otwarło drogę do oficjalnego przejęcia dowództwa eskapady przez Aguirre. Wedle relacji jednych, Aguirre był owładniętym żądzą władzy, bogactwa i krwi szaleńcem, wyznającym zasadę po trupach do celu, tropiącym i brutalnie likwidującym prawdziwe i potencjalne spiski, mające usunąć go z funkcji przywódcy wyprawy. Wedle innych był przede wszystkim bezwzględnym i wyrachowanym pragmatykiem, któremu, wobec świadomości iluzoryczności wyznaczonych pierwotnie celów, przyświecała jedna idea – bunt przeciwko władzy królewskiej, stworzenie własnego, niezależnego od Kastylii państwa (w czym, jak chcą niektórzy badacze, był prekursorem wolnościowych aktywności w Ameryce Płd., na długo przed tzw. wyzwoleńczym rajdem Bolivara, odcinającym państwa Ameryki Płd. od hiszpańskiej metropolii). Sam określił się mianem Gniewu Bożego, wypowiedział osobiste nieposłuszeństwo Cesarzowi i mianował się jedynym władcą przemierzanych przez siebie ziem. Niektórzy świadkowie poczynań Aguirre wciąż utrzymywali, że mimo wszystko konkwistador nie porzucił ostatecznie nadziei na odnalezienie Złotego Miasta, które umocniłoby jego pozycję jako nowego władcy. Świadczy o tym choćby opisany w kronikach, a znów odtworzony przez Saurę epizod, dzielenia – jeszcze nie zdobytych – bogactw El Dorado między popierających bunt kapitanów.

Swoje cele realizował Aguirre z bezwzględnością, przecierając przy okazji nowe szlaki (m.in. znalazł przejście między dopływami rzeki Orinoko). Ostatecznie, krwawy rajd Aguirre i jego marañónes (od nazwy jednego z dopływów Amazonii), zakończył się na wyspie Margarita, w pobliżu Wenezueli, gdzie buntownicy dokonali krwawej rzezi. Ostatecznie Aguirre i jego rebeliancką armię dopadła karna ekspedycja, wysłana przez gubernatora Peru, w mieście Barquismento, gdzie sam przywódca buntu został zabity przez swych ludzi (wcześniej Aquirre zamordował własną córkę, by pozostała czysta i niezbrukana przez żadnego mężczyznę).

Te najważniejsze epizody z wyprawy Ursúi – Aguirre wzbogacane są o różne, mniej lub bardziej barwne epizody: spotkanie z plemieniem kanibali w sercu amazońskiej dżungli, egzekucja doñi Inés, kolejne starcia z buntującymi się uczestnikami wyprawy – ale pozostaje również wiele pustych miejsc, które można było dopowiedzieć, by opowieść o ekspedycji mającej odkryć El Dorado, jak i losy jej uczestników, zinterpretować po swojemu.

Nie dziwi więc, że kino sięgnęło po losy amazońskiej wyprawy. Do dziś zrealizowano trzy fabularne wersje opowieści o ekspedycji. Pierwszą, bodajże najsłynniejszą, zrealizował w 1972 roku Werner Herzog. Jego Aguirre – Gniew Boży, ze słynną kreacją Klausa Kinskiego, uchodzi za najbardziej udaną, choć – po prawdzie – poczyna sobie bardzo swobodnie z faktami historycznymi, tworząc szerokie pole do uniwersalnej interpretacji postaci Lope de Aguirre. Drugim jest przywołany już film mistrza hiszpańskiego kina Carlosa Saury – El Dorado. Bardziej wierny faktom, niż film Herzoga, ale i bardziej zniuansowany w portretowaniu bohaterów dramatu. Trzeci film to Złote miasto (choć oryginalny hiszpański tytuł to po prostu Oro, czyli Złoto). Oparty na pomyśle autora Klubu Dumas – Arturo Pérez-Reverte – film, wyreżyserowany w 2017 roku, przez Augustína Díaz-Yanesa jest wypadkową dwóch poprzednich wersji. Twórcy filmu postawili na brutalny realizm, jednocześnie próbując stworzyć ponadczasową parabolę losu jednostki, wpisanego w krwawe procesy, jakim od wieków posłuszna jest ludzkość.

Pierwszy z tematem wyprawy Ursúi zmierzył się Werner Herzog, atleta kina. Jego film zasadniczo zawiera najważniejsze elementy z historii krwawej eskapady. Kręcony w całości w Peru, eksponował postać samego Aguirre, w nawiedzonej kreacji Klausa Kinskiego (który, obok niemieckiego kloszarda Bruno S., będzie aktorskim medium Herzoga). To spiritus movens całego przedsięwzięcia, zdaje się od samego początku wdrażać plan przejęcia przewodnictwa nad wyprawą. Krok po kroku, trup po trupie przybliża się do tego celu. Najpierw pozbywając się Pedro de Ursúi, później Cesarza Amazonii de Guzmana (podając mu surową wodę z rzeki), zabijając buntowników i tych, którzy są zawadą w realizacji jego morderczych planów (nie zawaha się zniszczyć armatnim wystrzałem uwięzioną w rzecznym wirze barkę ze swymi ludźmi, których uratowanie opóźniłoby całą wyprawę). U Herzoga Aguirre, przekrzywiony na jedną stronę, przypominający wielkiego, opancerzonego, drapieżnego żuka, z jedną ręką dłuższą od drugiej, uzbrojony w potężny rapier przewieszony przez klatkę piersiową jest ucieleśnieniem Szekspirowskiego Ryszarda III – arystokraty opętanego rządzą władzy absolutnej (zresztą Kinski zagra Ryszarda III – czy, mówiąc ściślej, wcieli się w aktora odtwarzającego tę rolę – w filmie Andrzeja Żuławskiego, Najważniejsze to kochać, 1975). Ale Aguirre jest opętany nie tylko ideą władzy: on chce również dopłynąć i zdobyć mityczne El Dorado. Jak sam mówi w obłąkańczym monologu, wygłaszanym na (prawie) opustoszałej tratwie płynącej donikąd, chce stworzyć idealne państwo, które rządzić będzie najczystsza rasa na świecie, zrodzona ze związku jego i jego córki. El Dorado Herzogowskiego Aguirre to Państwo Idealne, stworzone z przemocy, okrucieństwa i grzechu. Nierealne.

Choć można odnieść wrażenie, że oglądamy drobiazgowe odtworzenie przebiegu eskapady (do której reżyser włączył i przetworzył epizody z innych wydarzeń związanych z hiszpańską konkwistą Ameryki, choćby epizod z Biblią, którą odrzuca Indianin – po uprzednim przyłożeniu doń swego ucha – nie wierząc słowom zakonnika, że zawiera ono Słowo Boże; był to akurat epizod z Królem Inków Atahualpą, z 1532 roku), w rzeczywistości jednak Herzog uciekł się tutaj do historycznego kostiumu, by opowiedzieć o czasach bardziej współczesnych i ludziach, będących ich (anty)bohaterami. Film Herzoga jest przede wszystkim rozliczeniem z czasami nazizmu. Pod postacią Aguirre niemiecki mistrz ukrył Hitlera, który, podobnie jak hiszpański konkwistador, owładnięty był stworzeniem własnego, idealnego El Dorado – Tysiącletniej Rzeszy, zaludnianej przez szczęśliwą rasę idealnych ludzi. Herzog odnalazł w historycznych przekazach mówiących o wyprawie Ursúi – Aguirre, schemat realizowany cztery wieki później przez Adolfa Hitlera w sercu Starego Świata. Twórca Nosferatu – wampira zamierzał nawet zrealizować film o ostatnich dniach z życia Hitlera (ostatecznie powstały takie produkcje, ostatnia – słynny film Upadek, 2004, reż. Olivier Hirschbiegel), ale zrezygnował, by ukazać uniwersalność i powtarzalność mechanizmów szaleństwa, władzy i idei, których realizacja zawsze pochłania ofiary, w tym przede wszystkim tych, którzy owe idee chcą, za pomocą przemocy, wprowadzać w czyn.

El Dorado Saury jest filmem zgoła innym. To monumentalny, epicki film, w którym drobiazgowo odtworzono niemalże wszystkie elementy historycznej wyprawy, łącznie z okrętami służącymi konkwistadorom do przemierzania amazońskiej rzeki (film kręcono w Kostaryce). Tutaj wszystko jest bardziej zgodne z historycznymi przekazami. Choćby śmierć pięknej doñi Inés, okrutnie zamordowanej przez żołnierzy (w wersji Herzoga odchodzi ona w głąb dżungli, by tam dokonać żywota). Cały dramat rozkłada Saura na wiele postaci, choć i tu w centrum znajduje się Lope de Aguirre, zupełnie inny niż Aguirre Kinskiego i Herzoga (gra go poważny, korpulentny włoski aktor Omero Antonutti, znany ze współpracy z braćmi Taviani), ale otaczają go wyraziste postacie, mające swoje motywy i racje. Choćby Pedro de Ursúa (Lambert Wilson) – człowiek pełen godności, ale chory, słaby, podatny na wpływy swojej kochanki (Gabriela Roel), ale i nie obojętny wobec męskich wdzięków swoich wojennych towarzyszy (to właśnie widok Ursúi ze swym przyjacielem w łożnicy, popchnie ostatecznie Aguirre do buntu). Podobnie jak doña Inés, która podczas pogrzebu swego zmarłego kochanka, poprzysięga zemstę na jego oprawcach, i jak Lady Makbet, przeprowadza swój morderczy plan. (Dlatego też, w przeciwieństwie do swej odpowiedniczki z filmu Herzoga, spotka ją daleko bardziej okrutny los).

A sam Aguirre jest przede wszystkim człowiekiem swoich czasów, wyznającym Machiavelliczną zasadę zabij lub bądź zabity. Nie wydaje się szalony, jest raczej politycznym pragmatykiem dostosowującym się do zaistniałej sytuacji. Wie, że wobec niemożności osiągnięcia pierwotnych celów, trzeba realizować inne, które jest w stanie urzeczywistnić. Dlatego wznieca bunt, zabija Ursúę, później Guzmana, staje na czele wypraw do El Dorado; ale to El Dorado nie jest już wyśnioną krainą ze złota, ale ziemiami, które przemierza i bierze w posiadanie – już nie w imię Króla, lecz własnym. Wydaje się, że bohater zdaje sobie sprawę z iluzoryczności swoich działań. Ale podejmuje świadomie ryzyko, uważając, że może jednak los odda mu, co jego, i – mimo wszelkich przeciwności – osiągnie zamierzony cel. Jednak, jak mówi przed swoją śmiercią namiestnik de Guzman, wszystko tutaj zamienia się w przemoc i śmierć, nie da się zbudować przyszłości. Przemoc, którą uskutecznia Aguirre, uderzy w końcu i w niego i w jego córkę, która – zgodnie z raportami świadków wydarzeń – zginie z ręki własnego ojca, w okrutnej, ale i pięknej scenie kończącej film. Co wyraża Aguirre w filmie Saury? Gangstera w rynsztunku konkwistadora? Prototyp pragmatycznego polityka, który z zimną krwią wykorzystuje militarną siłę do zdobycia i ugruntowania swej władzy? Prototyp Putina, Netanjahu, Trumpa? Nie jest to szaleństwo obłędne, jak szaleństwo bohatera Herzoga; to szaleństwo dawkowane, kanalizowane, służące większej sprawie, ale idące o jednego trupa za daleko, co ostatecznie kończy się samounicestwieniem. Paradoksalnie Aguirre w filmie Saury jest bardzo ludzki: potępiamy jego działanie, ale jednocześnie jesteśmy w stanie zrozumieć polityczną logikę jego działań.

I wreszcie Miasto złota. Dziwny to film. Z jednej strony realistyczny, wprost nawiązujący do wydarzeń z amazońskiej dżungli roku Pańskiego 1650, ale jednocześnie będący, najbardziej spośród tych trzech filmów, efektem artystycznego przetworzenia. Scenariusz nawiązuje do wyprawy Ursúi – Aguirre, ale także do ekspedycji Vasco Núñeza de Balboi – innego konkwistadora, który w 1513 roku eksplorował tereny dzisiejszej Panamy. Zasadniczo znów mamy zręby historii opisane w kronikach i w dwóch poprzednich filmach. Ale tym razem bohater jest zbiorowy: to grupa konkwistadorów, podzielonych swym pochodzeniem i społecznym stanem, ale złączonych dzieloną przez wszystkich żądzą przygód i bogactwa. W przeciwieństwie do wcześniejszych filmów, większość akcji rozgrywa się na lądzie. Bohaterowie przedzierają się przez nieprzyjazną, morderczą dżunglę, która w jednej chwili potrafi zabić człowieka (jak młodą służkę ukąsaną przez węża, która kona na rękach swej pani). Ta gęstwina przypomina choćby nieprzyjazne (zwłaszcza dla białego człowieka) lasy Azji, jak dżungla w Wietnamie – uwieczniona przez niezliczoną ilość filmów o wietnamskiej wojnie (Łowca jeleni, 1975, Michaela Cimino, Pluton, 1986, Olivera Stone’a). To terra incognita – wyzwalająca wszystko to, co w jednostce najdziksze i najbardziej zwierzęce. Ale spotykają na swej drodze Indian, również kanibali, którzy prowadzą wojny między sobą. Tak jakby cały świat skażony był śmiercią i przemocą, od której nie da się uciec.

Schemat fabularny jest podobny: bunt i zabójstwo pierwszego dowódcy wyprawy, którego zastępuje młody kondotier, tutaj noszący imię nie Aguirre, lecz Gorriamendi (Óscar Jaenada). Przejęcie władzy (i kobiety), narastające konflikty wewnątrz grupy, rozwiązywane zwykle przez egzekucje i zabójstwa. Tym razem mamy do czynienia z istnym ludobójstwem. Właściwie nie wiemy, kto ostatecznie przeżyje całą wyprawę, a kto za chwilę zostanie uśmiercony. Zabijanie jest tu tak proste jak zerwanie storczyka. Ta wizja przypomina nawet nie historyczne ludobójstwa, ale współczesne masowe zabijanie za pomocą broni masowego rażenia. W przeciwieństwie do filmu Herzoga, a tym bardziej Saury, element religijny wypraw konkwistadorów (nawracanie Indian jako element konkwisty), zostaje tutaj podważony (co daje asumpt do pozycjonowania tego filmu raczej w paradygmacie współczesnej – również hiszpańskiej – kinematografii, która każe patrzeć na katolicyzm wyłącznie w ujęciu krytycznym). W filmie Herzoga biorący udział w wyprawie Franciszkanin, choć nie udziela pomocy proszącej go doñi Annie (pada słynna kwestia dla dobra Boga i ludzi, Kościół zawsze stał po stronie silnego), ostatecznie przeciwstawia się szaleństwom Aguirre, co sprowadza na niego zgubę. W El Dorado ksiądz jest orędownikiem pokoju i nie chce brać udziału w okrucieństwach hidalgów. A wyrazy potępienia w kierunku Lope de Aguirre, kończą się dla niego tragicznie (zostaje zabity przez Aguirre w czasie modlitwy). W Złotym mieście ksiądz, choć staje w obronie gwałconej Indianki, przywołując tym samym postawę obrońcy Indian – ojca Bartolomeo de Las Casas – ostatecznie bierze udział w zabijaniu przeciwników władzy, by finalnie zginąć pochłonięty przez bagno. Amazońska dżungla jest więc światem, w którym, jak mówi Indianin, dżungla pochłania światło. To królestwo, w którym człowiek całkowicie zatraca swoją duchowość, swoje człowieczeństwo. Zapomina o dobru.

Być może znów mamy tu do czynienia z metaforą. Metaforą współczesnego świata, które w pogoni za współczesnym El Dorado, wyzbywa się swego człowieczeństwa. Finał filmu, w przeciwieństwie do wcześniejszych, filmowych wizji podróży do Złotego Miasta jest jednak cokolwiek pozytywny. Dwóch ocalałych z wyprawy konkwistadorów, którzy przeżyli, bo nie zatracili do końca resztek swej godności i dobroci, dociera na wybrzeże, gdzie odkrywają El Dorado – miasto, dachy którego pokrywa mieniąca się jak złoto glazurowa glina. Ale odkrywają coś jeszcze – ideę, że za morzem, do brzegów którego dotarli, rozpościera się legendarne Królestwo Kitaju. Jest nasze… – mówi jeden z konkwistadorów, wbijając w piaszczystą plaże chorągiew Królestwa Kastylii. Czy jest to wyraz pychy białego człowieka, przygotowującego się mentalnie do następnego podboju? Być może, ale ja wolę w tym widzieć pochwałę odwagi, przygody i chęci odkrywania tego, co nieznane, niekoniecznie związane z zabijaniem i wyzyskiem.

Na koniec wspomnijmy jeszcze o jednej filmowej produkcji dotyczącej El Dorado: o animowanym filmie wytwórni Dreamworks, zatytułowanym Droga do El Dorado (2000, reż. Don Paul, Bibo Bergeron) – luźno odwołujący się do wyprawy Ursúi – Aguirre, swobodnie mieszający historyczne wydarzenia (pojawia się tu postać Cortésa – sic! – szukającego właśnie El Dorado). Film opowiada o dwóch, sympatycznych hiszpańskich awanturnikach: Tulio i Miguelu, którzy odkrywają El Dorado (tak, ono naprawdę istnieje, przynajmniej w hollywoodzkiej fantazji), gdzie zostają wzięci za bogów (co rzekomo przytrafiło się Cortésowi podbijającemu królestwo Azteków). Ale kiedy chytry indiański kapłan chce wykorzystać moc jednego z bohaterów – Miguela (jako żywo przypominającego Chrystusa), by uświęcić rytuał składania ofiar z ludzi, ten przeciwstawia się temu, ratując od zagłady dziesiątki śmiertelników. Hollywoodzka bajka opowiadająca o prawdziwym El Dorado odwraca złowrogie konotacje. Złote Miasto nie zaraża złem, przemocą, okrucieństwem, kontakt z nim uświęca i zmienia na lepsze. Czy jednak waga disneyowskiej wizji może zrównoważyć ponure, aktorskie wizje dróg do El Dorado, naznaczonych śmiercią i przemocą? Cóż, niektórzy uważają, że właśnie w amerykańskim kinie gatunkowym najpełniej przetrwał rewitalizujący kulturę mit. W końcu mitycznego miasta El Dorado szukał również niezrównany archeolog Indiana Jones w Królestwie Kryształowej Czaszki (2008, reż. Steven Spielberg), który wcześniej odnalazł Arkę Przymierza, jak i kielich Świętego Grala…

Piotr Kletowski

Wszystkie artykuły w „Teologii Politycznej Co Tydzień” [534]: „Pizarro. Polityczność i spór o uniwersalizm”

Przypisy:

[1] Andrzej Tarczyński, Narracja jako kreacja rzeczywistości społecznej. Przypadek Lope de Aguirre na tle wprawy Pedra de Ursúi 1560 – 1561, (w:) Zeszyty naukowe KUL (67), nr 1 (265), s, 105 – 128.

logo MKiDN6