Orzeszkowa projektowała istnienie porządku świata przenikniętego zamysłem aksjologicznym, któremu poddani są wszyscy, niezależnie od dokonywanych wyborów. Czy będzie to rozpaczliwie tęskniący za dobrem grzesznik; czy przegrana w życiu utopistka; czy też zakotwiczona w realiach nadniemeńskich społeczność rozdarta między lokalną albo kosmopolityczną tożsamością – pisze Aneta Mazur w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Orzeszkowa. Republika pracy”.
„Tylko do wszelkiego rodzaju metafizyki nie jestem skłonna ani zdolna – i nigdy nią nie będę, choćbym wstąpiła do seminarium, aby specjalnie wystudiować teologią”[1]. Tak, wręcz symbolicznie, bo w sam drugi dzień Bożego Narodzenia pisała dwudziestosiedmioletnia Orzeszkowa do redaktora „Gazety Polskiej”. Była młodą kobietą po przejściach (małżeńskich, powstańczych i finansowych), debiutującą pisarką i pozytywistką par excellence, zachłannie oddaną wiedzy zdobywanej na drodze samouctwa, szczególnie w zakresie „sympatycznych”[2] jej nauk przyrodniczych. Niechęć, jaką żywiła do teologii, w dużej mierze wynikała z kontekstu biograficznego[3], ale orientacja antymetafizyczna była świadomie i radykalnie przyjętą postawą. Jak wyznawała, „metafizyka ma dla mnie coś nieskończenie – że się tak wyrażę – niesmacznego: nie mogę pogodzić się z owymi empirycznymi i trans[cen]dentalnymi pojęciami, z owymi nieskończonymi a priori i a posteriori, z owymi finalnymi celami i pierwotnymi przyczynami”[4]. Z niechęcia traktowała „metafizyczne zaciekanie się”, z jakim atakowano Darwina i Büchnera, ganiła zasłużonego prekursora polskiego scjentyzmu, Józefa Supińskiego, że „nie zdołał z metafizyki wybrnąć”[5].
Broniąc swych zainteresowań dla fizjologii, sięgała wprawdzie po tradycyjny język dualizmu ciało-dusza i odżegnywała się od materializmu („Nie idzie przecież za tym, abym zapatrywała się na człowieka z punktu czysto fizycznego; przeciwnie, patrzę głównie na jego ducha i ducha tylko czcią moją zaszczycam”[6]), ale w istocie chodziło jej o rodzaj duchowo-materialistycznego monizmu, zgodnie z nierozstrzygalnym paradoksem epoki, która utknęła w tej światopoglądowej pułapce. I na pierwszym, bez mała dwudziestoletnim etapie twórczości pisarki najważniejsze będą uniwersalne prawa przyrodnicze i socjologiczne – z upodobaniem powołują się na nie bohaterowie, a zwłaszcza wczesna, tendencyjnie dydaktyczna narracja – oraz społeczno-ekonomiczna kondycja portretowanych bohaterów, z której wynikają ich bytowe i psychiczne („duchowe”) dramaty.
Równolegle z kryzysem ideologii pozytywistycznej, od lat 80. narasta w twórczości Orzeszkowej niepokój światopoglądowy: etyczny, historiozoficzny i ontologiczny. Ten pierwszy przede wszystkim. W parabolicznych i historycznych fabułach (m.in. Czego po świecie szukał Smutek, 1888; Pytanie, 1888; Czciciel potęgi, 1890), w studium wielkiego misterium chłopskiej duszy (Cham, 1888) pojawia się „przepaścista, niezgłębiona, czarna zagadka powszechnego cierpienia świata”[7] – od mizernej doli psa, poprzez stoicki ból filozofa i gorzką ofiarę altruisty, po tragedie dziejowe. Zagadka, na którą nie ma remedium w programach społecznych. W roku 1884 pisarka nadal deklaruje się jako zdecydowana pozytywistka, której „niepodobna” uwierzyć w „bóstwo” i „życie pozagrobowe”, ale zaczyna mieć wątpliwości co do swego światopoglądu: „Lecz bóstwo? [...] Jeżeli jest? A my przekonywać będziemy innych, że go nie ma. Czy kiedyś, kiedyś miliardy zrozpaczonych głosów nie krzykną ku mogiłom synów naszego wieku: «Oddajcie nam Boga!»”[8].
Zainteresowania religioznawcze, inspirowane m.in. Życiem Jezusa Ernesta Renana, a także fascynacja historiozofią Krasińskiego przetwarzają ogląd i prezentację rzeczywistości w dojrzałej twórczości Orzeszkowej. Mnożą się w niej pseudo-sakralne epifanie różnej, jeszcze nie spirytualistycznej, tylko przyrodniczej, narodowo-historycznej, antropologicznej lub estetycznej proweniencji (por. Nad Niemnem) – a heroiczny etos „cnoty”, praktykowany przez coraz liczniej występujące postaci idealistów, staje się kluczem otwierającym eschatologię cierpienia. Z tą tajemnicą pisarka będzie się zmagać do końca, nie znajdując innego rozwiązania niż zawieszone bez odpowiedzi pytanie agnostyka o gwarancje aksjologicznej sprawiedliwości albo konieczność przyjęcia Pascalowskiego zakładu (choć z innych pobudek niż u filozofa XVII-wiecznego). „Byłam więc pozytywistką [...] i przez czas pewien zdawało mi się, że w tej ciasnej i ciemnej celi, w której zamieszkałam, wszystko jest dobrze. Ale nie trwało to długo. [...] nie podobna nie zajmować się tym, co poza tym kręgiem [rzeczy spostrzegalnych i doświadczalnych] być musi”[9].
Z biegiem lat autorka Melancholików (1888-1894) okaże się i skłonna, i zdolna do metafizyki – wprawdzie swojej własnej, nie teologicznej. Świat jej późnych tekstów coraz mniej przypomina mimetyczną reprezentację rzeczywistości. Zaludniają go monady wiodące swoiście pustelniczy, stoicki lub quasi-mistyczny żywot per aspera ad astra, „dusze różne od innych, dziwne”[10], uchwycone w procesie „uświęcenia się człowieka”[11] – jak Seweryna z Dwóch biegunów (1893) i Ad astra (1904), „fanatyk idei dobra”[12] i mieszkaniec naukowo-ziemiańskiej utopii w Australczyku (1896), stoik Zenon (Bracia, 1895), tytułowy marzyciel z noweli Niepoprawny (1900) czy uduchowiona Anastazja (Anastazja, 1902). Przyrodnicze aksjomaty ustępują ewangelicznym mottom („Błogosławieni, którzy cierpią dla sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebieskie”, Mt 5,10) i wanitatywnym lejtmotywom („Błąd wiek człowieczy”)[13], a kontemplacje, do których zawsze miały skłonność postaci Orzeszkowej, wyraźnie nabierają charakteru modlitewnego, panteistycznego lub mistycznego. Dobra, mądra melancholia – „skrzydła ludzi wysokich” według Słowackiego – zapowiadana już wcześniej w kreacjach Benedykta czy Anzelma, staje się najszlachetniejszą odmianą egzystencji, wyraźnie ukazującą oblicze „boskiego smutku” znane z tradycji ojców Kościoła. Agnostyczna wątpliwość sprzed lat zostaje przekształcona w słowa jednego z doświadczonych nieszczęściem dekadentów: „Dajcie mi Boga, wieczność, nieśmiertelność, bo inaczej, bo jeśli ich nie ma, plunę ze wzgardą i nienawiścią na tę siłę ślepą, głupią, okrutną, która przywołała do życia mnie i mój geniusz” (Wielki, 1894)[14].
Niektóre utwory pisarki z tego etapu twórczości przyrównuje się do przesiąkniętej etyczno-religijnym klimatem prozy Tołstoja, ale u Orzeszkowej nie ma, przy całym rozczarowaniu cywilizacyjnym postępem i pochwale ziemiańskiej harmonii z naturą, intuicyjnej mimikry do instynktownej wiary ludu, choć tej ostatniej niejednokrotnie składa szczery i głęboki hołd. Jej metafizyka o podwójnym, emocjonalistyczno-racjonalistycznym charakterze łączy silny komponent chrześcijańskiego miłosierdzia z teistycznym neoplatonizmem. Dopuszcza Boga filozofów, tożsamego z „najwyższym wyrazem Dobra, Prawdy, Piękna, wszystkiego słowem, co w mowie ludzkiej nazywa się Ideałem” – i dopuszcza Boga osobowego, który jest „Stwórcą, [...] Ojcem, Sędzią i Prawodawcą”[15]. Ich poetyckie formuły padają w litanijnych fragmentach lirycznej prozy Z myśli wieczornych (1908):
Tyś pochodnią – szukającym,
lekarzem tym – co chorzy,
siłą – w sile zachwianych,
ratunkiem – ściganych. [...]
Tyś Światłem – bez cienia,
Kochaniem – bez cierpienia,
Potęgą – bez zachwiania,
Dobrem – bez skazy.
Zmiłuj się nad nami![16]
Dopuszcza również zatroskanego Boga Spinozy z wiersza Herberta, obcego teologicznym abstrakcjom a bliskiego konkretowi codziennego życia, który wyprowadza z błędu fanatycznej, klasztornej dewocji poranioną psychicznie Mechtyldę (Ascetka, 1890). Dopiero teraz bowiem, nie licząc wczesnej, schematycznej i epizodycznej postaci księdza organicznika, spotkamy reprezentantów profesji duchownej (przeniknięte franciszkańskim humanitaryzmem siostry zakonne – Ascetka; Z różnych dróg, 1900) oraz sakralną przestrzeń kościoła (symboliczne przypieczętowanie powrotu emigranta do korzeni – Australczyk). Pojawia się wreszcie Bóg mistyków, w nie do końca przekonującej artystycznie próbie uchwycenia ekstazy (Seweryna obcująca z duchami męczenników – Ad astra). Swoje własne credo wypowie Orzeszkowa w liście do bliskiego znajomego na rok przed śmiercią, otwarcie deklarując wiarę w Boga i nieśmiertelną, samodoskonalącą się duszę[17]. Ale jej najbardziej metafizycznym utworem pozostaną chyba Pytania (1902), alegoryzujące ujęcie ludzkiego życia, pytające o pochodzenie, sens i kres drogi, jaką przemierza anonimowy homo viator: „Skąd przyszedł?”, „Po co przyszedł?”, „Dokąd odszedł?”[18]. Transcendencja przekraczająca wymiar fizykalny – ta meta ta physika – otrzymuje tu sugestywną formułę retoryczną: człowiek odchodzi „za lądy, za morza, za gwary, za cisze, za dalekość i za bliskość. [...] za dnie, za lata, za wieki i za wszelki czas”[19]. Nieufna wobec estetyzującej zaświatowości młodopolan, Orzeszkowa spotkała się z nimi na gruncie metafizycznych, eschatologicznych „dreszczy”, z jakich zasłynęła dramaturgia Maeterlincka.
Ewolucja światopoglądowa „kazuistki sumienia” (Stanisław Brzozowski) i przyjęta przez nią strategia pozwalają zaryzykować stwierdzenie, że na drugim i trzecim etapie twórczości Orzeszkowa uprawiała, mniej lub bardziej świadomie, coś w rodzaju swoistej, literackiej teologii „politycznej” (w pierwotnym znaczeniu słowa, tj. wspólnotowej). Projektowała istnienie porządku świata przenikniętego zamysłem aksjologicznym, utożsamionego później z Absolutem, któremu poddani są wszyscy, niezależnie od dokonywanych wyborów. Czy będzie to rozpaczliwie tęskniący za dobrem grzesznik – jak bohater Jednej setnej; czy przegrana w życiu utopistka, uświęcająca się wyrzeczeniem – jak Anastazja i Seweryna (po części projekcje osobowości samej autorki); czy też zakotwiczona w realiach nadniemeńskich społeczność rozdarta między lokalną albo kosmopolityczną tożsamością – skądinąd aktualny ciągle paradygmat polskości.
prof. Aneta Mazur
[1] E. Orzeszkowa, Listy zebrane, red. E. Jankowski, t. 1, Wrocław 1954, s. 45 (do Józefa Sikorskiego 26 grudnia 1868 r.). Dalej pozycja oznaczona jako LZ wraz z numerami tomów i stron.
[2] Ibidem, s. 44.
[3] W tym czasie przeprowadzała Orzeszkowa swoją sprawę rozwodową. „Teologią zacznę studiować wtedy chyba, gdy ukończę wszelkie sprawy z księżami, z którymi teraz mam do czynienia i którzy wcale nie zachęcają mię do teologii” (ibidem).
[4] LZ 1, 33 (do Józefa Sikorskiego 24 marca 1868 r.).
[5] Ibidem; LZ 3, 21 (do Jana Karłowicza 6 września 1880 r.).
[6] Vide przypis 1.
[7] E. Orzeszkowa, Cham, Warszawa 1973, s. 111.
[8] LZ 3, 66; 67 (do Jana Karłowicza 30 sierpnia 1884 r.).
[9] LZ 5, 178 (do Tadeusza Bochwica 21 kwietnia 1909 r.).
[10] E. Orzeszkowa, Anastazja, [w:] Anastazja, …I pieśń niech zapłacze, Warszawa 1977, s. 98.
[11] LZ 7, 292 (do ks. Witolda Czeczota 22 marca 1900 r.).
[12] E. Orzeszkowa, Australczyk (Pisma zebrane, red. J. Krzyżanowski, t. 27, Warszawa 1949, s. 197. Dalej wydanie oznaczone jako PZ wraz numerami tomów i stron).
[13] Motto Australczyka; cytat z Trenów Kochanowskiego powracający w Anastazji.
[14] PZ 29, 123.
[15] LZ 5, 190 (do Tadeusza Bochwica 3 maja 1909 r.).
[16] PZ 52, 258.
[17] Vide LZ 5, 177-181, 190-193. Pisarka prezentuje tu swoją wizję religii i swój zdystansowany stosunek do Kościoła (do Tadeusza Bochwica 20-23 kwietnia i 3 maja 1909 r.).
[18] PZ 34, 192, 210, 215.
[19] PZ 34, 214-215.
