Filozofia polityczna Kanta opiera się na jego teorii praktycznego rozumu, a na pierwszym planie znajduje się w niej kosmopolityzm i republikanizm. Z tej koncepcji pośrednio można wywnioskować krytyczny stosunek Kanta do rozbiorów Polski. Nie oznacza to jednak, że Kant uważał schyłkową I Rzeczpospolitą za zdrowy, oświecony organizm państwowy – pisze Maciej Witkowski w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Naruszewicz. Rzeczpospolita pamięci”.
W tekstach O wiecznym pokoju czy Idea powszechnej historii w aspekcie kosmopolitycznym Kant zarysował wizję globalnego pokroju opartego o rozumne, republikańskie pojmowanie polityki. Sam filozof myślał o swojej filozofii politycznej jako o pewnego rodzaju ukoronowaniu całej filozofii praktycznej. „Przede wszystkim trzeba wpierw szukać królestwa czystego praktycznego rozumu i jego sprawiedliwości, a cel wasz (dobrodziejstwo wiecznego pokoju) sam się ziści” – pisał.
Autor Krytyki praktycznego rozumu swoje rozważania na temat pokoju sytuował w kontekście teorii umowy społecznej. Podobnie jak Hobbes, był zdania, że państwa w pewnym sensie znajdują się w stanie natury. Dla Kanta nie był to jednak stan docelowy. Uważał, że państwa, kierowane przez rozum, mają obowiązek opuścić stan natury i stworzyć ponadpaństwowy organizm, który zakończy wszelkie wojny i zapewni światu wieczny pokój. Taka globalna konfederacja stałaby się wówczas surogatem „państwa państw”.
Nie jest jasne, czy Kant rzeczywiście wierzył, że całkowity zanik wojen jest możliwy, wydaje się, że miał świadomość, że imperatywy moralne należy oddzielić od politycznego pragmatyzmu. Bardzo możliwe, że chodziło mu bardziej o asymptotyczne przybliżanie się do stanu pokoju, który jednak nigdy nie zostaje w pełni zrealizowany.
Warto jednak zauważyć pewien paradoks tej koncepcji. Autor O wiecznym pokoju z jednej strony wzywa do aktywnego zaangażowania na rzecz pokoju, a z drugiej rozciąga realizację pacyfistycznego ideału na wręcz nieskończony horyzont czasowy. Może to wynikać z tego, że Kant w swojej teorii chciał pogodzić moralny wymiar polityki z elementem empirycznym, który nadaje bieżącej polityce bardziej przygodny charakter, niepoddający się na pierwszy rzut oka regułom teleologicznym.
Niemniej jednak dążenie do republikańskiej formy państwa, a ostatecznie do „kosmopolitycznego stanu powszechnego bezpieczeństwa wszystkich państw” jest, zdaniem Kanta, świadomym celem natury oraz celem ludzkiej historii.
Wróćmy jednak na moment do empirycznego wymiaru polityki. Warto spojrzeć, w jakich okolicznościach historycznych powstawała filozofia polityczna Kanta. Esej O wiecznym pokoju został opublikowany w 1795 roku, czyli w tym samym roku, w którym I Rzeczpospolita zniknęła z mapy w wyniku trzeciego rozbioru. Z kolei Kant, jako poddany króla pruskiego, nie mógł jawnie skrytykować jego polityki, nie narażając się na poważne represje, lecz gdy spojrzymy na sześć tzw. preliminarnych warunków do wiecznego pokoju, to dwa z nich można bezpośrednio odnieść do sprawy polskiej.
Warunek drugi głosi bowiem, że „żadne samodzielnie istniejące państwo [...] nie może być zdobyte przez inne państwo ani tytułem kupna, ani wymiany, darowizny czy dziedziczenia”, a piąty, że „żadne państwo nie powinno się mieszać w drodze przemocy do konstytucji i rządów innego państwa”. Oba te warunki zostały wprost złamane przez państwa zaborcze. Zresztą, jak wskazuje Mirosław Żelazny, czołowy polski badacz myśli Kanta i tłumacz licznych jego dzieł, w dalszej części eseju Kant niemal wprost odnosi się do schyłkowego okresu istnienia I Rzeczpospolitej:
„Żadne państwo nie powinno mieszać się przemocą do ustroju i rządów innego państwa. Bo cóż może je do tego uprawniać? Czy skandal, którego dostarcza ono poddanym innego państwa? Ów skandal mógłby raczej służyć za przestrogę, jako przykład wielkiego zła, które naród może na siebie ściągnąć przez bezprawie; a w ogóle zły przykład, który jedna wolna osoba daje drugiej (jako scandalum acceptum), nie jest obrazą tej ostatniej. [...] Jak długo jednak ów wewnętrzny spór [między konserwatystami a reformatorami - przypis M.W] pozostaje jeszcze nierozstrzygnięty, byłoby takie mieszanie się zewnętrznych sił okaleczaniem praw zmagającego się ze swą wewnętrzną chorobą, niezależnego narodu, a tym samym skandalem, i czyniłoby niepewną autonomię wszystkich innych państw.”
Z przytoczonego fragmentu wynika bowiem jednoznacznie, nawet jeśli polskie państwo nie jest wymienione z nazwy, że Kant sprzeciwiał się zewnętrznej ingerencji w wewnętrzne sprawy Rzeczpospolitej. Przytoczony cytat wskazuje jednocześnie, że stosunek filozofa z Królewca do polskiej tradycji politycznej, przynajmniej w takim wydaniu, w jakim jawiła się ona pod koniec XVIII wieku, był jednoznacznie negatywny.
Krytyka, którą Kant kierował względem schyłkowej I Rzeczpospolitej pokrywała się w dużej mierze z poglądami polskich pisarzy oświeceniowych. Autor Krytyki czystego rozumu zwracał m.in. uwagę na to, że szlachta skupia się wyłącznie na swoich indywidualnych wolnościach i przywilejach oraz nie potrafi odpowiednio zarządzać gospodarką, zarówno w wymiarze prywatnych posiadłości ziemskich, jak i w skali całego państwa. Kant zwracał także uwagę na fakt, że w Rzeczpospolitej nie rozwiała się również nauka i sztuka. Powodem tego stanu rzeczy był, zdaniem niemieckiego filozofa, brak stanu średniego, który nie mógł wykształcić się ze względu na dominującą pozycję szlachty.
„Problem” Kanta z Polakami miał jednak znacznie głębsze podłoże. Na uwagę zasługuje bowiem jego ocena charakteru narodowego Polaków. Kant twierdził bowiem że Polacy przywiązani są do barbarzyńskiej wolności, która ich rozleniwia i skłania do buntu wobec rozumnych reform. Tak o Polakach autor Krytyki czystego rozumu mówił podczas jednego ze swoich wykładów:
W Polsce jeszcze niedawno panowała zasada barbarzyńskiej wolności, aż stała się przysłowiem, bo żadne prawa nie miały egzekucji, a ten posiadał władzę zwierzchnią, kto był silniejszy. Naród, który popadł w barbarzyńską wolność, sam się z niej nie wydostanie. Jest mu ona tak słodka, że chętniej zechce się on poddać innym okolicznościom, aniżeli da się pozbawić nieprzerwanej wolności. Naród taki musi być pouczony siłą. Wolne narody są w wolności butne i leniwe, a to lenistwo czyni je znów butnymi. Nie mają ochoty pracować, bo nic ich nie przymusza i mają za niewolników tych, którzy pracują.
Co istotne, Kant zauważa, że zasada barbarzyńskiej wolności panowała w Rzeczpospolitej „jeszcze niedawno”. Z tych słów wynika, że filozof zauważył w Polsce pewne procesy, które mogą zmienić ten stan rzeczy. Zapewne chodziło mu o reformy, które zaczął wprowadzać Stanisław August. Widzimy jednak wyraźnie, że we wcześniejszej polskiej tradycji politycznej nie widział on de facto żadnej wartości. Co więcej, w przytoczonym wyżej fragmencie Kant zdaje się przeczyć swojemu postulatowi z O wiecznym pokoju, twierdząc że naród, który nie chce wyzbyć się barbarzyńskiej wolności „musi być pouczony siłą”.
Można z tego wyciągnąć wniosek, że Polacy mogą zostać włączeni do kosmopolitycznego ładu tylko wtedy, gdy podda się ich westernizacji, która w tym kontekście zdaje się być tożsama z germanizacją. Taka kantowska germanizacja ma prowadzić nie tyle do utraty tożsamości etnicznej, co do porzucenia przez Polaków rodzimej tradycji politycznej, którą Kant uważa za dysfunkcyjną. W notatkach z innego wykładu, filozof z Królewca jasno wyraża zresztą takie stanowisko:
Naród [polski – przypis M.W.] mógł się utrzymać, gdy jego sąsiedzi sami byli nieokrzesani, dziś jest on bliski upadku [...]. Sądzę, że nie stwierdzę za wiele, gdy powiem, że narody, które nie znają innej formy rządów aniżeli albo barbarzyńska wolność, albo barbarzyńskie poddaństwo, nigdy nie przeprowadzą trwałej rewolucji, gdyż nigdy nie będą w pełni cywilizowane.
Takie tezy niebezpiecznie zbliżają się z kolei do oficjalnego uzasadnienia pruskich agresywnych działań wobec Rzeczpospolitej, które, jak wskazuje Żelazny, opierało się na dwóch fundamentalnych argumentach: „zagrożenia własnego ustroju przez skandal, jakim jest anarchia w kraju sąsiednim, oraz konieczności rozszerzania swych granic jako środka obrony przeciwko agresji zewnętrznej”.
***
Stosunek Kanta do schyłkowej I Rzeczpospolitej jest zatem skomplikowany. Z jednej strony sprzeciwiał się on zewnętrznym interwencjom w wewnętrzne sprawy poszczególnych państw, a z drugiej miał świadomość, że kraj chylił się ku upadkowi, co mogło mieć bardzo negatywne konsekwencje dla całego regionu.
W uwagach Kanta pojawia się jednak typowy dla ówczesnych elit niemieckich paternalizm wobec narodów zamieszkujących tereny na wschód od Prus. Był on przekonany, że jedyną nadzieją dla Polski jest przyjęcie rozumnych zasad politycznych wykształconych przez niemiecką filozofię.
Taka postawa sprawiała, że nie był on w stanie dostrzec pozytywnych elementów polskiej tradycji politycznej, w której bardzo ważną rolę odgrywał sprzeciw wobec absolutyzmu, kultura konsensusu czy poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne. Nie możemy także zapominać, że w kolejnych dziesięcioleciach przywiązanie do polskiej tradycji wolnościowej było ważnym czynnikiem, który pozwolił Polakom przetrwać okres zaborów, a dziś stanowi ważną inspirację dla twórców współczesnego polskiego państwa i wcale nie przeszkadza nam funkcjonować w zjednoczonej Europie.
Widać to m.in. w Konstytucji RP, która z jednej strony została napisana według najlepszych zachodnich wzorców, a z drugiej pełnymi garściami czerpie z rodzimej tradycji. Okazuje się zatem, że nie mamy tu do czynienia z sytuacją „albo, albo”. Oba wzorce mogą się ze sobą harmonijnie łączyć, czego Kant niestety nie dostrzegł, gdyż, pomimo całej przenikliwości swojego umysłu, nie potrafił wyjść poza typowe dla ówczesnych niemieckich elit uprzedzenia. Jest to problem, z którym niestety mamy do czynienia również dziś.
Maciej Witkowski

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury