AfD to reakcyjny ruch tożsamościowy

Wszystko wskazuje na to, że Niemcy coraz bardziej przypominają kraj zmierzający w stronę jakiejś formy wojny domowej.

Jeszcze niespełna pięć lat temu w Niemczech panowało przeświadczenie, że na tle sytuacji w innych europejskich państwach kraj ten wyróżnia się wręcz niewzruszoną wewnętrzną stabilnością. Jest wręcz ostoją wzorcowej, konsensualnej liberalnej demokracji, przy której na przykład Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, nie mówiąc już o Polsce, przypominają prawdziwe pole bitwy. Stabilitokracja wydawała się więc najważniejszym politycznym osiągnięciem naszego zachodniego sąsiada, wyrazem jego siły i przewagi w Europie.

Dzisiaj jest inaczej, bo Niemcy coraz bardziej przypominają kraj zmierzający w stronę jakiejś formy wojny domowej. Sam uczestniczyłem niedawno w dyskusji, w której Marko Martin, niemiecki pisarz i dziennikarz, otwarcie twierdził, że AfD jest partią faszystowską, która wypowiedziała niemieckiej demokracji wojnę, i że należy temu wyzwaniu stawić czoła wszelkimi dostępnymi środkami. Problem w tym, że na poziomie federalnym poparcie dla AfD sięga 30 proc., a w niektórych landach wschodnich Niemiec jej zwolennicy mają już wkrótce szansę zdobyć większość w lokalnych parlamentach.

Czy „zapora ogniowa” przeciwko AfD się utrzyma?

Obecnie problemem w Niemczech nie jest już to, czy tak zwana „zapora ogniowa” przeciwko AfD się utrzyma, a więc izolacja tej partii przez wszystkie pozostałe, ale jaką reakcję wywoła koniec tej zapory. Björn Höcke, jeden z głównych ideologów AfD, w licznych wystąpieniach w mediach społecznościowych (niektóre trwają nawet cztery godziny i mają sześć milionów odsłon), rysuje obraz nadchodzącej politycznej i kulturowej rewolucji w Niemczech. Zapowiada odrzucenie „zastępczej tożsamości” narzuconej Niemcom przez Amerykanów i Zachód oraz powrót do starych, wielkich Niemiec z czasów sprzed I wojny światowej w sojuszu z Rosją.

AfD nie jest więc opozycyjną partią, której celem jest dokonanie politycznych reform, ale reakcyjnym ruchem tożsamościowym. W obliczu jego nadchodzących sukcesów wyborczych znów coraz częściej wraca więc w Niemczech presja, aby tę partię zdelegalizować. Wydaje się jednak, że nie ma już dobrego wyjścia z sytuacji. Zdelegalizowanie partii z tak dużym społecznym poparciem stawia pod znakiem zapytania sens demokracji w Europie. Z kolei jej demokratyczne zwycięstwo otwiera drogę do powstania w centrum Europy Niemiec o dobrze znanym z przeszłości potencjale politycznej i narodowej agresji.

Marek A. Cichocki 

Felieton ukazał się w dzienniku „Rzeczpospolita”

Przeczytaj inne felietony Marka A. Cichockiego